Owoce zatrutej aury

W zawód menedżera wpisane jest ryzyko utraty stanowiska bez powodu merytorycznego, za sprawą zmian na scenie politycznej. Media podsycają nastrój grozy, zapowiadają czystki, typują kandydatów do odstrzału, spekulują na temat następców. Niektórych odchodzących prezesów żegnam bez żalu: unikali współpracy z fundacją promującą ład korporacyjny, z którą byłem przez lata związany, woleli zająć się kreowaniem własnych wizerunków. Za to współczuję tym, którzy właśnie albo obejmują prezesury, albo szykują się do nich. Otóż bez względu na ich kompetencje, kwalifikacje, dorobek (jeżeli takie cechy posiadają) zostaną źle przyjęci, krytycznie ocenieni, surowo zrecenzowani. Taki mamy dzisiaj w Polsce klimat.

Jakość sprawowania władztwa w państwie rzutuje na jakość władztwa w spółkach z udziałem państwa. Kryzys zaufania do instytucji państwa rzutuje na kryzys zaufania w stosunkach gospodarczych. Współczesna gospodarka bazuje na zaufaniu: im poważniej uczestnicy rynku traktują się nawzajem, im bardziej ufają sobie i regulatorowi, im bardziej oni sami – a także regulator! – na wzajemne zaufanie zasługują, tym łatwiej odniosą sukcesy. Sądzę, że ważniejszy od przyrostu Produktu Krajowego Brutto byłby w naszych współczesnych realiach przyrost Zaufania Krajowego Netto. Niestety, nie ma takiego wskaźnika. To widać, słychać i czuć.

Krytycy wytkną mi – słusznie! – że zaufania nie da się wymierzyć. Lecz uważam, że z pomiarem PKB także jest spory kłopot, ponieważ jego wzrost w całym ostatnim ćwierćwieczu jakoś nie wywołał entuzjazmu, był kwestionowany przez krytyków, a nowa polityka gospodarcza, zagrażająca wzrostowi, wywołuje nieomal euforię. Nie potrafimy mierzyć zaufania, lecz nie umiemy także pomierzyć deficytu, skoro kilka miliardów w jedną lub drugą stronę nie robi rządowi różnicy. Nie doceniamy znaczenia obecności zaufania w gospodarce, nie rozumiemy także reguły wydatkowej, lecz pozbawieni obu tych wartości – będziemy skazani na kryzys.

Spółki z udziałem Skarbu Państwa poddawane są intensywnym zmianom kadrowym. W praktyce nie ma znaczenia, że ów udział często bywa mniejszościowy, reszta akcjonariatu nie potrafi się zorganizować, bądź nie zamierza przeciwstawić się państwu – nie tylko uczestnikowi procesów gospodarczych, także suwerenowi. Rząd zmienia więc skład rad nadzorczych, członków zarządów, prezesów. Słyszy się zapowiedzi wymiecenia na czysto. Zatruta atmosfera polityczna utrudnia ocenę tych zmian. Nawet gdyby nowo powołani mieli okazać się równi zastępowanym przez nich poprzednikom, zostaną potraktowani jak owoce tej zatrutej aury. W języku prawniczym istnieje termin „owoc zatrutego drzewa”. Chodzi o dowód, nawet wiarygodny, którego nie można dopuścić, gdyż nie został należycie pozyskany. Pomazańcy rządzącej ekipy, która usiłuje zatrząść wszystkim, nawet jeżeli będą wiarygodni, mianowani zgodnie z prawem i statutem, przecież spotkają się z zastrzeżeniami, że nie są należycie pozyskani, że nie przychodzą z konkursów, a z woli lub kaprysu prezesa rządzącej partii. Taka diagnoza sytuacji zaszkodziła już poważnie polityce, teraz szkodzi także gospodarce.

Tekst ogłoszony 9 grudnia 2015 r. w dzienniku Rzeczpospolita

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *