Szklany sufit po polsku [2003]

Finanse są tradycyjnie enklawą awansu kobiet. Zapewne sprawił to pieniądz, najlepszy łącznik ze światem. W tle rozważań o udziale kobiet w nadzorze korporacyjnym (podjąłem je w tym miejscu przed trzema tygodniami) pojawia się pytanie: co, z racji samej płci, wnoszą kobiety do rady nadzorczej? Otóż tylko jedno: różnorodność. Twierdzę tak na podstawie własnego doświadczenia, natomiast nie wiem, czy w Polsce prowadzono już badania nad tą kwestią, bo w wielu krajach owszem. Różnorodność w radzie bywa twórcza i wzbogaca skuteczność nadzoru nad działalnością spółki. Z kolei skuteczny nadzór pomnaża wartość spółki, wzbogaca akcjonariuszy.

Uważam, że ważnym miernikiem poziomu cywilizacji jest obecność kobiet w parlamentach, rządach, zarządach i radach nadzorczych. Im wyższy udział kobiet w owych gremiach, tym bardziej nowoczesne społeczeństwo i jego gospodarka, tym wyższe tempo rozwoju. Społeczeństwa, które dyskryminują kobiety, albo nie doceniają ich możliwości intelektualnych, nieuchronnie pozostaną w tyle. Pierwszeństwo przypadnie tym, które wykorzystują zdolności i aspiracje obu połów gatunku ludzkiego. Minęło sporo czasu, od kiedy przedstawiciel jednego z najmniej oświeconych krajów przemówił w ONZ do współautorki Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Eleonory Roosevelt: „Pani ma rację, że chodzi o prawa człowieka. Mój rząd nie zgodzi się na to, by dotyczyły one także kobiet”.

Współcześnie prawa człowieka są najważniejszym kryterium oceny postępowania państw. Natomiast gospodarkę ocenia się w znacznej mierze po stopniu jej nasycenia porządkiem korporacyjnym. Kraj, w którym istnieje szklany sufit, utrudniający kobietom drogę na szczyty karier, zostanie negatywnie oceniony tak pod kątem przestrzegania praw człowieka, jak pod kątem corporate governance. Obie oceny zaważą krytycznie na ruchach kapitału, napływie inwestycji, dostępie do technologii, a nawet na klasie kadry kierowanej na placówki w takim kraju. Do pracy w koloniach, zwłaszcza wśród dzikich, delegowano wszak wyłącznie mężczyzn, w dodatku niekoniecznie najbardziej obiecujących.

W Polsce kruszenie szklanego sufitu odbywa się powoli. Jedną z pierwszych enklaw awansu kobiet są finanse. Sprawiła to tradycja, ponieważ nawet w czasach zimnej wojny pieniądz wciąż łączył ze światem i wymagał fachowego traktowania. Wprawdzie ani wtedy, ani dzisiaj, kariery nie bywały całkiem neutralne politycznie, lecz na tej niwie brano pod uwagę także kwalifikacje. Stąd kobiety stały albo stoją – bardziej stosowny jest dzisiaj czas przeszły! – na czele wielu banków, w tym banku centralnego, Pekao, PKO, BPH, PBK (te dwa ostatnie, dzisiaj połączone, pod kierownictwem kobiet przeżyły lepsze czasy), byłego Komunalnego, byłego Częstochowa, zapomnianego już PBKS. Ministerstwa finansów i skarbu to tradycyjnie resorty z największym udziałem kobiet na ważnych stanowiskach. Nikogo już nie dziwi, że kobiety kieruje pracami ważnych instytucji, jak Bankowy Fundusz Gwarancyjny, Polcard, Visa, fundusze inwestycyjne, izby gospodarcze domów maklerskich i funduszy emerytalnych. Rzuca się w oczy niski udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych działających w Polsce zagranicznych towarzystw ubezpieczeniowych, gdzie przyjęto model kolonialny, oraz brak kobiet w kierownictwie giełdy papierów wartościowych.

Pozytywnym objawem jest stosowanie wobec obu płci tych samych, albo przynajmniej zbliżonych, kryteriów oceny kadrowej. W licznych środowiskach wierzy się, że kobieta awansuje tylko wtedy, gdy jest trzy razy lepsza od mężczyzny, z którym rywalizuje. Ewentualnie przynajmniej dwa razy. Od polskich finansistek nikt tego moim zdaniem nie wymaga. Wystarczy, że spełnią kryteria. Nie muszą być lepsze od mężczyzn. I często wcale nie są, co im zresztą w niczym nie uchybia.

Zwiększenie udziału kobiet w zarządach i radach nadzorczych zależy od spełnienia dwóch warunków. Pierwszy to odstąpienie od rozdawnictwa stanowisk między politycznych stronników, nawet niekompetentnych (nazywam to zjawisko alotażem). Drugi to upowszechnienie praktyki obsadzania funkcji w organach spółek w drodze konkursów. Dobry przykład winien dać Skarb Państwa.

Na koniec dwie obserwacje z gatunku: o czasy!, o obyczaje! Niedawno czytelniczka ‘Forbes Global’ przysłała do redakcji ostry list. Zarzuciła w nim, że pismo tendencyjnie przemilcza osiągnięcia kobiet. Jeszcze kilka lat temu nikt nie stawiałby takich oczekiwań przed pismem ekonomicznym. Pewna polska instytucja finansowa rozesłała dziennikarzom informację o nominacji w swojej strukturze. Tekstowi towarzyszyło zdjęcie nominata nazbyt intensywnie wypacykowanego makijażem. Naśmiewaliśmy się w prasie z pań prezes utrzymujących nadwornych fotografów i fryzjerów, nawet osobne windy do prywatnego użytku. Okazuje się, że część tych ekscesów była zasługą nadgorliwców z działów public relations.

Artykuł ukazał się w Gazecie Bankowej 10 III 2003. Wytłuszczenia współczesne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *