Archiwa tagu: kościoły i związki wyznaniowe

Governance na antypodach, antypody governance w Polsce

  • W Australii i Nowej Zelandii można zaobserwować wysokie stany zainteresowania problematyką corporate governance i etyki biznesu;
  • W Australii znaczne poruszenie wzbudziły wyniki badań komisji królewskich, m.in. nad kryzysem corporate governance i etyki w bankach i instytucjach finansowych;
  • Nowa Zelandia może się poszczycić wzorowym Corporate Governance Handbook, niedawno ogłoszonym przez New Zealand Market Authority;
  • Na tym tle pojawiają się pytania o stosowanie standardów corporate governance przez kościoły i instytucje wyznaniowe.

Dlaczego kościół rzymsko-katolicki odrzuca zasady corporate governance? W przypadku Nowej Zelandii odpowiedzi udziela niedawno powołany dyrektor generalny diecezji Auckland, James van Schie. Uczestniczył on niedawno w programie Australijskiego Uniwersytetu Katolickiego w Rzymie dla menedżerów katolickich organizacji biznesowych, skąd przywiózł stanowisko: kościół i organizacje katolickie nie kierują się standardami corporate governance, ponieważ nie działają dla zysku, natomiast kierują się misją. Stanowisko to nie bierze pod uwagę, że corporate governance, dotycząc przede wszystkim przejrzystości, nie koncentruje się na kwestii zysku. Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, by misję spełniać przejrzyście, uczciwie rozliczać się z pieniędzy, ogłaszać wiarygodne sprawozdania na temat przychodów i wydatków.

Według dwutygodnika New Zealand Catholic, jedynego katolickiego periodyku w kraju, James van Schie twierdzi, iż cele działania organizacji katolickich , czyli rozwój ludzi i dobro powszechne, są niemniej ważne od zasad corporate governance, których nie należy traktować jako standardu złota. Ryzyko organizacji katolickich tkwi w ich reakcjach na niepowodzenia: szukają one wówczas łatwych odpowiedzi na trudne pytania i zwracają się ku zasadom corporate governance. Lecz zasady te nie przystają do celów kościoła, są od nich całkiem odmienne, ponieważ zakładają one naganne dążenia do zysku. Jest to osobliwe odczytanie zasad corporate governance – prymitywne, lecz jakże wygodne.

Niemniej należy przyznać, że diecezja Aukland podjęła – ustami swojego ekonoma – temat corporate governance. Trudno byłoby milczeć dłużej. Nowa Zelandia w znacznym stopniu podąża śladem rozwiązań australijskich. Tamtejsze komisje królewskie, powoływane w sprawach budzących szczególne zainteresowanie, bardzo krytycznie oceniają stan corporate governance i etyki w kraju. Zwrócono uwagę, że banki powinny w większym stopniu brać pod uwagę interesy klientów. Komisje stanowczo wskazują, że opieka nad osobami w podeszłym wieku powinna stawiać troskę o podopiecznych ponad planowaniem, a kościoły powinny bardziej zadbać o wiernych, niż o siebie. Na marginesie: na antypodach może chodzą do góry nogami, ale standardy etyczne mają wyższe od naszych. Niedawno stracił posadę szef nowozelandzkiego oddziału największego tamtejszego banku, Australia & New Zealand Banking Group, ponieważ usiłował obciążyć firmowy budżet wydatkami na szofera i wina. Porównanie z wydatkami na podróże Marka Kuchcińskiego byłoby nie na miejscu.

Nie sądzę, by rozważania o corporate governance na antypodach, ani o kościele Nowej Zelandii, rozpaliły wyobraźnię Czytelników. Zwrócę jednak uwagę na brak przejrzystości majątku i działalności kościołów i organizacji wyznaniowych w Polsce. Nie stosują się one do zasad corporate governance nie dlatego, że zasady te dopuszczają – zgoła promują! – działalność dla zysku; kościół katolicki w Polsce bliższy jest zyskom, niż zbawieniu. Zatem nie charakter działalności jest przeszkodą w upublicznieniu danych o majątku i działalności kościoła rzymsko-katolickiego. Najbardziej boleśnie uwiera postulat dochowania przejrzystości.

W Polsce kościół utrzymuje się nie tylko z datków wiernych. Korzysta w coraz większym stopniu także ze środków publicznych. Płyną one, nadzwyczaj obficie, także do Tadeusza Rydzyka i jego przedsięwzięć biznesowych. Nie tylko kościół oficjalny, także toruński przedsiębiorca nie rozliczają się z dotacji budżetowych. Nie sądzę, bym doczekał zmiany stanu rzeczy.

Za to wszystko winię nie tylko kościół. Przede wszystkim państwo: ospałe, wyprute z energii, posłuszne wymaganiom kościoła i nieposkromionym żądaniom imć Rydzyka; państwo, które samo zapędziło się na antypody governance. Nie tak powinno być.

 

 

 

 

 

 

Jak Siostry Franciszkanki wzbogacają rynek kapitałowy

<><> Zgromadzenie Sióstr Św. Franciszka prowadzi fundusz emerytalny zakonnic;
<><> Środki funduszu inwestowane są m.in. w spółki notowane na giełdzie;
<><> Nad inwestycjami czuwa jedna z sióstr sprawująca w zakonie funkcję dyrektora do spraw społecznej odpowiedzialności biznesu;
<><> Jako aktywny inwestor, zakon podejmuje inicjatywy dla dobra akcjonariuszy i interesariuszy spółek portfelowych.

Zbyt piękne to, by mogło być prawdziwe? Otóż nie, wszak rzecz nie dzieje się w Toruniu, a w Aston w stanie Pensylwania. O działalności Zgromadzenia, a zwłaszcza Siostry Nory Nash, pisze filadelfijski The Inguirer. Siostra Nora (śluby zakonne złożyła w 1961 r.) jest doświadczoną uczestniczką rynku kapitałowego, działa na rzecz poprawy corporate governance, a w szczególności – społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR) względem dotkniętych ubóstwem, skutkami zmian klimatycznych, plagami nierówności i niesprawiedliwości, itd.
Aktywność Nory Nash i jej zastępcy ds. CSR, Toma McCaney’a, dotyka ponad 70 spółek, w które zostały zainwestowane środki zgromadzenia. Obserwowana jest działalność spółek, nie tylko ich wyniki; zgromadzenie – czy to samodzielnie, czy wespół z Interfaith Center on Corporate Responsibility, w którym Sisters of St Francis korzystają z praw członkowskich – nie ogranicza się do zakulisowego lobbingu na rzecz akcjonariuszy i interesariuszy, także wnosi pod obrady walnych zgromadzeń projekty uchwał, przede wszystkim w sprawach społecznych. Podział zadań między dyrektorów zgromadzenia jest taki, że Siostra Nora zajmuje się głównie wydobyciem gazu i destylacją ropy, sprawami pracowniczymi i prawami człowieka, jej zastępca sprawami zdrowia i medycyny, żywności i leków.

Niektóre inicjatywy Siostry Nory odbiły się w Stanach głośnym echem. Brała udział w udanej akcji skłonienia Walt Disney Co. do złożenia w 2015 r. zobowiązania, że z filmów tego producenta zniknie palenie tytoniu. Przekonała Lowe’s Home Improvement i Hasbro (wytwórcę zabawek) do poprawy bezpieczeństwa produktów. Zabiegała, by osławiony bank Wells Fargo & Co zwiększył przejrzystość swoich działań na rzecz likwidacji skutków skandalu z 2016 r., kiedy pracownicy banku masowo otwierali klientom fałszywe rachunku, oraz innych nadużyć. Wobec braku należytej reakcji banku, złożono projekt uchwały walnego zgromadzenia – wycofany, kiedy bank zobowiązał się do wytropienia i ujawnienia złych praktyk.

Nie wszyscy są zachwyceni tymi przedsięwzięciami. W sprawozdaniu dla akcjonariuszy za rok 2016 CEO JPMorgan Chase & Co, Jamie Dimon, utyskiwał na aktywnych akcjonariuszy i wnoszone przez nich pod obrady walnych zgromadzeń projekty uchwał, które – w jego jaśnie prezesowskim przekonaniu – nie są nakierowane na dobro spółki, czyli zarabianie pieniędzy dla jej akcjonariuszy. To przy udziale takich szkodników – wywodził – doszło do dramatycznego (? – ASN) spadku liczby spółek notowanych. Radziłbym mu przyjechać do Polski.

Wrogość wobec akcjonariuszy nie kończy się na słowach. Do tej pory do zgłaszania projektów uchwał walnego zgromadzenia uprawnieni są akcjonariusze reprezentujący akcje o wartości co najmniej 2.000 USD. Wielki kapitał obstaje przy projekcie, by podnieść próg do 1 proc. kapitalizacji spółki. Siostra Nora słusznie protestuje: w przypadku JP Morgan Chase jej zgromadzenie musiałoby posiadać walory wyceniane na 3 miliardy USD. Wielkość to niebotyczna…

Działalność pensylwańskich franciszkanek nie jest jedynym przykładem zaangażowania związków religijnych na niwie corporate governance. Nie tak dawno Kościół Anglii zagroził wycofaniem się z inwestowania w spółki wydobywcze o wątpliwych praktykach corporate governance. Jest on reprezentowany na rynkach przez National Investing Bodies (NIB), koalicję złożoną z Church Commissioners, Church of England Pension Board i CBF Church of England Funds. Dezinwestycją zagrożone są spółki niechętne do współpracy z inwestorami i /lub rodzące ryzyko etyczne. Nie są to czcze pogróżki: Kościół Anglii, reprezentujący aktywa wartości 11 miliardów funtów szterlingów, wycofał się już z kilku spółek wydobywczych.

W Polsce związki religijne nie dały się dotąd poznać jako inwestorzy, nawet jako interesariusze rynku kapitałowego. Wyjątek czynił Tadeusz Rydzyk gromadząc świadectwa udziałowe NFI, a pozyskane środki trwoniąc, m.in. poprzez zakup akcji ESPEBEPE SA, która niebawem upadła. Mam jednak wątpliwości, czy miało to cokolwiek wspólnego z religią, jej posłannictwem, jej standardami etycznymi.

Reszta jest milczeniem.