Ryzyko mieszka w statucie [2004]

Kto nie zna ustroju spółki, w którą zainwestował, może zostać srodze ukarany za swoja lekkomyślność! Ryzyko czai się wszędzie. W trudnych warunkach gospodarowania. W niestabilnym otoczeniu spółek. W bylejakości prawa stanowionego przez legislatywę. W opieszałości i nieporadności wymiaru sprawiedliwości. W nieprzewidywalnej polityce. Często nie dostrzegamy, że tkwi ono także w samej spółce. W jej niewłaściwym ustroju. Powtarzam od lat, do znudzenia, że właśnie przez dziury w statucie wyciekają ze spółki pieniądze. W statucie potencjalnie tkwi ryzyko, które ma wiele postaci. Dlatego śmieszą mnie analitycy rynku, lub analitycy kredytowi, którzy ochoczo wystawiają spółce korzystną rekomendację, albo pożyczają jej pieniądze, nie przeczytawszy statutu. Przy czym otwarcie przyznają, że nie czytują „kwitów”, ponieważ są bardzo zajęci, przeto brakuje im czasu na głupstwa. Co gorzej, często nie czyta statutu nawet poważny inwestor, wnoszący do spółki pieniądze! Swoje własne, bo analitycy przynajmniej zabawiają się cudzymi…

Warto zajrzeć do postanowień statutu określających przedmiot działalności spółki. Utarło się, że spółki kreślą go bardzo szeroko, na wyrost. Być może żywią nadzieję, że nagle na obcej im niwie pojawią się okazje do ubicia świetnych interesów, a wtedy one złapią te okazje bez potrzeby zmieniania statutu, co zresztą w tym przypadku nie jest proste. Ryzyko polega na tym, że spółka może w każdej chwili podjąć, bez uzyskania wcześniejszej zgody akcjonariuszy, działalność w wielu dziedzinach, często odległych od spraw, którymi zajmowała się dotychczas. Ciekawe, czy Czytelnicy domyślą się, jakaż to spółka przyjęła w swoim statucie za przedmiot działalności m.in. produkcję cementu, wapna, gipsu, wyrobów betonowych, zaprawy murarskiej? A także chów, hodowlę i gospodarkę łowiecką? Wykonywanie wykopów i wierceń, robót ogólnobudowlanych, tynkowanie, malowanie i – oczywiście! – szklenie? Wyjaśniam: to Optimus, który przedmiotem działalności objął chyba ze 180 pozycji PKD. Inwestor myśli, ze ma do czynienia ze znaną, szanowaną firmą komputerową, lecz wniesiony przez niego kapitał może jutro zostać obrócony na wydawanie gazet i czasopism, produkcję pasz dla zwierząt domowych i gospodarskich, bądź budowę dróg kołowych lub szynowych. Powodzenia!

Inne ryzyko dotyczy częstych niestety przypadków sprzeczności statutów z prawem. Niektóre z owych sprzeczności poważnie ciążą na ustroju spółki. Przykładem niech będzie przepis statutu Macrosoftu: „W przypadku wyboru Rady Nadzorczej oddzielnymi grupami, każdej grupie przysługuje prawo do odwołania powołanego przez nią członka Rady Nadzorczej i powołania w jego miejsce innego członka. Odwołanie i powołanie członka Rady Nadzorczej wymaga zgody wszystkich członków grupy według listy obecności na Walnym Zgromadzeniu” (par. 16 pkt 4). Próba zastosowania tej osobliwej formuły mogłaby wpędzić spółkę w procesy, kłopoty i koszty. W statutach polskich spółek kwitnie sporo takich idiotyzmów niezgodnych z prawem i naturą spółki.

Kodeks spółek handlowych stanowi, że w terminie trzech lat od jego wejścia w życie, który upłynął na przełomie roku, spółki dostosują postanowienia swoich statutów do przepisów Ksh pod rygorem sięgającym nawet rozwiązania spółki na mocy postanowienia sądu rejestrowego. Ustawodawcy chodziło o zastąpienie postanowień zgodnych z uchylonym kodeksem handlowym z 1934 roku postanowieniami zgodnymi z kodeksem spółek handlowych z 2000 roku. Nie widzę jednak przeszkód, by sądy rejestrowe, z urzędu lub na wniosek osób mających interes prawny, rozprawiły się ze spółkami, których statuty są równie niezgodne ze starym kodeksem, jak z nowym. Interesu prawnego nie można odmówić akcjonariuszom wnoszącym do spółek pieniądze. Zwłaszcza, kiedy tych pieniędzy już nie ma.

Inną postać ryzyka reprezentują takie postanowienia statutów, które są może zgodne z prawem, ale działają na niekorzyść inwestora. Skrajnym przykładem jest statut Kopexu, który przewiduje, że w przypadku rozwiązania spółki jej mienie pozostałe po zaspokojeniu lub zabezpieczeniu wierzycieli przypada Skarbowi Państwa (a inni akcjonariusze dostaną figę z makiem). Postanowienie to zostało przepisane z jakiegoś wzorca statutu jednoosobowej spółki Skarbu Państwa, gdzie tak powinno być, albowiem nie ma w niej innych akcjonariuszy. Natomiast Kopex jest spółką publiczną, ma w swoim akcjonariacie także osoby inne niż Skarb Państwa. Lecz skoro owe osoby godzą się na to, że gdyby doszło do rozwiązania spółki – stracą wszystko, to niech sobie tracą. Inwestorzy muszą być świadomi, że za swoje poczynania odpowiadają pieniędzmi. Własnymi, lub (co gorzej!) powierzonymi im jako fachowcom od pomnażania aktywów. Pułapki na pieniądze inwestorów łatwo dostrzeże i niewprawne oko. Zachęcam: inwestorzy, czytajcie statuty spółek. O analitykach nie wspominam, ponieważ nie mają czasu.

2004.04.05 tekst został ogłoszony w tygodniku Gazeta Bankowa.
Czytaj także:
2013.10.07 Cztery plagi statutowe
2002.09 23 Ziemia niczyja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *