Archiwa tagu: konflikt interesów

Konflikt interesów, etyka, lojalność i zaufanie

W przetargu ogłoszonym przez jedno z ministerstw zwyciężył kuzyn ministra. Ród jest wprawdzie rozpleniony, ale nie do wszystkich trafia argument, że krewni nie utrzymują kontaktów. Internet wie lepiej. Jakaś pani przeczytała „Potop” i ma za złe wszystkim nosicielom akustycznego nazwiska. Tylko czekać, aż zostaną obwinieni o bezpotomne zejście Jagiellonów. Jak zwykle na pierwszym planie stawiamy plotki, na drugim politykę, gdzieś na dalszym publiczne pieniądze. Najbłahszym wydaje się nam etyczny wymiar zjawiska, czyli możliwość powstania konfliktu interesów. W praktyce gospodarczej liczy się nawet nie to, czy konflikt interesów zaistniał rzeczywiście – lecz to, że dopuszczono do możliwości jego wystąpienia. Już wtedy powstaje szkoda godząca w zaufanie, na którym opiera się obrót.

Im więcej państwa na rynku, tym więcej konfliktów interesów. I tym więcej niepotrzebnych regulacji mających zabezpieczyć przed tymi konfliktami. Sytuacja w kraju nie sprzyja rozkwitowi wartości etycznych. Niepokojąco często pojęcia dobra i zła są stosowane na opak. Bywa, że piastuni spółek z udziałem Skarbu Państwa nie są mandatariuszami zaufania akcjonariatu, lecz nominatami partyjnymi. Przepustką na stanowiska jest, jak wyjaśnił poseł Suski, znajomość programu PiS, czyniąca zbędnymi wymogi doświadczenia i kwalifikacji. Nic dziwnego, że tacy członkowie zarządów i rad nadzorczych nie działają w interesie spółki, lecz obracają jej środki na cele polityczne, wspierając miłe rządzącym media, wydarzenia lub fundacje. Przyjdzie im się tłumaczyć z owych ekstrawagancji.

Na rynku kapitałowym konflikty interesów zachodzą bardzo często. Wszak chodzi o pieniądze. Możliwość występowania konfliktu interesów dostrzegam zwłaszcza w radach nadzorczych. Wprawdzie rada nadzorcza jest z natury obszarem konfliktów, ale niekoniecznie są to zaraz konflikty interesów. Członkowie rad, z niewielkimi wyjątkami, nie są objęci zakazem konkurencji (absolutnie nie domagam się wprowadzenia takiego zakazu!). Często dopuszczają się oni naruszeń zasady lojalności wobec spółki i ponad jej interes przedkładają interesy inwestora, który ich przepchnął do rady; niekiedy jest nim Skarb Państwa, nierzadko jednak jest nim podmiot konkurencyjny. Zdarza się, że ta sama osoba zasiada w organach spółek powiązanych, co członka rady nadzorczej pozbawi przymiotu niezależności. Członkowie rady nadzorczej niekiedy występują po obu stronach transakcji ze spółką, na przykład zbywając jej zbędną im nieruchomość i uczestnicząc – z tytułu udziału w pracach rady – w procesie udzielania zarządowi zgody na jej nabycie. Obyczaj wymaga, by w takiej sytuacji przynajmniej wyłączali się oni całkowicie z udziału w rozpatrywaniu spraw znamionujących konflikt interesów, względnie grożących jego wystąpieniem. Bywa jednak, że zainteresowany powstrzymuje się jedynie od udziału w głosowaniu, ale bierze udział w dyskusji i przedstawia kolegom argumenty przemawiające za jego racjami.

Pewne sytuacje rodzące zagrożenie konfliktami interesów powstają na tle udziału pracowników w organach spółki, zwłaszcza w radzie nadzorczej. Do konfliktu interesów najczęściej dochodzi w przypadku udziału w radzie nadzorczej przedstawicieli związków zawodowych, którzy nie potrafią się odnaleźć w dwoistej tożsamości nadzorujących spółkę i zarazem reprezentantów załogi. Nie jestem przeciwnikiem uczestniczenia pracowników w radach, natomiast zamknąłbym rady przed związkowcami wykorzystującymi dostęp do poufnych materiałów do agitacji wymierzonej w zarząd i ogół akcjonariuszy.

Krytycznych sytuacji bywa więcej. Kilka przykładów z niedawnej przeszłości. Członek rady banku zaciąga w nim kredyt. Członek zarządu banku jest członkiem rady nadzorczej jednej z firm kredytowanych przez ów bank. Prezes banku zasiada jednocześnie w radach nadzorczych dwóch spółek konkurujących z sobą (chociaż nie z owym bankiem). Dyrektor sprzedaży wchodzi do rady nadzorczej konkurencyjnej firmy z tej samej branży. Prezes spółki forsuje zakup firmy, którą do niedawna zarządzał. Członek rady nadzorczej związany z instytucją dobroczynną wykorzystuje swoją pozycję w organie spółki w interesie – ściśle materialnym – swojej firmy i jej podopiecznych. Dlatego na wielu rynkach przyjęto zasadę, że przedstawiciele charities nie powinni piastować funkcji w organach spółek. Podczas mojej ośmioletniej posługi w Polskim Instytucie Dyrektorów inkorporowanym w formie fundacji stopniowo dochodziłem do przekonania, że fundacje mogą być traktowane pod tym względem tak samo jak instytucje charytatywne.

Często zwraca się uwagę na praktykowany w spółkach z udziałem Skarbu Państwa nepotyzm przy obsadzie stanowisk. Należy piętnować to zjawisko jako źródło konfliktu interesów, acz warto mieć na uwadze, że w spółkach prywatnych nepotyzm także przybiera gorszące postacie. Niedawno wpadło w kłopoty kilka spółek, w których żona prezesa przewodniczyła radzie nadzorczej. Warto jedynie pocieszyć się tym, że do największych zwyrodnień dochodzi w spółkach dopuszczających łączenie funkcji przewodniczącego rady dyrektorów (chairperson) i szefa zarządu (president & CEO). Konflikt interesów polega na tym, że wówczas ta sama osoba kieruje i spółką, i organem powołanym do nadzorowania spółki, w tym osoby kierującej nią. Taka konfiguracja występuje w większości spółek z indeksu S&P 500.

Czytaj także:
2015.10.17 Związkowiec w konflikcie interesów
2013.11.12 Etyka w radzie nadzorczej
2009.12.01 Lojalność w spółce
2002.01.14 Hinduska wdowa
2001.03.12 Randka w ciemno

Związkowiec w konflikcie interesów

Przynależne przedstawicielom pracowników miejsca w radach nadzorczych są często zawłaszczane przez liderów największych organizacji związkowych w spółce. Rodzi to konflikty interesów. Członek rady nadzorczej ma dostęp do wszelkich informacji o spółce, do jej tajemnic handlowych, sekretnych zamierzeń, wrażliwych danych finansowych. Informacje te nie powinny być wykorzystywane w celach partykularnych, dla dobra osobistego, ani w interesie członków związku. Nierzadko bywa, że poufne informacje są rozpowszechniane przez związkowców na wiecach pracowniczych albo w zakładowych radiowęzłach – w celu wywarcia presji, zazwyczaj w sprawach płacowych, na organy spółki. Bywa, że związkowiec uzyskuje jako członek rady informacje, które obraca przeciwko pracodawcy.

Warto zwrócić uwagę na PKP Cargo SA, która zmieniła statut wprowadzając do niego klauzule, iż członkowie zarządu i rady nadzorczej nie mogą jednocześnie pełnić funkcji z wyboru lub zasiadać w organach zakładowej, ponadzakładowej lub ogólnokrajowej organizacji związkowej oraz federacji lub konfederacji związków zawodowych. Zakaz łączenia stanowisk w organach spółki z funkcjami w związkach ma na celu wyeliminowanie konfliktów interesów i zapobieżenie im w przyszłości. W konsekwencji, nadzwyczajne walne zgromadzenie spółki dokonało zmian w radzie nadzorczej.

Dlaczego udało się wyeliminować liderów związkowych z rady nadzorczej PKP Cargo, natomiast taki zabieg nie udał się w KGHM, gdzie liderzy organizacji związkowych powrócili do rady nadzorczej kombinatu po kilkuletnim blokowaniu ich członkostwa w radzie przez ministra Skarbu Państwa? Blokada polegała na tym, że bez zgody Skarbu, największego z udziałowców spółki, jej walne zgromadzenie nie było w stanie powziąć uchwały o powołaniu do rady nadzorczej niektórych osób z wyboru pracowników, a brak wspomnianej zgody był konsekwencją gorszącej zadymy przed siedzibą zarządu, do której liderzy związków doprowadzili i w której wzięli udział.

Otóż udział przedstawicieli pracowników w organach KGHM Polska Miedź SA wynika z przepisów ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych (1996 r.), na której oparł się Sąd Najwyższy orzekając w interesie związkowców, natomiast udział przedstawicieli pracowników w organach PKP Cargo SA wynika z ustawy o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji PKP (2000 r.), która odsyła w tej kwestii do statutów spółek regulowanych na podstawie jej przepisów. Inwestorzy powinni wziąć pod uwagę, że ten ważny aspekt ustrojowy jest w jednej spółce publicznej regulowany przez państwo ustawą, a w drugiej spółce przez nią samą – statutem nadanym jej przez akcjonariat.

O treści ustaw decydują politycy, którzy w swojej masie wielokrotnie dowiedli braku należytego zainteresowania rozwojem rynku kapitałowego. O treści statutów spółek decydują, w granicach prawa, ich akcjonariusze, zainteresowani własnymi korzyściami, lecz także dobrem rynku, na którym inwestują. Udział przedstawicieli pracowników w radzie nadzorczej może przysporzyć spółce wartości, lecz nie znam argumentów przemawiających za tym, by do członkostwa w organach spółki dopuszczać działaczy związkowych. Decyzję w tej materii zostawmy samym spółkom. One najlepiej znają szkody powodowane konfliktami interesów.

Tekst ogłoszony 16 października 2015 r w dzienniku Rzeczpospolita.
Czytaj także:
2012.11.29 Szlaban dla związkowych baronów
2010.09.09 Nadzór bez pracowników?

Między rynkiem a dobrymi praktykami

Alessandro Profumo, były szef Unicredit, powiedział kiedyś obrazowo, że corporate governance jest sztuką rozwiązywania konfliktów interesów. Wiele w tym racji! Konflikt interesów w spółce i wokół niej jest zjawiskiem ze wszech miar normalnym. W niejednej radzie nadzorczej ścierają się rozbieżne interesy różnych akcjonariuszy, a członkowie rady występują, półskrycie lub wręcz otwarcie, w imieniu partykularnych interesów swoich mocodawców. W teorii członek rady działa wyłącznie w interesie spółki: ciąży na nim obowiązek dokładania należytej staranności na rzecz tego wyłącznego interesu. W praktyce – różnie bywa. Konflikty interesów występują na styku rynku i dobrej praktyki, albo na styku rynku i prawa. Nie wystarczy spisać zasady dobrej praktyki, albo uchwalić przepisy, ponieważ szkopuł tkwi w tym, że wcale niełatwo orzec, czy w danej konkretnej sytuacji występuje konflikt interesów, czy też może wszystko jest w porządku. Za ilustrację tej myśli posłużą dwa przypadki nadesłane mi niedawno pod rozwagę.

PRZYPADEK PIERWSZY: członkostwo w radach nadzorczych spółek powiązanych. PID został poproszony o opinię w następującej kwestii: członek rady nadzorczej ważnej i głośnej spółki został powołany przez nadzorowany przezeń zarząd do rady nadzorczej spółki zależnej, nawet nie bezpośrednio, zależność jest bowiem piętrowa. Potocznie można ująć to w ten sposób, że członek rady nadzorczej spółki babki jest jednocześnie członkiem rady spółki wnuczki. Babka jest głową złożonej grupy kapitałowej, wnuczka działa zagranicą, ma bardzo istotne znaczenie dla interesów gospodarczych grupy, wobec babki jest komplementarna, nie ma między nimi konkurencji. Wspomniany członek obu rad nadzorczych reprezentuje niekwestionowane kwalifikacje i doświadczenie. Za pracę w radzie zagranicznej spółki otrzyma on stosunkowo wysokie wynagrodzenie, lecz tego aspektu sprawy wnoszący ją nie poruszył.

Ponieważ prośba o opinię w sprawie została skierowana wprawdzie na moje ręce, lecz do PID, zapoznałem z nią specjalistów z Rady Programowej. Nikt z nich nie dostrzegł tu konfliktu interesów, natomiast dostrzeżono, że wchodząc z powołania zarządu nadzorowanej spółki do rady nadzorczej spółki w grupie kapitałowej, członek rady nadzorczej spółki babki utracił przymiot niezależności.

PRZYPADEK DRUGI: prezes spółki przewodniczącym rady nadzorczej spółki konkurującej. Tym razem kazus został wniesiony do mnie osobiście z sugestią omówienia go w tym miejscu. Jest to opowieść o dwóch miastach, a właściwie o dwóch lotniskach. Oba miasta są duże, porównywalnej wielkości, ale ich lotniska dzieli przepaść. Lotnisko w A aspiruje do miana portu międzynarodowego, obsługuje regularne połączenia nie tylko tanich linii, także regularnych przewoźników, liczba pasażerów stale rośnie, dużo się tam inwestuje. Lotnisko w B jest lokalne, ma wprawdzie spore ambicje, korzysta z niego kilku przewoźników, niemniej oba porty dzieli przepaść. Jak wszystkie polskie lotniska, także dwa wspomniane konkurują, nie o tych samych może pasażerów, ponieważ dzieli je blisko 250 km, lecz o pozycję na niebie i ziemi. Mają przy tym – co trzeba podkreślić – różnych właścicieli.

Mój korespondent jest zdziwiony faktem, ze przewodnictwo rady nadzorczej lotniska w B powierzono prezesowi lotniska w A. Jest to menedżer sprawny, doświadczony, lecz pozostaje miejsce na wątpliwość, czy wylądował na właściwym pasie? Czy prezes spółki większej, może lepszej, jest aby odpowiednim kandydatem na szefa rady nadzorczej spółki mniejszej, nie tak rozwiniętej, lecz przecież konkurencyjnej? Czy zdoła wznieść w swojej głowie chiński mur, powstrzymujący go przed wykorzystaniem na użytek spółki A informacji uzyskanych w spółce B? Dwie spółki z tej samej branży, mające odmiennych właścicieli, walczą o kawałki tego samego torciku. Czy jedna powstrzyma się przed podjedzeniem drugiej przynajmniej okruszynki? Otóż, moim zdaniem, wystąpił tu konflikt interesów. Chętnie poznam opinię Czytelników.

Etyka w radzie nadzorczej

Temat etyki rzadko zaprząta uwagę rady nadzorczej. Bywa tak, dopóki sprawy spółki idą jako tako (a potem będzie za późno). Jest kilka przyczyn tego stanu rzeczy. W polskich warunkach etyka biznesu kojarzona jest głównie z przeciwdziałaniem korupcji, a przecież rada uważa, że jest hen, ponad korupcją, jak ponad tęczą jest niebo błękitne. Korporacyjne kanony etyczne adresowane są do pracowników i nie sięgają wysokiego progu, za którym zbiera się rada. Do tego wiele osób skrycie przyznaje rację powiedzeniu Petera Ustinova (brytyjskiego aktora, pisarza i wyśmienitego humorysty), że kiedy ludzie są dobrze ubrani i starannie się wysławiają – natychmiast wszystko staje się bardziej etyczne…

Etyczna strona rady zależy w znacznym stopniu od przewodniczącego. On przecież nadaje ton, kształtuje atmosferę, świadczy przykład. On też najwięcej skorzysta, więcej nawet niż rada lub spółka, z etycznych walorów rady. Etyczną radą łatwiej pokierować, zaś od jej członków można oczekiwać zaangażowania w sprawy spółki. W etycznym środowisku łatwiej przezwycięża się konflikty, co ma ogromne znaczenie, ponieważ rada nadzorcza jest z natury obszarem konfliktów.

Etyka jest ściśle związana z corporate governance, ale bywa przez organy spółki różnie stosowana. Dla zarządu etyka jest użytecznym narzędziem przeciwdziałania i zwalczania korupcji. Radzie nadzorczej etyka daje wsparcie w procesach przezwyciężania rozbieżności interesów, postaw, punktów widzenia. Inna sprawa, że governance w spółkach stoi w Polsce na wyższym poziomie niż governance w państwie, cierpiącym na niedostatek i etyki, i umiejętności, a nawet woli, przezwyciężania rozbieżności i osiągania porozumienia.

Źródła konfliktów są w spółce wielorakie. Interesy poszczególnych akcjonariuszy różnią się w wielu sprawach. Niektóre z nich są w radzie należycie reprezentowane, inne – zwłaszcza drobnych udziałowców – niekoniecznie. Do rozbieżności najczęściej dochodzi na tle wykorzystywania zasobów spółki. Część akcjonariatu (zazwyczaj jest nią mniejszość) może uznać, że odbywa się to na jej niekorzyść. Prawo odwołuje się do dobrych obyczajów, zmierza do przeciwdziałania pokrzywdzeniu akcjonariuszy, lecz jego skuteczność z natury bywa ograniczona.

Kanwą konfliktów bywają też relacje inne niż większość – mniejszość. Egoizm akcjonariuszy bywa tłumiony przez państwa lub władze samorządowe. Dochodzi do sporów między kapitałem a pracą świadczoną na rzecz spółki. Może dojść do rozbieżności między spółką a jej klientelą, dostawcami, kooperantami, lokalną społecznością. Prócz interesariuszy rzeczywistych, żywo dotkniętych działalnością spółki (stakeholders), bywają urojeni („mistake-holders”), pragnący bezpodstawnie wymusić na spółce nienależne świadczenia albo korzystne dla siebie działania bądź zaniechania. Prawo nie jest w stanie wniknąć w każdy aspekt stosunków spółki z otoczeniem. Dlatego rada nadzorcza często musi wyjść poza przepisy, posiłkować się zdrowym rozsądkiem, życiowym doświadczeniem i etyką.

WYSOKIE OCZEKIWANIA
Etyka wymaga, by rada nadzorcza sprawowała swoje powinności z należytą kompetencją i starannością. Wyróżnić tu można kilka aspektów. Kolejność ich przedstawienia nie wiąże się z gradacją. Kodeksowy miernik staranności piastunów spółki zakłada zawodowy charakter ich działalności. Oznacza to, że członkowie rady nadzorczej powinni reprezentować kwalifikacje niezbędne dla wykonywania powierzonych radzie zadań. Ponadto wymaga się od nich zaangażowania w prace rady, o czym między innymi świadczy czas poświęcany na pracę w radzie i systematyczny udział w posiedzeniach. Na rozwiniętych rynkach kapitałowych rady nadzorcze / rady dyrektorów ogłaszają tzw. attendance records, czyli informacje o frekwencji poszczególnych członków rady na jej posiedzeniach. Mają one znaczy wpływ na reelekcję do rady.

Przy wyborze członków rady bierze się pod uwagę tzw. time commitment, czyli przewidywane zaangażowanie czasowe członka rady w jej prace; bywa ono ostrożnie szacowane na kilkaset godzin w skali roku, w zależności od wielkości spółki i charakteru jej działalności. Wobec tego na dojrzałych rynkach ujawnia się, w radach ilu spółek, i w jakim charakterze, pracują członkowie danej rady, a także – przyjmuje się ograniczenia dotyczące liczby rad, w których można jednocześnie zasiadać, a zwłaszcza – którym można jednocześnie przewodniczyć.

Praca rady bywa poddawana ocenie (board evaluation) przez wyspecjalizowaną firmę doradczą, bądź jest oceniana przez radę we własnym gronie (self-evaluation), przy czym adresatem takich ocen bywa sama rada, niekoniecznie natomiast walne zgromadzenie. Dobre praktyki spółek notowanych na GPW pierwotnie, w redakcji przyjętej przez Radę Giełdy w 2007 r., przewidywały ogłaszanie przez rady nadzorcze dorocznych samoocen, co wszakże nie zdało egzaminu; z czasem skreślono tę zasadę, co nie powinno zostać odczytane jako zwolnienie rad z powinności poddania się ocenie lub samoocenie, bowiem w istocie zwalnia z publicznego ogłaszania wyniku samooceny. Oceny i samooceny miewają to do siebie, że albo są rzetelne, albo publiczne.

„CZŁONEK Z RAMIENIA’ I NIEZALEŻNY
Od członka rady nadzorczej oczekuje się działań w interesie spółki, rozumianym nadrzędnie względem interesów poszczególnych akcjonariuszy lub ich grup, nawet jeżeli członek rady sam jest znaczącym akcjonariuszem, lub wywodzi się z grupy akcjonariuszy, bądź zawdzięcza swój wybór powiązaniom ze znaczącym akcjonariuszem lub grupą akcjonariuszy. W teorii działania w nadrzędnym interesie spółki oczekuje się nawet od tych członków rady, którzy zostali do niej wybrani w drodze głosowania oddzielnymi grupami, przeto z natury reprezentują interes swojej grupy. Za nośnik nadrzędnych interesów spółki można przyjąć uchwały walnego zgromadzenia, nawet jeżeli nie zapadły one jednogłośnie, wszak spółka akcyjna działa w oparciu o zasadę rządów większości przy należytym (lecz nie absolutnym) poszanowaniu praw mniejszości. Natomiast w praktyce wielu członków rad nadzorczych to tzw. „członkowie z ramienia”, będący orędownikami interesu partykularnego.

Oczekuje się, że ponad konflikty interesów wzbiją się tzw. niezależni członkowie rady nadzorczej, wolni od powiązań ze spółką lub jej znaczącymi akcjonariuszami. Niekiedy członkowi niezależnemu powierza się przewodnictwo rady. Niemniej bez względu na to, czy przewodniczący rady nadzorczej rzeczywiście reprezentuje przymiot niezależności, czy też jest on (a często bywa) otwarcie powiązany z akcjonariuszem reprezentującym znaczący lub największy udział w kapitale zakładowym – z racji piastowanej przezeń funkcji przypada mu szczególna i trudna rola strażnika etyki w radzie.

Nie istnieje wzorzec etyczny przewodniczącego rady nadzorczej. Lecz powinien on brać pod uwagę, że swoim postępowaniem daje przykład koleżankom i kolegom z rady. Doświadczony przewodniczący przyjmie równy dystans wobec wszystkich członków rady, tak niezależnych, jak „z ramienia”. Zdaje sobie przecież sprawę, że różnice interesów i poglądów są w radzie nadzorczej stanem naturalnym, a w znacznej mierze od niego zależy, czy ponad owymi różnicami rada dojdzie do konkluzji.

SPRZECZNOŚĆ INTERESÓW I OBOWIĄZEK LOJALNOŚCI
Sprawą szczególnie delikatną jest udział członka rady w dyskusji o sprawie dotyczącej go osobiście, i w głosowaniu nad nią. Ksh reguluje takie przypadki w odniesieniu do członka zarządu: „W przypadku sprzeczności interesów spółki z interesami członka zarządu, jego współmałżonka, krewnych i powinowatych do drugiego stopnia oraz osób, a którymi jest powiązany osobiście, członek zarządu powinien wstrzymać się od udziału w rozstrzyganiu takich spraw i może żądać zaznaczenia tego w protokole” (art.377). Brak analogicznego przepisu w odniesieniu do członka rady nadzorczej nie wyklucza, że i on postąpi podobnie, zwłaszcza jeżeli przewodniczący rady dyskretni nakłoni go do tego.

Kwestią bezdyskusyjną jest obowiązek lojalności członka rady względem nadzorowanej spółki. Wskazane jest przyjęcie zasady, że spółkę reprezentuje w mediach prezes lub dyrektor finansowy, a w imieniu rady nadzorczej – jeżeli zachodzi taka potrzeba – występuje jej przewodniczący. Poszczególnym członkom rady warto zalecić powściągliwość w publicznym wypowiadaniu się na temat spółki. Znane są przypadki, gdy nieopatrznie rzucane przez nich słowa naraziły spółkę na szkodę.
Przykład: Przed laty członek rady lokalnego banku udzielił wypowiedzi miejscowej gazecie. Zbliżał się koniec roku, więc dziennikarz zapytał o plany banku na rok nadchodzący; a członek rady banku wyraził wątpliwość, czy w przyszłym roku bank będzie jeszcze istniał; spowodowało to run na kasy.
Przykład: W lutym 2011 r. jeden z dzienników zapowiedział odwołanie członka rady nadzorczej spółki paliwowej z Wybrzeża, a przyczyną miały być „nieformalne zarzuty dotyczące psucia wizerunku spółki poprzez rozgłaszanie informacji o rzekomych kłopotach finansowych czy o zagrożeniu jej dalszego funkcjonowania. W grę może także wchodzić brak lojalności wobec głównego akcjonariusza, pozostałych członków rady czy zarządu” – informowała gazeta, powołując się na dwa niezależne źródła. I rzeczywiście: do odwołania doszło dwa dni po publikacji.

KANION ETYCZNY
Wiele spółek przyjmuje własne kanony etyczne (na wyrost nazywane „kodeksami”). Niekiedy są one adresowane wyłącznie do pracowników i zawierają spis ich pospolitych powinności. Niekiedy, zwłaszcza na rozwiniętych rynkach, obejmują także piastunów spółki: członków zarządu i rady dyrektorów, mają przy tym postać poradnika, jak należy zachować się w określonych sytuacjach, by nie narazić spółki na uszczerbek reputacyjny. Uważa się, że niewłaściwe postępowanie członka rady nadzorczej może narazić spółkę na szkodę, niekiedy znaczną.

Kanon etyczny spółki, lub kanon etyczny rady nadzorczej, dotyczy przykładowo zachowania dyskrecji w sprawach omawianych przez radę nadzorczą lub względem informacji udostępnianych radzie; informowania o stanie posiadania akcji spółek prowadzących działalność konkurencyjną, lub będących dostawcami bądź klientami; wykorzystywania informacji pozyskiwanych dzięki członkostwu rady do osiągania prywatnych zysków; zasad dotyczących przyjmowania zaproszeń, podarunków, zwyczajowych upominków, itp. Poza kanonem etycznym pozostają sprawy objęte przepisami, jak operacje na papierach spółki (insider trading, okresy zamknięte) lub związane z ujawnianiem znacznych pakietów akcji.
Spółka powinna poinformować radę nadzorczą o przyjętych przez nią zasadach etycznych, na życzenie przewodniczącego rady przeprowadzić spotkania informacyjne z członkami rady i wskazać osoby mogące udzielać członkom rady informacji lub porad (pełnomocnik do spraw etyki, szef compliance). Przewodniczący rady powinien poinformować jej członków, jest gotów odpowiadać na ich pytania w sprawie wzorów etycznego postępowania, dyskretnie pomagać, wspierać. Najlepiej przyjąć w radzie nadzorczej zasadę, że chociaż prowadzenie przez członków rady interesów konkurencyjnych nie jest zakazane przez prawo, przecież wskazane jest ich ujawnianie.

REJESTR PRZYPADKÓW
Wielu przewodniczących polskich rad nadzorczych reprezentuje chwalebne postawy i nieskazitelny profil etyczny. Nie są to jednak fakty komunikowane rynkowi w raportach bieżących, nie na nich koncentruje się uwaga mediów. Rozgłos zyskują natomiast przypadki nieetycznych postępowań lub zachowań. Ku przestrodze i nauce przytaczam kilka z nich; większość pochodzi z lat, kiedy nasz rynek nie osiągnął jeszcze stadium dojrzałości. Rejestr nie jest pełny, obejmuje to, co spamiętałem, ale też warto pamiętać, że na tle innych krajów polski rynek reprezentuje przyzwoite standardy. Kilka wyjątków od tej reguły:
• Przewodniczący rady nadzorczej wielkiego koncernu, znany wówczas polityk, senator, nakłonił zarząd do poręczenia weksli partyjnego kolegi, który okazał się niewypłacalny. Pojął swój błąd, wycofał się z polityki (lecz czy miał inne wyjście?).
• Przewodniczący rady banku, pracujący w USA i stamtąd dojeżdżający na posiedzenia, skonfliktowany z panią prezes, m.in. na tle powodowanych przez niego kosztów banku – wbrew resortowi finansów, pełniącemu wówczas funkcje właścicielskie, doprowadził do jej odwołania przez radę i usiłował zająć jej stanowisko.
• Przewodniczący rady innego banku stanął w obliczu zarzutów, że ingeruje w domenę zarządu, przeszkadza mu w pracy, konferuje na boku z potencjalnymi kredytobiorcami, po czym odsyła ich do zarządu. Do tego doszły uwagi natury obyczajowej. Przewodniczący sam „zawiesił się” w pełnieniu funkcji.
• Znane są przypadki, gdy przewodniczący rad nadzorczych samowolnie ustalali lub zmieniali warunki umów o pracę z członkami zarządów. Byli on uprawnieni do podpisywania w imieniu spółki umów z zarządem o pracę, ale tylko na podstawie uchwały rady nadzorczej.
• Znane są przypadki, że przewodniczący usiłował wyręczyć radę, działając bez umocowania w postaci uchwały rady i osobiście wydając zarządowi instrukcje lub polecenia.
• Przewodniczący pewnej rady nadzorczej próbował skłonić zarząd do wyboru powiązanej z nim firmy konsultingowej.
• Dochodziło do ekscesów na tle żądań przewodniczących rad nadzorczych udostępniania im samochodu służbowego, gabinetu, sekretarki itd. Przewodniczący rady jednego z mediów publicznych domagał się trzech pracowników obsługi, wyłączonych z gestii zarządu, przekazanych do wyłącznej dyspozycji „kierownictwa rady nadzorczej”.
• Doszło do tego, że pewna spółka niepubliczna poczuła się zmuszona do zamieszczania w prasie inseratów, że „pan” (tutaj dwa imiona i nazwisko) nie pełni żadnej funkcji w spółce i nie reprezentuje jej interesów, ponieważ (tutaj wcześniejsza data) został odwołany z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej. „W związku z powyższym spółka nie bierze odpowiedzialności za podejmowane przez niego działania”. Wstyd!

Tekst ogłoszony 12 listopada 2013 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także:
2103.08.28: Przewodniczący RN – etykieta
2002.10.07 Kto jest niezależny?

Lojalność w spółce [2009]

Dominika Wajda: Obowiązek lojalności w spółkach handlowych. Wydawnictwo C.H. Beck 2009. S. XXXVIII + 412.

Autorka – pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego – jest dobrze znana z tych łamów. Temat sygnalizowanej tu pracy jest interesującym wyzwaniem. Problematyce obowiązku lojalności w spółkach handlowych nie poświęcono bowiem w polskim piśmiennictwie równie wnikliwego wywodu. A przecież obowiązek ów ciąży nie tylko na piastunach (funkcjonariuszach) spółek, także na jej akcjonariuszach lub wspólnikach. Kto uzna tytuł książki za nazbyt akademicki – popełni błąd: odwrotnością lojalności wobec spółki jest konflikt interesów, zjawisko mające charakter na wskroś praktyczny, a także powszechny. Autorka zwraca uwagę, że w polskich spółkach osobowych podstawowe znaczenie ma ewentualny konflikt interesów pomiędzy spółką a jednym ze wspólników, natomiast w spółkach kapitałowych wyróżnić można kilka krawędzi sprzeczności interesów. Po pierwsze, możliwy jest konflikt między wspólnikiem a spółką. Po drugie, między większością (akcjonariuszem większościowym) a mniejszością. Po trzecie, między osobistym interesem członka organu spółki a jej interesem. Może także dojść do konfliktu pomiędzy spółką a podmiotami z otoczenia spółki – wierzycielami, pracownikami, odbiorcami.

Książka jest poważnym dziełem naukowym z dziedziny prawa. Niemniej jej lekturę można zalecić wszystkim praktykom. Wywód jest rzeczowy. Poprzedza go ogólne wprowadzenie do tematyki. Lekturę ułatwia rozbudowany hasłowy spis treści, a także indeks rzeczowy. Systemowe omówienie obowiązku lojalności obejmuje kolejno analizę tytułowego pojęcia, interesu spółki i celu spółki, konfliktów interesów w spółkach handlowych, oraz podstawy obowiązku lojalności. Ponieważ wywód przeprowadzony został na gruncie prawa obowiązującego, brakuje w nim szerszych odniesień do problematyki lojalności piastunów spółki wobec grupy kapitałowej, a także do problematyki interesu grupy i jego relacji względem interesu spółki wchodzącej w skład grupy, w szczególności w stosunku zależności wobec spółki dominującej. Polskie prawo nie dostrzega wielu aspektów wspomnianych zagadnień, lecz w praktyce mamy z nimi do czynienia. Za przykład może posłużyć dyskusja, jaka niedawno rozgorzała w mediach na kanwie zmiany prezesa jednej z największych polskich spółek giełdowych wchodzących w skład międzynarodowej grupy kapitałowej.

Autorka odrębnie rozważa obowiązek lojalności w spółkach osobowych i w spółkach kapitałowych. W odniesieniu do tych drugich warto zwrócić uwagę na fragmenty poświęcone zaufaniu jako elementu stosunku członkostwa w organie spółki (jakże rzadko w literaturze tematu podejmowana jest kwestia zaufania i moralności w obrocie!), niezależnym członkom rad nadzorczych i ich wpływowi na konflikt interesów, podziałowi obowiązków piastunów spółki (Autorka konsekwentnie stosuje tu termin „funkcjonariusze”) na lojalność i staranność, oraz problematyce wynagradzania członków organów. Jeden z rozdziałów poświęcony został w całości postępowaniu w przypadku konfliktu interesów. Natomiast dwa ostatnie rozdziały traktują o trudnym zagadnieniu lojalności wspólników i akcjonariuszy.

Warto przytoczyć niektóre konkluzje sygnalizowanej monografii. Autorka wskazuje więc, że „przedstawiona w pracy analiza ukazuje konwergencję pomiędzy systemami prawnymi common law a kontynentalnym. Pomimo istotnych różnic konstrukcyjnych w ustawodawstwach tych krajów oraz różnic płynących z odmiennych struktur kapitałowych w spółkach, okazuje się, że przyjęte w krajach common law rozwiązania są trafne także w odniesieniu do spółek kontynentalnych, a co najmniej, że mogą one stanowić źródło inspiracji przy rozwiązywaniu problemów funkcjonowania spółek kontynentalnych, w tym przede wszystkim spółek handlowych polskich, które były przedmiotem analizy w niniejszej pracy” (s. 399). I dalej: „Wspominając o orzecznictwie sądowym należy zauważyć, że obecnie przy rozmaitych szczegółowych problemach prawnych pojawiają się w orzeczeniach sądów kontynentalnych odwołania do orzecznictwa i praktyki amerykańskiej. Wpływ prawa amerykańskiego jest bardzo silny i pomimo pewnych odmienności w zasadach funkcjonowania spółek amerykańskich i europejskich (związanych choćby z problematyką kapitału zakładowego czy systemami organizacji spółek) zauważalna jest tendencja do recypowania w Europie rozwiązań amerykańskich (…) Można mieć jednak poważne wątpliwości, czy polskie orzecznictwo przy obecnym etapie rozwoju prawa spółek byłoby skłonne korzystać bezpośrednio z wzorców amerykańskich…” (s. 403). Otóż to! Zwracam uwagę na słowa „przy obecnym rozwoju prawa spółek”. Kiedy ów rozwój przyśpieszy, może odważniej sięgniemy po wzorce anglosaskie.

Na koniec fragment wywodu podejmujący wspomnianą wyżej kwestię grup kapitałowych, nazywanych tu grupami spółek (acz o naturze grupy nie decydują powiązania formalnoprawne, a powiązania kapitałowe): „Na szczególną uwagę zasługuje problematyka obowiązku w ramach grup spółek. Brak szczegółowych rozwiązań sprawia, że zastosowania znajdują regulacje ogólne, które zaś zwiększają ryzyko regulacyjne funkcjonowania grup kapitałowych. De lege lata [czyli z punktu widzenia prawa obowiązującego – przyp. asn) przyjąć należy bowiem, że na członkach organów spółki dominującej ciąży obowiązek lojalności wobec spółki dominującej, zaś funkcjonariusze spółki (spółek) zależnych są zobowiązani chronić interes spółki zależnej. Brak natomiast możliwości kierowania się interesem całego zgrupowania i poświęcania niekiedy interesów spółek zależnych, gdyż funkcjonariusze tych spółek naruszą wówczas obowiązek lojalności wobec spółki zależnej.
W odniesieniu do grup spółek interwencja ustawodawcy jest konieczna. Niezbędne jest stworzenie podstaw normatywnych umożliwiających formułowanie ogólnego interesu grupy spółek, a także legalizacja określonych rodzajów działań szkodzących spółkom zależnym. Przed ustawodawcą staje rozwiązanie rzeczywistego problemu, jakim jest zakres obowiązku lojalności w ramach grup spółek” (s. 406). Mądre konkluzje. Ciekawa, dojrzała praca, warta polecenia uczestnikom rynku.

Recenzja została ogłoszona w nr 4/16/2009 kwartalnika Przegląd Corporate Governance

Członek z ramienia [2006]

Nie pomagają zaklęcia o nadrzędności interesu spółki: niektórzy wyżej stawiają interes inwestora.

Teoretycy są zgodni: członek rady nadzorczej zobowiązany jest działać w interesie spółki, nadrzędnym względem interesów poszczególnych akcjonariuszy. Nie jest on przedłużeniem ramienia akcjonariusza, któremu zawdzięcza wybór. Nawet akcjonariusza większościowego. Praktycy mają z tym kłopot. Jest otóż zjawiskiem powszechnym, że członkowie rad nadzorczych bywają powiązani z którymś z akcjonariuszy. Często są przez niego zatrudnieni. Otrzymują od niego instrukcje. Zdają mu sprawozdania, nie tylko z przebiegu posiedzeń, także z sytuacji w spółce. Dzięki temu ten z akcjonariuszy, który ma w radzie swojego człowieka, jest w sytuacji odmiennej od reszty, ponieważ dysponuje pełniejszymi, bardziej aktualnymi, informacjami o spółce. Oraz wywiera wpływ na podejmowane w niej decyzje.

Prawo sankcjonuje ten stan rzeczy. Dopuszcza wyznaczanie do spółek przez niektóre podmioty „reprezentantów”. Dopuszcza, by statut przyznał indywidualnie oznaczonemu akcjonariuszowi prawo powoływania lub odwoływania członków rady nadzorczej lub zarządu spółki akcyjnej. Dopuszcza wybór członków rady nadzorczej w drodze głosowania oddzielnymi grupami. Prawo godzi się zresztą na partykularyzację nie tylko rady nadzorczej, także zarządu spółki, także w postaci oddawania miejsc w zarządach osobom wybranym przez pracowników. „Wyznaczony”, „powołany”, „wybrany” do rady nadzorczej – niekoniecznie przez akcjonariuszy! – prawdopodobnie będzie „członkiem z ramienia” tego, kto go wyznaczył, powołał lub wybrał. Mniejsza o anatomię; sam wielokrotnie słyszałem na posiedzeniach rad nadzorczych, jak ktoś z członków rady deklamuje, że zasiada w niej z czyjegoś ramienia. A w praktyce dawał wyraz temu, że lojalność wobec mocodawcy stawia nad lojalnością wobec spółki.

Wprawdzie „członkowie z ramienia” nie noszą koszulek z nazwą swojego mocodawcy, ale kiedy nie głosują zgodnie z jego instrukcjami, zostają odwoływani. W tym celu zwołuje się nadzwyczajne walne zgromadzenie, nawet jeżeli zamiana niepokornego członka rady na dającego gwarancję posłuszeństwa bywa jedynym merytorycznym punktem porządku obrad. Kiedy natomiast inwestor dysponujący „członkami z ramienia” wychodzi ze spółki, jego pupile natychmiast składają rezygnację, jakby nie mogli doczekać najbliższego walnego zgromadzenia. Lecz gdyby nie złożyli rezygnacji, wymuszając tym zwołanie nadzwyczajnego walnego zgromadzenia w celu uzupełnienia składu rady, zostałoby ono zwołane i tak, by ich odwołać i powołać innych. Którzy, w przypadku konfliktu interesów, postawią interesy swoich mocodawców ponad interesy spółki. I tak w kółko.

Nie pomogą zaklęcia o prymacie interesu spółki… Założenie, że członek rady nadzorczej będący pracownikiem inwestora kieruje się nadrzędnym interesem spółki jest równie szlachetne i fałszywe, jak idea olimpijska: nie zwycięstwo liczy się, lecz udział. Nieprawda. Liczą się medale i punkty. Dosyć mamy fikcji w sporcie i polityce, by krzewić ją jeszcze na rynku. Dla przykładu: funkcjonariusze międzynarodowi, czyli członkowie personelu organizacji międzynarodowej niby podlegają wyłącznie sekretarzowi generalnemu i nie mogą otrzymywać instrukcji od swoich rządów, ale w praktyce często jest inaczej. Albowiem szlachetną zasadę unicestwia wymóg obsadzania stanowisk zgodnie z zasadą sprawiedliwej reprezentacji geograficznej. Co ma z jednej strony tę zaletę, że zapewnia różnorodność składu personelu, ale i te wady, że kreuje podwójne podporządkowanie (wobec własnego kraju i wobec sekretarza generalnego) i rodzi konflikt sumienia (które podporządkowanie uznać za ważniejsze?). „Członek z ramienia” nie przeżywa takiego konfliktu. On nie ma wątpliwości, że liczy się przede wszystkim interes mocodawcy. „Członkowie z ramienia” nie kreują też różnorodności w składzie rady nadzorczej, ponieważ niewiele do niej wnoszą.

Niedawno “Financial Times” zwrócił uwagę na jeszcze inną postać członkostwa z ramienia: członkowie zarządu Europejskiego Banku Centralnego wybierani są przez Ecofin (a w istocie przez Eurogrupę, złożoną z krajów strefy eura), w teorii bez względu na ich przynależność państwową, w praktyce głównie w oparciu o to kryterium, dające preferencje dużym państwom. Tymczasem wpływ państw członkowskich na proces podejmowania decyzji jest zagwarantowany na poziomie Rady Zarządzającej Eurosystemu pracującej z udziałem szefów banków centralnych. Dziennik pisze zatem o oszustwie na szkodę mniejszych krajów. Słusznie, bo ”członek z ramienia” to oszustwo.

Spotykam się z argumentem, że udział takich członków w organach spółek handlowych (i innych gremiach) wzmacnia przewidywalność procesów podejmowania decyzji: chodzi o to, że z góry wiadomo, jak takie stanowisko taki ananas zajmie podczas głosowania. Lecz taka przewidywalność jest niedemokratyczna.

Tekst ogłoszony 20 II 2006 r. w tygodniku Gazeta Bankowa