Outsourcing głupoty

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn12Share on Facebook0

O tym, jak w Polsce pojmuje się whistleblowing, świadczy obrzydliwe potraktowanie członka zarządu jednej z ważnych spółek z udziałem Skarbu Państwa.

Niedawno uczestniczyłem w ważnej konferencji poświęconej funkcji compliance, czyli zapewnienia zgodności działań korporacji z regulacjami i etyką. Jest to funkcja niebywale ważna. Przybywa regulacji, wraz z nimi przybywa zagrożeń, że nie będą one w pełni przestrzegane. Przybywa pokus, by naruszyć lub ominąć zasady etyki. Następstwa bywają poważne. Spółka lub instytucja może ponieść srogie konsekwencje, utracić zaufanie, zszargać sobie reputację, narazić się na kary finansowe. W interesie każdej korporacji leży postępowanie zgodne z przyjętymi zasadami.

Odnoszę przykre wrażenie, że na potrzebę zgodności patrzymy pod kątem formy, nie dostrzegając istoty problemu. W kolejnych wystąpieniach obficie używano słów – kluczy: „pracownik” i „komórka”. Mówcom chodziło o to, by w każdej spółce, względnie instytucji, tworzono stanowisko lub komórkę organizacyjną do spraw zapewnienia zgodności. Jakby zatrudnienie pracownika odpowiedzialnego za zgodność, lub powołanie komórki, prowadziło do rozwiązania problemu…

Rzecz w tym, iż taki pracownik, lub odpowiednia komórka, działając w strukturze korporacji niedostatecznie chroni jej interes. Do nieprawidłowości często dochodzi na górze. Podwładny nie zapewni, że kierownictwo będzie przestrzegać prawa i zasad przyzwoitości. Można mu zesłać projekt jakiegoś zarządzenia, regulaminu, umowy, by zaopiniował dokument pod kątem zgodności z prawem. Nie można jednak wymagać, by z własnej inicjatywy krytycznie ocenił działania przełożonych i zapoznał ich z taką oceną. Zwróciłem uwagę na możliwość wyprowadzenia funkcji compliance na zewnątrz, powierzenia jej w outsourcing niezależnej kancelarii prawnej, nie tylko kompetentnej w kwestii oceny procedur i dokumentów, także zdolnej do przeprowadzenia czynności dochodzeniowych zmierzających do ustalenia, czy dochodzi do naruszeń zgodności korporacji z prawem i etyką, a jeżeli tak – do wskazania kroków, jakie powinny zostać podjęte. Właściwych kroków.

Nie zyskałem zrozumienia ni poparcia. Outsourcing funkcji compliance nie przypadł dyskutantom do przekonania. W odpowiedzi usłyszałem stwierdzenia, że ten pracownik, albo ta komórka, nie powinni działać gdzieś na dole, a na szczeblu zarządu. Lecz właśnie tam nierzadko występują przypadki nieprawidłowości, korupcji. W związku z tym na Zachodzie promuje się whistleblowing (dosłownie: ducie w gwizdek), czyli mechanizm demaskowania przez pracownika lub interesariusza naruszeń prawa lub etyki. W Polsce ktoś uparł się nazywać demaskatora „sygnalistą” (widocznie nie służył w marynarce, nie podróżuje też koleją), co zresztą nie ma znaczenia, ponieważ skoro demaskatorowi nie gwarantuje się dyskrecji, demaskatorów nie ma i nie będzie. Miałby pracownik liczyć na ochronę kierując informacje do innego pracownika, nawet ze szczebla zarządu? Whistleblowing byłby może skuteczny, gdyby informacje o nieprawidłowościach, nadużyciach, przypadkach korupcji, kierowane były do niezależnego podmiotu zewnętrznego – a ten wiedział, jak z nimi postąpić.

O tym, jak w Polsce pojmuje się whistleblowing, świadczy obrzydliwe potraktowanie członka zarządu jednej z ważnych spółek z udziałem Skarbu Państwa. Do ministra wpłynął anonim szkalujący menedżera pomówieniami o rozmaite przewiny, nie wyłączając nieobyczajności. Minister zażądał wyjaśnień od rady nadzorczej. Wynajęto agencję detektywistyczną i firmę ochroniarską. Menedżera i jego rodzinę śledzono przez sto godzin, nawet w okresie świąt Bożego Narodzenia (kiedy ojcowie rodzin zazwyczaj prowadzą się przykładnie, te dni nie służą rozpuście). Proceder, nazwany „audytem” kosztował spółkę ponad sto tysięcy złotych. Wydano je lekką ręką; czy w spółce bez udziału Skarbu Państwa byłoby to możliwe? Żaden z zarzutów nie potwierdził się. Ale historia wyciekła do mediów, z wielką krzywdą dla pomówionego. Nie znałem tego przypadku, kiedy wspomniałem o możliwości outsourcingu funkcji compliance. Tu przecież mieliśmy do czynienia z outsourcingiem głupoty. Nie tak powinna wyglądać procedura whistleblowing. Wstydźcie się, winowajcy!

Tekst został ogłoszony 12 maja 2914 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także:
2003.05.19 Whistleblowing tworzy wartość
2005.08.08 Między rada a spółką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *