Archiwa tagu: osobiste uprawnienia

O co skarżyłbym Farmacol, gdybym był akcjonariuszem

Do zejścia z parkietu szykuje się Farmacol. Pożegnam tę spółkę bez żalu. Nie wniosła udziału w rozwój rynku. Nie miała corporate governance i nie starała się mieć. Wprawdzie udanie zainwestowała środki z pierwszej oferty publicznej, lecz nie dzieliła się z inwestorami zyskami z działalności, wszystko ciułała pod siebie, bez końca wzbogacając kapitał zapasowy. Nie dbała o należytą komunikację z rynkiem. Jest typową polską familiadą: rodzina panująca zachowuje większość głosów na walnym zgromadzeniu, sama sobą obsadza większość miejsc w radzie nadzorczej. Co najważniejsze: przez lata spółka działała, i nadal działa, w oparciu o statut będący jawną obrazą prawa. Z tej przyczyny nigdy nie powinna zostać dopuszczona do obrotu giełdowego.

Jest zrozumiałe, że założyciele spółki, osoby szczególnie dla niej zasłużone, pragną zachować niektóre przywileje nawet po jej upublicznieniu. Kodeks spółek handlowych dopuszcza przywileje przypisane do niektórych akcji oraz osobiste uprawnienia przyznane indywidualnie oznaczonym akcjonariuszom. Chociaż warunkiem korzystania z osobistych uprawnień jest udział w akcjonariacie spółki, przecież nie płyną one z tytułu posiadania akcji, ale z racji imiennego oznaczenia nosicieli tych uprawnień przez statut i opisania tamże charakteru tych uprawnień. Przysługują one indywidualnie oznaczonym podmiotom tak długo, póki są one akcjonariuszami spółki. Stosowny przepis Ksh brzmi jednoznacznie: „Statut może przyznać indywidualnie oznaczonemu akcjonariuszowi osobiste uprawnienia. W szczególności mogą one dotyczyć prawa powoływania lub odwoływania członków zarządu, rady nadzorczej lub prawa do otrzymywania oznaczonych świadczeń od spółki” (art. 354 § 1).

PRZYMIOTY NIEZBYWALNE I ZBYWALNE
Katalog przyznawanych przez statut osobistych uprawnień nie jest zamknięty, działa tu zasada swobody umów, zatem dopuszczone są wszelakie uprawnienia mieszczące się w ramach bezwzględnie obowiązujących norm prawa, natury spółki akcyjnej i dobrych obyczajów. Mamy tu do czynienia z oczywistym wyjątkiem od zasady jednakowego traktowania akcjonariuszy. W praktyce najczęściej treścią osobistych uprawnień jest niezbywalne prawo indywidualnie oznaczonego akcjonariusza do powoływania i /lub odwoływania członka /członków organu /organów spółki.

Na przykład statut Prokom Software zawierał postanowienie, że „przewodniczącego rady nadzorczej wyznacza Ryszard Krauze” (tak oznaczony akcjonariusz wyposażony był także w prawo powoływania jednego członka rady nadzorczej). Osobiście uprawniony wyznaczał na przewodniczącego rady nadzorczej sam siebie. Także w statucie Petrolinvestu akcjonariusz dysponujący prerogatywą powoływania i odwoływania wiceprezesa zarządu i jednego z członków rady nadzorczej został oznaczony jako „Ryszard Krauze”. Imię i nazwisko to – w odróżnieniu od akcji – przymioty niezbywalne. Nie mnie sądzić, czy przywołane postanowienia były korzystne dla wspomnianych spółek, ale przynajmniej były zgodne z prawem.

Natomiast statut Farmacol SA zawiera postanowienie, iż przewodniczącego rady nadzorczej wskazują spośród osób wybranych do rady akcjonariusze posiadający akcje serii „A”. Ci sami akcjonariusze określają wynagrodzenie przewodniczącego rady. Ponadto mają oni prawo odwołania każdego z członków rady nadzorczej wybranych przez walne zgromadzenie. Z kolei akcjonariusze posiadający akcje serii „C” wskazują spośród osób wybranych do rady nadzorczej jej wiceprzewodniczącego, a także określają jego wynagrodzenie.

BŁĘDY SPOD SZTANCY
Rzecz ciekawa: takie same rozwiązania zawierał statut konkurującej z Farmacolem spółki Prosper SA – z tą różnicą, ze przywilej wskazywania wiceprzewodniczącego rady przyznano akcjonariuszom posiadającym akcje serii „B”. Chodzi nie o to, że jakaś podrzędna kancelaria prawna obdarzyła różne spółki kleconym przez siebie statutem, lecz o to, że ów statut został sklecony źle, z podstawowymi błędami, a mimo to w przypadku Farmacolu (bo Prospera już nie ma) przetrwał kilkanaście lat. Otóż tytuł do osobistych uprawnień nie wynika z posiadania akcji danej serii, a z indywidualnego oznaczenia uprawnionego akcjonariusza w statucie.

Posiadacze akcji Farmacolu serii A i C nie zostali indywidualnie oznaczeni. Ze statutu nie wynika przecież, do kogo należą akcje serii A (65.000 akcji) i serii C (1.935.000 akcji): imienne, uprzywilejowane w ten sposób, że na każdą z tych akcji przypada pięć głosów na walnym zgromadzeniu. Akcje te są swobodnie zbywalne, tylko do końca roku 2001 ich zbycie wymagało zgody rady nadzorczej. Także do końca roku 2001 nie mogły one zostać zamienione na akcje na okaziciela, co spowodowałoby utratę ich uprzywilejowania. Brak indywidualnego oznaczenia jako osobiście uprawnionych nie daje posiadaczom serii A i C prawa do korzystania ze wspomnianych przywilejów.

Z PRYWATNYCH SZKATUŁ
Nawet gdyby uprawnieni akcjonariusze zostali w statucie prawidłowo oznaczeni imionami i nazwiskiem (względnie firmą) i dzięki temu mogli korzystać z przywileju wyznaczania przewodniczącego i wiceprzewodniczącego rady nadzorczej, i tak nie mieliby oni prawa do określenia wypłacanych ze środków spółki wynagrodzeń swoich nominatów. Mogliby określać te wynagrodzenia tylko wtedy, gdyby wypłacali je sami, z własnych środków, z prywatnych szkatuł. Żaden akcjonariusz, choćby największy, najbardziej zasłużony, nie ma prawa samodzielnie dysponować środkami spółki. Określanie wynagrodzenia poszczególnych członków rady nadzorczej należy wyłącznie do walnego zgromadzenia, które może dokonać tego w statucie lub w uchwale (art. art. 392 § 1 i 390 § 3 Ksh). Ponieważ wynagrodzenie ze środków spółki przysługuje członkom rady nadzorczej wyłącznie z woli walnego zgromadzenie – i tylko w wysokości określonej przez walne zgromadzenie – jest ono jawne dla akcjonariuszy.

Walne zgromadzenie Farmacol SA określiło wynagrodzenie członków rady nadzorczej na 500 zł za udział w posiedzeniu. Nie jestem zwolennikiem płacenia członkom rady nadzorczej za udział w posiedzeniu, ponieważ uczciwie pracująca rada nadzorcza wykonuje znaczną część swojej pracy poza posiedzeniami. Ustalenie wynagrodzenia członka rady nadzorczej na 500 złotych świadczy, że rada ma charakter ornamentacyjny, jest – bo musi być, ale nie ma ambicji sprawowania stałego nadzoru nad działalnością spółki we wszystkich dziedzinach jej działalności, a ponadto wykonania zadań należących do komitetu audytu, którego nie wyłoniła.

TAKŻE FISKUS MOŻE SIĘ UPOMNIEĆ
Wynagrodzenie członka rady nadzorczej Farmacol SA Jana Kowalewskiego wyniosło w 2015 roku 1.500 zł, Anny Olszewskiej 3.500 zł, Macieja Olszewskiego 3.500 zł. Rok wcześniej rada widocznie spotykała się częściej, skoro Jan Kowalewski otrzymał 6.000, zaś Anna i Maciej Olszewscy po 8.000 zł. Przewodniczący rady nadzorczej Andrzej Olszewski, którego wynagrodzenie określili akcjonariusze posiadający akcje serii A, w roku 2015 otrzymał 187.176 zł, a wiceprzewodnicząca Zyta Olszewska, której wynagrodzenie określają akcjonariusze posiadający akcje serii C, w roku 2015 otrzymała 159.154 zł. W roku 2014 wynagrodzenia te były wyższe: Andrzej Olszewski otrzymał 229.493 zł, a Zyta Olszewska 208.451 zł. Gdybym był akcjonariuszem Farmacolu, domagałbym się zwrotu spółce wszelkich kwot pobranych z niej przez Andrzeja i Zytę Olszewskich bez podstawy w uchwałach walnego zgromadzenia. Z odsetkami.

Także fiskus może upomnieć się o swoje. Kwoty wypłacane przez spółkę przewodniczącemu i wiceprzewodniczącej rady nadzorczej bez podstawy w uchwałach walnego zgromadzenia są świadczeniami nienależnymi i spółka nie powinna ich zaliczać do kosztów uzyskania przychodów. Dochodziło bowiem do systematycznego naruszania obowiązujących przepisów prawa, które nie dopuszczają do wypłaty przez spółkę przewodniczącemu i wiceprzewodniczącej rady nadzorczej wynagrodzeń określonych nie przez walne zgromadzenie, a poza walnym zgromadzeniem przez poszczególnych akcjonariuszy. Dochodziło przy tym do obrazy natury spółki akcyjnej. Dysproporcje pomiędzy wysokością wynagrodzeń legalnie wypłacanych członkom rady nadzorczej na podstawie uchwały walnego zgromadzenia, a wysokością wynagrodzeń wypłacanych przewodniczącemu i wiceprzewodniczącej świadczą o naruszeniu standardu dobrych obyczajów.

DLACZEGO NIE JESTEM UDZIAŁOWCEM?
Farmacol SA jest spółką dochodową, bardzo obiecującą, jest jednak kilka powodów, dla których nie zostałem jej akcjonariuszem. Pierwszym był statut. Przedmiot działalności spółki obejmuje także prowadzenie restauracji, pozostałych placówek gastronomicznych, hoteli i moteli z restauracjami; nie rozumiem, po co. Drugim powodem były obawy, że nie zdołam zarejestrować się na walnym zgromadzeniu, skoro statut spółki przewiduje (§ 9.6) iż „posiadacz akcji na okaziciela ma prawo uczestniczyć w walnym zgromadzeniu, jeżeli przynajmniej na tydzień przed terminem walnego zgromadzenia złoży w spółce swoje akcje”, co jest niewykonalne. Trzecim – niejasności co do sposobu procedowania rady nadzorczej, która może odbywać posiedzenia „w trybie pisemnym”, do jej protokołów dołączane są „nadesłane później sprzeciwy członków nieobecnych na posiedzeniu rady” (czego miałyby dotyczyć?), a w posiedzeniach rady mają prawo i obowiązek uczestniczyć, z głosem doradczym, członkowie zarządu. Czwartym powodem była ogłoszone przez Andrzeja Smugę uzasadnienie jego rezygnacji z funkcji prezesa zarządu: „Powodem rezygnacji jest brak możliwości skutecznego pełnienia funkcji spowodowany działaniem rady nadzorczej Farmacol SA ingerującej w kompetencje i uprawnienia zarządu oraz prowadzenie działań leżących w kompetencjach zarządu spółki bez jego wiedzy i zgody” (Parkiet 20 VII 2013). Są pytania?

AUTORZY STATUTÓW, WYSTĄP!
Nie tylko w statucie Farmacolu tkwią oczywiste błędy i niezgodności z prawem. Farmacol i Prosper czerpały statuty z jednego źródła, z zatrutej studni. Takich zatrutych studni jest na rynku więcej, niż na obrazach Jacka Malczewskiego. Gdyby wprowadzić wymóg podpisywania projektów statutów przez kancelarie, skutki byłyby dwojakie: ubyłoby może błędów, ale usługi kancelarii prawnych znacznie potaniałyby.

Wprowadziłbym też wymóg składania przez inwestorów instytucjonalnych oświadczeń o zapoznaniu się ze statutami spółek, w które zamierzają inwestować. Wkładają oni w ciemno pieniądze uczestników, a później łapią się za głowę. Ostatnio pięć funduszy, w sumie przedstawiających ok. 27 proc. kapitału Farmacolu, zapowiedziało, że nie odpowiedzą na wezwanie do sprzedaży akcji po cenie, która nie odpowiada ich wartości godziwej. Wcześniej nie przyszło im do głowy upomnieć się o stosowanie przez spółkę dobrych praktyk, budowę ładu korporacyjnego. W istocie rzeczy, nie fundusze tracą, a ich uczestnicy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 29 października 2016 r.
Czytaj także:
2002.07.15 Wynagrodzenie rady
2002.07.22 Z własnej szkatuły
2014.09.18 Między przepisem a praktyką

Między przepisem a praktyką

Często spotykam się z poglądem, że władztwo w spółce akcyjnej jest prostym odzwierciedleniem układu właścicielskiego: masz tyle do powiedzenia, ile masz akcji w portfelu. Otóż sprawa nie jest taka prosta, o czym najlepiej świadczy instytucja uprawnień osobistych. Może się bowiem zdarzyć, że spółka wyróżni jednego lub kilku akcjonariuszy przyznając im uprawnienia, jakie nie przysługują innym akcjonariuszom, nawet dysponującym większą ilością akcji. Przytoczę tu odpowiedni przepis Ksh:

„Art. 354. § 1. Statut może przyznać indywidualnie oznaczonemu akcjonariuszowi osobiste uprawnienia. W szczególności mogą one dotyczyć prawa powoływania lub odwoływania członków zarządu, rady nadzorczej lub prawa do otrzymywania oznaczonych świadczeń od spółki”.

Na papierze wszystko jest klarowne. Osobiste uprawnienia mogą płynąć tylko ze statutu, nie z umów inwestycyjnych, uchwał rady walnego zgromadzenia, rady nadzorczej, zarządu, względnie innego źródła. Mogą one zostać przypisane wyłącznie akcjonariuszom. Są to uprawnienia osobiste, czyli nie mają one charakteru zbywalnego, nie przechodzą także na następców prawnych uposażonego. Akcjonariusz, któremu statut spółki przyznaje osobiste uprawnienia, powinien być przez ten statut oznaczony indywidualnie, imieniem i nazwiskiem albo firmą, czyli w sposób wykluczający pomyłkę lub wątpliwości co do osoby (fizycznej lub prawnej), której uprawnienie przysługuje. Wspomniane uprawnienia nie są bowiem przywiązane do akcji, a do akcjonariusza, który utraci je z chwilą utraty statusu akcjonariusza. Inna sprawa, że uposażony akcjonariusz może nie korzystać z przysługujących mu uprawnień, bądź nieodwracalnie zrzec się ich.

Ustawa nie zawiera zamkniętego katalogu uprawnień osobistych, wymienia jedynie prawo powoływania lub odwoływania członka (członków) organu (organów: zarządu, rady nadzorczej) spółki i prawo otrzymywania od spółki oznaczonych świadczeń (pieniężnych lub w naturze). Najczęściej statuty dają uposażonym akcjonariuszom prawo powoływania i odwoływania członka /członków zarządu i/lub rady nadzorczej, bądź przewodniczącego rady. Niekiedy uposażony powołuje sam siebie. Tytułem przykładu można przytoczyć postanowienie statutu Prokom Software: „Przewodniczącego rady nadzorczej wyznacza Ryszard Krauze”. Nic nie stało na przeszkodzie, by uprawniony podmiot Ryszard Krauze wyznaczył na przewodniczącego rady nadzorczej tegoż Ryszarda Krauze, co też miało miejsce.

Przepis jest przeto jasny, ale praktyka bywa rozmaita. Niekiedy osobiście uprawniony nie jest indywidualnie oznaczony. Już przed kilkunastu laty oponowałem przeciwko postanowieniom statutów wyposażających w uprawnienia osobiste „akcjonariuszy posiadających akcje serii A”. To nie jest indywidualne oznaczenie osobiście uprawnionego akcjonariusza. Do tego przypadku powrócę zresztą poniżej. Podobny przykład znajduję w statucie innej spółki: „Dwóch członków rady nadzorczej, w tym przewodniczącego, powołują i odwołują w głosowaniu na walnym zgromadzeniu akcjonariusze posiadający w spółce akcje imienne. Powoływanie i odwoływanie następuje bezwzględną większością głosów wynikających z akcji imiennych”. Posiadanie akcji imiennych nie jest moim zdaniem indywidualnym wyróżnikiem.

Zdarza się, że statut spółki przyznaje akcjonariuszowi (inna sprawa, że niewłaściwie oznaczonemu) osobiste uprawnienie niezgodne z prawem i naturą spółki akcyjnej. Z owej natury wynika, że środkami spółki dysponować może wyłącznie ona sama działając przez uprawnione do tego organy, a nie poszczególni akcjonariusze. Otóż wspomniani powyżej akcjonariusze posiadający akcje serii A nie tylko są uprawnieni do wskazywania przewodniczącego rady nadzorczej (spośród osób wybranych do niej przez walne zgromadzenie), lecz także do określania jego wynagrodzenia. Gdyby ustalali oni owo wynagrodzenie ze środków wypłacanych z własnej szkatuły, nie protestowałbym. Każdemu wolno dysponować swoimi pieniędzmi na rzecz innych. Lecz tu chodzi o bezprawne dysponowanie przez wadliwie oznaczonego akcjonariusza środkami spółki.

Ciekawostka: już w roku 2000 wskazywałem, że takie same wadliwe przepisy znalazły się w statutach konkurujących spółek, widać obsługiwanych przez te samą kancelarię. Tylko jedna z tych spółek przetrwała na giełdzie do dzisiaj, ze wspomnianymi błędami w statucie. Lecz statutów nie czytają inwestorzy, nawet instytucjonalni; nie czytają banki kredytujące, ani giełda, ani KNF. Ale dopóki pióro mi nie uschnie, będę piętnował błędy statutowe, a także ich autorów. Może powinienem ich indywidualnie oznaczać, by wreszcie zrozumieli, o co chodzi w omawianym przepisie?

Czytaj także:
2002.07.15 Wynagrodzenie rady
2002.07.22 Z własnej szkatuły

Z własnej szkatuły [2002]

Niektóre spółki przyjmują osobliwe rozwiązania statutowe. Skorzystać na tym może tylko fiskus.

W poprzednim artykule z tego cyklu (2002.07.15) napisałem rzecz nad wyraz oczywistą, że nawet indywidualnie oznaczony akcjonariusz, któremu statut spółki przyznaje prawo powoływania lub odwoływania członków rady nadzorczej, nie ma wpływu na ich wynagrodzenie: ani czy im ono przysługuje, ani na jego formę, ani kwotę. Nie ma on prawa dysponowania środkami spółki, co uwydatniłem wykrzyknikiem. Wynika to bezpośrednio z kodeksu spółek handlowych stanowiącego, że wynagrodzenie członków rady nadzorczej może płynąć tylko ze statutu lub z uchwały walnego zgromadzenia. Wynika to ponadto z natury spółki akcyjnej, gdyż tylko ona sama jest uprawniona do dysponowania swoimi funduszami. Nie może przeto dysponować nimi nawet ten akcjonariusz, któremu statut spółki indywidualnie przyzna osobiste uprawnienia do powoływania lub odwoływania członków zarządu lub rady nadzorczej.

Spółka akcyjna jest osobą prawną, więc działa tylko przez swoje organy (w tym przypadku przez walne zgromadzenie). Akcjonariusz, który z mocy statutu ma prawo powoływania lub odwoływania członków organów spółki, może przyznać im wynagrodzenie w dowolnej wysokości, lecz nie od spółki, a z własnej szkatuły.

W praktyce utarły się dwa różne rozwiązania tej materii. Przykład pierwszego z nich czerpię ze statutu MCI Management. Przewiduje on, że jak długo Czechowicz Ventures sp. z o.o. posiada co najmniej 20% głosów na walnym zgromadzeniu, akcjonariusz ten powołuje i odwołuje dwóch członków rady nadzorczej, niemniej jednak ich wynagrodzenie ustalane jest przez walne zgromadzenie. Jest to rozwiązanie dopuszczalne. Przeciwne przykłady dają statuty Farmacolu i Prospera. W obu spółkach farmaceutycznych przyjęto, że przewodniczącego rady nadzorczej wskazują spośród osób wybranych do tego organu akcjonariusze serii A, którzy też określają jego wynagrodzenie. Natomiast wiceprzewodniczącego rady wskazują spośród osób wybranych do niej akcjonariusze serii B (Prosper) lub akcjonariusze posiadający akcje serii C (Farmacol) i oni też określają jego wynagrodzenie.

Równo przed rokiem pisałem, że takie rozwiązanie jest obrazą prawa: „natura spółki akcyjnej jest taka, że nie mogą dysponować jej środkami sami akcjonariusze, nawet cieszący się arcyprzywilejami, a tylko spółka, reprezentowana (przynajmniej w tym przypadku) przez walne zgromadzenie. Czy prawnicy wyjechali na wakacje?” Skoro bowiem ustawa stanowi, że członkom rady nadzorczej może zostać przyznane wynagrodzenie, a określa je statut lub uchwała walnego zgromadzenia, oznacza to, po pierwsze, że albo statut sam rozstrzygnie kwestię przyznania wynagrodzenia oraz określi wysokość, lub mechanizm wyliczania wysokości wynagrodzenia, albo powierzy owe uprawnienia (wprost lub w następstwie przemilczenia kwestii) walnemu zgromadzeniu. Statut nie może natomiast powierzyć tych uprawnień komukolwiek poza walnym zgromadzeniem.

Jeżeli przeto spółka wypłaca członkowi rady nadzorczej kwoty określone nie przez statut lub uchwałę walnego zgromadzenia, lecz przez akcjonariusza, choćby najważniejszego (gdyż stan jego posiadania lub zasługi nie mają nic do rzeczy) – powstają wątpliwości, czy jest to świadczenie należne, oraz czy spółka może uważać je za koszty uzyskania przychodu? Powstają też wątpliwości, czy nie zachodzi tutaj działanie na niekorzyść spółki uzasadniające wystąpienie z roszczeniem odszkodowawczym? Nie jestem przekonany, czy wyjaśnianie owych wątpliwości jest zadaniem niniejszego tekstu. Aspektem podatkowym zapewne zajmą się bardziej w tej materii kompetentne właściwe urzędy skarbowe. Aspektem odszkodowawczym powinny zająć się sądy. Nonszalancja prawników, którzy wyjechali na wakacje i pozostają na nich nieprzerwanie, może okazać się bardzo kosztowna dla obsługiwanych przez nich spółek.

W myśl przepisów o podatku dochodowym od osób prawnych nie uważa się bowiem za koszty uzyskania przychodów wydatków ponoszonych przez spółki na rzecz osób wchodzących w skład rad nadzorczych, z jedynym wyjątkiem wynagrodzeń z tytułu pełnionej funkcji. Ustawodawca prezentuje więc ujęcie negatywne: nie uważa się za koszty uzyskania przychodów niczego, co w tym przypadku nie może zostać zakwalifikowane jako wynagrodzenia członków rad nadzorczych. Natomiast w przepisach o spółkach handlowych ustawodawca przyjął ujęcie pozytywne: wynagrodzeniem jest w tym przypadku tylko świadczenie określone przez statut lub uchwałę walnego zgromadzenia.

Wobec tego świadczenie na rzecz członka rady nadzorczej, które nie płynie ze statutu lub uchwały walnego zgromadzenia, nie będzie uważane za koszty uzyskania przychodów. Być może ta konstatacja mocniej przemówi do spółek, niż argumenty czerpane z ustawy albo wyprowadzane z pojęcia natury spółki.

Tekst ogłoszony 22 VII 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Czytaj także:
2014.09.18 Między przepisem a praktyką
2002.07.15 Wynagrodzenie rady

Wynagrodzenie rady [2002]

Często zamiast nadzorować spółkę członkowie rady nadzorczej wyciągają z niej pieniądze.

W kodeksie spółek handlowych uregulowano kwestię wynagrodzenia członków rady nadzorczej spółki akcyjnej. Pominięto tę kwestię w przypadku organów nadzoru (rady nadzorczej i komisji rewizyjnej) spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, korzystającej tu z większej swobody. Zasady ustrojowe spółki akcyjnej przewidują zatem, że członkom rady nadzorczej wynagrodzenie przysługuje tylko z woli walnego zgromadzenia i tylko w wysokości i na zasadach ustalonych przez walne zgromadzenie, a wobec tego jest ono jawne dla akcjonariuszy.

Nie istnieje przeto domniemanie, że członkom rady nadzorczej należy się cokolwiek prócz zwrotu kosztów związanych z udziałem w pracach rady. O tym, czy przysługuje im wynagrodzenie od spółki, bądź którym członkom rady przysługuje wynagrodzenie, w jakiej formie oraz w jakiej kwocie, decydować może tylko spółka, a w jej imieniu – walne zgromadzenie. Nie może rada nadzorcza sama ustalać wysokości kwot wypłacanych swoim członkom, jak – ku obrazie prawa – praktykowano w Compensie

Bywa, że to nie walne zgromadzenie wybiera członka rady, a jest on powoływany przez indywidualnie oznaczonego (z nazwiska lub firmy) w statucie akcjonariusza. Lecz nawet indywidualnie oznaczony akcjonariusz, któremu statut spółki przyznaje prawo powoływania lub odwoływania członków rady nadzorczej, nie ma wpływu na ich wynagrodzenie: ani czy im ono przysługuje, ani na jego formę, ani kwotę. Nie ma on prawa dysponowania środkami spółki! Warto pamiętać, że walne zgromadzenie może przyznać wynagrodzenie jednemu tylko, lub kilku imiennie wskazanym członkom rady, pomijając pozostałych członków rady. Może też ono różnicować wysokość wynagrodzenia bądź ze względu na funkcje pełnione w radzie, bądź osobę oznaczonego w uchwale członka rady.

Kodeks pomija kwestię wynagradzania członków rad nadzorczych ze źródeł innych, niż spółka. Mogą więc oni pobierać wynagrodzenie od akcjonariuszy, dla których sprawują nadzór. Mogą pobierać je bez względu na to, czy otrzymują także wynagrodzenie od spółki. Jeżeli członkom rady zostało przyznane wynagrodzenie od spółki, bywa ono czasem cedowane na inny podmiot, na przykład na inwestora, który sam opłaca członka rady. Taką zasadę stosują niektóre Narodowe Fundusze Inwestycyjne. Wynagrodzenie z tytułu udziału pracownika firmy zarządzającej funduszem w radzie nadzorczej spółki parterowej bywa wtedy przekazywane owej firmie.

Wynagrodzenie członków rady nadzorczej spółki akcyjnej określone jest w statucie lub uchwale walnego zgromadzenia. Wynagrodzenie członków rady w formie prawa udziału w zysku spółki (tantiemę) może uchwalić tylko walne zgromadzenie. Tantiema nie może płynąć wprost ze statutu spółki, gdyż nie wiadomo z góry, czy sprawozdanie finansowe przyniesie zysk, oraz czy zostanie on przeznaczony do wypłaty akcjonariuszom. Tantiema przysługuje członkom rady dopiero po spełnieniu przez spółkę kilku warunków. Jednym z nich jest wykazanie zysku w sprawozdaniu finansowym; innym – przeznaczenie go przez walne zgromadzenie do wypłaty akcjonariuszom. Kiedy zysku nie ma, lub kiedy spółka nie wypłaca dywidendy, tantiema nie przysługuje. Spółki bądź łamią ten przepis (Kable, Muza), bądź usiłują go obejść, wypłacając członkom rady nadzorczej nagrody (BOŚ) lub premie (Mostostal Gdańsk).

Czasem wyczynia się łamańce prawne, by zataić przed akcjonariatem, ile zarabia nadzór. Zarządy zatrudniają członków rady na podstawie umowy o pracę, lub zawierają z nimi umowy cywilnoprawne, do których stosuje się przepisy dotyczące zlecenia. W ten sposób członek organu nadzoru zostaje finansowo i organizacyjnie uzależniony od tego, kogo ma nadzorować. W pierwszych latach transformacji z takiej metody oswajania nadzorców – przedstawicieli Skarbu Państwa, w tym nawet urzędników resortu – korzystali prezesi niektórych jednoosobowych spółek Skarbu Państwa.

Zarządy pozwalają na dorabianie członków rady w spółce, bądź w spółkach od niej zależnych. Zamawia się u członków rad opinie, płaci się im ekstra za ‘doradztwo’, powołuje się ich odpłatnie w skład komisji przetargowej itp. Nie licuje to z naturą spółki akcyjnej, a już szczególnie ze statusem spółki publicznej. Z wydanego przez Parkiet w czerwcu 2002 r. ‘Przewodnika Inwestora’ wynika na przykład, że w roku 2000 (?) członkowie rady nadzorczej Simple zarobili 61 tys. zł z tytułu pracy w radzie, a 855 tys. zł z tytułu usług świadczonych dla spółki.

W założeniu nadzór służy akcjonariatowi, ale kiedy łamie się przepisy, lub postępuje się niezgodnie z ich celem i duchem, okazuje się, że to spółka służy nadzorowi (ściślej: portfelom nadzorców) kosztem akcjonariatu, jak było w głośnej sprawie wałbrzyskiej Porcelany.

Tekst został ogłoszony 15 lipca 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.
Czytaj także:
2014.09.18 Miedzy przepisem a praktyką
2002.07.22 Z własnej szkatuły