Smutny powrót w Aleję Akcjonariuszy: rynku mamy dzisiaj w Polsce mniej niż przed laty!

  • Performance akcjonariuszy Elektrimu na ulicach Warszawy: nie doszło do ekscesów, więc większość mediów nie poświęciła zjawisku należnej mu uwagi;   
  • Czy akcjonariuszy Elektrimu chwalić za wytrwałość i nadzieję, czy ganić za lekkomyślność, z jaka wnosili pieniądze do spółki niegodnej zaufania?                    
  • Przed kilkunastu laty biadałem nad trudnym losem akcjonariuszy na polskim rynku, wzywałem do zawarcia umowy społecznej z biznesem;                                   
  • Dzisiaj jest jeszcze gorzej.                                                                    

Na podstawie zapowiedzi w mediach społecznościowych można było oczekiwać wydarzenia nieco większej skali. Ostatecznie w marszu akcjonariuszy Elektrimu wzięło udział ok. 150 osób. Nie rzucali mutrami, nie palili opon, więc nie wywołali większego zainteresowania mediów; świadczy to dobrze o akcjonariuszach i bardzo źle o mediach, które w większości przegapiły wydarzenie wzbogacające obyczajowość polskiego rynku kapitałowego. Pochwały należą się turzędnikom kancelarii prezydenta i premiera, którzy przyjęli od demonstrujących petycje dotyczące ochrony praw akcjonariuszy. Marcel Zatoński z Pulsu Biznesu podsumował wydarzenie na Twitterze: „To chyba jest ten akcjonariat obywatelski :)” Rozgoryczeni posiadacze akcji dawnego cesarza spekulacji domagali się powrotu spółki na giełdę, żądali „STOP giełdowym oszustwom!”, biadali „Z Elektrimu wyparowały miliardy pod nadzorem KNF i GPW”. Nic to, że GPW nie nadzoruje spółek, a miliony znikały na długo przed powstaniem KNF…

Elektrim miał na giełdzie dobre chwile, akcje drożały w oczach, lecz to, co działo się w firmie musiało budzić niepokój. Nie darzyłem tej spółki sympatią, w 2002 roku wróżyłem jej marny koniec. Rozszyfrujmy tytuł artykułu „ELE mele dutki”: ELE to kod giełdowy Elektrimu, mele to synteza komunikacji spółki z otoczeniem, a dutki – wiadomo, zniknęły. Niemniej grono niepoprawnych entuzjastów nabyło akcje spółki i zatrzymało je, gdy spółka schodziła z giełdy. Nie jestem zdecydowany, czy powinniśmy chwalić optymistów za wytrwałość i nadzieję na sukces w sporze z Zygmuntem Solorzem, czy ganić ich lekkomyślność. Lecz wiem, że to lekkomyślni optymiści dają rynkowi napęd. Oraz, że inwestorom przysługują określone prawa.

Przed laty inwestorzy nie organizowali ulicznych marszów w obronie swoich praw. Niemniej w 2003 roku wykreowałem alegorię takiej sytuacji („W Alei Akcjonariuszy”). Już wówczas można było zauważyć, że polskie spółki zaczynają poważnie traktować swoje powinności wobec społeczeństwa. I już wówczas rzucało się w oczy, że społeczeństwo jeszcze nie dostrzega swoich powinności wobec spółek, wobec rynku kapitałowego, wobec gospodarki. Przez krótką chwilę rozbłysła nad rynkiem jutrzenka Akcjonariatu Obywatelskiego: rząd miał uczciwie prywatyzować gospodarkę, społeczeństwo miało uzyskać bezpośredni dostęp do dobrodziejstw rynku kapitałowego, inwestować w akcje prywatyzowanych przedsiębiorstw, bogacić się. Nie była to utopia: proces prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych został z powodzeniem przeprowadzony w Wielkiej Brytanii pod rządami Margaret Thatcher (jakże brakuje dzisiejszym brytyjskim „politykom” charakteru i rozumu Żelaznej Damy!). W akcje przedsiębiorstw komunikacyjnych i firm użyteczności publicznej z sukcesem inwestowały miliony Brytyjczyków, a ich dobrobyt niepomiernie wzrósł. Niestety, nasz rząd przestraszył się utraty kontroli nad firmami, w których mógł obsadzać stanowiska swoimi stronnikami. Thatcher wygrywała wybory, ponieważ dbała o wyborców, nie popleczników.

W Polsce nie było tak łatwo. Prywatyzacja miała wielu wrogów. Jesteśmy społeczeństwem podatnym na populizm, więc szybko zrobiły karierę oszukańcze slogany o „złodziejskiej prywatyzacji”, „liberałach aferałach”, „wyprzedaży za bezcen majątku narodowego”. Opinią społeczna zawładnęli nieudacznicy, pozbawieni elementarnej wiedzy o gospodarce. To zjawisko trwa do dzisiaj. Opinia społeczna nie protestowała, gdy rząd lekką ręką przepłacał setki milionów za odzyskanie kolejek linowych. Nie ma żadnych argumentów na poparcie tezy, że rząd powinien administrować kolejką na Górę Parkową, na Gubałówkę lub Kasprowy Wierch. Rząd, który nikczemnie zaniedbał obronę narodową, zlekceważył politykę zagraniczną, ochronę zdrowia, zdeformował oświatę, miałby być akurat na tym polu lepszym gospodarzem niż prywatny właściciel?

Zapędy do wywyższania własności państwa nad własność prywatną tłumią energię rynku. Mamy go coraz mniej. Jest wprawdzie ministerstwo mające zająć się przedsiębiorczością, lecz nie przynosi ono rynkowi żadnych korzyści. Kiedy jeszcze powołają Ministerstwo Inicjatywy Prywatnej, trzeba będzie zamknąć rynek, zgasić światło i ogłosić sukces.

Czytaj także:

2002.09.24 ELE mele dutki

2003.10.20 W Alei Akcjonariuszy

 

 

 

 

1 thought on “Smutny powrót w Aleję Akcjonariuszy: rynku mamy dzisiaj w Polsce mniej niż przed laty!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *