Obcy na Książęcej?

Nie oręduję za tym, by już w najbliższym, wiosennym rozdaniu prezesem warszawskiej giełdy uczynić obcokrajowca. Chodzi mi o to, by taką możliwość każdorazowo brano pod uwagę. A także, by polskich kandydatów (oraz szczególnie przecież aktywne kandydatki) oceniano z uwzględnieniem ich doświadczeń w międzynarodowym środowisku, na zagranicznych rynkach, w globalnych korporacjach. Będzie to sprzyjać marzeniom o hegemonii Warszawy w regionie, ukaże rodzimą kompetencję do przewodzenia mu, a także otwartość na świat. Rynek kapitałowy to środowisko szczególnie wrażliwe na swobodę przepływu kapitału, idei, specjalistów. Skoro mógł ekspat zostać szefem rumuńskiej giełdy lub gubernatorem Banku Anglii, dlaczego nie mógłby się starać o pracę na Książęcej?

Łatwiej rzucić myśl na papier, trudniej wprowadzić ją w życie. Polska nie jest środowiskiem przychylnym obcokrajowcom. W radach nadzorczych polskich spółek jest ich niewielu, chociaż rodzimi nadzorcy często grzeszą brakiem doświadczenia, kwalifikacji, a nawet pojęcia, na czym w istocie polega ich praca. Ekspatów najłatwiej spotkać w radach spółek z poważnym udziałem obcego kapitału. Odczuwam ich niedostatek w radach nadzorczych spółek strategicznych, jak gdyby zagraniczny specjalista audytu wewnętrznego lub zarządzania ryzykiem stanowił zagrożenie dla suwerenności narodowej. Odczuwam ich niedostatek w spółkach zdominowanych przez liderów polskiego biznesu, w spółkach rodzinnych, w spółkach dumnie mieniących się innowacyjnymi, itd.

Także w zarządach spółek ekspaci występują najczęściej jako strażnicy obcego kapitału. Przez lata trzymaliśmy się zasady, że działającym w Polsce bankiem, choćby z przeważającym udziałem zagranicznego inwestora, może zarządzać wyłącznie tubylec. Prowadziło to do zwyrodnienia w postaci tzw. formacji podwójnej głosy. Tytularnym szefem był więc krajowiec, on występował w mediach i przed obliczem organów państwa, lecz spoza jego pleców realną władzę sprawował nasłany z centrali cudzoziemiec. Dla uniknięcia wszelkich wątpliwości ów cudzoziemiec w randze pierwszego wiceprezesa zarabiał więcej niż prezes. Pierwszy obcokrajowiec na czele dużego banku w Polsce, Ronnie Richardson (prezes Kredyt Banku) został zatwierdzony dopiero po medialnych sporach. Trzeba przyznać, że szkodliwa formacja podwójnej głowy szczęśliwie odchodzi w przeszłość.

Być może na niechęci do ekspatów zaciążyły „brygady Marriotta”, ekipy konsultantów o nikłej znajomości polskich realiów, natomiast przekonanych o własnej nieomylności. Często na cudzoziemców składano winę za nasze rodzime błędy i zaniedbania. Pamiętam, jak pewien profesor, długo rozpanoszony w programie NFI i wielce mu szkodzący, upatrywał niepowodzenie tego przedsięwzięcia w konflikcie nasi – obcy. Nasi byli w jego oczach cacy, obcy byli be. Inna sprawa, że nikt nie kwapił się do obrony obcych, wielu z nich zasłużyło na krytykę.

Boli nas, że w rankingu najlepszych uczelni świata dwa najwyżej notowane polskie uniwersytety błąkają się dopiero w czwartej setce z perspektywą przedostania się do piątej. Lecz ilu mamy w Polsce studentów zagranicznych? Ilu uczonych ze świata stale wykłada na naszych uczelniach? Pytany o szanse naszych czołowych uniwersytetów na awans w światowych rankingach Jan Sadlak, prezydent IREG Observatory on Academic Ranking and Excellence, wcześniej wieloletni dyrektor działającego w systemie UNESCO Europejskiego Centrum Szkolnictwa Wyższego, nie ma wątpliwości: „Polskie uczelnie powinny otworzyć się szeroko, umożliwiać wybór rektora spośród uczonych z innych ośrodków akademickich, także zagranicznych”. Kto potrafiłby wyobrazić sobie takie rozwiązanie?

Zdaję sobie sprawę, że także pogląd, iż prezesem giełdy – symbolu sukcesów polskiej transformacji gospodarczej, wręcz dobra narodowego – mógłby w najbliższym czasie zostać obcokrajowiec, będzie dla jednych niewyobrażalny, dla innych nierealny. Przecież szkoda. Niemniej warto o tym myśleć, dyskutować, wymieniać poglądy. Jak powiadał Mark Twain: „Dzięki temu, że ludzie różnią się poglądami, wyścigi konne mają sens”. A z toru wyścigowego już niedaleko na giełdowy parkiet.

Artkuł ukazał się 31 marca 2014 r. w dzienniku PARKIET
Czytaj także:
2002.08.27 Formacja podwójnej głowy
2000.11.27 Sami swoi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *