Oblężenie Czestochowy [2000]

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Facebook0

Reputację spółki kreują nie tylko wyniki. Liczy się także jej środowisko, akcjonariat, styl działania. Klasa!

Doszło do szturmu na kasy Banku Częstochowa. Panikę wywołała cytowana przez prasę wypowiedź (anonimowa, ale przypisana członkowi rady banku), że bank przestanie istnieć jeszcze przed końcem roku. Jest to perfidna i zdradziecka plotka, ale spółek o wzorowej reputacji takie plotki nie imają się. Bankowi plotka szkodzi, gdyż jego reputacja była już nadwątlona. Nie chodzi tu jedynie nie wyniki, chociaż wcale nie jest bez znaczenia, że bank ponosi straty. Liczy się także klasa prezentowana przez organy banku i jego akcjonariat. Liczy się wreszcie opinia o otoczeniu banku. W tym przypadku – liczy się na minus.

W telewizji pokazano tłum przed siedzibą Banku Częstochowa. Trudno oprzeć się skojarzeniu z obrazem klienteli tzw. kasy Lecha Grobelnego. Ale porównania kończą się na reporterskiej migawce. Tam mieliśmy przecież do czynienia z nieogolonym aferzystą w brudnym podkoszulku. Tutaj – ze spółką publiczną. Notowaną na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Działającą pod okiem Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Z bankiem. Działającym pod okiem Komisji Nadzoru Bankowego. Pod opiekuńczym skrzydłem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. To powinno zmienić postać rzeczy, skoro wymienione instytucje są najbardziej dorodnymi owocami przeobrażeń lat dziewięćdziesiątych. Lecz jak przekonać o tym spanikowaną klientelę banku?

Do paniki dochodzi nie wtedy, kiedy ludzie stadnie tracą rozum, lecz wtedy, kiedy odzyskują go, uświadamiając sobie, co zrobili. Z końcem maja wybuchła panika w Rumunii, kiedy tłumy runęły na kasy Narodowego Funduszu Inwestycyjnego (FNI) – piramidy, której milion osób powierzył oszczędności na obiecane 200 % p.a. Gdy fundusz zawiesił wypłaty, tłumy runęły na banki. W Albanii upadek piramid wywołał wojnę domową. Bank Częstochowa nie ma (powtarzam: nie ma!) niczego wspólnego z jakąkolwiek oszukańczą piramidą, lecz atmosfera w Polsce przypomina tę z Rumunii i Albanii. W społeczeństwie tli się przeświadczenie, że skoro do tej pory upadło tak wiele banków i towarzystw ubezpieczeniowych, to i następne mogą łatwo upaść. Zresztą – jednego dnia można przeczytać w gazetach o Banku Staropolskim, sprawie FOZZ, zdrowiu prezesa Westy, procesie byłego senatora, który nacinał ludzi na Prywatną Kasę Lokacyjną, radosnej działalności inwestora oskarżonego o działalność na szkodę Banku Handlowo-Kredytowego, Polskiej Grupie Kapitałowej Kredyt, marnotrawstwie w kasach chorych, aferze korupcyjnej w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach. Na tym tle wzeszła jeszcze sprawa siedziby Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Dość!

Bankowi Częstochowa nie pomagają też spory w gronie akcjonariatu, a nawet jego struktura. W oczach znacznej części klienteli bank utożsamiany jest (niekoniecznie słusznie) z miejscową hutą, która ma kłopoty – jak wiele innych hut. Wiadomo, że z inwestycji w akcje Banku Częstochowa rezygnowały inne, większe banki. Za to wspominano o jednym z wojewódzkich funduszy ochrony środowiska, inwestorze dość kontrowersyjnym, który w dodatku planował przeniesienie banku do Łodzi.

Bankowi zaszkodziły i niekorzystna atmosfera w kraju, i brak jasności wokół akcjonariatu, lecz nie jest też bez znaczenia, co w banku wyczyniano. Zawieszono prezes banku, kierującą nim od początku, przez wiele lat. O co poszło – do dzisiaj nie wiemy. Bank woli słać do prasy sprostowania, niż samemu cokolwiek ujawnić. Zmieniono zarząd banku, a połowie dawnego zarządu odmówiono absolutorium. O co poszło? W lipcu „Rada Banku podjęła uchwałę w sprawie złożenia zawiadomienia do prokuratury w związku z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa przez członków Zarządu Banku”. Sprawy nie wyjaśniono. Może nawet rada miała rację, ale postępowała nad wyraz nieudolnie, kreując wokół banku otoczkę niedomówień i pomówień.

W tej sytuacji fatalna wypowiedź anonimowego członka rady to tylko kamyk, który wyzwolił lawinę. Wypowiadanie się w imieniu spółki jest zresztą domeną zarządu. Klitusie bajdusie z rady powinni siedzieć cicho. Nie ustalono, który z nich zawinił, więc walne zgromadzenie wymieniło aż sześcioro członków rady. Zaś co potrafi zarząd – zobaczyliśmy, kiedy wybuchł kryzys. Nie udzielano informacji. Na walne zgromadzenie nie dopuszczono prasy. Jedna ze stacji telewizyjnych przeprowadziła sprzed siedziby banku ciekawy program za żywo. Mówiono w nim głównie o tym, że prezes banku odmówił wzięcia udziału w programie i udzielenia wyjaśnień. Pisałem już w tym miejscu: rzetelna informacja buduje wizerunek spółki, wizerunek – reputację, reputacja – wartość. Na niekorzystny wizerunek w oczach rzesz depozytariuszy bank zapracował solidnie.

Tekst ogłoszony 18 grudnia 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Dodaj komentarz