Czy i komu potrzebne są raporty kwartalne?

  • Tytani rynku kapitałowego Warren Buffett i Jamie Dimon (oraz liczni inni) opowiadają się przeciwko ogłaszaniu przez spółki kwartalnych prognoz wyników;
  • Lecz gdyby w ogóle zrezygnowano z raportów kwartalnych, czy przyniosłoby to uszczerbek inwestorom, względnie rynkowi kapitałowemu?
  • Zyskałyby notowane spółki uwolnione od mitręgi żonglowania nieistotnymi danymi, co im nie przysparza kapitału:
  • Stratne byłyby giełdy, którym kwartalne huśtawki wyników napędzają obroty, oraz analitycy, pozbawieni piany do ubijania.

Nie milkną dyskusje nad ogłoszonym w czerwcu w Wall Street Journal manifestem założyciela Berkshire Hathaway Inc. i CEO JPMorgan Chase & Co. Dominuje w nich aprobata dla planu rezygnacji z przygotowywania i ogłaszania przez spółki kwartalnych prognoz wyników. Buffett i Dimon twierdzą, że takie prognozy nie kreują wartości dla spółek, natomiast krzewią w nich i pośród inwestorów podejście skrajnie krótkoterminowe. Odbywa się to kosztem myślenia strategicznego. Spółki niejednokrotnie odwlekają zakupy technologii, wstrzymują rekrutację talentów, ograniczają nakłady na badania i rozwój, by tylko dotrzymać prognozy. I zmagają się ze zjawiskami, na które nie mają wpływu, jak wahania cen surowców, zmienność rynku, nawet pogoda.

W dyskusji nad tym pomysłem Paul Singer, założyciel i szef Elliott Management, potrafi ująć temat z urzekającą przesadą: spółce zabraknie groszy do wypełnienia prognozy, a kurs poleci o 5, 25, lub o 55 procent. Cynthia Janison, dyrektor w wielu radach, uważa że idea rezygnacji z ogłaszania kwartalnych prognoz wyników jest zbyt piękna, by mogła zostać urzeczywistniona. Gdyby jednak Cynthia miała czarodziejską różdżkę, wyganiałaby nią z rynku nie kwartalne prognozy wyników, raczej nadmiernie nerwowe reakcje inwestorów na każdą informację.

Rynki zostały opanowane przez myślenie krótkoterminowe. Inwestorzy spodziewają się natychmiastowych owoców decyzji, zresztą podejmowanych często nie przez nich samych, a przez algorytmy. Dla jednych kwartał jest zbyt długą miarą czasu, w tym czasie spółka może pogrążyć się w kłopotach, dwukrotnie zmienić prezesa, odwołać lub zmienić prognozy. Innym short-termism przeszkadza. Opowiadają się za rezygnacją z raportów kwartalnych, albo szukają sposobów na zwiększanie siły głosu z akcji z upływem czasu ich przetrzymywania. W ubiegłym roku pisałem o obu tych stanowiskach. Rezygnacja z raportów kwartalnych zapewne dojdzie do skutku, jest to dla spółek ciężar wcale niemały – a zbędny.

Lecz rezygnacja z raportów kwartalnych miałaby uboczne skutki. Po pierwsze, straciłyby giełdy. Żyją one z obrotu. Mniej raportów – to zapewne niższe obroty, to mniej decyzji inwestycyjnych, podejmowanych nagle, pod wpływem doraźnych impulsów wywołanych danymi z raportów. Niższe obroty na parkiecie dotknęłyby też domy maklerskie. Po drugie, poszkodowane zostałoby środowisko analityków. W Polsce połowa z nich, lub nawet więcej, straciłoby pracę. Tu można postawić pytanie, czy pogrom analityków przyniósłby szkody spółkom, rynkowi, inwestorom…

Natomiast pomysł zwiększania siły głosu z akcji z każdym dniem posiadania jest w moim przekonaniu niedorzeczny. Wynalazek pieniądza bardziej zaważył na dziejach ludzkości, niż wprowadzenie zegara i kalendarza. Niemniej w dyskusji nad planem Buffetta i Dimona jeden z amerykańskich menedżerów, Ron Schaich (założyciel i chair Panera Bread) nie tylko poparł ten projekt, nawet twierdził, że jest on w niektórych krajach urzeczywistniany: „… a new long-term stock exchange (…) A stock exchange that essentially has differentiated voting rights based on how long you hold. And that is done in other countries, certain other countries”. Na Marsie?

Z ideą mnożenia siły głosu z akcji z upływem czasu koresponduje pomysł zniesienia lub obniżenia podatku od zysków kapitałowych pod warunkiem przetrzymania akcji przez wyznaczony okres. To także uderzyłoby w giełdy poprzez spadek obrotów. Niemniej akurat w tej sprawie nie zajmę stanowiska. Podatek jest bowiem należny pod warunkiem osiągnięcia zysku, a o to dzisiaj trudno. Zresztą obecny rząd z rozmachem mnoży podatki, żadnego nie uchylił i prawdopodobnie nie uchyli.

Czytaj także:

2017.09.09 Raport kwartalny: źródło informacji czy zbędny przeżytek?

2017.05.23 O sile głosu z akcji, czyli zamachu czasu na kapitał

 

 

Słowa – klucze do 2018 UK Corporate Governance Code

  • Od Wielkiej Brytanii dzieli Polskę wielkość i znaczenie, historia, ustrój i kultura rynku kapitałowego, a najbardziej – stosunek rządu do corporate governance;
  • Brytyjski rząd usilnie promuje dobre praktyki spółek publicznych, polski rząd lekceważy je i systematycznie narusza;
  • Te odmienności sprawiają nam trudności w zrozumieniu znaczenie wielu brytyjskich regulacji w dziedzinie corporate governance;
  • Wobec tego przedstawiam kilka uwag na temat wybranych terminów związanych z najnowszym UK Corporate Governance Code.

CHAIR. Dotychczas przewodniczącego rady dyrektorów oznaczano mianem Chairman. Kiedy tę funkcję pełni kobieta (co przecież w Wielkiej Brytanii nie jest zjawiskiem częstym), możliwe jest użycie terminu Chairwoman, niemniej często stosowano tytuł z końcówką rodzaju męskiego. Neutralnego genderowo terminu Chairperson nie udało się należycie spopularyzować. Spory i wątpliwości zostały rozstrzygnięte formułą najkrótszą, najprostszą – przewodniczący/a rady to od tej pory Chair. Przewodnictwa w radzie nie należy łączyć z prezesurą zarządu; co więcej – wskazane jest spełnienie przez przewodniczącego/cą kryteriów niezależności.

CODE. Termin przekładany jest, równie powszechnie co nieściśle, jako „kodeks”. W istocie jest to zbiór zasad i wskazówek postępowania (a set of Principles and more detailed Provisions), w tym przypadku na rynku kapitałowym. W naszym systemie prawnym kodeks (łac. codex) to akt normatywny, obecnie w formie ustawy, zawierający usystematyzowany zbiór przepisów regulujących określoną, obszerną dziedzinę stosunków społecznych.

CONTINUED TRANING FOR DIRECTORS. Wbrew wielu propozycjom zgłaszanym w toku konsultacji nad projektem, Financial Reporting Council zrezygnowała z tego wymogu. Rozwiązanie to krytykuje Institute of Directors. Wymowy krytyki nie osłabia fakt, że IoD prowadzi odpłatne szkolenia i warsztaty dla dyrektorów i kandydatów na dyrektorów, ponieważ Instytut jest darzony zaufaniem i autorytetem. Obszar corporate governance jest coraz bardziej rozległy i złożony, a kształcenie członków rad jest konieczne – i tam, i tu. Wielu dyrektorów nie dostrzega zjawisk, które jeszcze niedawno nie pojawiały się w porządku obrad rady, jak ryzyko związane z wpływem spółki za zmiany klimatyczne, cyberbezpieczeństwem, wykorzystywaniem sztucznej inteligencji, zastosowaniem nowych technologii w procesach podejmowania decyzji, itd.

EXCESIVE TOTAL PAY FOR EXECUTIVES. Nadmierne całkowite wynagrodzenia zarządzających. 2018 Code nie używa tego terminu, co jest niemiłym zaskoczeniem dla wielu uczestników rynku. Problem pojawia się systematycznie na kanwie brytyjskich skandali korporacyjnych (opisywałem tu w szczegółach upadek Carillion), żyją nim media, opinia publiczna systematycznie krytykuje rozdźwięk między zarobkami menedżerów a wynikami spółek, a także oburzające (zdaniem ogółu) dysproporcje między wynagrodzeniami „tłustych kotów” a przeciętną wynagrodzeń pracowniczych. Nie jest dla mnie jasne, dlaczego Financial Reporting Council, skądinąd poddawana bezlitosnej krytyce za bezradność wobec ekscesów „tłustej czwórki” firm audytorskich, w tej kwestii zatrzymała się w pół kroku…

GUIDANCE FOR BOARD EFFECTIVENESS. Ogłoszony równocześnie z 2018 Code, czyli 16 lipca 2018 r., obszerny materiał edukacyjny dla spółek, nieobowiązujący i pozbawiony charakteru nakazowego (not mandatory and not prescriptive), formułujący sugestie dla dyrektorów i ich doradców w przedmiocie stosowania 2018 Code. 2018 Guidance zawiera objaśnienia zasad i postanowień 2018 Code oraz obszerne zbiory pytań, jakie rada powinna zadawać zarządowi lub samej sobie. Zapowiedziano periodyczne aktualizacje 2018 Guidance w miarę rozwoju praktyki. Poprzednią wersję Guidance ogłoszono 3 marca 2011 r.

OVERBOARDING. Nie potrafię przełożyć tego terminu jednym słowem. Chodzi o to, by dyrektorów spółek notowanych uwolnić od nadmiaru obowiązków w radach innych spółek. Bez zgody rady dyrektorzy niewykonawczy nie powinni podejmować poza spółką czasochłonnych obowiązków, a dyrektorzy wykonawczy nie powinni przyjmować członkostwa w więcej niż jednej radzie spółek z indeksu FTSE 350, lub podobnych obowiązków. Na brytyjskim rynku nie ma kultu „zawodowych członków rad”.

PRINCIPAL RISK. Przedmiot sprawozdań spółek notowanych. Zakres tego pojęcia określa sama spółka, uwzględniając w nim, między innymi, postacie ryzyka mogące, w obliczu lub w następstwie zdarzeń lub okoliczności, zagrozić modelowi biznesowemu spółki, jej przyszłym wynikom, wypłacalności lub płynności, a także reputacji. Klasyfikując postacie ryzyka jako principal (istotne) spółka bierze pod uwagę potencjalny wpływ i prawdopodobieństwo wystąpienia wspomnianych zdarzeń lub okoliczności, oraz ich wymiar czasowy.

REPORTING ON THE CODE. Zasady notowań na LSE (Listing Rules) przewidują, że notowane spółki sprawozdają o stosowaniu zasad (application of the Principles) w trybie „jak” stosują, nie zaś „czy” je stosują: w tej kwestii nie mają wyboru. O postanowieniach (Provisions) spółki sprawozdają w trybie „comply or explain”. Odstępstwo od stosowania można wyjaśnić konkretną przyczyną, jak rozmiar spółki, stopień komplikacji jej biznesu, historia korporacyjna, struktura właścicielska.

SENIOR INDEPENDENT DIRECTOR. Niezależni niewykonawczy (non-executive, NED) członkowie rady nadzorczej (pomijając przewodniczącego/cą powinni oni stanowić większość w składzie rady) wyłaniają spośród siebie dyrektora występującego w ich imieniu i pośredniczącego w stosunkach z inwestorami. Zwołuje on, w miarę potrzeb, spotkania niezależnych NEDs bez udziału dyrektorów wykonawczych, w tym przynajmniej jedno w roku bez udziału przewodniczącego/cej, poświęcone ocenie jego/jej pracy.

TENURA PRZEWODNICZĄCEGO/EJ RADY. W zasadzie nie powinna przekraczać 9 lat, chociaż zostawiono furtkę dla wyjątków. Podoba mi się komentarz Mariusza Kanickiego, iż my jesteśmy po wielekroć lepsi, skoro w spółkach z udziałem Skarbu Państwa mało który przewodniczący utrzymuje się w fotelu dłużej niż 9 miesięcy.

WORKFORCE. Jeden z terminów najczęściej użytych w 2018 Code. W kwestii jego znaczenia 2018 Code odsyła do 2018 Guideance (sec. 6), ale i tam brak definicji, za to jest zastrzeżenie, iż nie jest to pojęcie zaczerpnięte z języka prawnego lub prawniczego. Uważam, że chodziło o przeciwstawienie się odwiecznej formule konfliktu „labour vs management”, o czym świadczy podniesienie spraw pracowniczych na poziom rady: ostatecznie to ona, nie menedżerowie zarządzający spółką, odpowiada za wynagrodzenia i stosunki pracownicze.

Czytaj także:

2018.07.23 2018 UK Corporate Governance Code – podstawowe założenia

2018 UK Corporate Governance Code – podstawowe założenia

  • 2018 UK Corporate Governance Code został nareszcie ogłoszony w lipcu przez Financial Reporting Council;
  • Zgodnie z założeniami, obecny zbiór dobrych praktyk jest krótszy i bardziej stanowczy;
  • Zasady mają zastosowanie do wszystkich spółek obecnych na London Stock Exchange jako pierwszym rynku notowań, bez względu na kraj ich inkorporacji;
  • Spółki mają sprawozdawać o stosowaniu nowych zasad w latach obrachunkowych zaczynających się 1 stycznia 2019 r., lub po tej dacie.

Działo się! Widmo Brexitu ożywiło dążenia do poprawy corporate governance. Theresa May poświęca tej sprawie uwagę od pierwszych dni na Downing Street. W atmosferze skandalu upadały wielkie spółki (British Home Stores, Carillion). Komisje parlamentarne prowadziły wnikliwe śledztwa. Rząd ogłosił Zieloną Księgę. Projekt UK Corporate Governance Code poddano wszechstronnemu przeglądowi. Na koniec ogłoszono jego nową redakcję. Jedno się nie zmieniło: wbrew wszelkim przeciwnościom, system corporate governance Zjednoczonego Królestwa pozostaje najbardziej wymagającym ze wszystkich.

Tradycyjnie brytyjski system corporate governance wyrażał prymat akcjonariatu. Z czasem opinia publiczna coraz aktywniej domagała się uwzględnienia także innych wartości. Rósł nacisk na odpowiedzialność spółki wobec interesariuszy: pracowników, dostawców, klientów, szeroko rozumianej społeczności dotkniętej wpływami spółki. Biorą ich w ochronę przepisy sekcji 172 Companies Act z 2006 r., niemniej obecnie uznano potrzebę wzmocnienia ich wagi i powagi zasadami corporate governance, uznanymi za swoistą drugą linię regulacji.

Lipcowy zbiór dobrych praktyk (FRC nie oznaczyła jego dziennej daty; dla porządku można odnotować, że został ogłoszony 16 VII 2018 r.) jest dokumentem zawartym na kilkunastu stronach. Składa się z krótkiego wprowadzenia i zasad (oznaczonych literami od A do R), rozwiniętych w postaci postanowień (oznaczonych numerami od 1 do 41). Materia została podzielona na pięć rozdziałów:

I. Przywództwo rady i cel spółki (Board leadership and company purpose) – zasady A do E, postanowienia 1 do 8. Chodzi tu o zadania rady w dziedzinie kształtowania należytej kultury korporacyjnej oraz określenia celu, wartości i strategii spółki i podporządkowanej im polityki wobec pracowników. Raport roczny powinien określać politykę inwestycyjną spółki i zasady wynagradzania pracowników. Spółka sprawozdaje na temat swoich działań zmierzających do wypełnienia obowiązków płynących z sekcji 172 Companies Act. Sprawy pracownicze zostają podniesione na poziom rady dyrektorów. Jeżeli na walnym zgromadzeniu przynajmniej 20% głosów padnie przeciwko uchwale rekomendowanej przez radę dyrektorów, spółka konsultuje sprawę z inwestorami i w ciągu sześciu miesięcy ogłasza raport na temat ich stanowisk i swoich działań w tej materii.

II. Podział obowiązków w radzie dyrektorów (Division of responsibilities) – zasady F do I, postanowienia 9 do 16. Położono nacisk na rozdział funkcji CEO i przewodniczącego/ej rady dyrektorów. Piastun/ka tej funkcji odpowiada za skuteczność rady z przewodzeniu spółce oraz właściwy dopływ informacji do dyrektorów. Dyrektorzy niewykonawczy (NEDs) powinni być gotowi do należytego zaangażowania czasowego. Sformułowano bogaty katalog kryteriów niezależności dyrektorów; powinna je spełniać przynajmniej połowa członków rady. Dyrektorzy niewykonawczy powinni co pewien czas spotykać się także we własnym gronie, oraz z przewodniczącym/ą, z pominięciem dyrektorów wykonawczych.

III. Skład, sukcesja i ocena rady dyrektorów (Composition, succession and evaluation) – zasady J, K, L, postanowienia 17 do 23. Dyrektorzy podlegają corocznej reelekcji. Nominacje do rady przeprowadzane są w przejrzystej procedurze na podstawie kryteriów merytorycznych. Zasada promuje różnorodność rady i jej komitetów pod względem kompetencji, doświadczenia i wiedzy, co ma zagwarantować eliminację „myślenia grupowego”. Raport roczny przedstawia stan różnorodności płci w radzie i na pierwszym szczeblu menedżerskim poniżej rady. Tenura przewodniczącego/ej zostaje ograniczona do 9 lat. Doroczna samoocena obejmuje radę, jej komitety i poszczególnych dyrektorów. W spółkach z indeksu FTSE 350 przynajmniej co trzy lata dokonywana jest ocena przez zewnętrznych specjalistów.

IV. Audyt, zarządzanie ryzykiem i kontrola wewnętrzna (Audit, risk and internal control). Zasady M, N i O oraz postanowienia 24 do 31 dotyczą ustanowienia przez radę dyrektorów formalnych, przejrzystych polityk i procedur zapewniających niezależność i skuteczność funkcjom audytu wewnętrznego i zewnętrznego, oraz rzetelność sprawozdań finansowych i opisowych. Rada przedstawia uczciwe, zrównoważone i zrozumiałe oceny sytuacji i perspektyw spółki, ustala także procedury zarządzania ryzykiem. Co ciekawe: rozdział ten nie wprowadza żadnej istotnej zmiany w stosunku do stanu poprzedzającego.

V. Wynagrodzenia (Remuneration) – zasady P, Q, R, postanowienia 32 do 41. Polityką rady w tej dziedzinie steruje komitet wynagrodzeń. Przewodniczący powinien wcześniej odsłużyć w komitecie przynajmniej 12 miesięcy. Komitet dokonuje przeglądu wynagrodzeń pracowniczych, ocenia nagrody i premie przez pryzmat kultury spółki. Mając na uwadze długoterminowe korzyści, nagrody menedżerów będą realizowane po pięciu latach (zamiast trzech). Wprowadza się związek wysokości składek emerytalnych dyrektorów wykonawczych z wysokością składek pracowników.

Więcej na temat 2018 UK Corporate Governance Code niebawem. Proszę o wyrozumiałość w kwestii częstotliwości ogłaszania nowych wpisów. Wakacje!

Czytaj także:

2018.01.02 Wielka Brytania zmaga się z czasem
2017.11.27 Cadbury Report w 25-lecie, czyli zaczątek porządkowania corporate governance

Whistleblowing: jak wynagradzać demaskatora?

* Poszanowanie anonimowości demaskatora jest najważniejszym, ale nie jedynym warunkiem skuteczności whistleblowingu;
* Możliwe, a nawet wskazane, jest także finansowe nagradzanie osób demaskujących nieprawidłowości
* W Polsce na przeszkodzie temu stoi zakłamana moralność, powszechne piętnowanie „kapusiów”, „donosicieli”, ostatnio nawet „zdrajców”;
* W Stanach Zjednoczonych toczy się żywa dyskusja nie o tym, czy nagradzać demaskatorów, a o dopuszczalnej wysokości nagród.

Whistleblowing na amerykańskim rynku kapitałowym jest obecnie regulowany przepisami Dodd-Frank Wall Street Reform and Consumer Protection Act. Sekcja 21F ustawy (Securities Whistleblowers Incentives and Protection) nakłada na Securities and Exchange Commission obowiązki związane z przyjmowaniem i procedowaniem zgłoszeń o nieprawidłowościach oraz nagradzaniem demaskatorów nieprawidłowości. Właściwa komórka SEC, Office of the Whistleblower, zatrudnia kilkunastu prawników i corocznie przedkłada Kongresowi sprawozdanie o realizacji Whistleblower Program. Pracy ma dużo, stąd skargi na jej opieszałość. Demaskatorzy, którzy bezpośrednio przyczynili się do wykrycia nieprawidłowości i nałożenia kar na ich sprawców (względnie także odzyskania utraconych środków) o wartości przynajmniej 1 miliona USD, mogą ubiegać się o nagrodę w przedziale od 10% do 30% kwot pozyskanych w następstwie postępowania.

Nagrody, przyznawane przez SEC demaskatorom od 2012 r., sięgają kilkudziesięciu milionów USD. Są one opodatkowane; skomplikowana procedura postępowania przed SEC, nakierowana nie tylko na wyjaśnienie sprawy, także na bezwzględne poszanowanie i ochronę anonimowości demaskatora, najczęściej wymaga wynajęcia przez zgłaszającego nieprawidłowości kancelarii prawnej, co podatkowo zmniejsza wartość nagrody o kilkadziesiąt procent orzeczonej kwoty. Nagradzanie demaskatorów nie budzi zastrzeżeń, skoro w wyniku podejmowanych przez nich działań odzyskano dla uczestników rynku (zwłaszcza akcjonariuszy) wielomilionowe kwoty.

W marcu 2018 r. dwie osoby otrzymały do podziału blisko 50 mln USD, a trzecia – ponad 33 mln USD za zdemaskowanie nieprawidłowości w Merrill Lynch. Wcześniej najwyższa z przyznanych dotychczas nagród wyniosła 30 mln USD (2014 r.), a kolejne pod względem wysokości – 22 mln, 20, 17 i 14 mln USD. Niekiedy nagrody były dzielone między kilkoro demaskatorów. Nagrody nie pochodzą z pieniędzy podatników, a z kar nakładanych na złoczyńców i/lub ich pracodawców.

Z końcem czerwca SEC wystąpiła z projektem zmiany zasad nagradzania demaskatorów. Dokument liczy 184 strony, a jego podstawowe założenie sprowadza się do ustanowienia górnego pułapu wypłacanych nagród (w sprawach, w których odzyskano ponad 100 mln USD) na pułapie 30 mln USD i upoważnienia Komisji do podnoszenia niższych nagród do kwoty 2 mln USD. Propozycje wywołały ożywioną dyskusję. Kwestionuje się możliwość ograniczenia wysokości nagród. Nie brak głosów oburzenia: Komisji zarzuca się, że rezygnuje ze ścigania nieprawidłowości w wielkich korporacjach i bankach, a zamierza się skupić na pośledniejszych oszustwach… Słychać głosy, że ograniczenie pułapu nagród może zniechęcić do współpracy z SEC i ujawnienia nieprawidłowości świadomego ich – wysoko opłacanego – menedżera, który nie znajdzie już pracy w bankach lub korporacjach. O tym, że propozycja jest kontrowersyjna, świadczy wynik głosowania w Komisji: 3 głosy za, 2 przeciw (Demokraci), a te ostatnie wzmocnione gniewną argumentacją.

Trudno zaprzeczyć, że tak rozumiany whistleblowing kreuje wartość nie tylko dla nadzoru nad rynkiem kapitałowym, także dla rynku i ogółu jego uczestników. Pieniądze, odzyskiwane dzięki demaskatorom, w znacznej części wracają do pokrzywdzonych. Demaskatorzy ponoszą ryzyko utraty pracy, albo pozycji zawodowej, ale mogą się ubiegać o nagrody, których wysokość zależy od ujawnionych nieprawidłowości oraz sumy odzyskanych środków.

W Polsce demaskatorzy nie znajdą zrozumienia. Nie otrzymują nagród. Potępia ich opinia. Demaskator jest „donosicielem”, „kapusiem”, „konfidentem”. Obecny rząd kształtuje w społeczeństwie odwrotny system wartości. Naruszanie norm konstytucyjnych staje się źródłem prawa, kłamstwo – prawdą, nikczemność – cnotą i tytułem do stanowisk, a ujawnianie przed światem nieprawidłowości i bezprawia bywa piętnowane jako „zdrada”. Gdyby nie klimat pogardy wobec demaskatorów dałoby się, być może, uniknąć przynajmniej części strat w kosztownych aferach SKOKów, Getback SA, SK Banku w Wołominie, Amber Gold – i podobnych. Oraz wykryć nieprawidłowości do tej pory jeszcze nie wykryte.

Dlatego warto promować korzyści płynące z whistleblowingu, zbudować procedury ujawniania nieprawidłowości, chronić anonimowość demaskatorów nieprawidłowości i motywować ich wynagrodzeniem zależnym od wysokości odzyskiwanych kwot. Związane z tym zadania lepiej byłoby powierzyć Komisji Nadzoru Finansowego, niż upolitycznionym służbom specjalnym. Nie przypuszczam jednak, by mój głos w obronie whistleblowingu zyskał szerokie poparcie. Lecz będę jeszcze na ten temat pisać.

Na temat Dodd-Frank Act czytaj także:
2018.05.11 Portfel prezesa w czasach populizmu
Na temat whistleblowingu czytaj także:
2018.07.02 Whistleblowing: szanuj demaskatora i jego anonimowość
oraz przywołane tam teksty

Jak Siostry Franciszkanki wzbogacają rynek kapitałowy

<><> Zgromadzenie Sióstr Św. Franciszka prowadzi fundusz emerytalny zakonnic;
<><> Środki funduszu inwestowane są m.in. w spółki notowane na giełdzie;
<><> Nad inwestycjami czuwa jedna z sióstr sprawująca w zakonie funkcję dyrektora do spraw społecznej odpowiedzialności biznesu;
<><> Jako aktywny inwestor, zakon podejmuje inicjatywy dla dobra akcjonariuszy i interesariuszy spółek portfelowych.

Zbyt piękne to, by mogło być prawdziwe? Otóż nie, wszak rzecz nie dzieje się w Toruniu, a w Aston w stanie Pensylwania. O działalności Zgromadzenia, a zwłaszcza Siostry Nory Nash, pisze filadelfijski The Inguirer. Siostra Nora (śluby zakonne złożyła w 1961 r.) jest doświadczoną uczestniczką rynku kapitałowego, działa na rzecz poprawy corporate governance, a w szczególności – społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR) względem dotkniętych ubóstwem, skutkami zmian klimatycznych, plagami nierówności i niesprawiedliwości, itd.
Aktywność Nory Nash i jej zastępcy ds. CSR, Toma McCaney’a, dotyka ponad 70 spółek, w które zostały zainwestowane środki zgromadzenia. Obserwowana jest działalność spółek, nie tylko ich wyniki; zgromadzenie – czy to samodzielnie, czy wespół z Interfaith Center on Corporate Responsibility, w którym Sisters of St Francis korzystają z praw członkowskich – nie ogranicza się do zakulisowego lobbingu na rzecz akcjonariuszy i interesariuszy, także wnosi pod obrady walnych zgromadzeń projekty uchwał, przede wszystkim w sprawach społecznych. Podział zadań między dyrektorów zgromadzenia jest taki, że Siostra Nora zajmuje się głównie wydobyciem gazu i destylacją ropy, sprawami pracowniczymi i prawami człowieka, jej zastępca sprawami zdrowia i medycyny, żywności i leków.

Niektóre inicjatywy Siostry Nory odbiły się w Stanach głośnym echem. Brała udział w udanej akcji skłonienia Walt Disney Co. do złożenia w 2015 r. zobowiązania, że z filmów tego producenta zniknie palenie tytoniu. Przekonała Lowe’s Home Improvement i Hasbro (wytwórcę zabawek) do poprawy bezpieczeństwa produktów. Zabiegała, by osławiony bank Wells Fargo & Co zwiększył przejrzystość swoich działań na rzecz likwidacji skutków skandalu z 2016 r., kiedy pracownicy banku masowo otwierali klientom fałszywe rachunku, oraz innych nadużyć. Wobec braku należytej reakcji banku, złożono projekt uchwały walnego zgromadzenia – wycofany, kiedy bank zobowiązał się do wytropienia i ujawnienia złych praktyk.

Nie wszyscy są zachwyceni tymi przedsięwzięciami. W sprawozdaniu dla akcjonariuszy za rok 2016 CEO JPMorgan Chase & Co, Jamie Dimon, utyskiwał na aktywnych akcjonariuszy i wnoszone przez nich pod obrady walnych zgromadzeń projekty uchwał, które – w jego jaśnie prezesowskim przekonaniu – nie są nakierowane na dobro spółki, czyli zarabianie pieniędzy dla jej akcjonariuszy. To przy udziale takich szkodników – wywodził – doszło do dramatycznego (? – ASN) spadku liczby spółek notowanych. Radziłbym mu przyjechać do Polski.

Wrogość wobec akcjonariuszy nie kończy się na słowach. Do tej pory do zgłaszania projektów uchwał walnego zgromadzenia uprawnieni są akcjonariusze reprezentujący akcje o wartości co najmniej 2.000 USD. Wielki kapitał obstaje przy projekcie, by podnieść próg do 1 proc. kapitalizacji spółki. Siostra Nora słusznie protestuje: w przypadku JP Morgan Chase jej zgromadzenie musiałoby posiadać walory wyceniane na 3 miliardy USD. Wielkość to niebotyczna…

Działalność pensylwańskich franciszkanek nie jest jedynym przykładem zaangażowania związków religijnych na niwie corporate governance. Nie tak dawno Kościół Anglii zagroził wycofaniem się z inwestowania w spółki wydobywcze o wątpliwych praktykach corporate governance. Jest on reprezentowany na rynkach przez National Investing Bodies (NIB), koalicję złożoną z Church Commissioners, Church of England Pension Board i CBF Church of England Funds. Dezinwestycją zagrożone są spółki niechętne do współpracy z inwestorami i /lub rodzące ryzyko etyczne. Nie są to czcze pogróżki: Kościół Anglii, reprezentujący aktywa wartości 11 miliardów funtów szterlingów, wycofał się już z kilku spółek wydobywczych.

W Polsce związki religijne nie dały się dotąd poznać jako inwestorzy, nawet jako interesariusze rynku kapitałowego. Wyjątek czynił Tadeusz Rydzyk gromadząc świadectwa udziałowe NFI, a pozyskane środki trwoniąc, m.in. poprzez zakup akcji ESPEBEPE SA, która niebawem upadła. Mam jednak wątpliwości, czy miało to cokolwiek wspólnego z religią, jej posłannictwem, jej standardami etycznymi.

Reszta jest milczeniem.

Whistleblowing: szanuj demaskatora i jego anonimowość!

• Należyte traktowanie pracowników demaskujących nieprawidłowości jest ważnym elementem polityki zarządzania przez spółkę ryzykiem;
• Najważniejszym warunkiem skuteczności whistleblowingu jest bezwarunkowa ochrona anonimowości demaskatora;
• Jes Staley, CEO wielkiego brytyjskiego banku Barclays, został ukarany za próbę ustalenia tożsamości whistleblowera demaskującego nieprawidłowości w banku;
• Nadzór nałożył nań karę w kwocie 642.430 funtów szterlingów (pułap zagrożenia karą wynosił w tym przypadku ponad 900.000 funtów);
• Ponadto rada banku obcięła o 500.000 funtów przypadający Stanleyowi bonus, ale nie zwolniła go z posady.

Na boisku piłkarskim sędzia odgwizduje nieprawidłowości. Whistleblower (dosłownie: dujący w gwizdek) odgwizduje nieprawidłowości w swoim środowisku: w spółce, grupie kapitałowej, urzędzie, organizacji, fundacji… Odgwizduje je anonimowo. Brak poszanowania anonimowości demaskatora przekreśla sens demaskowania nieprawidłowości. Po polsku whistleblower bywa także nazywany „sygnalistą”. Ten, kto wymyślił ów termin, nie służył w marynarce. Nie podróżował też chyba koleją.

Przypadek Jesa Staleya, prezesa brytyjskiego banku Barclays dowodzi bezwzględnej potrzeby ochrony anonimowości informatora. Było tak: w czerwcu 2016 r. członkowie rady dyrektorów banku i niektórzy z jego menedżerów otrzymali anonimowe przesyłki sugerujące nieprawidłowości związane z niedawno zatrudnionym piastunem wysokiego stanowiska w banku. Staley miał wiedzieć o niewłaściwym postępowaniu menedżera u jego poprzedniego pracodawcy. Przy okazji zakwestionowano prawidłowość postępowania rekrutacyjnego. Najprawdopodobniej chodziło o Tima Maina, z którym Staley pracował wcześniej w JP Morgan. W czerwcu 2016 r. Main stanął na czele amerykańskiej odnogi banku. Staley później twierdził, że bronił kolegi, wobec którego podniesiono zarzuty dotyczące „spraw osobistych sprzed wielu lat”. Wprawdzie owa obrona sporo go kosztowała, ale uważa się, że – ostatecznie zachowując stanowisko – umknął sprawiedliwości.

Na zlecenie Staleya, szef bankowego działu bezpieczeństwa Troels Oerting podjął próbę zidentyfikowania whistleblowera. Ponieważ listy nadano z USA, Oerting zwrócił się do amerykańskich organów ścigania. Jako były pracownik Europolu, miał tam kontakty. Lecz nadawca listów nie został zidentyfikowany. Wyszło natomiast na jaw, że Staley dwakroć podejmował próby ustalenia jego tożsamości. Bank zatrudnił kancelarię prawną do zbadania sprawy i powiadomił o niej nadzór. Staley tłumaczył, że był przekonany, iż działa w ramach swoich uprawnień… Skończyło się dlań szczęśliwie. Brytyjskie organy nadzoru, Financial Conduct Authority i Prudential Regulation Authority zgodnie stwierdziły, że Jes Staley nie dopełnił w tej sprawie obowiązku „działania z należytą zręcznością, troską i starannością” (due skill, care and diligence). Wprawdzie został ukarany, ale jest pierwszym szefem poważnej instytucji finansowej w Wielkiej Brytanii, który zachował stanowisko pomimo napiętnowania go przez nadzór.

Orzeczona wobec Staleya kara finansowa, z daleka bardzo surowa, nie jest przecież szczególnie dolegliwa wobec jego zarobków na poziomie 3,9 miliona funtów rocznie. Było z czego potrącać! Natomiast zachowanie przez Staleya stanowiska daje rynkom niepokojący sygnał. Tym razem nie udało się wykryć demaskatora, lecz czy następny incydent zakończy się tak samo? Whistleblowing jest bardzo skutecznym sposobem wykrywania nieprawidłowości, lecz pod warunkiem, że demaskator nie obawia się, iż jego tożsamość zostanie ujawniona, a on lub ona poniesie przykre konsekwencje swoich działań, podejmowanych przecież w dobrej wierze. Innym ważnym aspektem whistleblowingu jest finansowe nagradzanie demaskatorów. Temat ten budzi obecnie żywą dyskusję w Stanach Zjednoczonych. Napiszę o tym wkrótce.

Czytaj także:
2008.10.30 Po pierwsze, anonimowość
2003.05.19 Whistleblowing tworzy wartość
2005.08.08 Między radą a spółką
2006.01.09 Nie struktura, a kultura
2006.02.27 Uwaga, oszustwo!
2014.05.12 Outsourcing głupoty
2014.12.07 Trąd w parlamencie

Pomysł zrodzony z rozpaczy: transmitowanie na żywo posiedzenia rady dyrektorów

• Głośne skandale korporacyjne dotkliwie godzą w zaufanie do rynku kapitałowego, spółek i ich organów;
• Na anglosaskich rynkach przeważa przekonanie, że jakość pracy i dokonania rad dyrektorów dalece odbiegają od oczekiwań akcjonariatu;
• Obok wynagrodzeń dyrektorów i różnorodności składu rad krytyczne oceny budzą procesy ewaluacji pracy rad i zdawkowe sprawozdania o ich wynikach;
• Zwiększa się nacisk na spółki na rzecz zwiększania przejrzystości prac i odpowiedzialności dyrektorów.

Przez rynki kapitałowe przechodzi kolejna fala niewiarygodnych afer: Stany Zjednoczone żyją procesem założycielki Theranos, Inc., Elizabeth Holmes i jej wspólnika, Wielka Brytania kipi z oburzenia na dyrektorów upadłego kombinatu Carillion, my żyjemy przypadkiem Getback SA, jej prezesa (już aresztowanego) i rady nadzorczej. W tej atmosferze rodzą się rozmaite pomysły zmierzające ku poprawie corporate governance. Jednym z nich, poniekąd rozpaczliwym, jest transmitowanie na żywo posiedzenia (posiedzeń?) rady dyrektorów. Zgłosił go właśnie, na platformie cenionego magazynu Board Agenda, Kieran Moynihan, partner zarządzający firmy Board Excellence doskonalącej kwalifikacje członków rad dyrektorów w Zjednoczonym Królestwie i Irlandii.

Moynihan sądzi, że dążenie ku poprawie pracy rad wymaga radykalnych rozwiązań. Zwraca on uwagę na niskie standardy etyczne rad dyrektorów i narastające niezadowolenie akcjonariuszy w kwestii wynagrodzeń piastunów spółek. Uważa się, że rady nie wykazują należytej staranności w działaniach na rzecz interesów akcjonariuszy i interesariuszy. Kryzys sięga głębiej, o czym ma świadczyć inicjatywa brytyjskiego rządu podjęcia gruntownego przeglądu działalności i dokonań Financial Reporting Council.

Rośnie nacisk na wzbogacanie różnorodności rad, nie tylko pod względem płci dyrektorów, także ich wieku i bogactwa stylów myślenia – pisze Moynihan. Zwraca przy tym uwagę, że akcjonariusze nie mają wglądu do wyników ewaluacji rad. W raportach rocznych znajdują się zazwyczaj krótkie formułki o tym, że ewaluacja, a jakże, została przeprowadzona, jakieś tam drobiazgi zauważono i skrzętnie naprawiono, ale w ogóle wszystko jest w porządku. Moynihan postuluje udostępnianie akcjonariuszom wyników oceny rad, albo przynajmniej ich obszernych streszczeń. Zaś idąc dalej – przedstawia hipotetyczny scenariusz dostępnej dla akcjonariuszy prowadzonej na żywo transmisji posiedzenia rady dyrektorów.

Dzięki transmisji akcjonariusze mogliby ocenić jakość przygotowań posiedzenia rady, przebieg dyskusji, wkład rady w procesy zarządzania ryzykiem, zaangażowanie dyrektorów w sprawy spółki, przywództwo przewodniczącego rady, współpracę CEO z dyrektorami niewykonawczymi, poszanowanie przez radę interesów akcjonariuszy i interesariuszy, wkład poszczególnych dyrektorów w prace rady oraz jakość pracy zespołowej. Po analizie transmisji akcjonariusze mogliby głosować, czy zachować radę w obecnym składzie, czy ją zmienić; czy zachować poszczególnych dyrektorów, czy zastąpić ich nowymi. Po każdym posiedzeniu mieliby tak głosować? Podobno uczestnicy warsztatów poświęconych doskonaleniu kwalifikacji dyrektorów spółek brytyjskich i irlandzkich przyklaskują pomysłowi transmisji posiedzeń rady (!?). Czy zorganizują pokazówkę?

Przez wiele lat zajmowałem się na polskim rynku tym samym, czym Moynihan zajmuje się na rynkach brytyjskim i irlandzkim: usiłowaniami ku doskonaleniu kwalifikacji członków rad nadzorczych i techniki prac rady. Takich pomysłów nie propagowałem. Nie propagowałem także idei dokonywania przez rady nadzorcze samooceny ich pracy. Delikatne sugestie dotyczące powierzania oceny pracy rad zewnętrznym specjalistom spotykały się z mocną krytyką. U nas panuje przekonanie, że członkostwo rady nadzorczej daje patent na mądrość, prawość i doskonałość.

W Polsce jeszcze nie wszystkie duże spółki publiczne transmitują przebieg walnych zgromadzeń, przeto do transmisji posiedzeń rad droga byłaby daleka. Niemniej liczne spółki praktykują nagrywanie posiedzeń rad nadzorczych w formacie audio. Podobno na wewnętrzny użytek rady nadzorczej (ciekaw jestem, jaki?), ale zapewne w kilku co bardziej strategicznych spółkach z nagrań korzystają także służby specjalne – swoiści polscy interesariusze. Z relacji prasowych wiadomo, że przed laty w niektórych spółkach (Bank Przemysłowo-Handlowy, PZU) wykryto w salach obrad rad nadzorczych urządzenia podsłuchowe: widać ciekawscy prezesi, których nie dopuszczano do udziału w posiedzeniach rady, korzystali z transmisji online.

Od lat twierdzę, że dobrze zorganizowana rada nadzorcza wykonuje znaczną część swoich obowiązków poza posiedzeniami. Gdyby kiedyś posiedzenia rad miały być transmitowane, jeszcze bardziej ożywiłoby to prace rad poza posiedzeniami. Wszelako dostrzegam potrzebę złożenia tu deklaracji: jestem przeciwko transmitowaniu posiedzeń rad nadzorczych. Oraz przeciwko ich nagrywaniu. Owocem pracy rady są jej uchwały, należycie zaprotokołowane (czyli zamieszczone w protokole, nie w załącznikach do niego).

Czytaj także:

2015.01.20 PYTAQ (I) O protokołach z taśmy
i przywołane tam teksty

“Napychali sobie gęby złotem” (jeszcze o Carillion)

• Upadek sporej spółki zachwiał branżą. Podważył zaufanie do giełdy, menedżerów, profesji audytorskiej, do państwowego nadzoru nad rynkiem kapitałowym.
• Odnotowano szokujące straty poniesione przez pracowników, akcjonariuszy, społeczeństwo. Oraz porażająco wysokie zadłużenie.
• Sprawą zajęły się komisje parlamentarne. Odkryto zadziwiająco niskie standardy i agresywną rachunkowość. Skonstatowano lekkomyślność piastunów spółki, ich niepohamowaną pychę oraz chciwość.
• Ustalono, że audytor diagnozował niezagrożoną kontynuację działalności spółki, kiedy ta spiralą korkociągu zmierzała już ku katastrofie.

Wzmianka o komisjach parlamentarnych świadczy, że – wbrew wielu podobieństwom – nie chodzi o Getback, spółkę zbyt blisko związaną z grupą trzymającą władzę, by powołano komisję sejmową śledzącą szaleńczy lot prezesa i rady nadzorczej ponad kukułczym gniazdem. Przedmiotem rozważań jest Carillion, brytyjski konglomerat budowlany, ponadto zajmujący się m.in. żywieniem dzieci w 218 szkołach, dbałością o czystość w szpitalach (11.500 łóżek), prowadzeniem 50 więzień, utrzymywaniem 50.000 domów dla personelu wojskowego. Do katastrofy doszło w styczniu, boleśnie i niespodzianie (pisałem o tym w tym miejscu 3 marca). Wyparowały ogromne pieniądze: w chwili upadku zadłużenie firmy wyniosło 7 miliardów GBP. Stanęły inwestycje w kraju i za granicą, w tym objęte kontraktami rządowymi. Dziesiątki tysięcy zatrudnionych straciły pracę.

Rada dyrektorów starała się stworzyć wrażenie, że jest godną współczucia ofiarą rynkowej zawieruchy, nieprzewidzianych wypadków i zbiegów okoliczności. Wypłacano sobie sute premie. Utrata przez spółkę wypłacalności była dla jej piastunów niemiłym zaskoczeniem. „Napychali sobie gęby złotem” – obrazowo stwierdził jeden z członków Izby Gmin. Parlamentarzyści krytykowali zbutwiałą kulturę korporacyjną bankruta. Oraz rząd – za brak decyzyjności i odwagi stawienia czoła niedostatkom regulacji. Zanosi się na dyskwalifikację menedżerów- krętaczy, pozbawienie ich zdolności do pełnienia funkcji zarządczych i nadzorczych.

Upadek spółki najbardziej zaboli audytorów – pasożytujące na bankrucie firmy Tłustej Czwórki. „To haniebny przykład, jak nasz kapitalizm działa pod cieplutką kołderką audytorów grzęznących na każdym kroku w konflikcie interesów” – mówiono w badających przypadek komisjach Izby Gmin. KPMG niedbale „badała” finanse konglomeratu przez 19 lat, otrzymała 29 mln GBP. Audytorzy nie okazali profesjonalnego sceptycyzmu wobec osobliwej rachunkowości spółki. EY zgarnęła 10,8 mln GBP za 6 miesięcy „doradztwa” na drodze do katastrofy. Deloitte zarobiła 51,2 mln GBP za wsparcie audytu wewnętrznego, doradzając w sprawach kontroli finansów i zarządzania ryzykiem. PwC – jedyny potentat, który ustrzegł się konfliktu interesów, wykazał należytą staranność w wystawianiu faktur. Wyznaczony administratorem upadłego, wystawił je na 21,1 mln GPB, otrzymując 8,5 mln GBP od spółki, 6,5 mln GBP od rządu 6,1 mln GBP od systemów emerytalnych.

Audytorzy wywołali oburzenie komisji parlamentarnych. Zarzucono im pasożytnictwo, stawianie własnych profitów ponad losy spółek, które byli zobowiązani zbadać pod mikroskopem. Padły słowa o kabale czwórki wielkich audytorów, o ich współwinie za katastrofę, o potrzebie ich „złamania” (Big Four need to be broken up). Brytyjski rynek audytu określono jako klub dbający o własną wygodę i niezdolny do wykazywania niezbędnej niezależności. Skrytykowano Financial Reporting Council za poważne zaniedbania nadzoru nad profesją. Podniesiono, że spośród spółek z indeksu FTSE 100 tylko jedna nie jest audytowana przez Tłustą Czwórkę. Sprawę polecono uwadze brytyjskiego urzędu antymonopolowego – Competition & Market Authority. Stwierdzono, że kolejny przypadek na wzór katastrofy Carilliona może wydarzyć się ponownie – i to szybko; że brytyjski rynek jest zbyt cenny, by pozostawić go w rękach krętaczy; że zapewne tyka pod nim wiele takich bomb z opóźnionym zapłonem. Lecz za mocnymi słowami rzadko podążają mocne czyny…

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 11 czerwca 2016 r.
Czytaj także:
2018.03.03 Carillion: corporate governance na opak

Jeżeli taka spółka jest w porządku, to rynek nie jest

<> Na giełdę zmierza spółka na bakier z corporate governance, ale jej niedostatki są na polskim rynku bardzo rozpowszechnione;
<> Radą nadzorczą kieruje żona prezesa, co odbiera spółce wiarygodność; kto uwierzy w przygotowaną przez radę ocenę sytuacji spółki lub działalności zarządu?
<> Spółka prowadzi obiecującą działalność, ale statut pozwala jej zajmować się mnóstwem rzeczy, o których nie ma pojęcia;
<> Założyciele dysponują akcjami uprzywilejowanymi, co daje im większość głosów na walnym zgromadzeniu;
<> Wymóg kworum sprawa, że pod nieobecność założycieli walne zgromadzenie nie może się odbyć.

Zapowiedziano IPO spółki ciekawej pod względem profilu działalności. Przeczytałem prospekt emisyjny. Zorientowałem się, że spółka wie, na co przeznaczyć pieniądze z oferty. Przeczytałem statut. Zorientowałem się, że spółka nie zna zasad corporate governance. Odstąpiłem od pomysłu złożenia zapisu na akcje. I pomyślałem sobie, że gdyby to ode mnie zależało, ta spółka nie mogłaby wejść na giełdę. Są cztery ważne powody:

FAMILIADA! RADĄ NADZORCZĄ KIERUJE ŻONA PREZESA! To jaskrawy konflikt interesów. Rada nadzorcza powinna zachować należytą staranność, bezstronność i niezależność w ocenie sytuacji spółki i działalności zarządu. Niestety, żona prezesa w radzie nadzorczej, lub na czele rady, to w polskich spółkach publicznych zjawisko rozpowszechnione. Przy czym nie chodzi o to, czy „Madame” (jak rynek takie osoby określa) reprezentuje przymioty wymagane na tym stanowisku: wysokie kwalifikacje, doświadczenie, przydatność dla spółki. Nawet jeżeli tak – nie zmieni to stanu rzeczy, że familijna rada nie budzi zaufania. Wielu prezesów spółek o rodowodzie rodzinnym, którzy wprowadzili je na giełdę i odnieśli tam znaczne sukcesy, hardo odrzuca moje zastrzeżenia. Mówią, że wnieśli do spółki swoje życie, pracę i pieniądze, a na czele rady chcą mieć kogoś, komu ufają – więc żonę. Nie trafia do nich argument, że pod okiem żony spółka budzi ryzyko powszechnej nieufności, bo nie nadzorowany ma ufać radzie nadzorczej, a dawcy kapitału, inwestorzy. Nie trafia zapewne dlatego, ponieważ analitycy, a także inwestorzy, nawet wielcy – instytucjonalni, nie zaprzątają sobie głowy kwestią, czy spółce można zaufać. Bo komu w dzisiejszej Polsce można?

Przewodnicząca rady nadzorczej była do 30 XI 2017 r. zatrudniona w spółce na stanowisku kierownika transferu technologii. Opuszczając stanowisko, otrzymała „odszkodowanie” z tytułu zakazu konkurencji po ustaniu stosunku pracy. Właściciel wynagradzany za zakaz konkurencji wobec własnej spółki – czy to aby nie przesada?

MĘTNY PRZEDMIOT DZIAŁALNOŚCI. Jest to najbardziej rozbudowana część statutu spółki, liczy bowiem 156 pozycji. Słownie: sto pięćdziesiąt sześć. Czegoż tam nie ma! Są badania i analizy związane z jakością żywności, działalność portali internetowych, działalność w zakresie nagrań dźwiękowych i muzycznych, zagospodarowanie terenów zieleni… Produkcja miedzi i odzieży: dzianej, skórzanej, wierzchniej, a także zegarów, zegarków i mydła (o powidle nie wspomniano). Oraz budowa dróg, autostrad, dróg szynowych, kolei podziemnej. Oszołomiony rozmachem przedsięwzięcia, nie dowiedziałem się przecież, czym w istocie spółka się zajmuje. Wspomniałem i tym na Twitterze, co ktoś skomentował: „Nie liczy się KRS, ważny jest model biznesowy spółki”.

O modelu biznesowym naczytałem się najczęściej przy okazji afery Getback SA. Opowiadał o nim były prezes. Model był taki: pieniądze – hokus pokus – znikają w czarnej dziurze, samopoczucie owego menedżera śmiga ponad chmury, a rządowym plączą się języki. Przedmiot działalności tejże spółki liczył tylko 22 pozycje, ale smakowite: m.in. działalność prawniczą, doradztwo podatkowe, doradztwo w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej i zarządzania (uchowaj, Panie Boże!). Chodzi więc nie tylko o sytuacje, gdy do statutu wpisano połowę pozycji PKD, także o takie, kiedy nie wiadomo, jaka jest racja istnienia spółki. W statucie Presto SA przedmiot działalności zamknięto w kilku pozycjach, ale nic z nich nie wynika. Niesławnej pamięci PCZ SA (holdingowa spółka „medyczna”) miała hodować wielbłądy i produkować rakiety kosmiczne.

Przed laty wykpiłem Optimus SA, gdzie przedmiot działalności obejmował ze 180 pozycji, ogromnie egzotycznych, jak produkcja cementu, wapna, gipsu itd., szklenie, chów, hodowlę i gospodarkę łowiecką, wykonywanie wykopów, oraz produkcję pasz dla zwierząt domowych. Odpisali mi gniewnie, że takie rzeczy wpisuje się do statutu na rybkę, a oni są poważną spółką. Jak poważną, okazało się, kiedy okradziono głównego inwestora. Wiele w tym winy kancelarii prawnych klecących marne statuty. Oraz założycieli, gotowych porzucić materię, dla której powołano spółkę, by znienacka zająć się czymś innym bez konieczności zmiany statutu. Takie statuty są nośnikami ryzyka.

AKCJE UPRZYWILEJOWANE. Założyciele spółki posiadają spore pakiety akcji uprzywilejowanych co do głosu. Zatem nawet po wprowadzeniu do spółki nowego kapitału zachowają przewagę siły swoich akcji. Uprzywilejowanie jest bezterminowe (permanent). Obecnie spółki z akcjami o nierównych uprawnieniach (dual-class shares, DCS lub multi-class shares, MCS), w szczególności pod względem siły głosu, są lub będą w niektórych indeksach inaczej ważone, z niektórych zaś w ogóle usuwane. Lepiej traktowane są spółki, w których uprzywilejowanie akcji wygasa w oznaczonym terminie (shares with fixed-term sunset clause), ponieważ oczekuje się, że przejściowe naruszenie podstawowej zasady corporate governance jest rekompensowane gwarancją, iż większość w radzie dyrektorów przypadnie niezależnym. Omawiana spółka nie posiada sunset clause.

Polski rynek nie dba o zrównoważenie w spółkach, nawet tych notowanych, udziału w kapitale udziałem w sile głosów. Nie jest przeto atrakcyjny dla akcjonariuszy. Spółek z akcjami permanentnie uprzywilejowanymi mamy na giełdzie sporo. Dopóki inwestujemy z zamkniętymi oczami, bez wnikliwej analizy szans jakie otwiera ślepa inwestycja, rynek się jakoś kręci. Kiedy nareszcie przejrzymy, albo stracimy pieniądze, wypadnie zgasić światło.

ZAPOROWY WYMÓG KWORUM NA WALNYM ZGROMADZENIU. Statut ustanawia kworum na walnym zgromadzeniu na pułapie 50% wszystkich akcji. Oznacza to w praktyce, że bez udziału małżeństwa założycieli spółki, którzy łącznie dysponują większością akcji w spółce, walne zgromadzenie nie może się odbyć. Akcjonariusze mniejszościowi mogą sobie do woli wnioskować o zwołanie walnego, zarząd może je zwoływać, lecz gdy zabraknie kworum, walne nie będzie mogło obradować. A kiedy własność zostanie rozproszona, kworum nie zbierze się nigdy. Takie rozwiązanie statutowe pogrążyło już niejedną spółkę.

Wniosek z powyższych rozważań zawarty jest już w tytule. Jeżeli taka spółka jest w porządku, jeżeli nie budzi obaw rynku, zastrzeżeń akcjonariuszy, to rynek nie jest w porządku i nie warto na nim inwestować. C.b.d.o.

Czytaj także, m.in.:
2017.12.04 Giełdowy Kraków i rodzinne związki
2015.08.27 Żony, córki, matki, wnuk
2004.12.13 Dziurawy statut, pełna kieszeń
2004.04.05 Ryzyko mieszka w statucie
2017.05.17 O sile głosu z akcji, czyli zamachu czasu na kapitał
2005.05.16 Pułapka statutowa

Najgłupsze argumenty przeciwko kobietom w brytyjskich radach

 <> Na rynkach kapitałowych jest rok 2018, w wielu umysłach trwa jeszcze rok 1918 z ówczesnymi poglądami na miejsce kobiety w świecie;
 <> Brytyjski rząd systematycznie dąży do zwiększenia udziału kobiet w radach dyrektorów spółek notowanych;
 <> Najbliższy cel polityczny zakłada, że do roku 2020 co trzecie miejsce w radach dyrektorów powinno przypaść kobietom;
 <> Szacunki wskazują, że zasypanie różnicy między wynagrodzeniami mężczyzn i kobiet przyniesie gospodarce wielomiliardowe korzyści i setki tysięcy miejsc pracy.

Ogłoszoną 31 maja b.r. listę argumentów mających przemawiać przeciwko obecności kobiet w brytyjskich radach dyrektorów otwiera najprostszy: „Kobiety do rad dyrektorów po prostu nie pasują”. Wśród innych są i takie:
• „One nie chcą kłopotów związanych z pracą w radach”;
• „Wszystkie dobre (kandydatki) są już zagospodarowane”;
• „Mamy już w radzie jedną”;
• „Nie jestem przekonany, czy koledzy życzyliby sobie obecności kobiety w radzie”;
• „Nie ma wielu kobiet z należytymi kwalifikacjami i pogłębionym doświadczeniem do pracy w radzie, a są tam sprawy niebywale skomplikowane”;
• „Akcjonariusze nie są zainteresowani”;
• „Koledzy chyba nie chcieliby pracować w radzie z kobietą”;
• „My już mamy (kobietę w radzie), teraz kolej na inne spółki”;
• „Obecnie nie mamy wakatów, gdybyśmy mieli – pomyślelibyśmy”;
• „Trzeba zbudować kanały awansu oddolnego, w naszej branży jest niewiele kobiet na stanowiskach”.

Komentuje Amanda McKenzie szefująca organizacji Business in the Community: „Czytając tę listę wymówek można odnieść wrażenie, że żyjemy w roku 1918, nie w 2018. To wszystko brzmi jak fragmenty tekstu komicznej parodii”.

Cytowane opinie pochodzą od ankietowanych przewodniczących rad dyrektorów oraz CEO notowanych na brytyjskim rynku spółek z indeksu FTSE 350. W Polsce takie badania nie miałyby sensu: prezesi spółek i przewodniczący rad nie mają – przynajmniej w teorii – wpływu na skład rady nadzorczej. Członków rady wybiera walne zgromadzenie (plenarnie lub w głosowaniu oddzielnymi grupami), mogą ich także powoływać akcjonariusze imiennie uprawnieni do tego przez statut spółki. Statuty rzadko przyznają radom prawo kooptacji członka, a jeżeli, to zazwyczaj tylko na wakujące miejsce w radzie i pod bezwzględnym wymogiem przedstawienia dokooptowanego do zatwierdzenia przez najbliższe walne zgromadzenie. Natomiast w systemie anglosaskim inicjatywa w sprawach selekcji kandydatur i obsady stanowisk w radzie dyrektorów często należy do przewodniczącego rady, samej rady, lub CEO. Akcjonariusze są na dalszym planie.

Badania ankietowe prowadzone są przez Hampton-Alexander Review z ramienia patronującego staraniom o zwiększenie udziału kobiet w radach dyrektorów Department for Business, Energy and Industrial Strategy (w Zjednoczonym Królestwie resort ten nie zajmuje się produkcją różańców). Presja rządu przynosi owoce. Jeszcze w 2011 r. nie było kobiet w radach 152 spółek z indeksu FTSE 350; w 2017 r. liczba takich spółek zmalała do dziesięciu. Pierwszy, wstępny całościowy raport na temat kobiet w radach ogłoszono w listopadzie 2016 roku. W listopadzie 2017 r. ukazał się pierwszy z serii regularnych już raportów rocznych. Kolejny oczekiwany jest w listopadzie 2018 r.

Dążenia do zwiększenia różnorodności w składzie rad dyrektorów poprzez obsadzenie kobietami jednej trzeciej miejsc są fragmentem strategii przemysłowej obecnego rządu. Wiążą się z tym starania ku zasypaniu tzw. gender pay gap – zróżnicowania wynagrodzeń mężczyzn i kobiet. Według szacunków jednej z firm konsultingowych zasypanie tych różnic (czyli wydatne zwiększenie wynagrodzeń kobiet), miałoby do roku 2015 przynieść brytyjskiej gospodarce korzyści rzędu 150 miliardów funtów szterlingów oraz otworzyć 840 tysięcy nowych miejsc pracy. Wspaniałe perspektywy! Ale dokoła pospolitość skrzeczy.

Czytaj także (m.in.):
2000.12.04 Szklany sufit
2003.02.17 Kruszenie szklanego sufitu
2003.03.10 Szklany sufit po polsku
2003.11.10 Przystanek tuż pod szczytem
2004.02.16 Sposób na kobiety
2005.10.10 Norweska specyfika
2006.01.16 Rady pod parytetem
2010.05.27 Moda na poprawność
2011.10.22 Podwójny szklany sufit
2013.11.20 Nie chodzi o kobiety
2015.11.16 Szklane urwisko
2016.06.22 Ile kosztują kobiety?
2017.04.05 Statystyka, gender i parytet absolutny