Archiwa tagu: regulaminy

Jak notowane spółki tracą zdolność do przeprowadzenia wtórnej oferty publicznej?

  • O zdolności emisyjnej świadczy przede wszystkim stosunek wartości nominalnej akcji do kursu, po jakim akcje są notowane w obrocie;
  • Spółka nie może bowiem wydawać akcji po cenie niższej od wartości nominalnej;
  • Wzrostowi notowań do poziomu dorównującego wartości nominalnej mogą sprzyjać osiągnięcia spółki i pokładane w niej przez rynek zaufanie;
  • Odnosi się jednak wrażenie, że niektórym spółkom nie zależy na zaufaniu inwestorów.

Wiele spółek notowanych na warszawskim parkiecie jest niezdolnych do przeprowadzenia kolejnej emisji akcji. Powód jest oczywisty: nie mogą one oferować akcji poniżej ich wartości nominalnej, a notowania kształtują się znacznie poniżej tej wartości. W takiej sytuacji znajduje się PMPG Polskie Media SA. Wartość nominalna jest akcji, po obniżeniu z 10 zł, wynosi obecnie 7 zł, a kurs kształtuje się w okolicach 1,71 (notowania z piątku 26 IV). Wcześniej spółka skupowała swoje akcje po znacząco wyższej cenie (2,67 zł).

Chociaż, z formalnego punktu widzenia, o zdolności emisyjnej spółki decyduje możliwość uzyskania przez akcje nowej emisji ceny równej lub wyższej od wartości nominalnej, o gotowości rynku do nabywania akcji decydują także inne względy, w tym zaufanie pokładane w spółce. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że PMPG Polskie Media SA o zaufanie wcale nie zabiega. Świadczy o tym niedbały stosunek spółki do jej dokumentów ustrojowych. Utarło się wprawdzie przekonanie, że statutów i regulaminów nie czyta żaden inwestor, zwłaszcza inwestor instytucjonalny, lecz przecież bywają wyjątki.

W statucie spółki może zniechęcić inwestorów nazbyt szerokie ujęcie przedmiotu działalności, obejmującego aż 98 pozycji. Na stronie spółki czytam, że do grupy kapitałowej PMPG należą m.in. wydawca „najbardziej opiniotwórczego polskiego tygodnika” (nie wiedziałem tego, prawda?) Wprost, oraz wydawca Do Rzeczy i Historia Do Rzeczy (tytuły dokumentują pierwotny związek pism z dziennikiem Rzeczpospolita, który otrząsnął się z tych wydawnictw), a strategia spółki zakłada jej rozwój w nowych mediach.

Niemniej statutowy przedmiot działalności wylicza m.in. wytwarzanie i przetwarzanie koksu, produkcję chemikaliów organicznych, sprzedaż hurtową i detaliczną samochodów osobowych i furgonetek, działalność agentów zajmujących się sprzedażą paliw, rud, metali i chemikaliów przemysłowych, statków i samolotów, wyrobów tekstylnych, futrzarskich, obuwia, artykułów skórzanych, mebli, dywanów, zegarków, nawet badania naukowe i prace rozwojowe w dziedzinie biotechnologii. Wiem, że spółka nie musi zajmować się wszystkim, o czym plecie w statucie, ale też dostrzegam ryzyko, że może ona znienacka zarzucić ów najbardziej opiniotwórczy tygodnik i zająć się wytwarzaniem koksu. Byłoby to legalne, ale czy eleganckie?

Mam zastrzeżenia do § 16 statutu, dopuszczającego, by walne zgromadzenia odbywały się „w Warszawie albo w miejscu wskazanym w ogłoszeniu o zwołaniu lub pisemnym zawiadomieniu”. PMPG ma siedzibę w Warszawie, jest notowana na warszawskiej giełdzie, przeto może odbywać walne zgromadzenia wyłącznie w Warszawie, a zwołuje je w trybie przewidzianym w art. 4021 Ksh i żadne „pisemne zawiadomienie” nie wchodzi w rachubę. Śmieszy mnie powtarzanie w statutach spółek publicznych (w tym przypadku w § 12.4) dyspozycji Ksh o uchwałach podejmowanych przez walne zgromadzenie bez formalnego zwołania: spółka publiczna musi formalnie zwoływać walne zgromadzenia, a reprezentacja całego kapitału bez formalnego zwołania zgromadzenia jest w praktyce nieprawdopodobna.

Wypada natomiast pochwalić PMPG za jasną dyspozycję § 25 statutu.  Ksh wprawdzie stanowi (art. 389 § 1), że przewodniczący rady nadzorczej zwołuje posiedzenie rady w terminie dwóch tygodni od dnia otrzymania wniosku zarządu lub członka rady, lecz nie określa, w jakim terminie należy odbyć zwołane w tym trybie posiedzenie. Wiele statutów spółek publicznych bezmyślnie powtarza dyspozycję Ksh (nazywam to efektem kaskady) i na tym poprzestaje, milcząco dopuszczając nieokreśloną zwłokę przewodniczącego. Statut PMPG stanowi, że wspomniane „posiedzenie powinno zostać zwołane […] na dzień przypadający nie później niż przed upływem trzech tygodni od dnia otrzymania takiego wniosku”. Takie rozwiązanie wyklucza możliwość obstrukcji wniosku przez przewodniczącego.

Inna sprawa, że regulamin rady nadzorczej rozszerza krąg upoważnionych przez Ksh do żądania zwołania posiedzenia rady o akcjonariusza lub akcjonariuszy reprezentujących co najmniej 10% kapitału zakładowego. Otóż takie uprawnienie nie może płynąć z regulaminu rady. Nadto nie rozumiem sensu osobliwego postanowienia  9 in fine regulaminu rady: „Korzystając ze swoich uprawnień, Przewodniczący rady nadzorczej powinien stosować się do uchwał i opinii rady, a także – w razie potrzeby – uzgadniać swe decyzje z Wiceprzewodniczącym”.

Udostępniony na stronie internetowej spółki regulamin walnego zgromadzenia to istny zbiór bzdur sprzecznych z wprowadzoną w 2008 r. daleko idącą reformą walnego zgromadzenia spółki publicznej. Przeto PMPG SA miałaby zwoływać zgromadzenia przez ogłoszenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym oraz w swojej siedzibie. Członek zarządu i pracownik spółki nadal nie mogliby być pełnomocnikami na walnym zgromadzeniu, zaś akcjonariusz mógłby głosować akcjami tylko w sposób jednolity. Czyżby spółka podróżowała w czasie?

O regulaminie zarządu nie piszę, ponieważ sytuacja zmienia się zasadniczo. Dotychczas zarząd był jednoosobowy, jego członek niebawem przejdzie do rady nadzorczej, powołano do zarządu trzy kompetentne osoby, ale jego kształt nie został jeszcze ustalony (na stanowisku prezesa jest vacat). Ważne, że rysują się korzystne perspektywy wyrównania chociaż części strat spowodowanych skandalicznym upadkiem Ruch SA; że sytuacja założyciela spółki może wyklarować się dlań korzystnie; że ostatni wynik finansowy jest dodatni.

Niemniej zaufania do spółki nie przybywa. Jej oświadczenie o stosowaniu zasad ładu korporacyjnego dotyczy roku… 2015. Oznacza to zlekceważenie akcjonariuszy i rynku.  

Pogoda dla krętaczy [2001]

Luki w statucie spółki i regulaminach jej organów są po to, by tamtędy mogły wyciekać pieniądze.

O wyniku spółki świadczą nie tylko jej sprawozdania, nie tylko opinia i raport biegłego rewidenta, także statut i regulaminy jej organów. Często są one fatalnej jakości. Dopóki spółka nie uporządkuje swoich dokumentów ustrojowych, dopóki nie wprowadzi przejrzystych mechanizmów podejmowania decyzji, dopóty jej wyniki nie będą wiarygodne, bowiem mogą być spreparowane.

Ustrój spółki nie kreuje jej wyniku, lecz go uwiarygodnia. Niestety, ramy ustrojowe spółek są powszechnie zainfekowane czterema zwyrodnieniami. Pierwsze to efekt dziurawej kieszeni. W Polsce jeszcze nie docenia się, że należycie sporządzony statut, starannie dostosowany do niepowtarzalnych cech spółki, poważnie wzbogaca jej wartość, a dobrze opracowane regulaminy wszystkich jej organów nie tylko usprawniają podejmowanie decyzji, lecz także służą interesom akcjonariatu. Dokumenty ustrojowe spółek są często uznawane za drugorzędne kwity bez praktycznego znaczenia, przeto dla oszczędności spółki nie tworzą ich same, lecz sięgają po gotowe rozwiązania. Chodzi już nawet nie o to, że zamiast skroić ubranie na miarę, spółka wybiera używane łachy, lecz o to, że w tych łachach kieszenie są dziurawe.

To wcale nie przypadek, że przez luki w statucie, a nawet w regulaminach, wyciekają ze spółki pieniądze! Zależność między jakością corporate governance, czyli porządku korporacyjnego, a corporate performance, czyli wynikami spółek, staje się coraz bardziej oczywista.

Drugie zwyrodnienie to efekt zatrutej studni. Ponieważ inwestorzy (przynajmniej do tej pory) nie oceniają spółek po statutach, a samym spółkom także nie zależy, by ich statuty były oryginalne i twórczo wzbogacały ich tożsamość – spółki zadowalają się bezkrytycznym korzystaniem z cudzych wzorów, niekoniecznie dobrych. Przy tym powszechnie nie dostrzega się, że statut służy spółce, jej akcjonariatowi, a nie pro forma sądowi rejestrowemu. Dlatego spółki (czyli ich prawnicy) powszechnie przepisują, w całości lub we fragmentach, dokumenty ustrojowe innych spółek. Rozumuje się następująco: jeżeli tamtą spółkę wpisano do rejestru, jej statut jest zapewne zgodny z prawem. Lecz sądy rejestrują wiele spółek z wadliwymi statutami, zawierającymi liczne uchybienia.

Trudno przekonać opinię publiczną, że statut spółki nie jest kartką papieru, a dziełem sztuki prawniczej, ponieważ twórcy statutów nie są wirtuozami. Wcale nie tworzą, ale kompilują, kopiują, kombinują, zaś ich wiedza prawnicza często pochodzi ze źródła zatrutego brakiem należytej staranności zawodowej. Trzecie zwyrodnienie to efekt wirusa. Polega ono na tym, że dokumenty ustrojowe spółek są powszechnie zainfekowane rozmaitymi błędami. Spółki nie dążą do opracowania specjalnie na swoje potrzeby oryginalnych statutów, a zwłaszcza regulaminów ich organów, ale bezmyślnie przejmują te akty jedna od drugiej. Co jedna spółka skopiuje, kolejna kopiuje od niej. Rzecz jasna, wraz z błędami.

Kserokopiarka nie jest wyposażona w filtr, który wychwyci prawnicze nonsensy i nie przepuści ich dalej; przecież nawet sądy rejestrowe nonsensów nie wychwytują! Wystarczy, że stażysta obsługujący sprawy spółki „A””””” czegoś nie doczyta, nie dorobi, a wkrótce jego pomyłka zostanie zwielokrotniona, rozpełznie po całym rynku.

Czwarte zwyrodnienie to efekt kaskady. Utarło się mianowicie, że akty wyższej rangi służą temu, by przepisywać z nich, ile się da, do aktów niższej rangi. W ten sposób przepisy ustawy spływają do statutów, a z nich kaskadą do regulaminów. Także przepisy statutu są przejmowane do regulaminów. Zapożyczenia z ustawy są całkiem zbędne, ale mniej szkodliwe, natomiast ze statutu bywają niebezpieczne. Za sprawą omówionych już zwyrodnień statut bywa przecież byle jaki. Przy tym im więcej do regulaminu spłynęło kaskadą cytatów z ustawy i statutu, tym mniej w nim jego własnej, oryginalnej treści; tym mniej uregulowań poświęconych tym akurat sprawom, które regulamin ma rozstrzygać.

Efekt kaskady sprawia, że większość regulaminów składa się w przede wszystkim z przepisów bezprzedmiotowych, które jeżeli nawet nie są nieścisłe lub błędne, to są przynajmniej najzupełniej zbędne, ponieważ omawiane nimi sprawy mogą zostać uregulowane wyłącznie aktami prawnymi wyższego rzędy, czyli ustawą lub statutem. Jak w prawie Kopernika i Greshama lepszy pieniądz bywa wypierany z obiegu przez gorszy pieniądz, tak w spółkach przepisy zbędne, lub nawet błędne, wypierają z regulaminów to, co powinno być nimi regulowane. Wynika to z powszechnej nieznajomości prawa, lekceważenia go, prób obchodzenia przepisów, cynicznego naginania ich do partykularnych interesów. Pokrętne, zwyrodniałe dokumenty ustrojowe spółek zdecydowanie nie służą rynkowi, za to z pewnością – krętaczom.

Tekst ogłoszony 29 X 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka