Przestrzeń dla spadków

Operacja scalenia tzw. akcji groszowych niekoniecznie pociąga za sobą trwały wzrost kursów, często powiększa przestrzeń dla dalszych spadków notowań.

Kilka miesięcy temu ogłosiłem analizę poświęconą wartości nominalnej akcji („Bezwartość nominalna”). Piętnowałem fatalne skutki lekkomyślnej decyzji ustawodawcy o obniżeniu minimalnej wartości nominalnej akcji do jednego grosza. Przypomnę, że Kodeks spółek handlowych z 2000 r. pierwotnie ustalił tę wartość na jeden złoty, natomiast nowelizacja z 2003 r. obniżyła ją w stosunku 100:1. Operację te uzasadniano dążeniem do zachowania zdolności emisyjnej spółek, szczególnie notowanych. Otóż wiele spółek wchodziło na parkiet, szczególnie w hossie, po cenach niewspółmiernie zawyżonych w stosunku do ich rzeczywistej wartości. Z czasem rynek odkrywał tę prawdę, akcje traciły blask i byle bessa wkręcała ich kursy w korkociąg spadków. Później notowania wielu spółek stabilizowały się na poziomie poniżej, lub znacznie poniżej, wartości nominalnej.

W takiej sytuacji spółka traciła możliwość podwyższania kapitału poprzez emisję akcji. Nie mogła bowiem wydać ich po cenie niższej od ówczesnej wartości nominalnej, a na akcje wycenione wyżej nie było amatorów. Wówczas to dopuszczono obniżenie wartości nominalnej akcji do jednego grosza, co otworzyło pole ogromnym groszowym emisjom. Powaga spółki akcyjnej została rozdrobniona, na rynku zalęgły się zmutowane imitacje spółek, w kilku przypadkach produkcja papierów była zapewne jedyną formą ich działalności. A śmiesznie niska wartość nominalna akcji przyciąga jak magnez ich wartość rynkową.

Giełda podjęła działania przeciwko postępującej degeneracji rynku. Przesuwa najbardziej zdewaluowane spółki z notowań ciągłych do notowań jednolitych. Ogłasza listy alertów. Skłania mutantów do scalania akcji, przywrócenia im przyzwoitszej wartości nominalnej. Liczy, że takie działania ukrócą spekulację, bo nawet minimalny krok notowań taniej spółki to zysk lub strata liczone w kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu procentach. W przypadku spółek notowanych po groszu można jedynie obstawiać ich wzrost, w dodatku od razu o przynajmniej sto procent. Kilka spółek już dokonało resplitu, kilka szykuje się do takich operacji. Lecz są to rozwiązania połowiczne.

Czytam wywody, że scalenie akcji niekoniecznie napędza wzrost kursów akcji. Są one ilustrowane przeciwnymi przykładami: po odwrotnym splicie notowania obsuwają się. Są to trafne obserwacje. Podobnie uważam, że split niekoniecznie pobudza wzrost obrotu rozmienionymi walorami. Oba zabiegi mają charakter kosmetyczny. Operacja scalenia tzw. akcji groszowych niekoniecznie pociąga za sobą trwały wzrost kursów, często powiększa przestrzeń dla dalszych spadków notowań. Mogą one przecież nadal podążać na południe, aż ponownie zejdą do progu jednego grosza. Proponowałem kiedyś żartem wprowadzenie nowej, jeszcze niższej, jednostki notowań, grosza z dziurką. Aż przyjdzie czas, że mutanty będą kosztowały samą dziurkę, już bez grosza.

Nie warto nawet rozważać możliwości wprowadzenia notowań pakietowych, gdzie minimalne zlecenie kupna, zamiast na wspomniany grosz, miałoby opiewać na, powiedzmy, tysiąc, albo i dziesięć tysięcy „walorów”. Wartość takiego pakietu też mogłaby z czasem zejść na grosze. Nie nawołuję do zakładania ryzykantom kaftanów bezpieczeństwa, by chronić ich przed nieprzewidywalnymi skutkami spekulacji. Inwestorzy zdają sobie sprawę, że niskie, zgoła śmieszne kursy spółek trafnie odzwierciedlają ich wartość i perspektywy, więc gra na zwyżkę notowań jest ryzykowna jak taniec na linie. Chodzi mi o to, by posprzątać parkiet z kłębiących się na nim śmieci. A przede wszystkim o to, by unikać nieprzemyślanych, szkodliwych zmian prawa.
Artykuł został ogłoszony w Gazecie Giełdy Parkiet 14-15 września 2013 r.
Czytaj także:
2013.12.18 Głupoty są wolne od podatku
2013.12.16 Awers, rewers i kant

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *