Rada nadzorcza w podróży

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn23Share on Facebook0

Afera Elewarru sprowokowała pytania: W jakim celu podróżują za granicę członkowie rady nadzorczej? Dlaczego spółka miałaby ponosić koszty eskapad o wątpliwej przydatności? Czy również w spółkach giełdowych dochodzi do takich nadużyć?

Jeżeli spółka działa tylko w kraju, podróże zagraniczne członków rady nadzorczej w zasadzie nie mają racji bytu. Jeżeli spółka ma oddziały za granicą, ich wizytacje przez radę nadzorczą bywają uzasadnione (nie dotyczy to spółek zależnych, które mają swoje własne rady). Zgodnie z Ksh, członkom rady nadzorczej przysługuje zwrot kosztów związanych z udziałem w pracach rady. Mieszczą się w tym wszelkie udokumentowane koszty pozostające w bezpośrednim związku z wykonywaniem czynności nadzorczych (w tym podróż, diety, noclegi, udział w konferencjach i szkoleniach). Brak bezpośredniego związku wyklucza możliwość pokrycia kosztów przez spółkę. Ewentualne wątpliwości powinna rozstrzygnąć uchwała rady nadzorczej. Nie ma przy tym znaczenia, czy zarząd wydzielił radzie budżet na jej wydatki.

Zwrot kosztów poniesionych w związku z wykonywaniem funkcji w radzie nadzorczej przysługuje nawet wtedy, gdy członek rady nadzorczej nie pobiera ze spółki wynagrodzenia. Członek rady nadzorczej delegowany przez nią do samodzielnego pełnienia określonych czynności nadzorczych, a zwłaszcza członek rady delegowany do stałego indywidualnego wykonywania czynności nadzorczych przez grupę, która dokonała jego wyboru w drodze głosowania oddzielnymi grupami, zazwyczaj generują wyższe koszty. Członkom rady nadzorczej nie przysługuje także od spółki samochód do osobistego użytku. Jeszcze w 2013 r. porządek obrad walnego zgromadzenia niewielkiej spółki giełdowej przewidywał podjęcie uchwały w sprawie oddania przewodniczącemu rady nadzorczej samochodu służbowego o wartości do kwoty 500 000 zł do korzystania dla celów służbowych i prywatnych. Uchwały ostatecznie nie podjęto. Bardzo słusznie.

Poprzednik Ksh, Kodeks handlowy z 1934 r., nie regulował kwestii kosztów związanych z pracą w radzie nadzorczej. Utarła się jednak praktyka zwracania członkom rady ponoszonych przez nich kosztów. Na tym tle kontrowersje wzbudził w latach 90. XX wieku przypadek członka rady jednego z państwowych banków, który na posiedzenia przybywał z USA, gdzie wówczas mieszkał, i żądał zwrotu kosztów przelotów nad Atlantykiem. Wkrótce udało mu się doprowadzić do zwolnienia prezes banku, lecz nie zdołał już zająć jej miejsca, został z rady odwołany, więc sprawa jego kosztów stała się bezprzedmiotowa.

W początkach transformacji niektóre rady nadzorcze jednoosobowych spółek Skarbu Państwa śmiało dokazywały na posiedzeniach wyjazdowych w atrakcyjnych miejscowościach w kraju i zagranicą. Zwróciła na to uwagę Najwyższa Izba Kontroli. Inspektor NIK przybył także do spółki w Poznaniu, gdzie przewodniczyłem radzie nadzorczej. Zadał pytanie o wyjazdowe posiedzenia rady. Nie krył rozczarowania dowiedziawszy się, że owszem, rada odbyła posiedzenia wyjazdowe, ale nie w Berlinie (gdzie spółka współpracowała z agencją handlową prowadzoną przez osobę o akustycznym nazwisku), ani w Świnoujściu (gdzie spółka miała dom wczasowy), a w Rawiczu i Środzie Wielkopolskiej, by zapoznać się z organizacją tamtejszych oddziałów produkcyjnych. Raport pokontrolny wypadł blado, gdyż nie zawierał istotnych zaleceń.

Nie tak dawno, pod koniec mojej posługi w Polskim Instytucie Dyrektorów, zwrócił się do mnie działacz związkowy jednej z dużych spółek giełdowych z prośbą o stanowisko, czy jest dopuszczalne powołanie członka rady nadzorczej koncernu do rady spółki zależnej działającej na innym kontynencie. Załoga była ponoć poruszona wysokością wynagrodzenia za nadzorowanie tamtej spółki. Przypadek był dla mnie oczywisty, ale – będąc akurat stroną w sprawie wniesionej do sądu przez innego związkowca z tej spółki – nie chciałem osobiście firmować stanowiska, więc zasięgnąłem opinii Rady Programowej PID. Nie wzbudziło wątpliwości, że [1] powołanie członka rady nadzorczej koncernu do rady spółki zależnej jest dopuszczalne, [2] nie ma znaczenia, że spółka zależna działa poza granicami Polski, oraz [3] członek rady nadzorczej koncernu powołany jednocześnie do rady nadzorczej spółki zależnej nie reprezentuje w żadnej z tych rad przymiotu niezależności. Nie zajęliśmy się kwestią wysokości wynagrodzenia w spółce zależnej i kosztów przelotów transkontynentalnych, ponieważ owe wydatki nie obciążają budżetu macierzystego koncernu.

Czyli: nie wszystkie aspekty kosztów podróży członków rady nadzorczej i związanych z tym wydatków są jednoznacznie uregulowane, ale gdzie kończy się prawo – są jeszcze dobre obyczaje, kultura, poczucie przyzwoitości. Chyba, że chodzi o Elewarr…

PYTAQ to strona z odpowiedziami na pytania dotyczące corporate governance.

Czytaj także:
2002.06.17 „…oraz wyżywienie klawe”

Dodaj komentarz