Szklany sufit [2000]

Obecność kobiet w radach nadzorczych przydaje radom różnorodności, a różnorodność rad kreuje wartość spółek.

W języku angielskim występuje wyrażenie „glass ceiling” – szklany sufit, niewidoczna bariera awansu. Przegradza ona skutecznie drogę na szczyty hierarchii, o czym przekona się każda lub każdy, kto rozbije sobie o nią głowę. Raczej przekona się każda, ponieważ szklane sufity rozpina się najczęściej nad karierami kobiet. Stopień cywilizacji społeczeństwa można mierzyć współczynnikami obrazującymi udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych liczących się podmiotów.

Jak często bywa, impuls ku równouprawnieniu wychodzi ze Skandynawii. Rząd Norwegii zapowiada wniesienie do parlamentu projektu ustawy przewidującej co najmniej 40-procentowy udział kobiet w radach nadzorczych. Kwota ma w pierwszej kolejności objąć spółki giełdowe. Obecnie udział kobiet w radach 500 największych spółek wynosi tam 12,5 procent. W Norwegii rządzi socjaldemokracja, pierwsza na świecie partia przestrzegająca parytetu reprezentacji kobiet. Kiedyś Gro Harlem Brundtland połowę tek w swoim gabinecie powierzyła… mężczyznom. Inwestorzy chętnie oceniają gospodarkę po stopniu jej nasycenia porządkiem korporacyjnym (ang. „corporate governance”). Im więcej kobiet w zarządach i radach, tym więcej znamion owego porządku; im więcej znamion porządku, tym więcej inwestycji.

Co, z racji samej płci, wnoszą kobiety do rad? Otóż tylko jedno – różnorodność. Chodzi o to, by członkowie rady różnili się, czym można: zawodem, pokoleniem, wykształceniem, doświadczeniami i płcią. Im bardziej różnorodny jest skład rady, tym większe są jej szanse na skuteczność, czyli wykreowanie wartości dodanej spółki. Dzisiaj w radach polskich spółek najczęściej zasiadają osoby w przedziale 40 – 50 lat, inżynierowie po kursach dla członków rad nadzorczych, z kilkunastoletnim doświadczeniem w zarządach przedsiębiorstw i spółek, kilkuletnim dorobkiem w nadzorze, w ogromnej przewadze mężczyźni w podobnych popielatych garniturach.

Już wspominałem, że do rad nadzorczych szerokim frontem wchodzi pokolenie dwudziestokilkulatków. Dopominałem się, by w radach docenić prawników. Pora upomnieć się, by w radach docenić kobiety. Za to Polsce nie liczą się takie kryteria różnorodności, jak wyznanie, albo kolor skóry. W kilku spółkach wprowadzono kwoty związane z obywatelstwem lub krajem zamieszkania. W radzie nadzorczej Banku Handlowego co najmniej połowa członków, w tym prezes rady, powinna legitymować się obywatelstwem polskim. Statut Agory jest jeszcze bardziej wymagający: członkami rady muszą być w większości obywatele polscy zamieszkali w Polsce. Stąd tylko krok do pomysłu, by w spółkach Skarbu Państwa większość członków rad pochodziła z Nowego Sącza (a reszta – nawet ze Starego Sącza). Skoro dopuszczalne są wymogi w kwestii obywatelstwa lub kraju zamieszkania, dlaczego by nie dopuścić wymogów dotyczących kwoty procentowego udziału kobiet w składzie rady?

Wyobrażam sobie, jak niechętnie odniosą się do tego postulatu Okopy Świętej Trójcy! Byłoby więc najlepiej, by zanim wprowadzimy kwoty udziału kobiet w radach nadzorczych, gwarancje tego udziału okazały się w praktyce zbędne. Już teraz mogę wskazać dwie drogi prowadzące do zwiększenia udziału kobiet w radach. Pierwsza to odpolitycznienie rad. Druga – to upowszechnienie konkursów na obsadę rad nadzorczych. Z upolitycznieniem rad nadzorczych zmaga się już opinia publiczna. Coraz ważniejszym kryterium oceny osób i partii sprawujących władzę jest ich udział w obsadzaniu rad nadzorczych niekompetentnymi stronnikami. W społeczeństwie utarło się już przekonanie, że miejsca w zarządach i radach nadzorczych nie są przechodnim łupem kolejnych ekip sprawujących władzę. Kierowanie się zasadą TKM, dającej prymat racji politycznej nad kwalifikacjami, wywołuje ostre potępienie.

Najskuteczniejszą zaporą przeciwko tej zasadzie jest obsadzanie miejsc w radach nadzorczych z puli Skarbu Państwa w drodze konkursu uwzględniającego kryteria merytoryczne. Zapewne okaże się wtedy, że dla zapewnienia w radach większego udziału kobiet – nie trzeba będzie dodawać im do wyniku uzyskanego w konkursie „punktów za pochodzenie”. Czas rozbić szklany sufit. Lepiej zastąpić go szklaną drabiną. Będzie ona całkiem przeźroczysta. Jej szczeble będą śliskie, więc komu obsunie się noga, może sobie przetrącić karierę. Lecz każdy szczebel będzie tak samo śliski dla wszystkich.

Artykuł ukazał się 4 grudnia 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Czytaj także:
2013.11.12 Nie chodzi o kobiety
2010.05.27 Moda na poprawność

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *