Podwójny szklany sufit [2011]

Na stronie internetowej Polskiego Instytutu Dyrektorów widnieje ciekawe ogłoszenie. Niemiecka firma zajmująca się rekrutacją do pracy w radach nadzorczych poszukuje zagranicznych kandydatów. Że poszukuje ich w Polsce, nie dziwi. Nasze prawo spółek przejęło wiele rozwiązań niemieckich, zakorzenionych w odległej przeszłości, odosobnionych już w świecie, w tym ścisły rozdział zarządu i rady nadzorczej. Menedżerom doświadczonym w polskich radach nadzorczych łatwiej poruszać się w podobnym przecież środowisku rad niemieckich. Pod warunkiem, rzecz jasna, biegłej znajomości języka, ale niekoniecznie niemieckiego. W niejednej z wielkich niemieckich korporacji językiem roboczym jest angielski.

Przypuszczam, że ta akcja werbunkowa skierowana jest w istocie rzeczy do kobiet. Spółki krajów Unii Europejskiej znajdują się pod coraz silniejszym naciskiem ku równoważeniu udziału mężczyzn i kobiet w zarządach i radach nadzorczych. Wyniki poważnych badań wskazują, że od właściwej (także, a może zwłaszcza, pod względem proporcji płci) kompozycji rad zależą wyniki spółek; za tym idzie pomyślność akcjonariuszy, nawet gospodarek narodowych. Nie brak głosów opowiadających się za koniecznością wprowadzania, po dobroci albo pod przymusem, kwot określających pożądaną proporcję udziału kobiet w organach spółek, bądź nawet parytetu. Niektóre państwa już poszły, bądź idą, w tym kierunku.

Kwestia udziału kobiet w zarządach i radach spółek jest fragmentem szerszego problemu zapewnienia tym organom pożądanej różnorodności, także w aspekcie międzynarodowym. Kobieta sprowadzona z Polski do pracy w niemieckiej radzie poprawiłaby zarazem wskaźniki umiędzynarodowienia i wielokulturowości rady.

Rzecz w tym, że sami cierpimy ostry niedobór kobiet w organach spółek. Jest to niepokojące. W Polsce nie brakuje przecież kobiet świetnie wykształconych, z dorobkiem w zarządzaniu, doświadczeniami na stanowiskach kierowniczych. Nie przeczę, że istnieje ów niedostrzegalny szklany sufit, często grodzący kobietom drogę na szczyt kariery zawodowej. Lecz obawiam się, że wiele kobiet hoduje w sobie drugi taki sufit. Na prowadzonej przez PID liście kandydatów na profesjonalnych członków rad nadzorczych kobiet jest mniej niż 10 procent. Nie zgłaszają się; czyżby nie wierzyły w swoje kompetencje? Jeżeli sytuacja nie ulegnie wkrótce poprawie, wkrótce to my będziemy musieli importować kobiety do rad nadzorczych. 

Artykuł ukazał się w Rzeczpospolitej 22 października 2011 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *