Od przejrzystości do populizmu

Corporate governance traktuje o zaufaniu. Na nim opiera się pieniądz, gospodarka, rynek kapitałowy. Zaufanie jest pochodną przejrzystości, jak wiara jest pochodną tajemnicy. Im więcej wiadomo o spółce, tym bardziej racjonalna jest decyzja o wniesieniu do niej kapitału. Dlatego corporate governance dąży do ujawniania przez spółkę wszystkich informacji niezbędnych lub przydatnych w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnych.

Jednym z obszarów wrażliwych jest system wynagradzania piastunów spółki oraz wysokość pobranych przez nich wynagrodzeń w rozbiciu na części składowe. Spółka woli zatrzymać te informacje dla siebie, nie ujawniać ich nawet swoim pracownikom, by nie wspomnieć o akcjonariacie i interesariuszach. Rynek domaga się pełnej jawności, ponieważ chciałby wiedzieć, ile pieniędzy należących do akcjonariuszy znika w kieszeniach menedżerów, oraz dlaczego tak dużo.

Dobre praktyki spółek notowanych zajęły stanowisko, że informacje o wynagrodzeniach powinny być ujawniane. Spółki potraktowały uczestników rynku jak przygłupów: zaczęły ujawniać kwoty, ale robiły to tak, by z tych ujawnień nic nie wynikało. Jakiż pożytek płynął dla nas z wiedzy, że spółka w ubiegłym roku wydała tyle-a-tyle milionów na „wynagrodzenia osób sprawujących funkcje kierownicze”? Nie ujawniano ani jak liczny był krąg tych osób, ani jakie piastowały stanowiska, ani ile kto otrzymał, ani za co; jaką pulę pieniędzy menedżer zarobił tytułem pensji, jaką tytułem odprawy, jaką w postaci bonusu, i za co komu bonusy przyznano, skoro wyniki były takie sobie? Gra toczyła się w-kółko-Macieju: my żądaliśmy ujawnień, oni wytrwale stawiali zasłony dymne, aż na scenę wkroczył regulator i wydał mrowie przepisów o obowiązkach informacyjnych. Ilekroć brak stosowania przez spółki dobrych praktyk po dobroci zaniepokoi regulatora, spółkom przyjdzie stosować te zasady, często znacznie obostrzone, pod przymusem.

Jawność wynagrodzeń menedżerów została więc wymuszona. Rynek stał się bardziej przejrzysty. Pod pióro ciśnie się sformułowanie, że stał się też bardziej przyjazny. Lecz mam w tej kwestii znaczne wątpliwości. Wynagrodzenia piastunów spółek kapitałowych stały się jawne, ale niekoniecznie racjonalne. Ich wysokość często budzi sprzeciw. Chciwość tłustych kotów napędza reakcję Oburzonych.

Otóż współcześnie jawność nie wystarcza. Wprowadzane są regulacje dotyczące odroczonych wypłat bonusów, by nie nagradzać za wynik zanim przyszłość zweryfikuje jego wartość i trwałość. Podejmowane są inicjatywy na rzecz zwiększenia wpływu akcjonariatu spółek na zasady wynagradzania ich piastunów (say on pay). Dopiero kombinacja wszystkich tych elementów może ucywilizować politykę wynagradzania menedżerów. Może, ale nie musi…

Lecz oto „widmo krąży nad Europą”. Widmo populizmu! Jego eksplozja jest ubocznym, fatalnym następstwem wzrostu przejrzystości. Ujawnienie wysokości płac dało pożywkę mediom. Informacji, ile zarabia prezes, nie towarzyszy komentarz, za co zarabia i dlaczego tyle. Towarzyszy jej natomiast wyliczenie, że na kwotę składającą się na roczne zarobki prezesa Kowalski musiałby pracować 47 lat. Wobec tego należy ukrócić tę jawną niesprawiedliwość, rozkułaczyć prezesów, wyznaczyć im limit zarobków (może wydatków też?), obłożyć wysokimi podatkami. Wprawdzie Kowalski na tym nie skorzysta, zapewne raczej straci, lecz będzie miał satysfakcję, że prezesowi zabrano. Piewcy ludowego poczucia sprawiedliwości społecznej nie zamierzają ograniczać się do spółek publicznych. Chcieliby także poskromić rzekome zwyrodnienia płacowe w przedsiębiorstwach prywatnych. Lada chwila wezwą wyklęty lud Ziemi, by powstał i zrobił porządek.

 

Czytaj także: 2002.05.27 Kominy i wiatraki, 2003.05.05 Jawność rodzi ufność

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *