Parcie na dywidendę

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Facebook0

Uwaga, uwaga! Nadchodzi! Nadchodzi sezon dywidend. Coraz więcej spółek notowanych na GPW dzieli się zyskiem z akcjonariuszami. Zysku wprawdzie mają one mniej niż większość z nich miała przed rokiem, lecz ich dywidendy znaczą więcej. Jest kilka po temu powodów: niskie stopy procentowe ciążą na wysokości odsetek od lokat bankowych i obligacji skarbowych, obligacje korporacyjne niekoniecznie są wykupywane, a niewysokie notowania akcji pchają w górę stopę dywidendy. Akcjonariusze są zadowoleni. Kochają dywidendy. Miłują je zarówno inwestorzy indywidualni, jak instytucjonalni. Wolą, by spółki wypłacały zyski, a przynajmniej ich znaczącą część, niż je inwestowały. Przemawia za tym nie tylko przekonanie, że pieniądz w garści więcej wart niż – często złudna – obietnica przyszłych korzyści mających płynąć z zainwestowania zysków przez spółkę, także ograniczona wiara w zdolność zarządów do trafnego inwestowania tych zysków i pomnażania ich.

Nawet inwestorzy finansowi często głosują raczej za dywidendą niż za pozostawieniem zysku w spółce. W funduszu inwestycyjnym przypływ dywidend może doraźnie zwiększyć wartość jednostki uczestnictwa, co pociąga za sobą wzrost wpłat od uczestników lub powstrzymuje żądania umorzenia jednostek. Wprawdzie fundusz emerytalny ma w teorii znacznie dalszy horyzont inwestycyjny, ale w praktyce bywa rozliczany z aktualnej wartości jednostki, zatem i on kocha dywidendy. Największym parciem na dywidendy wyróżnia się wszakże budżet. Jego potrzeby sprawiają, że pod wpływem Skarbu Państwa walne zgromadzenia spółek z jego udziałem uchwalają dywidendy wyższe, niż proponował zarząd. A fiskus pobiera podatek także od dywidend z innych spółek.

Lecz nie oznacza to wcale, że polski rynek dojrzał już na tyle, by docenić znaczenie dywidend. Spółki wchodzące na parkiet nierzadko zapowiadają, że zyskiem będą finansować rozwój i wiele wody upłynie w Rudawie, zanim wypłacą pierwszą dywidendę. Nie zniechęca to akcjonariuszy do obejmowania takich ofert. Wiele spółek nie wypłaca dywidend, ponieważ notują one straty, lecz ich akcje mają amatorów. Inne spółki nie wypracowały jeszcze polityki dywidendowej i decyzję o podziale zysku bądź zatrzymaniu go podejmują doraźnie, czasem niekonsekwentnie.

Spotykam się z opiniami, że Skarb Państwa drenuje – łupi – rabuje spółki ze swoim znaczącym udziałem, krzywdzi je nazbyt wysokim poborem dywidendy, pozbawia środków na rozwój. Należy przemyśleć te zarzuty. Nie ostaną się one w tych spółkach, w których Skarb Państwa jest akcjonariuszem wprawdzie znaczącym, wyposażonym w przywileje, przecież jednak mniejszościowym. Reszta akcjonariatu nie porywa się na głosowanie przeciwko wnioskowi Skarbu o wysoką, rzekomo zawyżoną dywidendę. Co nie oznacza, że zarząd nie miał silnych argumentów za pozostawieniem zysku w spółce, by sfinansować nim sensowne przedsięwzięcia.

Rzecz ciekawa: spory o dywidendę, kiedy już do nich dochodzi, toczą się między zarządem a akcjonariuszem lub akcjonariatem. Niewielką rolę odgrywa w nich rada nadzorcza. Mało kto zwraca uwagę na jej zdanie, a ono zazwyczaj brzmi słabo. Czy rada nie potrafi określić potrzeb finansowych spółki, ocenić stanowiska zarządu? Czy tak obawia się znaczącego akcjonariusza, że nie potrafi mu się przeciwstawić? Rady nadzorcze niedostatecznie reagują na potrzebę określania przez spółki założeń polityki dywidendowej. Powinna ona wynikać z przyjętej przez spółkę strategii rozwoju, lecz i strategia nierzadko przerasta wyobraźnię rady. Zapewne nie bez znaczenia jest dotkliwy, zwłaszcza w spółkach z udziałem Skarbu Państwa, brak stabilizacji członkostwa w radzie nadzorczej, traktowanej jak drzwi obrotowe w które wchodzi się, by wkrótce wyjść.

Ciekawym przyczynkiem do kwestii prawa akcjonariusza do dywidendy – rozumianego już nie jako prawo do udziału w zysku przeznaczonym do podziału, ale do podziału zysku – jest niedawne orzeczenie Sądu Najwyższego w historycznej i przebrzmiałej sprawie dywidendy PZU za rok 2006. Powinno ono skłonić polski rynek kapitałowy do podjęcia dyskusji na temat zasad polityki dywidendowej. Przy czym sprawa wcale nie jest prosta. Większość spółek notowanych na GPW działa w grupach kapitałowych, co ułatwia im – w uproszczeniu – przesuwanie zysków między spółkami w grupie na korzyść lub niekorzyść akcjonariuszy.
Inna sprawa: względy racji stanu, o których coraz głośniej, mogą sprawić, że spółki uznane za strategiczne zostaną obciążone inwestycjami korzystnymi dla ogółu, niekorzystnymi dla nich i ich akcjonariuszy innych niż Skarb Państw, co ograniczy ich udział w podziale zysku, albo zabierze zysk, albo nawet wpędzi spółki w straty, może na długie lata. Wtedy przyłączę się do akcjonariuszy domagających się dywidendy wyrównawczej, rekompensacyjnej.

Dodaj komentarz