Archiwa tagu: Kanada

O tłustych kotach i kotkach, czyli wynaturzeniach płacowych

  • Brytyjski CEO z FTSE 100 przez 29 godzin pracy zarabia roczną pensję statystycznego pracownika;
  • Akcjonariaty spółek przepłacających menedżerów daremnie buntują się przeciwko wynaturzeniom;
  • Nowe przepisy usiłują poskromić rosnącą różnicę między wynagrodzeniami menedżerów i pracowników;
  • Ostrzeżenie: niektóre zarobki są przeliczane z funtów szterlingów na złote, co grozi głęboką frustracją (nie dotyczy asystentek prezesa NBP!).

Brytyjskie High Pay Centre oblicza, że statystyczny CEO spółki z indeksu FTSE 100 już w piątek 4 stycznia 2019 r., w porze lunchu (Brytyjczycy spożywają go najczęściej ok. 13:00 GMT), czyli w trzeci roboczy dzień roku, zarobił równowartość rocznej płacy statystycznego pracownika zatrudnionego na Wyspach w wymiarze pełnego etatu. Prasa nazwała ten dzień obrazowym terminem Fat Cat Friday. Tłustymi kotami nazywano w latach dwudziestych XX wieku zamożnych Amerykanów łożących sute dotacje na rzecz partii politycznych. Termin odżył w latach 80-tych w Wielkiej Brytanii w odmiennym znaczeniu: tym razem chodzi o doskonale opłacanych menedżerów, przypominających tłuste koty leniwie wylegujące się na przypiecku, a kiedy stamtąd zostają strącone, spadają na cztery łapy.

Miło przez dwa i pół dnia pracy zarobić tyle, co inni w rok. Wspomniany statystyczny CEO zarabia ok. 3,9 miliona funtów szterlingów rocznie, czyli (przeliczając te kwotę na 12-godzinny dzień pracy) 1.020 funtów na godzinę. To o 11% więcej, niż przed rokiem. Ponieważ statystyczna średnia płaca to 29.574 funty, menedżer zarobił ją w ciągu 29 godzin. Czyli o 2 godziny wcześniej, niż przed rokiem. W Kanadzie, gdzie jest kilka stref czasowych, zegary chyba pędzą szybciej, ponieważ – jak donosi Financial Post najlepiej opłacany na tamtejszym rynku menedżer roczną średnią płacę zarobił już 2 stycznia w południe!

Już przed wielu laty mądry tygodnik The Economist diagnozował, że płace zarządzających to najpoważniejszy problem współczesnego kapitalizmu. Sytuacja dojrzewa do sprzeciwu akcjonariatów spółek przepłacających menedżerów. W 2018 r. protest ogarnął w Wielkiej Brytanii 63 wielkie spółki. Wielka centrala związkowa Trade Union Congress zdecydowanie wypowiada się za „sprowadzeniem płac na ziemię”. Skandal goni skandal. Jeff Fairburn z budowlanej firmy Persimmon otrzymał w ub. r. bonus w wysokości 75 milionów funtów (w naszej walucie byłoby to ponad 356 milionów złotych!). Spółka przeszła do porządku nad faktem, że 64% głosujących wypowiedziało się przeciw. Na pocieszenie podniesiono stawkę godzinową do 9 funtów. Wprawdzie prezes obiecywał, że „znaczną część” nagrody przeznaczy na cele charytatywne, ale tego nie uczynił. Słaba pociecha, że wyleciał z pracy. W Royal Mail ok. 70% głosów padło przeciw polityce wynagrodzeń, lecz wbrew temu prezes, Rico Back, otrzymał 2,7 mln GPB plus 6 mln GBP tytułem „złotego pożegnania” z funkcją w spółce zależnej.

Pay ratio, czyli stosunek wynagrodzeń szefa do pensji pracownika, wynosi obecnie 133. Taka poważna rozpiętość jest, w przekonaniu większości, nieuzasadniona. W Kanadzie to aż 197! W Wielkiej Brytanii statystyczny menedżer zarabia obecnie 386-krotność płacy minimalnej; to więcej, niż w USA, gdzie wskaźnik ten wynosi 312. High Pay Centre ma na to właściwe słowo: obscure (nieprzyzwoite).

Statystykom płacowym zazwyczaj towarzyszą dane ukazujące, o ile mniej kobiety zarabiają mniej od mężczyzn na takich samych stanowiskach. Spójrzmy na sprawę inaczej: według brytyjskiej prasy najlepiej zarabiającą kobietą świata jest Denise Coates szefująca rodzinnej firmie Bet365 w Stoke-on-Trent. Jej zarobki wynoszą 265 milionów funtów (w naszej walucie byłoby to ok. 1 miliard 258 milionów 750 tysięcy złotych. Jak wskazuje nazwa, firma prowadzi zakłady online przez cały rok na okrągło. Można postawić złamanego pensa na szansę przejęcia Wisły Kraków przez fałszywego królewicza z Kambodży.

1 stycznia weszły na Wyspach w życie przepisy wymagające od wszystkich notowanych spółek zatrudniających 250 osób uzasadniania różnicy między wysokością wynagrodzeń CEO i pracowników (pay gap). Chętnie poczytam, co też wymyślą. Zapewne niebawem pojawią się regulacje dotyczące składu komitetów wynagrodzeń w radzie dyrektorów: ile ma być w nim kobiet, ilu przedstawicieli mniejszości etnicznych, ilu pracowników.

Widziany z tej perspektywy, polski rynek prezentuje się ubogo. Pocieszające są tylko wysokie stawki oferowane asystentkom prezesa NBP. Na twisterze ktoś obliczył, że któraś z nich zarabia więcej, niż prezydent Francji. Wobec tego zadzwoniłem do przyjaciela w Paryżu z sondażowym zapytaniem, czy prezydent republiki nie zamieniłby się z asystentką na posady. Przyjaciel odpowiedział słynnym słowem generała Cambronne’a. Wynika z tego krzepiący wniosek, że pieniądze to jeszcze nie wszystko.

Czytaj także:

2000.03.06 Tłuste koty

2013.01.03 Od wypasionych do Oburzonych

Retention bonus: czym jest, czemu służy, jakie ma zalety i wady

Retention bonus (ang.) to potoczna nazwa nadzwyczajnej wypłaty dla menedżerów i /lub wartościowych specjalistów w celu zatrzymania ich na stanowiskach. Do takiej wypłaty, bądź obietnicy wypłaty, najczęściej dochodzi w sytuacjach, kiedy spółka wchodzi w ostry wiraż, jak głęboka restrukturyzacja, postępowanie układowe /upadłościowe, likwidacja. W czasach pomyślności odejścia menedżerów i /lub specjalistów nie bywają nagminne, a zastąpienie odchodzącego kimś równie wartościowym nie jest zadaniem niewykonalnym. W obliczu nadciągającego kryzysu, bądź w jego trakcie, menedżerowie i specjaliści są skorzy do paniki, obawiają się pociągnięcia do odpowiedzialności za rzeczywiste lub zmyślone przewiny, a także utraty reputacji; jedno i drugie zaciąży niekorzystnie na ich pozycji na rynku pracy. Lecz właśnie wtedy są oni szczególnie potrzebni spółce: znają jej przedsiębiorstwo, sytuację, pracowników, kontrahentów, urzędników skarbowych itd., są znani przez wymienionych, a często też darzeni szacunkiem i zaufaniem. W chwili, kiedy piętrzą się kłopoty, odejście doświadczonych menedżerów byłoby szczególnie bolesne, więc spółka bywa skłonna sięgnąć głęboko do kieszeni – i płacić ekstra premię za pozostanie na pokładzie.

Termin „retention bonus” nie jest w Polsce używany, ani znany, lecz nadzwyczajne wypłaty mające powstrzymać odejścia bywają praktykowane z zachowaniem szczególnej dyskrecji. Chodzi o to, aby o wypłatach dla niektórych nie dowiedzieli się ci, którzy zostali pominięci. I związki zawodowe, propagujące kanon powszechnej równości żołądków. Oraz tabloidy, skłonne robić z igły widły. Pouczające są przypadki zachodnich korporacji, które chociaż – przejrzyste, chętne do komunikowania się z otoczeniem – zostały surowo skarcone przez otoczenie za ujawnienie wypłaty retention bonuses.

Pisałem tu niedawno o Kanadzie, więc mam w pamięci tamtejsze przypadki. Najsłynniejszy dotyczy upadłości Nortel Networks. Największa w swoim czasie spółka na giełdzie w Toronto, zatrudniająca u szczytu powodzenia blisko 100 000 pracowników, reprezentująca kapitalizację przekraczającą trzecią część łącznej kapitalizacji wszystkich spółek notowanych w Toronto, w styczniu 2009 r. wystąpiła o ochronę przed wierzycielami w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, narażając swoich pracowników, uczestników zakładowego funduszu emerytalnego, akcjonariuszy i interesariuszy na straty liczone w miliardach USD. Kilkudziesięciu menedżerów związano na wiele lat ze spółką poprzez retention bonuses, co ułatwiło częściowe zmniejszenie owych strat poprzez upłynnienie znacznego majątku.

Najświeższy przypadek to Sears Canada Inc., lokalne ramię Sears Holding Corp. W czerwcu 2017 r. spółka wystąpiła o ochronę przed wierzycielami (co było zaskoczeniem chyba tylko dla jej audytora) i podjęła bolesną restrukturyzację; czy coś z niej wyjdzie, zdania są podzielone. 43 menedżerów i specjalistów otrzymało premie za kontynuowanie pracy dla bankruta. Wydano na to 7,6 mln USD. Wypłaty otrzymali także kierownicy ważniejszych sklepów. Pracownicy zostali na lodzie, czują się oszukani. Klienci są oburzeni. Zapowiadają, że nie będą odwiedzać sklepów Sears Canada (lecz czy jeszcze będą sklepy?). Politycy toną w populiźmie. Ich zdaniem, krzywdą emerytów i pracowników sycą się tłuste koty – bezczelni menedżerowie! Guy Caron, walczący o funkcję przewodniczącego New Democratic Party, domaga się zmiany prawa: w pierwsze kolejności, powiada, należy chronić pracowników. Wtóruje mu konkurentka do przywództwa partii, Niki Ashton: „Haniebne zachowanie Sears Canada dowodzi, że potrzebujemy zasadniczej zmiany sprawiedliwości ekonomicznej”. Przeżyłem cały PRL, mam sceptyczny stosunek do gadania o sprawiedliwości ekonomicznej.

Zamknięto 59 placówek handlowych. Pracę straci zapewne 2 900 osób. Menedżerowie, którzy doprowadzili spółkę do upadłości, otrzymują miliony. Nie jest to wszakże nagroda za wątpliwe przeszłe dokonania, ale zachęta do pracy nad ratowaniem marki, majątku spółki, kilkudziesięciu domów towarowych, sklepów i outletów. Media ekscytują się przypadkiem utraty stanowiska przez pracownika mającego na utrzymaniu chorego na Alzheimera. Lecz wypłata nie wzbudziła zastrzeżeń nadzorującego restrukturyzację Sądu Najwyższego Ontario. Zatwierdził on dla spółki Key Employee Retention Plan (KERP), czyli system wynagradzania kluczowych pracowników. Spółka zamierza jeszcze w tym roku wyjść spod ochrony sądowej. Jeżeli tak się stanie, również w tym wypadku pieniądze wydane z myślą o zatrzymaniu menedżerów w spółce będą dobrze wydane.

Czytaj także:
2017.07.10 Kanada pachnąca szwindlem – lecz czy to aby prawda?

Kanada pachnąca szwindlem – lecz czy to aby prawda?

Kanada jest jazzy! Ma uroczego premiera, a ten ma barwne skarpetki. Tegoroczny Canada Day (obchodzono 150-lecie państwowości) był nadzwyczaj kolorowy i radosny. Giełda w Toronto, o czym już chyba jedynie Wiesław Rozłucki pamięta, była pierwowzorem dla warszawskiej. Wreszcie – w Kanadzie inwestuje Warren Buffett. I tylko New York Times psuje dobry nastrój artykułem „Warren Buffet Invests in Canada, but Should You?” (7 lipca). Podpisała go Gretchen Morgenson, ceniona komentatorka rynku kapitałowego.

Kiedy w czerwcu Buffett nieoczekiwanie zainwestował jakieś 300 milionów USD w pogrążony w kłopotach omnibus finansowy Home Capital Group (depozyty, kredyty hipoteczne i ich underwriting, pożyczki, karty kredytowe), niektórzy inwestorzy mogli poczytać ten krok za dowód zaufania do kanadyjskich akcji. Niesłusznie – twierdzi Al Rosen, współzałożyciel (z synem Markiem) Accountability Research Corp. i ekspert forensic accountancy. Za jego opinią przemawia, że przewidział upadek kanadyjskiego telekomu Nortel Networks dwa lata wcześniej, nim do tego doszło (w 2009 r.). Tyle, że trafność wróżb na temat upadłości niczego nie dowodzi. Ja pięć lat wcześniej przewidziałem upadek Elektrimu, a nie mam się za wyrocznię.

Rosen zaleca inwestorom ostrożność w Kanadzie. Jest, wraz z synem, autorem dwóch pamfletów o tamtejszym rynku kapitałowym wydanych, oczywiście, przez własną firmę ARC. Pierwszy, pod poruszającym tytułem „$windle$. Cons & Cheats + How to Protect Your Investments From Them”, przynosi alarmujący obraz środowiska inwestycyjnego Kanady. Mnóstwo w niej szalbierzy, którzy – złapani – wymykają się sprawiedliwości, ale prawdopodobnie złapani nie zostaną. Drugi, „Easy Prey Investors. Why Broken Safety Nets Threaten Your Wealth”, zawiera ostre oskarżenie kanadyjskich sprawozdań finansowych i badających je audytorów.

Przed inwestycją Buffetta Home Capital Group była polem walki między inwestorami skłonnymi uwierzyć w spółkę a hordą shortsellerów. Nic nie miało wskazywać, że jest to atrakcyjna pozycja, widocznie Wyrocznia z Omaha wie coś, czego nie wie ogół. Al Rosen też wie swoje: rachunkowość kanadyjskich spółek nie służy bezpieczeństwu inwestycji. Chodzi o to, że Kanadyjczycy stosują Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej (IFRS), których Rosen nie ceni, przedkładając nad nie amerykańskie Ogólnie Przyjęte Zasady Rachunkowości (GAAP). Amerykańskim inwestorom nie przyjdzie przecież do głów, że w takiej Kanadzie rachunkowość różni się nieco od amerykańskiej, co może ich narażać na ryzyko. Te same standardy, co Kanada, stosują liczne rynki na kilku kontynentach, niemniej – zdaniem Rosena – chodzi o kraje o niższym stopniu rozwoju, gdzie rachunkowość jest mniej wymagająca. Rety, jak można głosić takie nonsensy!

W dodatku kanadyjski Sąd Najwyższy w 1997 r. zdaniem Rosena ograniczył prawo inwestorów do skarżenia audytorów za brak należytej staranności. I to właśnie, wespół z mniej wymagającymi standardami rachunkowości sprawia, że Kanada ma być strefą dla inwestorów niebezpieczną. Przykładem ma być los Sears Canada, spółki notowanej na Toronto Stock Exchange i w Nowym Jorku na Nasdaq. Rok 2016 został zamknięty stratą, niemniej zarząd zakładał kontynuację działalności. 26 kwietnia biegły rewident wydał opinię bez zastrzeżeń, a już 22 czerwca spółka wystąpiła o upadłość, bęc. Casus przemawia do wyobraźni, lecz nie trzeba nadmiernie wysilać pamięci, by wymienić wiele najbardziej spektakularnych bankructw amerykańskich spółek. Oraz katastrofalnych pomyłek audytorów. Nie rozumiem, dlaczego New York Times ogłosił tak jednostronną i powierzchowną krytykę kanadyjskiego rynku. Tych, którzy znają Kanadę, zapraszam do wypowiedzi.

Czytaj także:
2002.09.24 ELE mele dutki