Stosuj, albo pożałujesz!

Jeżeli rynek sam nie ustanowi zasad miarkujących zachowanie jego uczestników, lub jeżeli nie okażą oni tym zasadom należytego szacunku, na scenę wkracza państwo i „dokręca śrubę”. W tym przypadku dokręcono ją na zapas.

W ogłoszonej w 1773 roku „Podróży do Holandii” Denis Diderot zauważył, że przyjęte tam „reguły handlu są świetne, ponieważ zostały ustanowione nie przez żołnierzy, księży, urzędników lub dworaków, ale przez samych kupców”. Wiara, że rynek sam stworzy najbardziej właściwe reguły postępowania została już mocno zachwiana, lecz jej ostatki jeszcze żarzą się pod zgorzeliskiem współczesnych kryzysów.

Zapoczątkowane w Polsce w 2002 roku dobre praktyki spółek publicznych były pierwotnie produktem inicjatywy oddolnej, podjętej przez garstkę zapaleńców. „Wzięliśmy się z kurzu” – powiadał przewodzący zespołowi redakcyjnemu prof. Grzegorz Domański. Kurz wzbijano na walnych zgromadzeniach spółek notowanych na GPW, gdzie dochodziło do gorszących wybryków, naruszeń praw akcjonariuszy, zamętu. Także na innych rynkach dobre praktyki redagowane były przez ludzi rynku, a patronowały temu giełdy. Ponieważ ład korporacyjny (z czasem utarł się w polszczyźnie ten niefortunny przekład terminu „corporate governance”) był owocem dialogu, nigdzie nie stał się domeną wspomnianych przez Diderota żołnierzy, księży, dworaków. Natomiast w Polsce ostatnio zabrali się za niego urzędnicy. 24 lipca Komisja Nadzoru Finansowego uchwaliła (ściślej: „wydała”) dokument pod nazwą Zasady Ładu Korporacyjnego dla Instytucji Nadzorowanych.

Projekt tego dokumentu został udostępniony rynkowi w połowie stycznia b.r. KNF ogłosiła, że uwagi przyjmuje do końca lutego. Ostateczna redakcja dokumentu niewiele różni się od pierwotnej wersji, z czego można wnioskować, że projekt nie został zbombardowany krytyką. Bądź, że krytyka nie została przyjęta. Pomysł wydawania przez Komisję instytucjom nadzorowanym wskazówek postępowania wykraczających poza ramy mandatu regulatora wywołał na rynku poruszenie. Dyskusja w Polskim Instytucie Dyrektorów przyniosła jednoznacznie negatywną ocenę tego pomysłu. Można przyjąć, że najbardziej dotknięte inicjatywą Komisji instytucje przez nią nadzorowane nie ryzykowały otwartych wystąpień przeciwko projektowi, ale pracujące dla nich kancelarie prawne, jako niezależne od Komisji, nie były tak skrępowane obawami przed jej reakcją.

Po dobroci albo pod przymusem
Ład korporacyjny rozpościera się pomiędzy prawem a rynkiem. Jest to przedmiot samoregulacji uczestników rynku świadomych tego, że lepiej dobrowolnie stosować własne zasady postępowania, niż narażać się na to, że przyjdzie im pod przymusem stosować zasady narzucone przez regulatora, może surowsze, zapewne bezdusznie egzekwowane. Jeżeli rynek sam nie ustanowi zasad miarkujących zachowanie jego uczestników, lub jeżeli nie okażą oni tym zasadom należytego szacunku, na scenę wkracza państwo i „dokręca śrubę”. W tym przypadku dokręcono ją na zapas. Wydany przez Komisję Nadzoru Finansowego drobiazgowy zbiór „zasad ładu korporacyjnego” wyraża założenie, że jego adresaci, instytucje nadzorowane działające na rynku finansowym, przyjmą te zasady z własnej woli (chociaż niekoniecznie z własnego przekonania). Wyznaczono im termin: 1 stycznia 2015 r. I sankcję: stosowanie zasad będzie uwzględniane przy ocenie nadzorczej BION. Na pocieszenie dodano enigmatyczną obietnicę, że wydane przez Komisję zasady będą poddawane regularnemu przeglądowi z udziałem rynku. Nie udało się ustalić podstawy prawnej tych inicjatyw KNF.

Zasady ładu korporacyjnego najczęściej wspierane są formułą „stosuj, albo wyjaśnij dlaczego nie stosujesz”. KNF wprowadziła formułę „stosuj, albo pożałujesz”. Nie przewidziano możliwości złożenia wyjaśnień. „Odstąpienie od stosowania określonych zasad w pełnym zakresie może nastąpić tylko, gdy ich kompleksowe wprowadzenie byłoby nadmiernie uciążliwe dla instytucji nadzorowanej”. Bez odpowiedzi pozostała kwestia, do kogo należy osąd w takich sprawach. Co jednak nie oznacza, że wskazówki postępowania, adresowane przez Komisję do instytucji nadzorowanych, zawierają jakieś fanaberie. Stosowanie się do tych wskazówek przez instytucje nadzorowane wyszłoby rynkowi finansowemu na dobre. Są one często tak słuszne, że zgoła oczywiste („Organizacja instytucji nadzorowanej powinna umożliwiać osiąganie długoterminowych celów prowadzonej działalności”). I tak oczywiste, że wręcz śmieszne („Organizacja instytucji nadzorowanej powinna być odzwierciedlona w strukturze organizacyjnej”). I tak wszechstronne, że sięgają od potrzeby wypracowania przez nadzorowaną instytucję strategii po sposób obchodzenia się przez nią ze skargami i reklamacjami.

Komisja podkreśla, że wydane przez nią zasady „mają również zastosowanie do instytucji nadzorowanych mających status spółki publicznej”, ale nie stosuje się ich „do emitentów dokonujących ofert publicznych lub których papiery wartościowe są dopuszczone do obrotu na rynku regulowanym…”. Bardziej nie dało się tego pogmatwać?

Instrukcja generalna
Dokument KNF zawiera wskazówki postępowania i drobiazgowe zasady działania instytucji nadzorowanych w zakresie ich organizacji i struktury, relacji z udziałowcami, organów, polityki wynagradzania, polityki informacyjnej, działalności promocyjnej i relacji z klientami, „kluczowych systemów i funkcji wewnętrznych”, oraz wykonywania uprawnień z aktywów nabytych na koszt klienta. Niektóre z wydanych przez KNF wskazówek budzą wątpliwości.

Treść dokumentu wychodzi poza zakres pojęcia ładu korporacyjnego, jakkolwiek rozumieć to niefortunne sformułowanie. Jest to w istocie instrukcja generalna wydana przez regulatora w ramach jego kompetencji – i obok nich – podmiotom nadzorowanym. Pomijam nazewnictwo, pomijam tu także kwestię, czy procedura administracyjna zna takie instrukcje i ich skutki. Pomijam urzędniczy żargon, jakiego nikt na rynku nie używa. Otóż chociaż Komisja zapewnia, że „zasady określone w Zasadach Ładu Korporacyjnego nie naruszają praw i obowiązków wynikających z przepisów prawa” – w istocie jest inaczej.

Wskazówka, że „instytucja nadzorowania powinna działać w interesie wszystkich udziałowców…” (§ 8. 1) zakłada, że w gronie udziałowców nie wystąpią rozbieżności interesów, nie zetrą się przeciwne racje, nie dojdzie do konfliktu rozstrzygniętego przez większość kosztem mniejszości. Podobnie nieżyciowa jest wskazówka, że „instytucja nadzorowana prowadząc działalność powinna brać pod uwagę interesy wszystkich interesariuszy, o ile nie są one sprzeczne z interesami instytucji nadzorowanej” (§ 8. 2). Przecież w gronie interesariuszy jeszcze łatwiej o rozbieżność interesów niż pośród udziałowców. Nadzorowana instytucja może stanąć w obliczu konfliktów między dążeniami różnych grup interesariuszy i dokonywać wyborów, czyj interes poszanować, czyj poświęcić.

Wskazówka, że „udziałowcy w swych decyzjach powinni kierować się interesem instytucji nadzorowanej” (§ 9. 3) jest ogólnie słuszna, lecz równie skuteczna, co modły o deszcz. Udziałowcy kierują się zazwyczaj swoimi interesami. Byty rynkowe są dla nich narzędziami służącymi spełnianiu owych interesów. Nierzadko w najlepszym interesie udziałowca będzie opuścić taki byt, lub poddać go likwidacji. Komisja dostrzega ten problem, skoro nakazuje: „Powstające konflikty między udziałowcami powinny być rozwiązywane niezwłocznie, aby nie dochodziło do naruszania interesu instytucji nadzorowanej i jej klientów” (§ 9. 6). Łatwiej sformułować słuszną myśl, niż wcielić ją w życie.

Poprawianie prawa
Mam wątpliwości w kwestii wymogu prowadzenia posiedzeń w języku polskim. Wiele instytucji finansowych, bez względu na kraj pochodzenia, przeszło już na angielski. Ich spółki zależne w Polsce także mogą przyjmować angielski jako roboczy język korporacji. Nie kwestionuję wymogu zapewniania w zarządzie lub radzie nadzorczej należytego udziału osób władających polskim, ponieważ znajomość języka pozwala lepiej poznać realia lokalnego rynku finansowego. Nie kwestionuję także potrzeby tłumaczenia protokołów organów na język polski. Pod tymi warunkami skłonny byłbym dopuścić możliwość prowadzenia obrad w języku świata współczesnych finansów. Nawet kiedy o finansach mówimy wyłącznie po polsku, bywają w tej narracji niezliczone wtręty z angielskiego.

Polskiemu prawu znana jest instytucja zdania odrębnego i odnotowywania go w protokole wraz z uchwałą, do której zostało wniesione (Ksh), lecz nie wymaga ono, by w protokole zamieszczać także powody zgłoszenia zdania odrębnego. Żaden przepis prawa nie wymaga, by przewodniczącego „organu nadzorującego” wybierać przy uwzględnieniu kryterium niezależności. Myśl to słuszna, lecz warto pamiętać, że przewodniczący rady nadzorczej często bywa otwarcie powiązany z największym z udziałowców. Nie sądzę, by Komisji udało się to odkręcić, chociaż chciałbym. Nie widzę racji wymogu regulującego częstotliwość odbywania posiedzeń „organu nadzorującego”: nie rzadziej niż co dwa miesiące, a jeżeli w nadzorowanej instytucji działa komitet audytu lub inne komitety, którym powierzono określone sprawy związane z działalnością tej instytucji – nie rzadziej niż cztery razy do roku. Otóż nie widzę związku między częstotliwością posiedzeń rady nadzorczej a skutecznością sprawowanego przez nią nadzoru. Dobrze zorganizowana rada, pod sprawnym przewodniczącym, może wykonać znaczna część swoich zadań poza posiedzeniami, a nawet częste posiedzenia nie gwarantują, że rada będzie w stanie sprawować stały nadzór nad wszystkimi dziedzinami działalności nadzorowanego przez nią podmiotu. Skoro w niektórych instytucjach prawo dopuszcza jednoosobowy zarząd, Komisja nie powinna go poprawiać wymogiem kolegialności w zarządzie.

Nadmiar podwójnych standardów
Niektóre wskazówki Komisji będą kosztowne w realizacji. Można wymienić tu wymogi ogłaszania raportów interaktywnych („gdy jest to uzasadnione liczbą udziałowców”, § 31. 2), oraz, pod takim samym warunkiem, ułatwiania wszystkim udziałowcom uczestnictwa w „zgromadzeniu organu stanowiącego” (§ 8. 4). Co ciekawe: giełda długo upierała się przy zasadzie, że notowane na niej spółki powinny odbywać walne zgromadzenia także w formie elektronicznej. Ponieważ spółki, których akcjonariusze wykazali zainteresowanie taką innowacją można policzyć na palcach, GPW odstąpiła od tego wymogu. Niebawem wkroczyła z nim na scenę Komisja Nadzoru Finansowego. Po co?

Ład korporacyjny, jakkolwiek rozumieć ten termin, jest często poniewierany podwójnymi standardami. Warszawska giełda nie tylko uchwaliła dobre praktyki notowanych na niej spółek, także ustaliła mechanizm sprawozdania przez spółki na temat ich stosowania. Niebawem Minister Finansów wydał rozporządzenie regulujące te materię inaczej. Przez lata rynek pracował nad ustaleniem kryterium niezależności członka rady nadzorczej, ale ustawa o biegłych rewidentach wprowadziła osobliwą formułę, że niezależność członka komitetu audytu polega m.in. na tym, iż nie posiada on akcji nadzorowanej spółki. Jest to niedorzeczne i niezgodne z podstawowymi założeniami ładu korporacyjnego. Teraz KNF wymaga elektronicznych walnych zgromadzeń, od których giełda słusznie odstąpiła. Nasz niewielki rynek jest już dość nasycony regulacjami, by bez potrzeby pompować weń nowe, w dodatku niezbyt udane.

Artykuł został ogłoszony 16 sierpnia 2014 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także:
2002.12.10 Sanatorium pod klepsydrą
2003.04.14 Miedzy fasadą a wnętrzem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *