Pułapka statutowa [2005]

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Facebook0

Wystarczy niekorzystny przepis statutu spółki, by pieniądze lekkomyślnych inwestorów utknęły w pułapce.

Z uporem nawołuję, by inwestorzy – zanim wniosą do spółki pieniądze – uważnie przejrzeli jej statut. Jest bowiem prawdopodobne, że mieszka w nim ryzyko godzące w interesy inwestorów, a nawet w sam byt spółki. Statuty polskich spółek, publicznych nie wyłączając, bywają sporządzane niestarannie. Tkwią w nich rozliczne dziury, przez które wyciekają pieniądze inwestorów. Przykładem może być statut Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych, spółki notowanej na warszawskiej giełdzie. Jej niedawna oferta publiczna została wchłonięta przez rynek. Dopisali drobni inwestorzy; niewykluczone, że ich wyobraźnię rozpaliły starania Agory o przejęcie WSiP SA. Do spółki weszli także inwestorzy instytucjonalni spod poważnych znaków, jak AIG i Pioneer Pekao.

Problem polega na tym, że statut WSiP rygorystycznie określa warunki podejmowania uchwał przez walne zgromadzenie. Mianowicie przewiduje on, że uchwały walnego zgromadzenia w niektórych (ściśle określonych) sprawach zapadają w obecności akcjonariuszy reprezentujących co najmniej 50 procent kapitału zakładowego. Takie postanowienie nie obciążało spółki, dopóki cały kapitał należał do jednego udziałowca – Skarbu Państwa. Lecz kiedy spółka należy do wielu akcjonariuszy, a przygniatająca większość akcji znajduje się w wolnym obrocie, jest ono wyjątkowo niebezpieczne. Jeżeli bowiem walne zgromadzenie nie zostanie obesłane przez pełnomocników akcjonariuszy (lub samych akcjonariuszy) reprezentujących co najmniej połowę kapitału – uniemożliwi to podjęcie uchwał w sprawach, od których zależy byt spółki.

Do spraw wymagających quorum w postaci co najmniej połowy kapitału należy m.in. powoływanie i odwoływanie członków rady nadzorczej (uchwała zapada bezwzględną większością głosów) oraz zmiana odnośnego postanowienia statutu (uchwała zapada większością trzech czwartych głosów). Oznacza to w praktyce, że dopóki w walnym zgromadzeniu nie będzie uczestniczyć co najmniej połowa kapitału, nie może ono dokonać zmian w składzie rady nadzorczej, a zwłaszcza – powołać nowej rady nadzorczej po upływie kadencji obecnych członków rady. Ponieważ z chwilą upływu kadencji mandaty członków rady wygasają, a bez organu nadzoru spółka nie może istnieć, przeto jeżeli walne zgromadzenie nie będzie w stanie, wobec braku kworum, powołać nowej rady, WSiP zostanie wykreślona z rejestru.

Przedsmaku sytuacji patowej doświadczyliśmy 9 maja b.r., kiedy na walnym zgromadzeniu spółki, zwołanym na wniosek inwestorów instytucjonalnych, zarejestrowano tylko 33,5 procent kapitału, chociaż porządek obrad przewidywał zmiany w składzie rady nadzorczej, wymagające obecności co najmniej połowy kapitału. Nie pomogły informacje w prasie, mające uświadomić drobnym akcjonariuszom znaczenie ich uczestnictwa w walnym zgromadzeniu. Nie pomogła też inicjatywa Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, zamierzającego pozyskać pełnomocnictwa drobnicy; jej rezultat właściwie określa pozycję SII.

Sytuacja jest poważna. Drobni akcjonariusze z zasady nie uczestniczą w walnych zgromadzeniach. Ci spośród nich, którzy kiedyś podjęli takie wyzwanie, mogli dojść do przekonania, że walne zgromadzenie bywa sekwencją wydarzeń zdecydowanie dla nich nieprzyjaznych. Najpierw trzeba uzyskać świadectwo depozytowe (niedawno odstąpiłem od próby wydobycia świadectwa z BM BPH, gdzie nie wiedziano, jak się to załatwia, więc rozpaczliwie poszukiwano procedur; po kwadransie zniechęciłem się) i ponieść związane z tym koszty. Potem doręczyć świadectwo do spółki (WSiP nie dopuszcza przesłania go faksem). Na koniec trzeba dojechać do spółki, często hen, z końca Polski (znowu koszty!).

Samo uczestnictwo w zgromadzeniu też niekoniecznie daje satysfakcję. Drobni akcjonariusze czują się intruzami. Polskie spółki nie mają w zwyczaju dostarczać im zawczasu raportów rocznych; bywa, że materiały udostępniane uczestnikom walnych zgromadzeń są wręcz bezwartościowe. Pełnomocnicy inwestorów instytucjonalnych często wnioskują o przerwy, by telefonować po instrukcje. Traci się mnóstwo czasu. Ponosi się spore koszty, których inwestor nie może odliczyć od podatku. Tym niemniej warto zauważyć, że walne zgromadzenia cywilizują się przecież, przynajmniej w tym znaczeniu, że przestają być walnymi zwyrodnieniami.

Wszelako, skoro w Polsce nie wykształciła się jeszcze (a nawet można przyjąć, że nie wykształci się prędko) kultura uczestniczenia inwestorów w walnych zgromadzeniach – stawianie w statucie wymogu dotyczącego kworum na walnym zgromadzeniu jest rozwiązaniem złym. Zawinił resort skarbu, który nie przysposobił spółki do prywatyzacji. Skompromitowali się doradcy. Inwestorzy instytucjonalni okazali brak należytej troski o powierzone im środki. Czy jeszcze winić drobnicę, że nie czytała statutu, skoro nie czytał go nikt?

Tekst ogłoszony 16 maja 2006 r. w tygodniku Gazeta Bankowa

Dodaj komentarz