Sposób na kobiety [2004]

Dość lamentowania na temat niskiej reprezentacji kobiet w radach nadzorczych. Czas podjąć działania!            

W Irlandii ogłoszono sprawozdanie dotyczące udziału kobiet w radach nadzorczych 100 największych spółek. Na 810 stanowisk w tych gremiach, tylko 40 piastują kobiety. Przeprowadzono także ankietę wśród przewodniczących rad nadzorczych i prezesów zarządów. 78 procent z nich nie prowadzi polityki zmierzającej do zwiększenia reprezentacji kobiet w radach; 76 procent nawet nie przewiduje podejmowania starań w tym kierunku. Badani widzą przyczyny niskiej reprezentacji kobiet na korporacyjnych szczytach w wadach samych kobiet: niewiele jest ponoć takich, które spełniają wysokie wymogi kwalifikacyjne, a jeżeli już spełniają je, nie zabiegają o awans. Z kolei same kobiety patrzą na sprawę inaczej. Ich zdaniem, wina leży po stronie spółek, które nie wiedzą, jak wyszukać i promować odpowiednie kandydatki. Twierdzą one, że kobiety, owszem, nie zabiegają o awans do rady, a zniechęca je do tego stereotyp, iż rada do męski świat. Tylko 23 procent mężczyzn, w porównaniu z 64 procentami kobiet, dostrzega różnice w stylu przywództwa sprawowanego przez kobiety.

Irlandia nie jest pierwszym krajem, w którym podjęto badania nad udziałem kobiet w radach i zarządach spółek. Impuls do refleksji na ten temat wyszedł ze Skandynawii. Same raporty wprawdzie pomagają zdefiniować problem, ale nie przyczyniają się do jego rozwiązania. Podejmowane są jednak wysiłki w kierunku skłonienia spółek przynajmniej do rozpatrywania kobiecych kandydatur w wyborach do rad nadzorczych. Calvert, największe amerykańskie towarzystwo grupujące fundusze inwestycyjne kierujące się zasadami odpowiedzialności społecznej (socially responsible mutual fund), ogłosiło swoje zamiary w kwestii głosowania na walnych zgromadzeniach spółek, w których fundusze są udziałowcami. Wezwano dziesięć spółek (6 notowanych na NYSE, 4 na NASDAQ) do podjęcia kroków zmierzających ku rutynowemu włączaniu kobiet i przedstawicieli mniejszości do grona kandydatur w wyborach do rad nadzorczych.

Calvert kieruje się m.in. pragnieniem tworzenia takich rad nadzorczych, które wyglądają jak Ameryka, czyli w połowie złożone są z kobiet, w jednej czwartej z mniejszości. Droga do tego daleka. W amerykańskich radach kobiety stanowią tylko 10 procent, a mniejszości 8,8 procent. Towarzystwo wyznaje zasadę (widocznie podzielaną przez jego uczestników, skoro inwestują w nim pieniądze), że spółki, których rady lepiej odzwierciedlają strukturę pracowników i klientów, są bardziej predestynowane do sukcesu. Przede wszystkim jednak, towarzystwo wywiera nacisk na spółki, by komponowały one rady złożone w większości z członków niezależnych.

Wiele zależy od języka, jakim posługują się korporacje. Z czasem przenika on do umysłów, kształtuje obraz świata. Towarzystwo przyjęło dokument, którego nazwy nawet nie śmiem przełożyć na polski, tak bardzo odbiega ona od naszych utartych schematów: Calvert’s Model Corporate Governance and Nominating Committee Charter Language on Board Diversity. Są już przykłady spółek i instytucji stanowych, które przejęły ów model języka traktującego o różnorodności rad. W ostatnich latach Calvert zgłaszał projekty uchwał zmierzających do zapewnienia większej różnorodności składu rad nadzorczych na walnych zgromadzeniach siedmiu spółek. Prezes towarzystwa wysłała do 600 spółek apele zachęcające do wprowadzania do rad kobiet i kolorowych.

Zapewne wielu wzruszy ramionami: apele nie pomogą, a reszta to też głupoty. Spółki są po to, by przynosić zyski, a nie po to, by dowartościowywać kobiety, kolorowych i jakieś tam mniejszości. Zresztą w Polsce nie ma kolorowych, a słowo „mniejszość” często budzi nieprzychylne skojarzenia. Nikt dotąd nie wykazał, że spółka, która docenia kobiety, osiąga lepsze wyniki. Nikt także nie wykazał, że fundusze inwestujące w sposób społecznie odpowiedzialny przynoszą wyższy zwrot na kapitale. Kiedy kościół zaangażował się w pewne przedsięwzięcie, mowa była o inwestowaniu w duchu jego społecznego nauczania. W polskich realiach takie ideolo sprowadza się do bojkotu akcji Unimilu.

Niemniej coś jest na rzeczy. Żywię przekonanie, że udział kobiet w radach nadzorczych, zarządach i gremiach kierowniczych jest korzystny, gdyż wzbogaca różnorodność kultur i punktów widzenia rozpatrywanych zagadnień. Dostrzegam także sens społecznej odpowiedzialności biznesu i etycznego inwestowania. Społeczna odpowiedzialność, etyka, przyzwoitość, rzeczywiście wzbogacają gospodarkę. Nie są one przydatkami do biznesu (zdaniem niektórych – zbędnymi); są jego fundamentami. Rzecz jasna, chodzi nie o to, by pod tymi słusznymi hasłami marnotrawić pieniądze akcjonariuszy na jakieś ekstrawagancje, lecz o to, aby wzbogacając spółki – wzbogacić akcjonariuszy. Społeczna odpowiedzialność nie jest pozycją bilansu, ale umiejętnie stosowana może zaważyć na liczbach w jego ostatniej linijce.

Artykuł ukazał się w Gazecie Bankowej 16 lutego 2004 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *