O twórcy corporate governance

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn51Share on Facebook0

Znany portal zamieścił mój tekst przeznaczony dla kogoś innego, a jego użytkownicy zrugali mnie za użycie obcego im terminu corporate governance. Nie znają go, nie rozumieją, ale przecież i nie potrzebują. Kto natomiast inwestuje na rynku kapitałowym, nabywa akcje lub obligacje spółek – wie, że pod tym pojęciem kryje się sposób, w jaki spółka jest zarządzana i nadzorowana. Tę skrótową definicję ukuł Sir Adrian Cadbury, który przez wielu niewtajemniczonych uważany jest za twórcę corporate governance.

A było tak: z początkiem lat dziewięćdziesiątych ub. stulecia Wielka Brytania została dotknięta serią skandali korporacyjnych. Upadł Bank of Credit and Commerce International, znaczący międzynarodowy bank z siedzibami w Londynie i w Karaczi: miał 400 oddziałów, działał w 78 krajach, ale żaden krajowy nadzór bankowy nie ogarniał skomplikowanej struktury i niejasnej działalności banku, żaden audytor nie miał pełnego dostępu do ksiąg. Upadło medialne imperium Roberta Maxwella, arcyoszusta, który zdefraudował nawet fundusze emerytalne swoich pracowników. Upadła zadłużona spółka Polly Peck, a jej prezes zwiał na okupowaną przez Turcję część Cypru. Te przypadki wywołały reakcję londyńskiej City, która zapoczątkowała usiłowania wokół reformy corporate governance. Na jej czele stanął Sir Adrian Cadbury, kwakier, były olimpijczyk, prezes konglomeratu Cadbury Schweppes. Pod jego przewodnictwem powstał słynny „Cadbury Report”, czyli raport na temat finansowych aspektów corporate governance (1992). Sir Adrian napisał także kilka fundamentalnych monografii o corporate governance.

Lecz wielu, w tym i sędziwy Sir Adrian uznaje, że prawdziwym twórcą corporate governance jest Bob TRICKER, profesor wielu światowych uniwersytetów, autor pierwszej w świecie monografii pod tym tytułem („Corporate Governance”, 1984), inicjator i redaktor pierwszego w świecie periodyku naukowego poświęconego tej tematyce („Corporate Governance. An International Review”) wydawanego od 1993 roku. Bob Tricker, dzisiaj uczony światowej sławy, prowadził w latach siedemdziesiątych ub. w. Oxford Centre for Management Studies i tam doświadczył nieprawdopodobnych swarów, intryg, personalnych animozji i politycznych kontrowersji między szacownymi donami prześwietnej uczelni i najwybitniejszymi brytyjskimi biznesmenami, toczącymi zapiekłe walki każdy z każdym. Wówczas Tricker uświadomił sobie, że governance i management to terminy wcale nie tożsame – i podjął pracę nad wspomnianą książką. A ostatnio przypomniał te wydarzenia w najnowszej książce „Oxford Circus” (2015). Tytuł jest dwuznaczny, bo Oxford Circus to ruchliwe skrzyżowanie londyńskich arterii Regent Street i Oxford Street, ale w dosłownym znaczeniu – cyrk oxfordzki, taki z małpami. Te zwierzątka mają wiele wspólnego z corporate governance. Wiem, co piszę.

Poznałem Boba Trickera z początkiem lat dziewięćdziesiątych w Poznaniu na międzynarodowej konferencji w tamtejszej Akademii Ekonomicznej. Gospodarzem wydarzenia był prof. Ryszard Ławniczak. Znam go od 50 lat, jeszcze z epoki SSPONZ (Studenckiego Stowarzyszenia Przyjaciół ONZ): zawsze innowacyjny, otwarty na świat, utalentowany także w pozyskiwaniu funduszy na oryginalne przedsięwzięcia, Ryszard sprowadził do Poznania ekonomistów z kilku kontynentów, a Boba aż z Hongkongu, gdzie przez lata wykładał. Byłem świeżo po kursie w Uniwersytecie Środkowo-Europejskim na temat corporate governance, miałem jakieś skromne doświadczenia praktyczne (w Poznaniu przewodniczyłem radzie nadzorczej Modeny, wówczas chluby polskiej gospodarki, tę perłę zniszczyli dopiero eksperci z NFI), więc czułem się na siłach do dyskutowania z prof. Trickerem o perspektywach corporate governance w Polsce. Opowiadał o przygotowywanym starcie kwartalnika, proponował współpracę, z czego nic nie wyszło, bo pytałem o pieniądze, których on nie miał i nie spodziewał się mieć, za to wskazywał na uznanie, jakie zyskałbym na swoim uniwersytecie, którego nie miałem i nie spodziewałem się mieć.

Po latach i ja wydawałem pismo o tej tematyce („Przegląd Corporate Governance” – biuletyn Polskiego Instytutu Dyrektorów) nie mając na to pieniędzy i nie spodziewając się je mieć. A do redakcji międzynarodowego periodyku wszedł prof. Ryszard Ławniczak, co utorowało drogę wielu polskim autorom na światowe łamy.

Terminu corporate governance nie uważam za obcojęzyczny. Jest on stosowany w całym świecie. W Polsce próbowano przekładać go rozmaicie. Ostatecznie ktoś dla hecy ukuł głupiutki termin „ład korporacyjny” – i udało mu się go zaszczepić! Governance to kategoria organizacyjna, ład to kategoria estetyczna, rzeczownik pochodzi od czasownika ładzić, czyli stroić, przyozdabiać, upiększać. Strojono chałupy na wiosnę, ozdabiano wianki panien młodych, upiększano samochody przed wystawieniem ich na giełdzie (samochodowej, nie na GPW). Picowano je po prostu. Stosowniejszy byłby przeto przekład „pic korporacyjny”. Za to, co niektóre spółki robią ze swoim wizerunkiem, handlarz używanymi samochodami poszedłby do więzienia.

5 myśli nt. „O twórcy corporate governance

  1. Krzysztof Grabowski

    Panie Prezesie,
    Tak nie przystoi. To, że Pan się nie zgadza z tłumaczeniem „corporate governance” na „ład korporacyjny”, jeszcze nie usprawiedliwia stosowania epitetów typu „głupiutki”…
    A „ład” oznacza nie tylko „piękno”, lecz także „porządek”, „harmonia” (w sensie harmonijnego układu wszystkich elementów). Wystarczy przyjrzeć się określeniu „nieład” – raczej tego nikt nie przetłumaczy jako „brak piękna”, lecz jako „nieporządek”. A antonimem nieporządku jest właśnie porządek. W tym przypadku – porządek korporacyjny, co oznacza nie tylko „nadzór” (co zbyt zawężająco sugeruje określenie „nadzór korporacyjny”), lecz porządnie ułożone relacje wewnątrz i na zewnątrz spółki.

  2. Mariusz Kanicki

    Porządek korporacyjny – brzmi dobrze. Porządek korporacyjny radzi sobie z dyskusjami i (w pewnej mierze) ze sporami. Dyskusji, różnicy zdań powinna towarzyszyć kultura, ale harmonii i ładu możemy nie odnotować. Nazbyt często w odniesieniu do polskich spółek termin ład brzmi dość eufemistycznie. A może i nie tylko polskich? (ze słownika: Wall Street – ulica Wałowa ;)). pozdrawiam

    1. Krzysztof Grabowski

      Sprawdziłem u Brücknera, w Słowniku etymologicznym języka polskiego. Cóż tam mamy? Otóż takie wyjaśnienie:
      ład (…) ładzić z kim (‚zgadzać się’); prasłowiańskie (…). Służyło oznaczaniu „ładzącej z sobą pary”.
      Czyli osiąganie porozumienia. A czymże innym jest ład korporacyjny (corporate governane), jak nie szukaniem porozumienia pomiędzy wszystkimi zainteresowanymi stronami?
      Pozdrawiam z ładem 🙂

  3. Sylwia Peczak

    Witam,

    Jak pierwszy raz przeczytalam na stronach polskich ze corporate governance jest tlumaczony jako „nadzor korporacyjny” to stwierdzilam, ze co jak co, ale w tym wzgledzie za „czystoscia” jezyka polskiego nie jestem. Bo przeczy to calej idei corporate governance… Sczegolnie teraz, gdy coraz bardziej do glosu dochodzi „holistyczna” wizja, bardzo popierana przez Jill Salomon i profesora Colina Mayera z Said Business School/Oxford, ze to nie tylko relacja akcjonariusze (shareholders) i dyrektorzy (management board) ale tez pracownicy, dostawcy, klienci (stakeholders).
    Bob Tricker juz wtedy wychodzil dalej niz Sir Adrian Cadbury i wspominal o corporate governance, ktora wychodzi poza granice relacji agent-pryncypal : “the governance role is not concerned with the running of the business of the company per se, but giving overall direction to the enterprise, with overseeing and controlling the executive actions of management and with satisfying legitimate expectations of accountability and regulation by interest beyond the corporate boundaries”. (Tricker,B.1992)
    Pozdrawiam z ojczyzny corporate governance

  4. Monika Marcinkowska

    Za profesorami Domańskim i Mesjaszem konsekwentnie opowiadam się za tłumaczeniem „władztwo korporacyjne”:
    Prawdopodobnie za najtrafniejsze i najbliższe istoty corporate governance można uznać określenie „władztwo korporacyjne”, dobrze bowiem wpisuje się w logikę prawa spółek i odwołuje się do podziału władzy [Domański 2000].
    Nawiązuje się w ten sposób po podziału występującego w dawnym języku polskim: władanie przez władcę (suwerena, właściciela), polegające na wprowadzaniu u utrzymywaniu ładu (porządku) dzięki możliwości wpływania na innych (władza) oraz zarządzanie przez wynajętego zarządcę [Mesjasz 2006]
    Terminy „władztwo” i „władanie” akcentują aktywny wymiar corporate governance, podczas gdy „ład” wskazuje na jego pożądany efekt, zaś „nadzór korporacyjny” nie odzwierciedla kierowania.
    Sama szerzej rozprawiam się z tymi terminami w książce „Corporate governance w bankach” (ha! – no właśnie: wydawca chciał w tytule powszechnego w Polsce tłumaczenia „ład”, „władztwo” byłoby słabo rozpoznawalne… więc zostaliśmy przy wystarczająco już polskim ‚governance’ 😉 )
    Pozdrawiam!
    MM

Dodaj komentarz