Selfie prawdę mówi (czyli żywot prawdziwy Marka Belki po chwilę obecną)

Marek Belka zachowuje dystans do otaczającego nas świata, do siebie, a także do swojej (spisanej przez Macieja Siembiedę, ale słowami narratora) książki pod trafnym tytułem „Selfie”. Jest w niej pogodna gawęda Autora o sprawach ważnych i poważnych, jest kilka świetnych anegdot, są urocze – acz taktowne – niedyskrecje, można byłoby rzecz uznać za atrakcyjne czytadło, bo lektura jest prawdziwą przyjemnością. Wbrew temu – jest to pozycja wybitna, spleciona z trzech ciekawych wątków: praktyki polityki, ekonomii w wydaniu krajowym i światowym, oraz niepospolitej kariery Autora.

Przebiegała ona ruchem jednostajnie przyśpieszonym. Ceniony ekonomista zostawał po kolei, bez przestojów, doradcą ekonomicznym prezydenta, wicepremierem – ministrem finansów, doradcą rządu Albanii ds. europejskich, ponownie wicepremierem– ministrem finansów, dyrektorem do spraw ekonomicznych w administracji Iraku, premierem RP, poważnym kandydatem na funkcję dyrektora generalnego OECD, szefem Europejskiej Komisji Gospodarczej jako United Nations Undersecretary General (”co brzmi dumnie, lecz znaczy niewiele”), dyrektorem Departamentu Europejskiego Międzynarodowego Funduszu Walutowego, prezesem NBP – i tu należy postać znak zapytania w oczekiwaniu, co przyniesie przyszłość. Przeznaczenie wiodło go pod rękę, raz tylko wyjechało na wakacje, gdy ważyły się losy szefostwa OECD.

Ogromnie ciekawe są wspomnienia z Albanii na progu transformacji. Oraz z Iraku, pozwalające zrozumieć, jak niepomiernie szkodliwa jest w polityce głupota (okazana przez Amerykanów). Wreszcie – z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a wśród nich epizod kryzysu na Łotwie i jego przezwyciężania. W sprawach polskich Autor zachowuje znaczną wstrzemięźliwość. Można było spodziewać się tego po złożonej na wstępie zapowiedzi, że w książce nie ma kanalii.

„Ta książka jest bilansem sporządzonym publicznie dla samego siebie. Dodatnim.” Ale trzeźwego samokrytycyzmu nie brakuje. Autor wyznaje, że obejmując po raz pierwszy funkcję wicepremiera i ministra finansów (1997) był do jej pełnienia „kompletnie, ale to kompletnie nieprzygotowany”. Co pomogło? Otóż puls władzy w państwie bił wówczas (1997) w Komitecie Stałym Rady Ministrów, który zajmował się „wszystkim, co najważniejsze w pracach Rady Ministrów”, a Belka przewodniczył mu jako wicepremier; dzisiaj boleje, że pozycja tego gremium uległa dewaluacji. Urząd wicepremiera – mówi – nie ma specjalnego znaczenia, ale szef komitetu stałego może wiele. Usiłuję przypomnieć sobie, bez zaglądania do internetu, kto komitetem kieruje obecnie: musi jakaś postać z dalekiego planu, skoro nie pamiętam.

Na temat powodzi stulecia (1997) Autor wypowiada kilka uwag, dających w gruncie rzeczy diagnozę współczesnej Polski: „Powódź zabiła 56 osób i spowodowała straty rzędu 12 miliardów złotych. (…) Obnażyła polską niefrasobliwość – totalne lekceważenie przepisów, bagatelizowanie zagrożenia i nonszalancję wobec jakiejkolwiek potrzeby przezorności. (…) Polak traktuje przepisy przeciwpowodziowe mniej więcej z taką samą powagą jak prawo o ruchu lotniczym” (s. 72).

Zza kulis: dowiadujemy się, że zasługi z tytułu wprowadzenia „kotwicy Belki” przypadają także Jerzemu Hausnerowi, a „podatku Belki” – Mirosławowi Gronickiemu (nie wiem, czy wymieniony uzna to za tytuł do chwały…). Wprawdzie Marek Belka pośpieszył z Davos do kraju na wiadomość o wrogim przejęciu BIG Banku Gdańskiego przez Deutsche Bank, ale – mówi – „wobec dokonanego faktu transakcji niczego nie byłem już w stanie zdziałać”. Niemniej jego wkroczenie na scenę wywarło duże wrażenie. Transakcja była już dokonana, ale przejęci wbrew swojej woli menedżerowie banku natychmiast wzmocnili ochronę centrali i kołaczących do drzwi przedstawicieli DB posłali do diabła. Co działo się potem – Marek Belka wie, ale nie mówi. Ufam mu, że tak trzeba.

Niedawno na poświęconym prezentacji książki spotkaniu w krakowskiej Kuźnicy Marek Belka użył określenia, że wszystkich poprawiam, przeto poprawię i jego. Opis wydarzenia żartobliwie nazwanego „spiskiem drani”, poprzedzającego nominację Mirosława Gronickiego na urząd ministra finansów, jest nieścisły. Chodziło nie o to, że Andrzej Raczko chciał jechać do Waszyngtonu (chociaż chciał), lecz o chłodną kalkulację premiera: „Jeżeli my weźmiemy Mirka, to tamci go nie wezmą”. Patrząc na to z perspektywy czasu trzeba przyznać: niedobrze się stało. Byłoby przecież lepiej, gdyby to „tamci” Mirka wzięli. Kilku kłopotów uniknęlibyśmy.

Marek Belka: Selfie. Współautor Maciej Siembieda. Wydawnictwo Studio Emka 2006. S. 278 (z indeksem osób). Cena zł 39,00 (warto).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *