Pora podnieść kolejną kurtynę: kto finansuje związki zawodowe?

Właśnie dowiedziałem się, że historyczna sala BHP w Stoczni Gdańsk SA „należy do Solidarności”, więc to związek udzielił narodowcom zgody na zorganizowanie tam imprezy. Związki zawodowe w polskich spółkach to temat ogromnie ciekawy, aliści wiem o nim mało, zwłaszcza na temat ich finansowania: czy związki utrzymują się ze składek, czy korzystają ze wsparcia zakładu pracy lub państwa, a jeżeli nie, to dlaczego tak, oraz – w przypadkach spółek notowanych – ile to kosztuje akcjonariat? Rynki uniosły już w górę kurtynę długo przesłaniającą zarobki menedżerów. W Polsce opozycja obywatelska zaczyna uchylać kurtynę przesłaniającą prawdę na temat pieniędzy obecnych władców Rzeczypospolitej. Pora podnieść kolejną kurtynę i poznać odpowiedź na pytanie, czy związki zawodowe są wspierane pieniędzmi podatników, a w spółkach notowanych – pieniędzmi akcjonariuszy?

KURTYNA PIERWSZA, ZA NIĄ PIASTUNI SPÓŁEK
Wiadomo było powszechnie, że w spółkach notowanych tłuste koty zarabiają dużo. Bardzo dużo. Oraz coraz więcej. Lecz rynki były ciekawe konkretów: jak dużo zarabiają? Za co tyle? Jak to się ma do średniej pracy w spółce? Dlaczego różnice są tak wielkie? Postulatów większej przejrzystości wynagrodzeń menedżerowie nie zbywali krzykiem, że tyle im „się należy”, że „tyle i tylko tyle”. Spółki zaczęły ujawniać zarobki menedżerów, lecz w sposób celowo nieczytelny, mylący i zwodniczy. Informowano zbiorczo o płacach nieokreślonej puli osób zarządzających (a niekiedy i nadzorujących). Nie wiedzieliśmy więc, czy chodzi o członków zarządu, czy o szeroką kadrę kierowniczą, a może i prokurentów. Czy policzono płace, czy także premie, nagrody, odprawy… Spółki karmiły rynki bezwartościową papką informacji. Aż tę obłudną grę w kotka i myszkę przerwali regulatorzy określając precyzyjnie i surowo co i kiedy spółki ujawniają, w tym zarobki menedżerów w rozbiciu na poszczególne składniki wynagrodzenia wespół z warunkami ich wypłaty. Kurtyna poszła w górę.

KURTYNA DRUGA, ZA NIĄ PIASTUNI PAŃSTWA
Zarobki piastunów państwa rzadko budziły emocje. W demokracjach zawsze były jawne, do tego niewysokie. Domaganie się urealnienia zarobków polityków było niepopularne, więc brakowało odważnych podejmujących te kwestie. Mówiono o służbie publicznej, o interesach państwa, etosie i etyce. Wprowadzono oświadczenia majątkowe. Na jednych patrzono przez palce, gdy wydawali wielokrotność tego, ile zdołali zarobić. Innych stawiano przed prokuratorem za posiadanie zegarka. Aż ostatnio w Polsce wyszło na jaw, że cały system wynagrodzeń SWOICH: członków rządu, szeregowego posła, pracowników gabinetów politycznych, niezliczonych radnych – opiera się na oszustwie, na pieniądzach płaconych pod stołem, w istocie nie wiadomo, czy opodatkowanych. Na marginesie: nie wiem, do czego potrzebne są tzw. gabinety polityczne. Zrozumiałbym rację istnienia takiego gabinetu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, może jeszcze w innym ważnym resorcie, lecz ogarnia mnie śmiech pusty, kiedy czytam o gabinecie… ministra Adamczyka. Czym oni się tam zajmują?

Wniosek: wielu tej kurtyny nie widziało, nie próbowało dostrzec, lecz przecież ona istnieje, skrywa przed społeczeństwem ważne fakty, niemiłe prawdy. Jej rąbek uchyliły interpelacje składane przez posła Krzysztofa Brejzę (Panie Pośle, chylę cylinder!), ale trzeba wspólnego wysiłku, by chwycić za sznury i unieść kurtynę wysoko. Niemniej sądzę, że piastuni państwa powinni zarabiać godziwie, nieporównanie więcej niż zarabiają obecnie, ale zarabiać uczciwie, nad stołem, bez komedii z wpłatami na Caritas. A świadczenia nienależne powinny wrócić do budżetu.

KURTYNA TRZECIA, ZA NIĄ ZWIĄZKI ZAWODOWE
Trzecia kurtyna przesłania szczelnie koszty utrzymania związków zawodowych w zakładach pracy. Interesuję się tym jako podatnik. Jeżeli zakładem pracy jest spółka publiczna, interesuję się tym jako zapaleniec corporate governance. Jeżeli jest to spółka z udziałem Skarbu Państwa – zalecam szczególną ostrożność. Skoro Skarb Państwa potrafi oszukać inwestorów na pieniądzach, kierując te pieniądze na absurdalne kampanie polityczne, fundacje i reduty, być może dopuszcza do oszukiwania także inwestorów poprzez przepompowywanie ich pieniędzy do związków zawodowych. A jeżeli moje podejrzenia są nieuzasadnione? Jeden jest tylko sposób, żeby się o tym przekonać: przejrzystość finansowania związków w zakładach pracy.

Niewiele wiemy na ten temat. Słyszy się, że w spółce działa wiele związków, co daje wiele etatów dla działaczy. Ile to spółkę kosztuje? Działacze lubią mieć sekretarki – na koszt spółki. I odpowiednio wyposażone biura (słyszę o potrzebie nowych telewizorów z okazji mistrzostw świata w piłce nożnej). Związkowcy potrafią zwiedzać świat w delegacjach, fatygowali się nawet do Kambodży. Kto płacił? Za poprzedniego rządu koszt utrzymania związków bywał wyższy, a to z winy Tuska: jeżdżono do Warszawy na demonstracje, dniówki leciały, a wesołe autobusy bywały wyposażane na koszt spółki w skrzynkę wódki. Jeżeli to nieprawda – ujawnijcie prawdę.

Wydatki spółki na utrzymanie związków zawodowych powinny być ujawniane, opiniowane przez radę nadzorczą, badanie przez biegłego rewidenta. Niestety, postulat ujawniania nakładów spółek na związki został przez Radę Giełdy skreślony z projektu Dobrych praktyk spółek notowanych na GPW 2016. Wyjaśniano mi, że stały za tym poglądy polityczne członków Rady. Czy za każdą nieprawidłowością musi stać polityka?

Czytaj także, m.in.:
2014.04.07 Związki w firmie, pieniądze w czarnej dziurze
2015.02.11 Tajny sponsoring?
2011.06.03 Niebezpieczne związki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *