Archiwa tagu: FRC

“Napychali sobie gęby złotem” (jeszcze o Carillion)

• Upadek sporej spółki zachwiał branżą. Podważył zaufanie do giełdy, menedżerów, profesji audytorskiej, do państwowego nadzoru nad rynkiem kapitałowym.
• Odnotowano szokujące straty poniesione przez pracowników, akcjonariuszy, społeczeństwo. Oraz porażająco wysokie zadłużenie.
• Sprawą zajęły się komisje parlamentarne. Odkryto zadziwiająco niskie standardy i agresywną rachunkowość. Skonstatowano lekkomyślność piastunów spółki, ich niepohamowaną pychę oraz chciwość.
• Ustalono, że audytor diagnozował niezagrożoną kontynuację działalności spółki, kiedy ta spiralą korkociągu zmierzała już ku katastrofie.

Wzmianka o komisjach parlamentarnych świadczy, że – wbrew wielu podobieństwom – nie chodzi o Getback, spółkę zbyt blisko związaną z grupą trzymającą władzę, by powołano komisję sejmową śledzącą szaleńczy lot prezesa i rady nadzorczej ponad kukułczym gniazdem. Przedmiotem rozważań jest Carillion, brytyjski konglomerat budowlany, ponadto zajmujący się m.in. żywieniem dzieci w 218 szkołach, dbałością o czystość w szpitalach (11.500 łóżek), prowadzeniem 50 więzień, utrzymywaniem 50.000 domów dla personelu wojskowego. Do katastrofy doszło w styczniu, boleśnie i niespodzianie (pisałem o tym w tym miejscu 3 marca). Wyparowały ogromne pieniądze: w chwili upadku zadłużenie firmy wyniosło 7 miliardów GBP. Stanęły inwestycje w kraju i za granicą, w tym objęte kontraktami rządowymi. Dziesiątki tysięcy zatrudnionych straciły pracę.

Rada dyrektorów starała się stworzyć wrażenie, że jest godną współczucia ofiarą rynkowej zawieruchy, nieprzewidzianych wypadków i zbiegów okoliczności. Wypłacano sobie sute premie. Utrata przez spółkę wypłacalności była dla jej piastunów niemiłym zaskoczeniem. „Napychali sobie gęby złotem” – obrazowo stwierdził jeden z członków Izby Gmin. Parlamentarzyści krytykowali zbutwiałą kulturę korporacyjną bankruta. Oraz rząd – za brak decyzyjności i odwagi stawienia czoła niedostatkom regulacji. Zanosi się na dyskwalifikację menedżerów- krętaczy, pozbawienie ich zdolności do pełnienia funkcji zarządczych i nadzorczych.

Upadek spółki najbardziej zaboli audytorów – pasożytujące na bankrucie firmy Tłustej Czwórki. „To haniebny przykład, jak nasz kapitalizm działa pod cieplutką kołderką audytorów grzęznących na każdym kroku w konflikcie interesów” – mówiono w badających przypadek komisjach Izby Gmin. KPMG niedbale „badała” finanse konglomeratu przez 19 lat, otrzymała 29 mln GBP. Audytorzy nie okazali profesjonalnego sceptycyzmu wobec osobliwej rachunkowości spółki. EY zgarnęła 10,8 mln GBP za 6 miesięcy „doradztwa” na drodze do katastrofy. Deloitte zarobiła 51,2 mln GBP za wsparcie audytu wewnętrznego, doradzając w sprawach kontroli finansów i zarządzania ryzykiem. PwC – jedyny potentat, który ustrzegł się konfliktu interesów, wykazał należytą staranność w wystawianiu faktur. Wyznaczony administratorem upadłego, wystawił je na 21,1 mln GPB, otrzymując 8,5 mln GBP od spółki, 6,5 mln GBP od rządu 6,1 mln GBP od systemów emerytalnych.

Audytorzy wywołali oburzenie komisji parlamentarnych. Zarzucono im pasożytnictwo, stawianie własnych profitów ponad losy spółek, które byli zobowiązani zbadać pod mikroskopem. Padły słowa o kabale czwórki wielkich audytorów, o ich współwinie za katastrofę, o potrzebie ich „złamania” (Big Four need to be broken up). Brytyjski rynek audytu określono jako klub dbający o własną wygodę i niezdolny do wykazywania niezbędnej niezależności. Skrytykowano Financial Reporting Council za poważne zaniedbania nadzoru nad profesją. Podniesiono, że spośród spółek z indeksu FTSE 100 tylko jedna nie jest audytowana przez Tłustą Czwórkę. Sprawę polecono uwadze brytyjskiego urzędu antymonopolowego – Competition & Market Authority. Stwierdzono, że kolejny przypadek na wzór katastrofy Carilliona może wydarzyć się ponownie – i to szybko; że brytyjski rynek jest zbyt cenny, by pozostawić go w rękach krętaczy; że zapewne tyka pod nim wiele takich bomb z opóźnionym zapłonem. Lecz za mocnymi słowami rzadko podążają mocne czyny…

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 11 czerwca 2016 r.
Czytaj także:
2018.03.03 Carillion: corporate governance na opak

Carillion: corporate governance na opak

Wielka Brytania bywa stawiana za wzór państwa z poważnym podejściem do wyzwań ładu korporacyjnego. Trwa właśnie dyskusja nad projektem głębokiej reformy UK Corporate Governance Code. Tym większe poruszenie wywołał nieoczekiwany upadek potentata: w połowie stycznia Carillion, drugi z największych konglomeratów budowlanych na Wyspach, wszczął procedurę likwidacji. Dla opinii publicznej był to grom z jasnego nieba („a bolt from the blue”). Niepokój budzą katastrofalne następstwa dla gospodarki brytyjskiej: Carillion był w trakcie realizacji 450 kontraktów w samym tylko sektorze publicznym, pozostawił 1,3–1,7 mld GBP długu, nie licząc deficytu w pracowniczym funduszu emerytalnym. Zagrożonych zostało 43 tysiące miejsc pracy (w tym blisko 20 tysięcy w Wielkiej Brytanii) i 30 tysięcy firm kooperujących z konglomeratem. Według pesymistycznych szacunków czarna dziura w pracowniczym funduszu emerytalnym może wynieść nawet 2,6 mld GBP. 28.500 uczestników funduszu może jednak liczyć na wypłatę 90% oszczędności z rządowego Pension Protection Fund.

W obliczu katastrofy wszyscy nagle zmądrzeli. Premier Therese May powtarza zapowiedź, że „pozbawieni skrupułów menedżerowie” będą puszczani bez skarpetek po zapłaceniu miliardowych kar. Regulator, Financial Reporting Council, zapowiada wszczęcie dochodzeń, także wobec KPMG – audytora spółki w ostatnich latach, który lekceważył rosnące zadłużenie w budżecie firmy i jej funduszu emerytalnym. Opinia publiczna oburza się na menedżerów, pobierających ogromne wynagrodzenia. Oraz na akcjonariuszy, pasionych dywidendami (76,8 mln GBP za 2015 r., 78,9 mln GBP za 2016 r.). Zadawane są pytania, co robiła rada dyrektorów.

BBC usiłowała przeprowadzić na ten temat wywiad z baronessą Sally Morgan of Huyton, zasłużoną działaczką Labour Party nagrodzoną i pompatycznym tytułem, i licznymi nadaniami stołków w radach dyrektorów. W radzie Carillion baronessa dzierżyła funkcję senior independent director. Lecz ornamentariuszka nie miała nic do powiedzenia, ponieważ – jak stwierdziła – jest w radzie dopiero od pół roku… Zasiadała w komitetach audytu, rzetelności biznesowej (business integrity), nominacji, wynagrodzeń i sustainability. W Southern Cross Healthcare pracowała (?) w radzie dyrektorów przez 6 lat i też mogła być zaskoczona niewypłacalnością firmy. Inną kobietą w radzie Carillion jest Alison Horner, kadrowa (Chief People Officer) w Tesco. Szef rady dyrektorów Philip Green doradzał nieszczęsnemu Davidowi Cameronowi w sprawach odpowiedzialności biznesu (!). W radzie Carillion było pięcioro biegłych (!!). Jakże takiej spółce nie zaufać?

Ponieważ kręgi takich afer rozchodzą się daleko, Andrew Dougal szefujący przez 6 lat komitetowi audytu w radzie Carillion, został wzięty na celownik przez wpływową organizację doradzającą rynkowi w sprawach kadrowych, Institutional Shareholder Services. Zabiega on właśnie o reelekcję do rady dyrektorów producenta polimerów Victrex, a ISS zaleca akcjonariuszom wstrzymanie się od głosu nad jego kandydaturą.

Carillion wygrywał kontrakty przedstawiając najtańsze oferty, kalkulowane poniżej kosztów. Realizacje były rozciągnięte na lata, nawet dekady. Liczono, że zyski przyjdą z czasem. Tymczasem wykazywano wysoką (4%) rentowność. Chyba w siedzibie koncernu w Wolverhampton nie studiowano przypadku Polimexu Mostostalu. Nie znali go także kolejni audytorzy bankruta: PwC, EY, a od 2014 r. KPMG. Ostatnia opinia, za rok 2016, jest czysta. Nie stwierdzono podstawowych ryzyk, firmie nic nie zagraża co najmniej do 2019 roku (a później będą kolejne faktury). Niedługo potem spółka ogłosiła ostrzeżenie co do swojej przyszłości. Teraz audytor tłumaczy, że nie ma szklanej kuli. Ponieważ KPMG ma aktualnie na sumieniu także inne afery, zapowiada się ciekawie. Ale podnosi się, że szykujące się rozprawy z potentatem audytu towarzystwo z FRC to weterani z banków pogrążonych w kłopotach, oraz biegli, którzy odeszli z zawodu, bo mają wiele za uszami.

W spółce i wokół niej trwała wojna postu z karnawałem. Co czwarta akcja koncernu uczestniczyła w operacjach krótkiej sprzedaży. Carillion chętnie odraczał zleceniodawcom terminy płatności. Menedżerom płacono kwoty nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do ich osiągnięć. Były CEO Richard Howson otrzymał w ubiegłym roku 1,5 mln GBP, a w bieżącym miał otrzymać jeszcze 600.000 GBP. Długa jest zresztą lista tłustych kotów. Nie kwapiono się ze zwrotem niesłusznie pobranych bonusów. Aż 15 stycznia przyszła plajta.

Tekst ogłoszony 26 lutego b.r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET