Stacja przesiadkowa [2006]

Okoliczności, w jakich odchodzą menedżerowie, to ważne kryterium oceny jakości i kultury rynku.

Jacek Kseń, prezes Banku Zachodniego WBK, ogłosił o zamiarze złożenia stanowiska. Uczyni to w kwietniu 2007 roku, w związku z upływem kadencji zarządu, podczas walnego zgromadzenia, któremu zostanie przedstawiony następca. Taka praktyka czyni w pełni zadość porządkowi korporacyjnemu. Szkoda, że w Polsce nadal jest rzadkością. Spośród prezesów dużych polskich banków chyba tylko Krzysztof Szwarc i Cezary Stypułkowski zawczasu uprzedzili, że rezygnują z posad. I że będą wypełniali obowiązki do walnego zgromadzenia.

Wielu prezesów składało rezygnacje nieoczekiwanie, acz z pełną aprobatą inwestora strategicznego. Nie mogli (nie chcieli?) doczekać, aż spółka dojedzie na stację przesiadkową, jaką bywa walne zgromadzenie. Wyskakiwali z niej pomiędzy przystankami. Albo, prawdopodobnie, bywali wypychani siłą. Rynkowi opowiadano zwyczajowe androny, że menedżer właśnie spełnił swoją misję (spełnił ją we wtorek przed południem, czy może w nocy ze środy na czwartek?) i czekają go nowe wyzwania. Czas na ocenę, czy misja rzeczywiście została spełniona, nastaje z upływem kadencji, na walnym zgromadzeniu. Wprawdzie za andronami na temat spełnionej misji i pragnienia zmierzenia się z nowymi wyzwaniami nie zawsze muszą się kryć mroczne jakieś powody dymisji, lecz piętnowałem takie zachowania. Pisałem: instytucje finansowe powinny być obliczalne. Nie powinny zaskakiwać rynku ani nagłymi stratami, ani nagłymi zmianami na ważnych stanowiskach.

Pomijając sploty nieprzewidzianych okoliczności, czyli sytuacje nadzwyczajne i z natury rzeczy niekorzystne, do zmiany prezesa powinno dochodzić jak omawianym przypadku: w związku z upływem kadencji, na walnym zgromadzeniu. Nazywam je stacją przesiadkową, co nie oznacza, bym rekomendował przesadzanie ustępującego prezesa do rady nadzorczej. Takie rozwiązanie miewa wielu zwolenników, lecz i przeciwników. Dobrze byłoby, by obie strony wyłożyły swoje argumenty. W Polsce uciera się także fatalna praktyka przesiadania się członków rady nadzorczej do zarządu. Lecz to tematy na odrębne szkice. Dzisiaj chodzi o to, by prezesi zmieniali się na stacji, zgodnie ze znanym zawczasu rozkładem, a nie w biegu, nieoczekiwanie.

Kultura odejścia prezesa to tylko jedna strona zagadnienia. Drugą stroną jest płynność sukcesji. W Banku Zachodnim WBK wyłania się możliwość przeprowadzenia całej operacji w sposób przejrzysty i przewidywalny. Wprawdzie prezes Kseń nie wyhodował sobie sukcesora, lecz kalendarium jego rezygnacji daje dość czasu, aby go wyłonić, czy to z grona pracowników banku, wśród których nie brakuje uzdolnionych menedżerów i potencjalnych liderów, czy z pocztu menedżerów konkurencyjnych banków, czy z otwartego konkursu. Wszak jest na rynku zastęp specjalistów zwolnionych z instytucji finansowych, bynajmniej nie z powodu braku kwalifikacji, a raczej z ich nadmiaru, ponieważ zagraniczni inwestorzy przenoszą kompetencje do centrali, a tu, w koloniach, potrzebują głównie prostej siły roboczej.

Na wielu dojrzałych rynkach praktykuje się informowanie z niemałym wyprzedzeniem, kiedy prezes planuje przejście na emeryturę, oraz kto go zastąpi. Przy czym sukcesora nie namaszcza ustępujący prezes, ale akcjonariusze, chociaż nierzadko na wniosek prezesa. Informacje o przyszłej sukcesji bywają ogłaszane w raporcie rocznym. W Polsce w raporcie rocznym zwyczajowo nie ogłasza się niczego, co nie jest już znane inwestorom… Rzecznik BZ WBK oznajmił prasie, że prezes odejdzie z posady z powodów osobistych (imponują mi mężczyźni, którzy w tym wieku miewają sprawy osobiste…). Sam prezes wyjaśnia to inaczej, bardziej przekonująco: jest dobrym menedżerem, stanowisko piastuje od lat, sprawdził się, w tym czasie wartość akcji wzrosła dwudziestokrotnie, a przy tym „w grupie AIB panuje zwyczaj, że prezesi odchodzą przed 60. rokiem życia”. Zresztą – najlepiej odejść, kiedy sytuacja jest bardzo pomyślna. Jacek Kseń dodał jeszcze, że z pewnością będzie miał wpływ na wybór następcy i postara się przekazać mu swoją wiedzę dotyczącą banku.

Na szczęście dla czystości obyczajów, Bank Zachodni WBK jest instytucją prywatną, więc politycy nie będą mieli wpływu na decyzje kadrowe. Nie wepchną do zarządu partyjnego stronnika. Bank też od polityków niczego nie potrzebuje, więc nie stanie się podatny na ich ewentualne naciski. Trzyma się zresztą, wręcz ostentacyjnie, daleko od stolicy: jako jedyny z dużych polskich banków ulokował się poza Warszawą. Przy czym nie chodzi tutaj o formalny przepis statutu, ale o rzeczywistą siedzibę zarządu. Ów dystans do stolicy bardzo pomógł w staraniach o przejęcie przez dawny WBK rozrywanego wówczas Banku Zachodniego. Co nie oznacza, że poznaniacy powstrzymali się od innych argumentów. Dość, że swoją sprawę załatwili dyskretnie i skutecznie.

Tekst ogłoszony 6 lutego 2006 r. w tygodniku Gazeta Bankowa
Czytaj także:
2014.07.07 Sukcesja, siostra kadencji
2003.12.29 Następstwo tronu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *