Archiwa tagu: giełda

Fundusz Inwestycji Kapitałowych to “Plan Zdzisława” do sześcianu

  • To nie jest, wbrew mediom, rozgrywka między rządzącymi, to rozgrywka przeciwko rynkowi kapitałowemu, kapitalizmowi, demokracji;
  • Rząd zabutelkował swoją „prawdę”, że własność państwowa jest lepsza od własności prywatnej;
  • Zamierza powołać fundusz mający wykupywać akcje spółek ze swoim udziałem, po dobroci lub przez wyciskanie;
  • Jeżeli współżycie państwa z innymi inwestorami napotyka w spółkach trudności, lepiej te spółki sprywatyzować do końca niż do końca nacjonalizować!

Dobra wiadomość: nareszcie zapadnie decyzja ważna dla gospodarki. Zła wiadomość: będzie to decyzja fatalna. Chodzi o zmianę zasad zarządzania majątkiem państwowym, planowane powołanie państwowego Funduszu Inwestycji Kapitałowych, zasilanego m.in. dywidendami ze spółek z udziałem Skarbu Państwa, a zajmującego się wykupywaniem akcji tych spółek z rąk inwestorów innych niż państwo i jego agendy, po dobroci albo w formie wyciśnięcia.

Dobra wiadomość: czyli będą dywidendy, przynajmniej mają być. Zła wiadomość: dywidenda jest produktem podziału zysku, a w spółkach z udziałem państwa zysku do podziału może nie być, są one źle zarządzane i trwonią pieniądze akcjonariuszy na bezsensowne wydatki związane z finansowaniem kampanii nienawiści (do sędziów, Niemiec lub do opozycji), „patriotycznych” fundacji, „niepokornych” mediów, swojskich kongresów, (po)słusznych związków zawodowych, różańców, świątyń, objawień. „Dobra zmiana” nie ustaje w czystkach, w osadzaniu na posadach swoich ludzi (kiedyś zwałem to „alotażem”, dzisiaj mówi się o „PiSiewiczach”) o skromnych kwalifikacjach. Wcześniej minister od zawierzania energetyki Matce Boskiej zapowiadał koniec dywidend, premier opowiadał bajki o kwotach wyprowadzanych z Polski tytułem dywidend…

Dobra wiadomość: państwo pragnie przejąć odpowiedzialność za spółki ze swoim udziałem. Zła wiadomość: państwo tego nie potrafi, działa obecnie w interesie PiS, nie spółek, rynku, Polski. Wykupić akcjonariuszy spółek z udziałem państwa – to odwrócić prywatyzację, ściągnąć te spółki z giełdy (która jakże uwiera rządzących!), wygasić rynek kapitałowy, zapewne po to, by później przystąpić do zwalczania własności prywatnej, wolnego rynku, demokracji. Od nastania „dobrej zmiany” GPW spychana jest na margines, zagrożona obumarciem. Nie tylko zapowiedziano koniec prywatyzacji, także otrąbiono krucjatę na rzecz nacjonalizacji, co grozi katastrofą. Ile od początku „dobrej zmiany” straciły na wartości spółki z udziałem Skarbu Państwa? Dla przykładu: o ile spadła kapitalizacja „zrepolonizowanego” Banku Pekao SA? Jak wyglądają rządy państwa w spółkach świadczą przypadki LOT, Poczty Polskiej, PKP…

Dobra wiadomość: przejęcie przez państwo spółek mających teraz także innych akcjonariuszy pozwoli skoncentrować wszystkie siły na twórczej realizacji wielkich zamierzeń premiera: miliona samochodów elektrycznych, promów, dronów, itp. Zła wiadomość: to bzdury, androny; symbolem współczesnej rzeczywistości gospodarczej jest „stępkopodobny” (albo i nie) kawałek metalu rdzewiejący w „stoczniopodobnym” (ale raczej nie) przedsiębiorstwie w Szczecinie. Niektórzy podpowiadają, że Skarb Państwa czeka z wykupem akcji drobnych inwestorów w spółkach ze swoim udziałem, aż kursy akcji ustabilizują się w pobliżu dna, lub poniżej – wtedy dokona „repolonizacji”.

Dobra wiadomość: giełda służy temu, by spółki mogły rozwijać się za cudze pieniądze. Zła wiadomość: spółki z udziałem Skarbu Państwa nie rozwijają się. Znacjonalizowane, będą one pogrążać się w mroku za pieniądze podatników. Już nie od dzisiaj są to antyrynkowe mutanty służące politykom, nie rynkowi. Nazywam je „blue cheats”, ponieważ państwo – inwestor wcale niekoniecznie większościowy – lekceważy głos pozostałych akcjonariuszy, działa na ich niekorzyść, oszukuje na pieniądzach.

Fundusz Inwestycji Kapitałowych może okazać się narzędziem realizacji „Planu Zdzisława” na ogromną skalę, pogromu własności prywatnej, zniszczenia i zaorania rynku kapitałowego. Jego patronem mógłby zostać obwołany Hilary Minc, który już w późnych latach 40-tych i wczesnych 50-tych ub. w. przeprowadził Polskę z kapitalizmu do socjalizmu, o co i teraz chodzi. Przesadzam? Ależ przesada bywa dopuszczalna, kiedy ilustruje punkt widzenia! Mój punkt widzenia zakłada prymat prywatyzacji nad nacjonalizacją. Rozumiem racje stojące za „repolonizacją” Banku Pekao SA: ileż tam posad, bonusów dla PiSiewiczów „dobrej zmiany”! Ale nie rozumiem uporu, z jakim państwo rzuciło się do odzyskiwania kolejek linowych i przepłacenia za nie sum wyższych niż Kasprowy. Do dzisiaj utajnionych, zapewne ze wstydu za niegospodarność. A może kryje się za tym kolejna z afer PiS? Dziwne, że opozycja nie drąży tego tematu. Życzyłbym sobie opozycji bardziej totalnie totalnej.

Czytaj także:

2017.01.21 Dlaczego nie inwestuję w spółki z udziałem Skarbu Państwa?

2016.12.10 A teraz sprywatyzujcie Bank Pekao SA przez giełdę!

2016.09.24 Jak Krzysztof Tchórzewski psuje spółki, rynek i państwo

 

 

 

Kiedy papiery były wartościowe… [2011]

Leszek Koziorowski, Akcje notowane na warszawskiej giełdzie do 1939 roku, Warszawa 2010, s. 198.
W roku uroczystych obchodów XX-lecia Giełdy Papierów Wartościowych warto przypomnieć jej prahistorię. Sięga ona czasów Księstwa Warszawskiego. 12 kwietnia 1817 r. powołano Giełdę Kupiecką w Warszawie. Rozpoczęła ona działalność 12 maja 1817 r., kiedy ustalono, że jej posiedzenia odbywają się codziennie od 12 do 13, kursy weksli ustala się w poniedziałki i czwartki, zaś kursy towarów w środy. Pierwszy papier wartościowy, list zastawny świeżo powstałego Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Warszawie, został odnotowany w cedule giełdowej 23 października 1826, natomiast akcje weszły szerzej do obrotu pod koniec XIX wieku.

Pierwsze akcje wprowadzono na cedułę (ponieważ w rzeczywistości nie handlowano nimi) w kwietniu 1840 r. Były to papiery „na koley żelazną na Wiedeń”. Wykreślono je z ceduły w 1844 r., pojawiły się na niej ponownie w 1859 r., obracano nimi do 1912 r. Rozwój giełdy nastąpił w okresie po powstaniu styczniowym, w dobie pracy organicznej, twórczego pozytywizmu. Gospodarka rozwijała się, budowano linie kolejowe, zakładano banki (Bank Handlowy w Warszawie SA tytularnie działa do dzisiaj). 24 października 1872 r. doszło do reformy instytucji, zwanej odtąd Giełdą Warszawską i przybierającej charakter izby gospodarczej ziem zaboru rosyjskiego. Pierwszym prezesem Komitetu Giełdowego Warszawskiego został Leopold Kronenberg, jedyny z finansistów tamtych czasów zachowany w powszechnej pamięci. Na parkiecie pojawiły się akcje kolejowe i bankowe, a także przemysłowe (cukrownie, zakłady metalowe i górnicze, fabryki włókiennicze i inne). Prócz spółek krajowych, tu działających i kontrolowanych przez tutejszy kapitał, w Warszawie notowano także akcje ważnych spółek rosyjskich.

Giełda rozwijała się do wybuchu I wojny światowej. Służyła spółkom do pozyskiwania kapitału, niekiedy w znacznych kwotach. Samorzutnie pojawiły się prospekty emisyjne. Pierwszym był mieszczący się na jednej stronie dokument Towarzystwa Akcyjnego Fabryki Mebli Giętych „Wojciechów” (17 listopada 1894 r.) Po wybuchu wojny notowania zawieszono; wznowiono je w 1921 r. Obroty rosły do roku 1923, Wielki Kryzys doprowadził do wycofania z obrotu licznych spółek, giełda przechodziła zmienne losy, aż nadszedł wrzesień 1939 r.

Legenda o rozwijającym się przez ponad stulecie warszawskim rynku giełdowym jest może piękna, ale nieprawdziwa. Był to prowincjonalny parkiet – hen!, na obrzeżach Europy; bliżej mu było do klepiska. Omawiane dzieło zawiera mnóstwo interesujących danych, rzuca jasne światło na przeszłość naszego rynku, ale też mimochodem ujawnia ważną rzecz: prawdziwy rynek kapitałowy mamy dopiero dzisiaj! Podczas wojny archiwum giełdy spłonęło, po wojnie długo nikt nie podejmował starań ku odtworzeniu jej historii, aż dokonał tego pasjonat, acz nie amator, mec. Leszek Koziorowski, autor wydanego niedawno imponującego albumu „Akcje notowane na warszawskiej giełdzie do 1939 roku”. Pasjonat, bo wybitny znawca i kolekcjoner historycznych papierów wartościowych, prezes Stowarzyszenia Kolekcjonerów Historycznych Papierów Wartościowych (www.historycznepapiery.pl). Nie amator, bo znany i ceniony prawnik, autorytet w dziedzinie prawa rynku kapitałowego i papierów wartościowych. Opracowanie albumu wymagało wielkiej wiedzy, mnóstwa czasu, a także szaleństwa (na temat zaangażowanej w przedsięwzięcie dawki tego ostatniego nie wypowiadam się, bo rzecz przekracza granice mojej wyobraźni). Dzięki wysiłkom Autora udało się zrekonstruować najważniejsze fakty i daty z dziejów rodzimego rynku papierów wartościowych. Pozycję otwiera zwięzły wstęp, z którego zaczerpnąłem kilka przytoczonych wyżej ciekawostek. Dużą wartość ma katalog z nazwami i latami notowań na warszawskiej giełdzie wszystkich spółek, które przewinęły się przez nią do 1939 r. Najważniejszą częścią albumu są reprodukcje wybranych akcji (towarzyszą im arcyciekawe noty o emitentach). Młodszej generacji Czytelników warto może w tym miejscu przypomnieć, że akcje nie były jeszcze zdematerializowane, miały realną postać papierową, a ich grzbiety – nierzadko projektowane przez wybitnych artystów – bywały pełnymi dziełami sztuki.

Album jest, niejako przy okazji, wartościowym przyczynkiem do dziejów grafiki użytkowej na ziemiach polskich. Ale przede wszystkim – cennym źródłem historii rodzimego rynku. Współcześnie, w epoce obrotu zdematerializowanego, często nie pamiętamy, że papier wartościowy niegdyś naprawdę bywał papierem, a nierzadko wartościowym był podwójnie: nie tylko projekty akcji wychodziły z pracowni uznanych artystów, także towarzysze sztuki drukarskiej potrafili stawać na wysokości zadania. Akcje na okaziciela można było okazać. O spółkach jednoosobowych nikt nie słyszał. Arką Przymierza między dawnymi i nowymi laty jest Bank Handlowy w Warszawie SA, notowany na warszawskiej giełdzie w latach 1870-1939 i ponownie od roku 1997. Album zawiera reprodukcję jego akcji XVI emisji z 1936 r., graficzne mniej efektownej od akcji z XIX w., najczęściej dwujęzycznych, niekiedy prócz rosyjskiego i polskiego zawierających także tekst w języku niemieckim. Po odzyskaniu niepodległości rosyjski zniknął z grzbietów akcji, niekiedy pojawiał się natomiast język francuski (i/lub angielski). Reprodukcje dowodzą, jak intensywnie akcje żyły, opieczętowywane stemplami wykonania praw poboru kolejnych emisji. Widujemy na nich także pieczątki o treści smutnej: „ZAREJESTROWANO na zasadzie dekretu z dn. 3/II 1947 (Dz. U. R. P. Nr 22 poz. 88)”. Nic z tej rejestracji nie wynikło…

Album jest dwujęzyczny, cały tekst został zamieszczony także w tłumaczeniu na angielski. Nasz rynek księgarski przeżywa niespotykany dotąd kryzys, handluje się najchętniej głupotami, więc zainteresowanym podaję do wiadomości, że opus Leszka Koziorowskiego mogą nabyć w internecie (np. pod adresem www.domel103.pl, www.wcn.pl oraz za pośrednictwem Allegro), w Warszawskim Centrum Numizmatycznym przy ul. Hożej, a także w niektórych salonach Empik.

Tekst został ogłoszony w nr 1/25/2011 kwartalnika Przegląd Corporate Governance

Praktyczny przewodnik [2009]

Praca zbiorowa ekspertów BDO: Droga na giełdę. Jak przygotować spółkę do emisji publicznej. Wydawnictwo Difin 2008. S. 544.

Książka omawia polski rynek kapitałowy, konsekwencje decyzji o wprowadzeniu spółki na giełdę, wymagania, obowiązki i koszty związane z obecnością na parkiecie (w tym prawa i obowiązki akcjonariuszy spółki publicznej), drogę na giełdę – krok po kroku, postępowanie spółki po upublicznieniu, alternatywny system obrotu (ASO) – rynek New Connect, opcje menedżerskie, spółki zagraniczne notowane na GPW w Warszawie, wreszcie – zawieszenie obrotu papierami wartościowymi emitenta oraz wykluczenie akcji spółki z obrotu giełdowego.

Przewodnik jest bogato udokumentowany licznymi studiami lub omówieniami przypadków z praktyki. Prezentacji raportów okresowych towarzyszą przykłady omawiające zawartość raportu kwartalnego Dom Development (I kwartał 2007), półrocznego TVN (I półrocze 2006) i rocznego Comarchu (2006). Omówieniu obowiązków spółek i ich akcjonariuszy towarzyszą przykłady kar nakładanych przez KNF. Wywód na temat informacji poufnych, ich definicji i zakazu wykorzystywania został zilustrowany przykładem, jak Agora przeciwdziała wykorzystywaniu informacji poufnych.

Najobszerniejszy (s. 207-303) podrozdział „Jak napisać prospekt emisyjny” zawiera liczne przykłady: prezentacja wybranych danych finansowych LC Corp, opis historycznych oraz bieżących inwestycji J.W. Construction Holding, przegląd sytuacji operacyjnej i finansowej Petrolinvestu, opis zasobów kapitałowych Dom Development, opis strategii badawczo-rozwojowej oraz patentów i licencji posiadanych przez HTL-Strefa, opis strategii badawczo-rozwojowej Makarony Polskie za okres objęty historycznymi informacjami finansowymi oraz informacje w prospekcie dotyczące patentów i licencji posiadanych przez spółkę, informacje o tendencjach zamieszczone w prospekcie emisyjnym przez PolRest, prognoza wyników zamieszczona w prospekcie emisyjnym przez Makrum, konflikt interesów w przypadku Budvaru Centrum, przypadek Rainbow Tours – przedłużenie terminu oferty publicznej z powodu dużej ilości tanich akcji w ramach programu menedżerskiego, przykłady oświadczeń o kapitale obrotowym J.W. Construction Holding i Emperia Holding, oświadczenie o kapitalizacji i zadłużeniu eCardu, kapitał własny i zadłużenie Cinema City International N.V., przykłady Makrum, LC Corp, Petrolinvestu, Astarty Holding N.V. i Budvaru Centrum jako spółek o złożonej historii finansowej (ta ostatnia występuje także jako obszernie omówiony przykład przeglądu sytuacji operacyjnej i finansowej spółek), przykład Europejskiego Funduszu Hipotecznego wychodzącego z akcji Żurawi Wieżowych przed upływem okresu obowiązywania deklaracji o lock-up.

Omawiając postępowanie prospektowe przed KNF, Autorzy przytaczają przypadki Atlantisu, Fonu, Internet Group, ES System i Arcusa. Temat raportu analitycznego sporządzonego przez analityków finansowych na temat spółki zmierzającej na giełdę udokumentowany został przykładami IPO Graala i Polmosu Białystok. Prawa do akcji to przypadek wpadki Sfinksa, a wypełnianie obowiązków informacyjnych i polityka informacyjna spółki to „przypadek Biotonu – drastyczny spadek kursu akcji po publikacji gorszych od przewidywań wyników finansowych”. Fragment dotyczący pozyskiwania kapitału po debiucie na giełdzie zilustrowany został przykładem Krakchemii: „Czy można zadebiutować na giełdzie 2 razy?”.

W rozdziale o opcjach menedżerskich znajdziemy case studies Eurocashu, Kęt, Polish Energy Partners (PEP), MCI Management i Polimexu Mostostalu. W rozdziale na temat notowanych na GPW spółek zagranicznych omówiono przykłady ACE – Automotive Components Europe, Immoeast AG, Astarty Holding i Cinema City International. Na koniec, rozdział o zawieszeniu i wykluczeniu spółki z obrotu przynosi przykłady Elektrimu, Dębicy (jeszcze nie doszło do zawieszenia notowań ani wycofania spółki z obrotu), Elektromontażu Export, JC Auto (fuzja z Inter Cars) i Pratermu (możliwe wycofanie w związku z ograniczoną płynnością na giełdzie).

Sporządziłem powyższy spis casusów (tuszę, że kompletny), by wskazać, jak bogato udokumentowane są poszczególne partie przewodnika. Chociaż jest on dziełem zbiorowym (Autorzy nie zostali ani przypisani do napisanych przez siebie rozdziałów, ani nawet ujawnieni), praca jest zwarta: czytelnik nie odnosi wrażenia, iżby miał do czynienia ze składanką. Ryzyko Autorów (i czytelników) polega na tym, że niektóre partie wywodu szybko tracą aktualność w związku ze zmianami regulacji. Niebawem po ogłoszeniu przewodnika weszło w życie (15 marca 2009 r.) rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 19 lutego 2009 r. w sprawie informacji bieżących i okresowych przekazywanych przez emitentów papierów wartościowych oraz warunków uznawania za równoważne informacji wymaganych przepisami prawa państwa niebedącego państwem członkowskim, zastępujące rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji bieżących i okresowych przekazywanych przez emitentów papierów wartościowych. Jak trudno zresztą nadążyć za zmianami stanu prawnego niech świadczy, że najnowsze rozporządzenie wymaga nowelizacji w związku z wejściem w życie z dniem 3 sierpnia 2009 r. niektórych przepisów ustawy z dnia 5 grudnia 2005 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz ustawy o obrocie instrumentami finansowymi.

W omawianej książce dotkliwie brakuje indeksu rzeczowego. Wprawdzie spis i kompozycja treści są szczegółowe, dobrze ułożone, lecz za indeksem przemawia mnogość i użytych w tekście terminów, i przytoczonych casusów. Trudno uwierzyć, by tak wnikliwa i obszerna praca powstała na podstawie tak skromnej bibliografii, wykazującej raptem kilka książek i dwadzieścia kilka artykułów, wyłącznie z prasy codziennej. Są też błędy. Autorzy piszą o „wirtualnym” walnym zgromadzeniu, co jest nieporozumieniem. Walne zgromadzenie (nie WZ Akcjonariuszy, to pomyłka) nie może odbywać się w przestrzeni wirtualnej. W konkretnym, ściśle oznaczonym miejscu, otwartym dla akcjonariuszy rejestrujących się na zgromadzeniu, musi przebywać przynajmniej przewodniczący WZ i notariusz protokołujący uchwały, a nadto – postuluję! – członkowie zarządu i rady nadzorczej. Natomiast akcjonariusze fizycznie nieobecni w tym miejscu mogliby uczestniczyć w WZ za pośrednictwem internetu (z małej litery, bo też po co z dużej?). Poprawnie byłoby więc pisać o „elektronicznym” lub „internetowym” walnym zgromadzeniu (np. s. 439).

W polskich usiłowaniach ku opracowaniu dobrych praktyk spółek publicznych uczestniczyłem od początku, ale dopiero teraz dowiaduję się, jakoby „w 1998 roku Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie … wyszła z inicjatywą opracowania zasad ładu korporacyjnego do (? – asn) spółek, których akcje notowane są na giełdzie”. Komitety audytu zostały wprowadzone już przez Dobre praktyki 2005 (zasada 28), nie dopiero przez Dobre praktyki 2008 (s. 441). Lecz to w istocie drobiazgi. Książka kosztuje (aż) 150 zł. Trudno – powinien ją mieć każdy praktyk rynku kapitałowego.

Notatka ukazała się w nr 1/17/2009 kwartalnika Przegląc Corporate Governance.

Miejsce, gdzie się krzyczy [2003]

Wysokie płace menedżerów wymagają przyzwolenia akcjonariuszy. A co z przyzwoleniem społeczeństwa?

W jednym z filmów Woody Allen wyznaje, że jego ulubiona liczba to „dużo”. Podobne upodobania ma wielu menedżerów. Nie chodzi o zyski spółek, którymi zarządzają, a o płace, jakie pobierają. Zyski są takie sobie, o ile w ogóle są, za to płace rosną bez umiaru. Menedżerowie zarabiają dużo. Zdaniem wielu – skandalicznie dużo. Wysokość ich wynagrodzeń tylko pozornie jest sprawą między nimi a akcjonariatem. Tylko pozornie akcjonariat spółki może dysponować jej pieniędzmi, jak tylko mu się podoba. Na spółce ciąży bowiem odpowiedzialność wobec społeczeństwa, a społeczeństwo jest bardzo wrażliwe w kwestii płac menedżerów. Czy jednak można zmieścić je w ludowych kanonach sprawiedliwości, słuszności i prawości? Jest to co najmniej wątpliwe.

Przykładem jest przypadek Richarda Grasso, szefa nowojorskiej giełdy, który ustąpił w niesławie, kiedy ujawniono, że jego tegoroczne zarobki zamkną się kwotą ok. 140 milionów dolarów. Szeroko cytowana jest wypowiedź skarbnika Kalifornii, jakoby płaca Grasso była niegodziwie zawyżona, skoro przeciętny Amerykanin musiałby pracować na nią przez 5200 lat po 40 godzin tygodniowo. Jest to przykład skrajnej demagogii. Mniejsza, że gdyby skarbnik Kalifornii zapoznał się wnikliwie z sytuacją finansową jego własnego stanu, zapewne odeszłaby go ochota na komentowanie czegokolwiek. Mniejsza, że prezes nowojorskiej giełdy zapewne pracuje więcej, niż 40 godzin tygodniowo. Chodzi o to, że porównywanie zarobków prezesa giełdy, aczkolwiek nadmiernie wysokich, ze stawką godzinową przeciętnego Amerykanina nie ma żadnego sensu. Przeciętny Amerykanin nie zostanie prezesem giełdy. To jest praca dla osób nieprzeciętnych.

Skandal wcale nie polega na tym, że szef najważniejszej giełdy świata zarabia wielekroć więcej od przeciętnego Amerykanina. Rozpiętość między płacami pracowników i szefów wciąż rośnie. W roku 1980 prezes spółki przeciętnie zarabiał 40 razy więcej od swoich pracowników. Dzisiaj mnożnik wynosi 400. W przypadku największych spółek bywa on znacznie wyższy. Budzi to kontrowersje, często nie w spółce, ale wokół niej. Społeczeństwo niepokoi się spiralą plutokracji: rosnąca władza prezesów kreuje ich bogactwo, zaś bogactwo umacnia ich władzę, wyzwala ją spod nadzoru.

Skandal polega na tym, że wynagrodzenia menedżerów bywają ustalane przez ludzi od nich zależnych. Grasso miał znaczny wpływ na skład komisji do spraw wynagrodzeń, która w bieżącym roku przyznała mu aż 188 milionów dolarów. Zapewne prezes uznał, że przeciągnięto strunę, skoro sam zrezygnował z 48 milionów. Lecz jakże zwyrodniała jest sytuacja, w której prezes spółki decyduje o składzie rady nadzorczej, przed którą w założeniu odpowiada! Na całym świecie giełdy stawiają notowanym na nich spółkom wysokie, coraz wyższe wymagania dotyczące corporate governance. Zarazem same giełdy nie są matecznikami porządku korporacyjnego. Giełdy stanowczo domagają się, by w radach nadzorczych spółek przybywało członków niezależnych i rosło ich znaczenie. Lecz rady nadzorcze giełd niekoniecznie dają dobry przykład.

Cały współczesny świat zmierza w stronę corporate governance, ale nie wszystkie rynki zmierzają w tym samym tempie, ani nie wszystkie zmierzają do tego samego celu. Nie ukształtował się jeszcze powszechny standard w kwestii ujawniania wynagrodzeń menedżerów. Niektóre rynki przyjęły zasadę, że ujawniać trzeba jak najwięcej, z kwotami i szczegółami. Gdzieniegdzie stoi się na stanowisku, iż wystarczy ujawnić wysokość łącznych zarobków zarządu, a także rady nadzorczej; jest to praktyka minimalistyczna, na dłuższą metę nie do utrzymania. Zapewne najważniejsze byłoby odsłonięcie mechanizmów ustalania wynagrodzeń członków zarządu i rady nadzorczej, ale nie wszystkie spółki dopracowały się już mechanizmów na tyle przemyślanych i dojrzałych, by gotowe były je odsłaniać.

Spółkom powinny przyjść z pomocą giełdy. Stara francuska definicja głosi, iż giełda jest miejscem, gdzie się krzyczy. Wprawdzie większość giełd przeszła na system handlu elektronicznego, ale na NYSE wciąż zawiera się transakcje metodą „open–outcry”, czyli „na krzyk”. Dzisiaj technika pozwala na handlowanie po cichu. Krzyczeć należy w sytuacjach, kiedy na rynku dzieje się niedobrze, gdy naruszane są kanony corporate governance, co bardzo często prowadzi do pokrzywdzenia akcjonariusza. Współczesne giełdy oferują parkiet, na którym można mieszać papierami, ale nie oferują swoim rynkom ani dobrego przykładu, ani autorytetu.

Nowy, tymczasowy prezes NYSE zarobi na tej posadzie jeden dolar rocznie. Nie jest to przykład wart polecenia spółkom jako wzór do naśladowania. Muszą one same wypracować zasady wynagradzania swoich zarządów i rad nadzorczych. Nie wystarczy znaleźć dla tych zasad aprobatę w gronie akcjonariuszy. Trzeba także szukać aprobaty społeczeństwa. Wcale nie będzie to łatwe.

Artykuł został ogłoszony 6 października 2003 r. w tygodniku Gazeta Bankowa. Wytłuszczenia współczesne.