Od wypasionych do Oburzonych

Sławiona polityka prywatyzacyjna Margaret Thatcher nie skutkowała wzrostem konkurencyjności, ale zawrotnym wzrostem zarobków menedżerów.

Terminem „tłuste koty” określani są suto opłacani menedżerowie, którym dobrze się wiedzie bez względu na to, jak wiedzie się kierowanym przez nich korporacjom. Analogia jest trafna: tłuste koty wylegują się na przypiecku, spijają śmietankę, a strącone z wysokości – bezpiecznie spadają na cztery łapy. Trudno rozstrzygnąć, co bardziej porusza opinię publiczną: śmietanka, czyli zarobki (i przeróżne uboczne korzyści) powszechnie uważane za nadmierne, czy owo bezpieczne lądowanie, utożsamiane z brakiem odpowiedzialności menedżerów.

Jan Krzysztof Bielecki zwrócił uwagę, że mianem „tłustych kocurów” pierwotnie oznaczano zamożnych obywateli wpłacających pokaźne sumy na fundusze wyborcze swoich kandydatów na najwyższe stanowiska w USA. Podobno termin ten ukuł w 1928 roku dziennikarz Baltimore Sun Frank R. Kent (Rzeczpospolita 24-25 maja 2003 r.). Z czasem termin uwspółcześniono, określając nim wypasionych menedżerów. W tym znaczeniu pojęcie to weszło to pojęcie do powszechnego obiegu. Stało się to w Wielkiej Brytanii z początkiem lat 90. ubiegłego wieku. Gdyby ktoś szukał genezy współczesnego ruchu Oburzonych, podpowiem: właśnie wtedy rozległy się pierwsze pomruki.

Świnia Cedric

Program prywatyzacji rządu Konserwatystów pod kierunkiem Margaret Thatcher objął także instytucje użyteczności publicznej: dostawców wody, gazu i prądu, odbiorców ścieków. Było to udane przedsięwzięcie, oferty publiczne zaktywizowały mieszczańskie oszczędności, zamożność stała się bardziej przystępna, poprawiły się nastroje. Narodził się prawdziwy akcjonariat obywatelski. W akcje jednej tylko spółki: British Gas zainwestowało cztery i pół miliona uczestników rynku, nie licząc stu trzydziestu tysięcy pracowników. Takich ofert było wiele, przeto w londyńskim teatrze na Haymarket wystawiono z powodzeniem komedię o prywatyzacji… powietrza.

Lecz prywatyzacja przedsiębiorstw użyteczności publicznej nie pociągnęła za sobą wzrostu ich konkurencyjności. Firmy te zachowały monopolistyczne pozycje w swoich regionach. Najwięcej zyskali menedżerowie. Wielu z nich szybko wstąpiło do klubu milionerów. Ich zarobki rosły wielokrotnie, nadto spłynęły na nich hojne programy motywacyjne, gwarancje zatrudnienia, atrakcyjne plany emerytalne, obietnice wysokich odpraw. Nie stały za tym okoliczności zazwyczaj decydujące o podwyżkach, jak poprawa wyników, wzrost konkurencyjności, premia za ryzyko, nagroda za wysiłek. Wystarczyło znaleźć się na właściwym stanowisku, kiedy licznik płac nagle przyśpieszył.

Gdyby na tę okoliczność strawestować znane powiedzenie Churchilla, brzmiałoby ono: jeszcze nigdy tak nieliczni nie uzyskali tak wiele za tak mało. Setki tysięcy funtów szterlingów (ich wartość była wówczas nieporównanie wyższa niż obecnie) wypłacano menedżerom nie za osiągnięcia, lecz za ich brak; nie za pracę, lecz za to, żeby odeszli i szkodzili innym firmom.

Do pamiętnej manifestacji oburzenia doszło na walnym zgromadzeniu British Gas w 1995. Akcjonariusze stawili się tłumnie, jeden z nich przyprowadził świnię nazwaną Cedric. Otóż prezes Cedric Brown otrzymał właśnie znaczną (75%) podwyżkę wynagrodzenia, plus spory bonus, podczas gdy w tym czasie spółka prowadziła program dobrowolnych odejść, a liczba skarg klientów rosła. Projekt uchwały przeciwko podwyżce dla prezesa został utrącony przez inwestorów instytucjonalnych. Więc kto okazał się świnią?

Greenbury proponuje

Na wzburzenie opinii publicznej londyńska City i tym razem zareagowała prawidłowo. Kilka lat wcześniej, po serii skandali korporacyjnych (BCCI, Maxwell, Poly Peck) City wyłoniła z siebie komitet mędrców, powierzając mu opracowanie sprawozdania na temat finansowych aspektów corporate governance. Na czele zespołu stanął powszechnie szanowany Sir Adrian Cadbury, przewodniczący rady dyrektorów Cadbury Schweppes. Noszący jego nazwisko raport został ogłoszony w 1992 r. Niebawem zespołowi, którym kierował Sir Richard Greenbury, przewodniczący rady dyrektorów Marks & Spencer, zlecono opracowanie na temat zasad wynagradzania menedżerów (członków rad dyrektorów). Raport ujrzał światło dzienne w lipcu 1995 roku.

The Greenbury Report postulował wprowadzenie zasad dobrych praktyk:

  • notowane spółki powołują komitetów wynagrodzeń złożone wyłącznie z niezależnych dyrektorów niewykonawczych (członków rad dyrektorów nie zajmujących się bieżącym zarządzaniem spółką i reprezentujących przymioty niezależności);
  • przewodniczący komitetu wynagrodzeń bierze udział w walnym zgromadzeniu i odpowiada na pytania akcjonariuszy;
  • raport roczny zawiera imienne zestawienia wszelkich wynagrodzeń dyrektorów w spółce;
  • kontrakty (kadencje) dyrektorów nie powinny przekraczać roku, a to dla uniknięcia nazbyt wysokich odpraw (ang. golden handshakes);
  • oferowane członkom rady dyrektorów systemy opcji na akcje powinny zostać powiązane z długoterminowymi wynikami spółki.

Oburzeni nie milkną

Inicjatywa City nie powstrzymała, bo przecież nie mogła, wzrostu płac dyrektorów. Zwracano uwagę, że nawet członkowie zespołu redakcyjnego The Greenbury Report niebawem uzyskali w swoich firmach wysokie podwyżki. Raport wywarł przecież inny efekt. Wymusił on ujawnianie przez spółki notowane, zrazu na LSE, wkrótce na innych giełdach, indywidualnych wynagrodzeń menedżerów w rozbiciu na poszczególne składniki. Ponadto, po jego lekturze, umilkły głosy populistów opowiadających się (jak ówczesny kanclerz skarbu Kenneth Clarke) za poszukiwaniem rozwiązań legislacyjnych. Inna sprawa, że nikt nie wyobrażał sobie, jak takie rozwiązania miałyby wyglądać.

Postęp, chociaż niezaprzeczalny, przecież okazał się niewystarczający. Akcjonariusze patrzą na wynagrodzenie menedżerów przez pryzmat własnych portfeli. Kiedy kurs akcji idzie w górę, kiedy spółka systematycznie płaci sute dywidendy, rośnie przyzwolenie na wzrost płac dyrektorów. Natomiast Oburzeni nie maja akcji. Nie mają nawet pracy. W istocie – uważają (nie tu miejsce dochodzić, czy słusznie), że nie mają szans. Przybywa wypasionych, ale przyrost liczby i determinacji Oburzonych jest znacznie, znacznie szybszy. Nadciąga konflikt społeczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *