Sprzedawcy tęczy

OFE służą uczestnikom, pomnażają ich pieniądze, ale nie zdołały ani pozyskać przyjaciół, ani zjednać sobie sojuszników.

Z końcem 1998 i początkiem 1999 roku do szaleństwa rozkręciły się kampanie reklamowe Otwartych Funduszy Emerytalnych. Ponieważ wiele reklam okazało się dziełami sztuki, zostały zapamiętane. Uczestnikowi OFE zamiast butelki mleka stawiano rankiem pod drzwiami szampana (choć roznoszenie mleka zniknęło wraz z komuną, reklama bawiła wielu). Babka nie musiała sypać pierza przed dziadka udającego narciarskie szusy w salonie, wszak emeryci z OFE będą na narty jeździć do Szwajcarii. Dziarski staruszek obijał solidnym samochodem karoserię rzęcha młodzieniaszków, którzy może i mieli fantazję, ale nie mieli pieniędzy, on zaś miał jedno i drugie. Para atrakcyjnych emerytów wypoczywała pod palmą.

W jednym z ogłoszonych wówczas tekstów kpiłem z tych reklam do woli. Opisywałem, jak nad Rzeką Perłową kiedyś podszedł do mnie Chińczyk z propozycją, że sprzeda mi tanio… tęczę. Majestatyczną, rozległą, przepiękną, nawet niedrogą. Nie kupiłem. Chińczyk zżymał się: – Zobaczysz, taka okazja już nigdy ci się nie trafi! Zobaczyłem. Nie trafiła mi się.

Doświadczenie wyniesione z tej przygody pomogło mi podówczas w zrozumieniu reformy emerytalnej. Po pierwsze, tęczy nie było słychać, reforma była bardzo hałaśliwa. Gromkie obietnice polityków, bezwstydne reklamy, wylęg agentury werbującej do funduszy. Po drugie, tęczę było widać, przynajmniej przez jakiś czas. Natomiast oferta funduszy emerytalnych zawsze była otoczona mgiełką, jak linia odległego horyzontu. Po trzecie, łatwiej byłoby zważyć tęczę, niż wyliczyć wysokość – a w szczególności wartość – przyszłej emerytury, zatem zastąpiono konkrety czczymi zapowiedziami, że hoho! Po czwarte, tęczę kupuje się (jeżeli w ogóle) szybko, bo po chwili spełza z nieboskłonu. Fundusz emerytalny należało wybierać powoli, z namysłem. Przeszkadzali w tym natrętni akwizytorzy. Po piąte, tęcza najczęściej jest jedna; jeżeli kilka tęcz wspina się po niebiosach, łatwo wskazać tę najbardziej okazałą. Wybór funduszu emerytalnego przypominał zabawę w ciuciubabkę.

Minęły lata, rozbudzone oczekiwania nie zostały zaspokojone. OFE dobrze służą uczestnikom, wytrwale pomnażają ich pieniądze, ale społeczne urazy trwają, a nawet rosną. Fundusze nie zdołały ani pozyskać przyjaciół, ani zjednać sobie sojuszników. Kiedy zmniejszano im składkę, napisałem krótki artykulik zwracający uwagę na zasługi OFE na niwie corporate governance. Rzecz ciekawa: okazało się, że dobrze na temat OFE wypowiadali się liczni eksperci tak czy inaczej z nimi powiązani; należałem do bardzo nielicznych zwolenników OFE nie mających w tym żadnego interesu (bo nawet, z racji wieku, do funduszu emerytalnego nie mogę niestety należeć). Owszem, jedno z Powszechnych Towarzystw Emerytalnych okazjonalnie wspiera kierowaną przeze mnie fundację, lecz za to prezes innego PTE stara się jej zaszkodzić.

Źródło współczesnych kłopotów Otwartych Funduszy Emerytalnych nie tkwi w tym, że przed laty były one bezczelnie reklamowane. Ani w niemoralnym systemie wynagrodzeń akwizytorów, którzy mącili ludziom w głowach, by wyrwać ich konkurentom i przenieść pod swoje skrzydła, nierzadko na ich szkodę, ale dla własnej korzyści. Złem dla funduszy najbardziej dotkliwym jest zupełny pośród uczestników brak identyfikacji ich żywotnych interesów z funduszami, do których należą. Większość z nich chyba nie wie, który fundusz otrzymuje cząstkę ich składki i jak nią zarządza. Kiedy Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych usiłowała wezwać uczestników na front obrony OFE , inicjatywa nie powiodła się, a prezes Izby zapłaciła za to stanowiskiem.

Kasiarz nad kasiarze Henryk Kwinto, spytany przez kamratów dlaczego okrada banki, powiedział szczerze: Bo tam są pieniądze. Spotykani przeze mnie na światowych drogach bankierzy inwestycyjny informują, że ufają Polsce, bo OFE mają pieniądze, więc można robić z nami interesy. Z tego samego powodu (iż OFE mają pieniądze należące do ich uczestników) resort finansów chciałby owe pieniądze przejąć. Z MinFin płyną przy tym opowieści równie bałamutne jak ta, którą częstował mnie obrotny Chińczyk pragnący sprzedać mi tęczę. Chińczyka zdołałem odprawić. MinFin pewnie przejmie środki OFE, a mnie jeszcze wymierzy podatek od oglądania tęczy.

Tekst ukazał się w Parkiecie 15 marca 2013 r.
CZYTAJ TAKŻE:
2013.04.17 OFE, dobry wspólnik
2011.01.26 Fundusze dobrych praktyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *