Prezesi odchodzą znienacka

Często bywa tak: na pasku płynącym przez ekran telewizora pojawia się pilna wiadomość, że odchodzi prezes ważnej spółki. Odchodzi nieoczekiwanie, wszak gdyby było inaczej, nie byłby to „hot news”, informacja elektryzująca. Powód nie zostaje ujawniony. Nie pozna go opinia publiczna, czyli postronni. Nie poznają go akcjonariusze, którzy wnieśli do spółki kapitał, czyli zainteresowani. Niekiedy podana wieczorem wiadomość nazajutrz wywrze negatywny wpływ na notowania spółki. Oficjalnie spółka powiadomi, że prezes złożył rezygnację. Niekiedy prezes szybko opuszcza stanowisko, niekiedy przez jakiś czas jeszcze sprawuje je, przynajmniej czysto formalnie. Wówczas ma jeszcze czas na przygotowanie trzech kopert dla następcy. On sam wyjaśnia mediom, że właśnie wypełnił swoją misję, że myśli o nowych wyzwaniach. Sytuacja nie jest przejrzysta, co szkodzi spółce, a nawet rynkowi.

Idealna sytuacja jest inna. Prezes, a wraz z nim zarząd, pracuje do końca kadencji. Przed jej upływem spółka ogłasza, którzy z członków zarządu powiadomili ją o zamiarze nieubiegania się o ponowny wybór. Ustępują oni na walnym zgromadzeniu. Wcześniej ujawnia się, kto w spółce kogo zastąpi. Poważne spółki (raczej zagraniczne) komunikują rynkowi w raportach rocznych, że prezes, lub dyrektor finansowy, będą pełnić funkcję jeszcze przez rok lub dwa, często do osiągnięcia określonego wieku, a na ich miejsca sposobieni są imiennie wskazani menedżerowie, zazwyczaj wywodzący się ze spółki. Pod pióro cisną się tu słowa wyrażające wartość: przejrzystość, zaufanie, ciągłość przywództwa.

O braku przejrzystości, zaufania, ciągłości przywództwa decydują w Polsce różne względy. Jeszcze przed kilku laty na pierwszym miejscu stawiałbym politykę: do władzy doszła nowa ekipa, wymiata starych liderów, ich stanowiska obsadza swoimi totumfackimi. Lecz dzisiaj jest już inaczej. Polityka kadrowa Skarbu Państwa cywilizuje się. Także związki zawodowe nie wywożą już prezesów na taczkach, chociaż niejednemu wciąż obrzydzają funkcję, czasem niestety skutecznie. Najwięcej zła czynią w Polsce międzynarodowe korporacje, które traktują menedżerów swoich spółek zależnych jak meble w gabinetach. Ni stąd, ni zowąd robią przemeblowanie…

Przed laty umówiłem się na długą, ciekawą rozmowę z prezesem znaczącej w Polsce spółki działającej w ramach międzynarodowej grupy. Opowiadał pasjonująco o bieżących dokonaniach i trudnościach. Opowiadał też porywająco o ambitnych planach biznesowych.

Z aktualnych wątków skomponowałem artykuł do tygodnika, wątki wybiegające śmiało w przyszłość planowałem poruszyć w kolejnym tekście. Mój rozmówca rzucił na pożegnanie, że właśnie wyjeżdża na rozmowy do centrali. Z podróży wrócił zadowolony. Nazajutrz po powrocie został odwołany. Pierwszego artykułu nie zdążyłem już wstrzymać, ukazał się w najbliższym wydaniu tygodnika z fotografią rozmówcy na okładce. Tekst cieszył się znaczną poczytnością. Nie dlatego, że był dobrze napisany, lecz z uwagi na nieoczekiwaną dymisję…

Czytaj także: Tramwaj zwany pożegnaniem, 2004.11.08 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *