Archiwa tagu: KDPW

Jak wymodlić powrót Najświętszej Panienki na giełdę?

Niezależność od polityki zawdzięcza warszawska giełda opiece Najświętszej Panienki – powiadał twórca polskiego rynku kapitałowego dr Krzysztof Lis (1948 – 2005). Nawet agnostycy przyznawali, że coś jest na rzeczy. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie SA rozpoczęła działalność w 1991 r. w przychylnej atmosferze społecznej i politycznej. Przez 15 lat prowadził ją kompetentnie dr Wiesław Rozłucki, jak ognia unikając polityki. Wprawdzie politycy niekiedy kołatali do drzwi giełdy to czyniąc wrzutkę do składu zarządu, to uderzając prezesa po premii, ale – szczęściem! – poprzestawali na takich demonstracjach.

O krok dalej poszli w roku 2005: po zwycięstwie wyborczym PiS ogłoszono konkurs na stanowisko prezesa GPW, Rozłucki taktownie nie wziął w nim udziału, niemniej wynik konkursu został pozytywnie przyjęty przez rynek: prezesem został dr Ludwik Sobolewski, wiceprezes związanego z GPW Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. Swoją posługę pełnił z większym niż Rozłucki animuszem, lecz za to z mniejszą rozwagą; po kilku latach niekwestionowanych sukcesów odszedł ze stanowiska na tle kontrowersji dotyczących konfliktu interesów.

Jego następcą został bliski współpracownik i oczywisty sukcesor Adam Maciejewski, który jak mało kto, albo wręcz nikt, znał giełdę i jej mechanizmy, ale z upływem kadencji nie został ponownie wybrany. Zastąpił go Paweł Tamborski, wcześniej epizodyczny podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, jednak powszechnie postrzegany jako człowiek rynku kapitałowego. Niestety! Najświętsza Panienka chyba wyjechała na wakacje pozostawiając giełdę bez swojej bezcennej opieki.

Ponowne zwycięstwo wyborcze PiS (rok 2015) oznaczało powrót polityki. Tym razem weszła ona na GPW metodą „na rympał”. Tamborskiemu miano za złe prywatyzację Ciechu; w istocie skutkuje ona tym, że Skarb Państwa pozbył się kłopotu. Nasłano na prezesa służby, w środku dnia wyprowadzono z budynku, paski w telewizyjnych programach ekonomicznych alarmowały świat jakoby został aresztowany (co było nieprawdą, ale sensacja zapewne została celowo wywołana). Wkrótce minister Skarbu zażądał od prezesa rezygnacji.

Giełdę powierzono prof. Małgorzacie Zaleskiej, co przyjąłem z nadzieją. Pani profesor miała doświadczenie zdobyte w Bankowym Funduszu Gwarancyjnym (była prezesem) i w Narodowym Banku Polskim (była członkiem zarządu). Jej osobliwy afekt względem SKOKów nie miał moim zdaniem większego znaczenia. Lecz okazało się, że całkiem nie rozumie ona giełdy i rynku, jej prezesura była nieprzerwanym pasmem niepowodzeń, giełda nic nie zyskała, za to traciła cennych pracowników. Polityka przetrzebiła Radę Giełdy, wymiotła z niej specjalistów, niektóre nominacje wywołały pośród ludzi rynku rozpacz i śmiech pusty.

Obrany prezesem GPW Rafał Antczak nie zyskał wymaganej aprobaty Komisji Nadzoru Finansowego; mogła ona wskazać na brak jednego z wymogów formalnych, ale wolała czekać, aż kandydat zniechęci się i zrezygnuje. Takie maniery nie przystoją powadze organu państwa. Walne zgromadzenie GPW obrało kolejnego prezesa, ale i on nie spełnia tego samego wymogu, w dodatku jego kwalifikacje merytoryczne nie są szeroko znane i uznane. Komisja znowu marudzi, bierze sprawę na przeczekanie, nie potrafi jej rozstrzygnąć. Daje to zaczyn osobliwym spekulacjom. Boli mnie mieszanie przez media do tych intryg osoby prezesa Narodowego Banku Polskiego. Nikt nikomu już w Polsce nie ufa, lecz prezes NBP powinien – jak dotąd bywało – pozostawać z boku, poza podejrzeniami. Rząd mamy do niczego, siły zbrojne teraz też, sądy mają zostać rozwalone, niech utrzyma się chociaż waluta.

Nikogo nie może dziwić, iż Rzeczpospolita i Parkiet alarmują (23 sierpnia), że brak prezesa szkodzi giełdzie. Według mediów, jeden z zagranicznych funduszy inwestycyjnych – akcjonariusz GPW skarży się, że sytuacja „nie mieści się w jego skali corporate governance”. Lubię niedopowiedzenia, lecz tak błyskotliwego przecież nie umiałbym sformułować! Bardziej dosadne oceny formułują eksperci Polskiego Instytutu Dyrektorów, Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych i Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. „Skoro od 2012 r. nie było prezesa, który mógłby poprowadzić giełdę w horyzoncie pełnej kadencji, to trudno oczekiwać, by po pięciu latach dryfu instytucja ta była gotowa do walki konkurencyjnej, zwłaszcza w obliczu zmian regulacyjnych” – diagnozuje dr Mirosław Kachniewski, prezes SEG. Lecz nie jest wykluczone, że właśnie o to chodzi politykom.
Jak więc wymodlić powrót Najświętszej Panienki na giełdę?

Czytaj także:
2017.02.23 Złoty róg, czapka z piór, czyli zabawa hegemona giełdą
2017.01.02 Dlaczego warto rozważyć powierzenie szefostwa GPW obcokrajowcowi?
2016.12.24 Jak prezes GPW straciła okazję, żeby siedzieć cicho

Zostawcie Giełdę w spokoju!

Już dzielą łupy po likwidowanym resorcie Skarbu Państwa. Największy apetyt ma imperium Morawieckiego, czyli ministerstwa rozwoju i finansów. Podobno „bierze” Azoty, LOT, PZU, coś jeszcze. Oraz Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych, wymieniany jednym tchem z Totalizatorem Sportowym; zapewne politycy zakładają, że te dwie firmy coś łączy. Czytam, że zapytany o los GPW wicepremier Morawiecki udzielił osobliwej odpowiedzi, iż „nadzór merytoryczny” sprawował będzie resort rozwoju, ale kwestia „nadzoru właścicielskiego” nie została jeszcze rozstrzygnięta. Coś dużo tych nadzorów… Ciekawe, jaką wartość merytoryczną mogą przysporzyć Giełdzie Papierów Wartościowych pracownicy resortu rozwoju… Dyrygowanie rynkiem spoza biurek Igor Postuła nader trafnie nazwał nadzorem urzędniczym.

Obejmując resort Skarbu Państwa, Dawid Jackiewicz zapowiadał „wygaszanie” prywatyzacji i likwidację ministerstwa. Akcje z portfela Skarbu Państwa miały zostać wniesione do agencji, nazywanej niekiedy holdingiem, „który pozwoli prezesom spółek (z udziałem – przyp. ASN) Skarbu Państwa realizować interesy państwa bez ponoszenia konsekwencji wynikających z Kodeksu spółek handlowych” – mówił min. Jackiewicz. Sam siebie widział na czele nowego podmiotu, „jednej dużej grupy kapitałowej spółek Skarbu Państwa”. Zapowiadał nieustające zmiany personalne. I ukrócenie dywidend. Skoro zuchy wygasiły konstytucję, wygaszą też Ksh. Hulaj dusza, piekła nie ma.

Włodarze majątku z domeny Skarbu Państwa nie rozumieją swojego mandatu. Nie przyjmują do wiadomości, że mają respektować także prawa i interesy innych akcjonariuszy. Oto jak Filip Grzegorczyk, podówczas wiceminister skarbu, objaśniał spadek akcji PZU: „Spadek kursu akcji nie oznacza spadku realnej wartości spółki, ale jest emanacją niezadowolenia części akcjonariuszy z faktu, że Skarb Państwa chce realizować swoją politykę. (…) Po to Skarb Państwa jest akcjonariuszem, żeby mieć z tego efekty”. Po co ja miałbym być akcjonariuszem, skoro efektów z tego ani nie mam, ani mieć nie będę, uczony minister nie wyjawił.

Martwi mnie przyszłość Giełdy Papierów Wartościowych. Dopóki była ona wyłączną domeną państwa, państwo trzymało się od niej na przyzwoity dystans, najwyżej od czasu do czasu na walnym zgromadzeniu surowa urzędniczka demonstrowała władztwo uderzając prezesa po premii. Od kiedy GPW została upubliczniona i wprowadzona na parkiet, państwo jakby przebudziło się, zaczęło dokazywać na szkodę rynku kapitałowego. Politycy oraz urzędnicy nie poczuwają się do odpowiedzialności za pomyślność pokoleń Polaków, do której Giełda może się przyczynić – jeżeli państwo zdoła poskromić swój aparat, nie mnożąc bez potrzeby instytucji mających ją nadzorować. Nadzór „merytoryczny” niewiele wniesie, ponieważ nie będzie merytoryczny, nadzór „właścicielski” zapewne tylko zaszkodzi, ponieważ państwo z natury jest dla giełdy kiepskim właścicielem. Niech ją zostawi w spokoju, a wszyscy skorzystamy.
Czytaj także:
2015.02.17 Widzialna ręka rynku
2013.07.09 Nadzór urzędniczy