O wpływie doktryny Pence’a na corporate governance

  • Dążenie do zwiększenia udziału kompetentnych kobiet w radach dyrektorów rozbija się o rosnącą izolację kobiet w niektórych środowiskach;
  • Jest ona spowodowana obawami rodzaju męskiego przed możliwością zarzutów o niewłaściwe zachowanie wobec kobiet (sexual harassment);
  • Takie obawy świadczą o niewłaściwej reakcji na kampanię #MeToo, demaskującą niewłaściwe zachowania, ale uznaną za spektakularną;
  • Odpryskiem tej kampanii są utrudnienia awansu kobiet na stanowiska w radach dyrektorów oraz asymilacji awansowanych.

„Doktryna Pence’a” to żart. Mike Pence, wiceprezydent Stanów Zjedniczonych (ewentualny prezydent, gdyby dopadli Trumpa) nie jest, broń Boże, intelektualistą skłonnym obmyślać doktryny. Lecz skoro niewiele jest powodów do cytowania jego wypowiedzi, rozgłos zdobyła myśl natury obyczajowej. Otóż Mike Pence ogłosił, że unika jadania kolacji z jakąkolwiek kobietą inną niż jego żona. W istocie to jego sprawa, lecz wypowiedź została przyjęta, jak gdyby stała za nią racja stanu.

Odpryskiem problemu #MeToo – głośnej kampanii ujawnień przypadków nieodpowiednich zachowań obyczajowych – jest narastająca izolacja kobiet w świecie (amerykańskich) finansów – piszą autorki serwisu Bloomberg, Gillian Tan i Katia Porzecanski. Mężczyźni przyjmują szczególne zasady ostrożnościowe: unikają spotkań sam na sam ze współpracownicami lub kontrahentkami w interesach. Nie umawiają się z kobietami na lunch lub kolację. Podczas podróży służbowych wynajmują pokój na innym piętrze.

Ostrożność wykracza poza stosunki służbowe. Nie należy zajmować miejsca obok nieznanej kobiety w samolocie lub pociągu. Nie należy zagadywać nieznajomych kobiet, nawiązywać z nimi znajomości. Kobieta staje się tematem tabu w rozmowach. Należy unikać sytuacji, w których, względnie po których, można zostać pomówionym. W obecnych czasach już samo zatrudnienie kobiety bywa uznawane za źródło ryzyka, w dodatku nieubezpieczalnego – wszak tego obszaru spraw nie obejmie polisa D&O. Ubocznym efektem tej tendencji może stać się segregacja ze względu na płeć, zjawisko rodem z przeszłości słusznie minionej.

To, co potocznie nazywamy poprawnością polityczną, może przekształcić rodzącą się segregację w dyskryminację płci. Do obaw przed plotkami, pomówieniami, dochodzą obawy przed odpowiedzialnością. Ktoś nie spotka się już z podwładną inaczej niż w przeszklonym pomieszczeniu, lub przy szeroko otwartych drzwiach. Ktoś nie wsiądzie do zatłoczonej windy. Ktoś nie wsiądzie do kabiny, w której jedzie samotna kobieta. Nie wypada opowiadać dowcipów o kontekście lub podtekście erotycznym (to fatalne, bo Amerykanie znają niewiele innych). Cytowany przez autorki Bloomberga menedżer firmy private equity, idąc za radą żony (prawnika), nie jada biznesowych kolacji z kobietami w wieku poniżej 35 lat… Czy on je legitymuje? Czy jego żona nie wie, że kobiety bywają atrakcyjne także w późniejszym wieku?

Zachowania ostrożnościowe owocują wykluczeniem kobiet. Najpierw towarzyskim. Nie chodzi się z nimi na drinka. Unika się koleżeńskich pogawędek. Do rozmowy biznesowej lub służbowej doprasza się świadka. Jeżeli nawet organizuje się party z udziałem kobiet, już nie zaprasza się ich na afterparties. Kolejnym krokiem jest wykluczenie zawodowe. Asekurując się, menedżerowie nie przedstawiają do awansu – z obawy „co ludzie pomyślą?” – kandydatur kobiet, nawet uzasadnionych merytorycznie, godnych docenienia i poparcia. Istnieje niebezpieczeństwo, że znikną gdzieś mężczyźni będący dotąd dla kobiet doświadczonymi mentorami, wspierający je na kolejnych szczeblach kariery. Kobiety,  ostatnio tłumnie powoływane do rad dyrektorów (wymaga tego rynek) nie są w radzie należycie wspomagane w procesach orientation i onboarding przez doświadczonych kolegów. To dowód, że nowa obyczajowość kłóci się z najlepszym interesem spółki.

Opisane postawy wykoślawionej pseudopoprawności nie dziwią w zderzeniu z faktami: liczne przypadki niewłaściwych zachowań menedżerów wobec kobiet bywały dobrze znane na szczytach korporacji, lecz skandale tuszowano, winnych kryto. Za przykład może posłużyć głośny niedawno skandal w CBS, znanej amerykańskiej korporacji medialnej. Jej szef, Leslie Moonves, dopuszczał się wielokrotnie niestosownych zachowań wobec kobiet, wszyscy wiedzieli, nikt nie starał się go powstrzymywać. Aż wyrzucono go z hukiem, a Charles M. Elson, ekspert corporate governance z Uniwersytetu Delaware, określił aferę jako „katastrofę dla akcjonariuszy CBS”. Albowiem za wszelkie afery płacą akcjonariusze. Wszystko zostanie, teraz albo kiedyś, przeliczone na ich pieniądze. Nawet to, kto z kim zje kolację.

Czytaj także:

2018.02.24 Przez #Metoo do sedna corporate governance

2018.05.15 Prezes w sypialni (przez dziurkę od klucza)

2018.10.14 Onboarding, orientation, randka w ciemno

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *