Archiwa tagu: Chiny

Dlaczego Hong Kong Exchange & Clearing nie przejmie London Stock Exchange Group?

  • Hong Kong Exchange and Clearing (HKEX) złożyła niespodziewaną ofertę nabycia wszystkich akcji London Stock Exchange Group (LSEG); 
  • Oferta została szybko i zdecydowanie odrzucona, a każdy z argumentów podniesionych przeciwko transakcji sam z osobna także wystarczyłby;
  • Potwierdziło się po raz kolejny, że giełda zdominowana przez rząd nie jest poważnie brana pod uwagę jako ewentualny nabywca innych giełd;
  • Blask Hongkongu zwolna blednie, nadciąga kryzys, lecz miasto nadal pełni rolę śluzy, przez którą płyną do Chin wzory corporate governance.

Oferta giełdy z Hongkongu na LSE nie była dyktowana arogancją, jak pomysł Trumpa nabycia Grenlandii. Ani poczuciem humoru, jakim błysnęła Grenlandia rozważając kupno USA. Lokator Białego Domu wyrwał się z propozycją nabycia wyspy jak Filip z konopi, a kiedy go wyśmiano, obraził się na Danię. Grenlandia bawiła się pomysłem kontroferty przejęcia całych Stanów Zjednoczonych, ale odstąpiła od zamiaru z powodu nadmiernego zadłużenia przedmiotu takiej transakcji. Natomiast oferta z Hongkongu okazała się nie do przyjęcia, a to z mnogości powodów.

Rada dyrektorów LSE szybko rozprawiła się z ofertą odrzucając ja zdecydowanie. Uznano, że transakcja przyniosłaby poważne ryzyko dla akcjonariuszy londyńskiej giełdy. Stwierdzono, że proponowana cena za wszystkie akcje LSE Group (32 miliardy funtów) nie odzwierciedla wartości londyńskiej giełdy. Zwrócono uwagę, że oferta nie została biznesowo przedstawiona i uzasadniona (w rzeczy samej, złożono ją na chybcika). A ponadto, może przede wszystkim, propozycja byłaby trudna do przyjęcia z uwagi na związki HKEX z władzami autonomii (pośrednio z rządem Chin). Blisko połowa składu tamtejszej rady dyrektorów to nominaci rządu lokalnego, który w takich sprawach kieruje się zdaniem Pekinu.

Nie bez znaczenie jest także, że londyńska giełda niedawno ujawniła plan globalnej ekspansji poprzez nabycie, za 27 miliardów USD, kontroli nad Refinitiv, operatora danych biznesowych świadczącego globalnie usługi na bankowych parkietach transakcyjnych. Realizacja tego zamysłu postawiłaby londyńską giełdę na pozycji znaczącego rywala obecnego hegemona rynku, Bloomberg LP.

Rada dyrektorów LSE mogła też wziąć pod uwagę inwazję chińskiego kapitału na rynki Wielkiej Brytanii. W bieżącym roku chińskie spółki dokonały w Zjednoczonym Królestwie 15 dużych akwizycji za 6,75 miliarda funtów; w ubiegłym roku Chińczycy wydali 6 miliardów funtów na 23 akwizycje. Przyczyniły się do tego niewątpliwie spadek wartości funta, oraz okazja polityczna związana z zamieszaniem w toku przygotowań do Brexitu. Giełda z Hongkongu, jedna z najważniejszych na świecie, zyskała globalną pozycję m.in. dzięki przejęciu przed siedmiu laty London Metal Exchange.

Przejmując LME, Chińczycy zachowali na wskroś brytyjski charakter instytucji i jej personelu, ale zwiększyli jej zasięg. Fuzja giełd Londynu i Hongkongu pozwoliłaby na nieprzerwany handel przez 18 godzin na dobę. Zamysł reklamowany był jako „korporacyjny związek Romea i Julii”, lecz ten Romeo nie podbił serca Julii. Zwłaszcza, że oferta dotyczyła nie tylko zapłaty nie tylko w gotowce, także w akcjach. Z jednej strony, ofertę można było potraktować jako dowód zaufania w pozycję Londynu w światowych finansach, bez względu na Brexit. Z drugiej – odmowę uzasadniano także argumentem, że LSE dostrzega możliwości dla siebie i dla Chin w partnerstwie z giełdą w Szanghaju.

Londyńska giełda zapewne przywykła do składanych jej ofert handlowych.  Od roku 2000 była przedmiotem siedmiu nieudanych propozycji przejęcia lub fuzji. Sprawy zaszły najdalej w toku przygotowania w 2017 r. wartej 21 miliardów funtów fuzji z Deutsche Börse z Frankfurtu nad Menem, zablokowanej przez Komisję Europejską. LSE założyli w 1773 r. kupcy handlujący od ponad 200 lat w londyńskich kawiarniach (stąd rezerwa wobec giełd rządowych). Giełda przetrwała niemieckie bombardowania („blitz”) i zamach irlandzkich terrorystów.

W tle niedoszłej do skutku transakcji przejęcia LSE Group przez HKEX słychać rozchodzące się po świecie echa wydarzeń w Hongkongu. Od ponad 100 dni miasto żarliwie walczy o zachowanie swojej autonomii. Zasada „jeden kraj, dwa systemy” powoli odchodzi w niepamięć. Ze wzgórz za dzielnicą Nowe Terytoria widać fenomenalnie rozkwitający Shenzen, miasto będące potencjalnym konkurentem Hongkongu, z własną giełdą, która z czasem winna aspirować do pozycji tej w Szanghaju. Kiedy przed trzydziestu kilku lat odwiedziłem ambitny Shenzen, był on śluzą (ten trafny termin ukuł na miejscu prof. Ryszard Ławniczak), przez który z Hongkongu do Chin ostrożnie sączono nowoczesność. Dzisiaj to Hongkong jest śluzą, przez którą płyną ze świata do Chin zasady corporate governance.

Podczas mojej pierwszej podróży przez Chiny nikt tam nie słyszał o corporate governance. W toku kolejnej podróży stwierdziłem, że giełda w Szanghaju przyjęła zasady dobrej praktyki notowanych na niej spółek zanim my w Polsce przystąpiliśmy do prac nad projektem takich zasad. Dzisiaj działają zespoły ekspertów giełd Hongkongu i Chin opracowujące wspólne standardy postępowania na rynku kapitałowym. Propozycja przejęcia LSE nie była przeto rozpaczliwym krokiem ku uchronieniu Hongkongu przed rosnącą dominacją Chin, chociaż stworzono pozory, że jest to nagła akcja ratunkowa. Przeciwnie: chodziło o wzmocnienie pozycji Chin w Europie. Do czego zresztą dochodzi.

Czytaj także:  

2018.09.28 Corporate governance w Chinach. Raport AGCA 2018

2005.09.26 W Państwie Środka

Corporate governance w Chinach. Raport ACGA 2018

  • Postępujące umiędzynarodowienie gospodarki Chin oznacza konieczność zwrócenia uwagi na corporate governance;
  • Reformy objęły najpierw spółki notowane na zagranicznych giełdach, obecnie dotykają także spółek notowanych lokalnie;
  • Bierze się pod uwagę nie tylko zarządzanie spółkami i ich nadzorowanie, także wpływ ich działalności na środowisko i klimat;
  • Niemniej najważniejsze decyzje nie należą do rynku, spółek, inwestorów, ale do rządu pod kierownictwem partii…

Asian Corporate Governance Association jest stowarzyszeniem non-for-profit założonym w Hongkongu w 1999 roku. Współpracując z regulatorami, notowanymi spółkami i inwestorami, ACGA działa na rzecz corporate governance upatrując w nim warunek rozwoju gospodarek i rynków kapitałowych. Stowarzyszenie zrzesza 110 instytucji, nie tylko z Azji, i prowadzi badania 11 rynków regionu (w kolejności alfabetycznej Chin, Filipin, Hongkongu, Indii, Indonezji, Japonii, Korei Południowej, Malezji, Singapuru, Tajlandii i Tajwanu), wydaje dwumiesięcznik Asia Regional Briefing i dwurocznik CG Watch, a także organizuje doroczne konferencje Asian Business Dialogue on Corporate Governance; najbliższa – The Rise of ESG in Asia: Implications for Companies and Investors odbędzie się 13 i 14 listopada w Pekinie.

Warto zwrócić uwagę na obszerne (ponad 200 stron), wnikliwe i dobrze udokumentowane opracowanie „Awakening Governance. The evolution of corporate governance in China. ACGA China CG report 2018” (https://www.acga-asia.org/specialist-research.php). Ukazuje ono rosnące aspiracje Chin ku uporządkowaniu corporate governance. W 1987 r. odbyłem podróż studyjną po Chinach dla zapoznania się z działalnością specjalnych stref ekonomicznych. Nikt wtedy tam nie słyszał o corporate governance (lecz w Polsce także nikt). Rynek kapitałowy powstał w Państwie Środka już kilka lat później: giełdę w Szanghaju powołano w 1990 r., kolejną w Shenzen rok później. Tematykę corporate governance podjęto zrazu dla zwiększenia przejrzystości spółek z dominującym udziałem państwa notowanych na zagranicznych giełdach (w Nowym Jorku od 1992 r., w Hongkongu od 1993 r.). Z kolejnej podróży po Chinach przywiozłem wrażenie, że tamtejsza „gospodarka już mknie po odległych orbitach, porządek korporacyjny dopiero wsiada na rower”. Zwróciłem jednak uwagę, że „szanghajska giełda przyjęła zasady dobrej praktyki notowanych na niej spółek już w 2000 roku, czyli wcześniej, niż w Polsce podjęto prace nad kleceniem takich zasad”.

Następne lata przyniosły próby reform dotyczących spółek notowanych lokalnie, ich rad nadzorczych i wprowadzania do nich członków niezależnych, raportowania kwartalnego itd. Kolejne kroki zmierzające do umiędzynarodowienia rynku i ułatwień dla zagranicznych inwestorów instytucjonalnych (lecz do dzisiaj nie zostały zniesione wszystkie restrykcje wobec nich) zaowocowały wprowadzeniem do MSCI Emerging Market Index akcji 234 chińskich spółek. Do opinii publicznej zaczęło docierać, że sfera corporate governance obejmuje także elementy społeczne i ekologiczne (ESG) i uwzględnia wpływ spółek na zmiany środowiska i klimatu. W konsekwencji China Securities Regulatory Commission ostatnio uwspółcześniła, po raz pierwszy od 2002 roku, Code of Corporate Governance for Listed Companies.

Na chińskim rynku działają byty dwojakie: spółki z dominującym udziałem państwa (state owned enterprises, SOEs) oraz spółki prywatne (privately owned enterprises, POEs). Drogę toruje sobie pogląd, że jednym i drugim corporate governance i ESG w dłuższym horyzoncie czasowym kreują wartość i wspomagają efektywność. Zagraniczni inwestorzy dojrzewają do wyjścia poza schemat, że SOEs są niechętne akcjonariuszom innym niż państwo (choć często bywają), a POEs są ekscytujące, ale ryzykowne (bywają). Obie kategorie notowanych spółek mają trudności w komunikowaniu się zwłaszcza z zagranicznymi inwestorami. Większość z nich nie rozumie chińskiego wydania corporate governance. Albowiem chińskie corporate governance to nie tylko zarządy i rady nadzorcze, niezależni dyrektorzy w radach, komitety audytu itd., ale także dominujące w gospodarce komitety i organizacje partyjne sprawujące kierowniczą rolę.

Raport ACGA zwraca uwagę, że zagraniczni inwestorzy wykazują zdecydowanie wyższy sceptycyzm wobec chińskiego rynku kapitałowego niż inwestorzy lokalni. Znaczną rolę odgrywają trudności językowe i niedostateczna znajomość miejscowych tradycji i wartości kulturalnych. Zresztą nawet chińscy inwestorzy, obyci już na rynku, skarżą się na trudności w zrozumieniu przekazywanych przez spółki „ukrytych znaczeń”. Jak mają czytać między wierszami ci, którzy nie znają miejscowego pisma? Bardzo trudno o dostęp do spółek, o spotkania z menedżerami. Relacji inwestorskich albo nie ma wcale, albo są nieprofesjonalne. Zasady corporate governance bywają traktowane formalnie, jak punkty do odhaczenia. Inwestorzy mniejszościowi, krajowi i zagraniczni, skarżą się na brak poszanowania przez spółki z przewagą państwa. To rząd, nie inwestorzy, nadaje kierunek decyzjom…

Czytaj także:

2005.09.26 W Państwie Środka

W Państwie Środka [2005]

Gospodarka już mknie po odległych orbitach, porządek korporacyjny dopiero wsiada na rower.

Mityczni argonauci wyprawili się do Kolchidy po złote runo. W poszukiwaniu wysokich stóp zwrotu współcześni inwestorzy wędrują ku mitycznym ziemiom obiecanym. Chodzi o rynki państw nazwanych zbiorczo BRIC: B jak Brazylia, R jak Rosja, I jak Indie, C jak Chiny. Ponieważ gospodarkę nakręca w znacznym stopniu należyte sprawowanie władztwa, zarówno na szczeblu państwowym, jak w poszczególnych podmiotach gospodarczych, losy tych rynków mogą ułożyć się rozmaicie. Brazylia i Rosja dopiero tworzą ramy corporate governance, zaś ich tożsamość polityczna jest wciąż nieokreślona. Indie to demokracja z silnie rozbudowanym porządkiem korporacyjnym, natomiast Chiny zdają się przeczyć teorii, że gospodarka łaknie demokracji i porządku korporacyjnego. Tamtejszą gospodarkę postrzegamy przez pryzmat wzrostu, który wyniósł ją pomiędzy galaktyki. Lecz warto także dostrzec obiecujący zwrot ku zrozumieniu wagi praw człowieka i porządku korporacyjnego.

Im bardziej jakakolwiek gospodarka zespala się ze światem, tym bardziej skłania się ona ku przyjęciu światowych standardów. W Chinach rodzi się rynek, rozwija się sektor prywatny. Rośnie wymiana handlowa. Firmy działające w formie spółek zostają dopuszczane do działalności w sektorach do tej pory zamkniętych przed nimi, jak infrastruktura, finanse, usługi komunalne. Sprzyja to przekształcaniu przedsiębiorstw państwowych w spółki i wprowadzaniu ich na giełdy, aczkolwiek wciąż występują liczne utrudnienia dla tworzenia spółek akcyjnych i spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Niemniej powstało nowoczesne prawo upadłościowe i trwają prace nad reformą prawa spółek. Zniesiony zostanie dokuczliwy limit liczby wspólników spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, dopuszczone zostanie zawiązywanie spółek jednoosobowych, obniżone będą wymogi dotyczące wysokości kapitału zakładowego w spółkach akcyjnych i z o.o.. Zresztą wszelakie limity są istną plagą chińskiej gospodarki, a tendencja zmierzająca ku ich ograniczaniu (jak zwiększenie możliwości zaangażowania inwestorów zagranicznych w spółkach działających w wybranych sektorach) wydaje się raczej wyrazem doraźnej polityki niż trwałym elementem porządku korporacyjnego.

Niemniej w toku reformy prawa spółek planuje się wprowadzenie instrumentów służących ochronie interesów mniejszości, zarówno w spółkach publicznych jak niepublicznych. Podejmowane są też usiłowania ku właściwemu określeniu roli rady nadzorczej i zdefiniowaniu praw i obowiązków członków organów spółki. Pożytki płynące z tych rozwiązań będą wszelako znikome dopóty, dopóki będzie utrzymywany faktyczny prymat organizacji partyjnej w przedsiębiorstwie spółki nad jej statutowymi organami.

W chińskiej praktyce corporate governance ścierają się sprzeczne prądy. Obok akcji zbywalnych, posiadanych przez inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych, występują akcje niezbywalne, posiadane przez podmioty państwowe. Często właśnie podmioty państwowe dysponują większością głosów na walnych zgromadzeniach spółek publicznych, decydują o obsadzie rady nadzorczej i – niejako „martwą ręką” – kontrolują spółkę. Reforma zmierza w kierunku wzmocnienia pozycji rzeczywistych inwestorów poprzez uzależnienie ważności uchwał walnego zgromadzenia od poparcia ich przez większość głosów wykonywanych z akcji zbywalnych uczestniczących w walnym zgromadzeniu.

Warto jednak odnotować, że spółki notowane na giełdach są zobowiązane do umożliwienia akcjonariuszom uczestniczenia w walnym zgromadzeniu online. Chodzi o zapewnienie możliwie powszechnego udziału inwestorów indywidualnych w podejmowaniu uchwał i wyeliminowanie niedogodności, na jakie byliby narażeni akcjonariusze z odległych regionów kraju (tamtejsza prasa głosi, że są tacy, i to wcale liczni!) pragnący uczestniczyć w walnym zgromadzeniu. Wprawdzie rośnie popularność internetu jako narzędzia głosowania, niemniej wśród inwestorów indywidualnych nadal przeważa nieufność do elektronicznych środków komunikowania. Oraz niewiara, że ich uczestnictwo w walnym zgromadzeniu ma jakiekolwiek praktyczne znaczenie. Natomiast inwestorzy instytucjonalni chętnie wykonują swoje prawa za pośrednictwem internetu.

W Chinach nie wykształciła się jeszcze instytucja niezależnych członków rady. Nie ma procedur umożliwiających wybór rady nadzorczej w drodze głosowania oddzielnymi grupami. Lecz nie ma także akcji uprzywilejowanych pod względem siły głosu: na każdą przypada jeden głos. Tamtejsze giełdy i komisja papierów wartościowych podejmują starania na rzecz poprawy corporate governance nawet w dotychczasowych, niedoskonałych przecież ramach prawnych. Szanghajska giełda przyjęła zasady dobrej praktyki notowanych na niej spółek już w 2000 roku, czyli wcześniej, niż w Polsce podjęto prace nad kleceniem takich zasad…

Tekst ogłoszony 26 września 2005 r. w tygodniku Gazeta Bankowa