Archiwa tagu: walne zgromadzenie

O sztuce wyboru firmy audytorskiej

Jeżeli wyboru dokonuje organ dokonujący wyboru, należy o tym fakcie informować. Skłonny byłbym informować dom wariatów, ale przepis wskazuje Komisję Nadzoru Finansowego.

Parlament mamy dwuizbowy, czyli pracuje dla nas 560 legislatorów. Poza występami w telewizji zajmują się oni legislacją. Zdarza się, że uchwalają przepisy prawniczo naganne, co gorsza – żałośnie śmieszne. Przykładem kwiatek w ustawie z 11 maja 2017 r. o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz nadzorze publicznym. Przyjąłem ją z sympatią, ponieważ wyprostowała niektóre, nasycone andronami, regulacje dotyczące komitetów audytu zawarte w poprzedniej ustawie o biegłych (2009 r.). Tym razem jest lepiej, niemniej uwagę przykuwa osobliwa logika art. 133: „Jeżeli w jednostce zainteresowania publicznego wyboru firmy audytorskiej do przeprowadzenia badania jej sprawozdania dokonuje organ dokonujący wyboru, jednostka informuje o tym fakcie Komisję Nadzoru Finansowego.”

Tego tekstu nie ułożył kapral, chociaż nietrudno o myśl, iż chodzi o jednostkę wojskową. Błąd jest wynikiem niechlujstwa w pracach parlamentu. Sens przepisu jest taki, że jeżeli wyboru dokonuje organ dokonujący wyboru, należy o tym fakcie informować. Skłonny byłbym informować dom wariatów, ale przepis wskazuje Komisję Nadzoru Finansowego. Nie ona ponosi winę za ewidentny kiks legislacyjny, nawet dokonuje wykładni zagadkowego przepisu. 13 września b.r. Urząd Komisji wydał komunikat iż w rozumieniu ustawy „organ dokonujący wyboru” firmy audytorskiej to wcale nie każdy organ dokonujący wyboru, tylko dokonujący wyboru organ inny niż zatwierdzający sprawozdania; ten także może dokonać wspomnianego wyboru, ale jeżeli go dokona, nie będzie „organem dokonującym wyboru”.

Tłem tych nieporadnych zawiłości jest sprawa zasadnicza: kto powinien dokonać wyboru firmy audytorskiej. Ustawa o rachunkowości daje dwie możliwości: (1) wyboru firmy audytorskiej do przeprowadzenia badania sprawozdania finansowego dokonuje organ zatwierdzający sprawozdanie, chyba że (2) statut, umowa lub inne wiążące jednostkę przepisy stanowią inaczej. W praktyce statut spółki akcyjnej może powierzyć to zadanie walnemu zgromadzeniu lub radzie nadzorczej; oba człony tej alternatywy to procedury w pełni zgodne z prawem. Lecz w świetle ustawy o biegłych z 2017 r. powierzenie wyboru audytora radzie nadzorczej stawia spółkę w obliczu dodatkowego obowiązku informacyjnego względem KNF, a jego niezwłoczne pisemne niedopełnienie zagrożone jest karami wymierzonymi czy to spółce, czy jej piastunowi lub piastunom. Można więc wyrazić domniemanie, że MinFin jako „gospodarz” ustaw o rachunkowości i biegłych rewidentach zakłada, iż wybór audytora przez radę nadzorczą jest rozwiązaniem gorszego sortu. Jakież argumenty miałyby za tym przemawiać?

Za wyborem firmy audytorskiej przez walne zgromadzenie stoi interes drobnych inwestorów. Ich głosy nie przeważą ani za, ani przeciw, natomiast wypowiedzi w dyskusji mogą kreować atmosferę sprzyjającą, albo nie, wyborowi proponowanej firmy audytorskiej. Wszelako wcale nie zawsze dochodzi do dyskusji. Walne zgromadzenie nie jest klubem służącym wymianie poglądów, jest mechanizmem służącym sprawnemu podejmowaniu uchwał. Ta o wyborze audytora często bywa głosowana w dalekiej kolejności, zapewne już w atmosferze znużenia obradami. Nie służy to uczestnictwu drobnych inwestorów w zgromadzeniu. Gdyby inwestor miał poważne zastrzeżenia wobec proponowanej firmy, a nie mógł ich wysłowić w trakcie zgromadzenia, miałby jeszcze możliwość oddania głosu przeciw, ale wniesienie sprzeciwu wobec uchwały niewiele by mu dawało (poza etykietą pieniacza).

Wybór firmy audytorskiej przez radę nadzorczą mógł w przeszłości budzić zastrzeżenia. Oferty na badanie sprawozdania organizował zarząd, często przedkładał je radzie wraz z opiniami na temat zalecanego kandydata. Dużą wagę przywiązywano do kosztu badania. Rada, niekoniecznie rozgarnięta w sprawie, mogła podjąć uchwałę bez należytego rozeznania. Lecz komitety audytu powołuje się m.in. po to, by wybór audytora miał nareszcie charakter merytoryczny.

Komitet nie dokonuje wyboru firmy audytorskiej, powinien go natomiast przygotować, starannie badając sprawę we wszystkich jej aspektach, by zamknąć postępowanie dobrze uzasadnionym wnioskiem. Rola zarządu w procesie wyboru audytora zostaje sprowadzona do funkcji listonosza. Jeżeli organem właściwym do podjęcia decyzji jest rada nadzorcza – można liczyć, ze wniosek komitetu zostanie jeszcze przedyskutowany na posiedzeniu plenarnym. Jeżeli tym organem jest walne zgromadzenie – wniosek będzie mu zapewne przedstawiony z krótkim uzasadnieniem i szybko uchwalony, ponieważ spraw jest wiele, a czasu zawsze mało. Gdyby wnioskiem miało się zająć nadzwyczajne walne zgromadzenie, miałoby ono może więcej czasu, za to mniej uczestników. Doprawdy nie widzę argumentów za traktowaniem wyboru audytora przez radę nadzorczą jako mniej wartościowego. Przeto dodatkowy obowiązek informacyjny jest w tej materii zbędny. KNF i bez niego ma co robić.

Tekst ogłoszony 3 października 2017 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET
Czytaj także:
2003.04.07 Kto wybiera rewidenta
2001.03.12 Randka w ciemno

Kłopoty z technologią na walnym zgromadzeniu

Podczas wirtualnych walnych zgromadzeń menedżerowie spółki potrafią lekceważyć akcjonariat, prześlizgują się nad trudnymi sprawami, ignorują niewygodne dla nich pytania. Technologia daje im osłonę przed dociekliwością inwestorów.

Wprowadzenie nowoczesnej technologii na walne zgromadzenie przynosi różne efekty. Może przysłużyć się spółce i jej akcjonariuszom, usprawnić komunikację spółki z inwestorami oraz jej otoczeniem społecznym i biznesowym, poprawić jej przejrzystość i wzmocnić reputację, zwiększyć zaufanie pokładane w spółce, podnieść jej pozycję rynkową. Może też przynieść odwrotne następstwa: otulić spółkę mgławicą, posłużyć jej za tarczę przed przejrzystością i przewidywalnością, zamazać czytelność wyników oraz sytuacji i perspektyw spółki. Takie przypadki dotyczą niektórych spółek amerykańskich.

Na polskim rynku zastosowanie technologii na walnym zgromadzeniu sprowadza się najczęściej do użycia elektronicznych czytników do głosowania za pomocą kart z zakodowaną na nich liczbą głosów. Prawo pozwala na więcej. Od 2009 r. statuty spółek akcyjnych, publicznych i niepublicznych, mogą dopuszczać udział w walnym zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. W świetle Ksh e-WZ obejmuje trzy komponenty: (1) transmisję obrad zgromadzenia w czasie rzeczywistym, (2) dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym, w ramach której akcjonariusze mogą wypowiadać się w toku obrad WZ przebywając poza miejscem obrad, oraz (3) wykonywanie (osobiście lub przez pełnomocnika) prawa głosu przed lub w toku walnego zgromadzenia. Wobec tego e-WZ nie jest wydarzeniem wirtualnym: akcjonariusz może uczestniczyć w nim zdalnie, ale walne odbywa się rzeczywiście w oznaczonym miejscu, w którym przebywa przynajmniej notariusz protokołujący uchwały oraz przewodniczący walnego zgromadzenia, zapewne z obsługą techniczną i organizacyjną.

Przed kilku laty Giełda Papierów Wartościowych wykazała śmieszną nadgorliwość obejmując Dobrymi praktykami notowanych na niej spółek wymóg organizowania przez nie elektronicznych walnych zgromadzeń. Był to strzał kulą w płot: ani spółki nie miały ochoty stosować tej zasady, ani akcjonariusze nie wykazali zainteresowania zdalnym uczestnictwem w walnych zgromadzeniach. Wyzwanie podjęło kilka spółek, ale kaliber i liczba zdalnych uczestników e-WZ nie uzasadniały podjętej fatygi. Giełda wydatnie zaszkodziła autorytetowi Dobrych praktyk (a przy okazji swojemu), ponieważ nowej zasady powszechnie nie stosowano; po kilku latach wycofała się z niej chyłkiem. Obecnie zasada dotycząca e-WZ obwarowana jest kilkoma warunkami: nie ma już przymusu, spółka podejmuje takie przedsięwzięcie jeżeli jest ono uzasadnione z uwagi na strukturę akcjonariatu lub zgłaszane spółce oczekiwania akcjonariuszy, oraz o ile spółka jest w stanie zapewnić (po swojej stronie) infrastrukturę techniczną niezbędną dla sprawnego przeprowadzenia e-WZ. Współczesne oczekiwania są więc mocno ograniczone, lecz wiele spółek nie stosuje nawet innej zasady, minimalistycznej, dotyczącej zapewnienia powszechnie dostępnej transmisji obrad WZ w czasie rzeczywistym. Mimo nacisków na innowacyjność, wiele walnych zgromadzeń, także spółek publicznych, przebiega podobnie do tych sprzed 150 lat. Różnicę słychać wtedy, gdy w sali obrad działają mikrofony.

Polskie prawo daje więc możliwość organizowania hybrydowych walnych zgromadzeń: akcjonariusz swobodnie decyduje, czy weźmie w nich udział fizycznie lub obeśle je pełnomocnikiem, czy też wykona swoje prawa zdalnie, wykorzystując internet. Hybrydowe walne zgromadzenia są dopuszczone i rozpowszechnione na wielu rynkach. Inna postać walnych to zgromadzenie w postaci wirtualnej: akcjonariusze nie mają wyboru formy komunikowania się między sobą i ze zgromadzeniem, w obradach mogą wziąć wyłącznie zdalny udział, bez fizycznego kontaktu ze spółką i pozostałymi uczestnikami walnego zgromadzenia. Taką możliwość dopuszcza od 2000 r. stan Delaware w USA. Stan jest niewielki, słynie z liberalnych przepisów prawa spółek, zatem jest w nim inkorporowana większość amerykańskich spółek, w tym dwie trzecie z indeksu Fortune 500.

Wirtualne walne zgromadzenia bywają coraz liczniejsze i coraz mocniej są krytykowane. Ponieważ w USA nie jest praktykowany nasz idiotyczny nawyk zwoływania po kilka nadzwyczajnych walnych w roku, doroczne zgromadzenie (dosłownie Annual General Meeting) dawałoby jedyną okazję do spotkania menedżerów spółki z jej akcjonariuszami. Wprawdzie i tam „fizyczne” walne zgromadzenia przebiegają według utartego rytuału, lecz dają akcjonariuszom sposobność zadania pytań i żądania odpowiedzi na nie, a przed menedżerami stawiają obowiązek spojrzenia inwestorom prosto w oczy. Natomiast podczas wirtualnych walnych menedżerowie spółki potrafią lekceważyć akcjonariat, prześlizgują się nad trudnymi sprawami, ignorują niewygodne dla nich pytania. Technologia daje im osłonę przed dociekliwością inwestorów, protestami, głosami krytyki, gniewnymi reakcjami.

Wirtualny charakter wydarzenia sprzyja manipulacjom informacjami i działaniom na niekorzyść spółki. Sprzyja kontrolowaniu, cenzurowaniu i ograniczaniu inwestorów. Dlatego w niektórych stanach, jak New York i Massachusetts, prawo nie dopuszcza takich fanaberii. Niemniej liczba spółek korzystających z krytykowanej możliwości rośnie. W 2015 r. było ich 21, w 2016 r. już 154, nie tylko małych, także 14 z indeksu Standard & Poor’s 500. Na obecny rok wirtualne walne zapowiedziały już m.in., Ford Motor, ConocoPhillpis, Alaska Air, Duke Energy. Inwestorzy finansowi nieprzychylnie oceniają tę praktykę, która zaciera różnice między pozycją wielkich i drobnych akcjonariuszy. Paradoks polega na tym, że w Polsce zachęca się spółki do korzystania z technologii, natomiast w USA zniechęca się je do tego, ponieważ często poszły za daleko.

Tekst ogłoszony 28 kwietnia 2017 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET
Czytaj także:
2010.06.10 e-Zgromadzenie da się lubić
2012.05.14 e-WZ bez przymusu!
2016.06.03 Spółka aktywna, akcjonariat bierny (casus e-WZ Netii)

PZU SA, czyli gen nieporządku korporacyjnego

Najpierw była nieszczęśliwa, konfliktogenna transakcja z kleconym naprędce konsorcjum inwestycyjnym. Później szalona obietnica pani minister Skarbu udostępnienia Eureko większości udziałów w PZU. Spółka stała się polem bitwy Skarbu Państwa z zagranicznym inwestorem, a niezapomniany prezes Netzel dodał jej szczególnego kolorytu. Uchwały walnego zgromadzenia o odebraniu byłemu prezesowi (Cezaremu Stypułkowskiemu) prawidłowo udzielonego absolutorium lub o odmowie wypłaty dywidendy z pokaźnego zysku (za rok 2006) budziły konsternację na rynku kapitałowym. Kiedy spór nareszcie rozplątano i opadł kurz bitewny, sprawy poukładano i zanosiło się na trwałą stabilizację – nadeszła „dobra” zmiana, czyli chaos. Poszły w ruch drzwi obrotowe, posypały się raporty bieżące o rezygnacjach kolejnych członków zarządu i rady nadzorczej; gdy nie rezygnowali – odwoływano ich, powoływano nowych, na krótko, coraz krócej…

Czytam o kolejnym, drugim w tym roku, nadzwyczajnym walnym zgromadzeniu PZU SA. Nadzwyczajne walne zgromadzenia budzą mój niepokój. Są one w Polsce zjawiskiem powszechnym, dobitnie świadczą o braku corporate governance, służą zniechęcaniu drobnych akcjonariuszy do uczestnictwa w obradach, wręcz są instrumentem ich nękania. Tym razem spółka zwołała nadzwyczajne walne zgromadzenie w sprawie znaczącej emisji obligacji. Skarb Państwa wniósł o wzbogacenie porządku obrad zmianami w radzie nadzorczej, a to w celu wzmocnienia przez radę nadzorczą nadzoru nad działalnością spółki. Pod tak durnym uzasadnieniem podpisał się wicedyrektor, którego nazwisko zmilczę, bo nie on to wymyślił. W tak częstych zmianach w radzie nadzorczej nie dostrzegam sensu lub logiki, zapewne wkrótce dojdzie do kolejnych, minister Rozwoju i Finansów (tak właśnie, nie „Finansów i Rozwoju”!) działa stanowczo, lecz nieprzemyślanie.

Zwołane na 12 kwietnia NWZ powzięło zaplanowane uchwały i odroczyło obrady do popołudnia następnego dnia, nie wiedzieć po co, skoro po wznowieniu obrad uchwał już nie podjęło. W Pulsie Biznesu czytam o 11 przerwach w obradach, potocznie nazywanych „technicznymi”; odroczenie obrad do następnego dnia wymagało przerwy „kodeksowej”, uchwalanej kwalifikowaną większością głosów. Przerwy techniczne bywają utrapieniem uczestników walnych zgromadzeń na polskim rynku. Na innych rynkach nie są one tak często praktykowane, tam nie mieści się w głowach festiwal przerw w ciągu dnia. Wnioskuje o nie najczęściej gospodarz zgromadzenia, czyli zarząd spółki, bądź największy akcjonariusz – w tym przypadku Skarb Państwa. Akcjonariuszom wolno, lecz zarządowi już nie, bo to on odpowiada za sprawny przebieg walnego. Wniosek zazwyczaj świadczy o braku należytego przygotowania do obrad, o potrzebie przeprowadzenia dodatkowych konsultacji, bądź zasięgnięcia instrukcji przed głosowaniem. Jest to zjawisko szczególnie niekorzystne dla przyjezdnych uczestników zgromadzenia, skutkujące wypłoszeniem ich przed zakończeniem obrad, jeżeli planują zdążyć na pociąg lub samolot. Nic dziwnego, że uczestnictwo zamiejscowych indywidualnych akcjonariuszy w obradach walnych zgromadzeń jest śladowe.

PZU SA słynie z walnych zgromadzeń trwających ponad miarę przyzwoitości. Rekord, jak się wydaje, to 19 godzin obrad (2006 r.); zapamiętano, że jeden z uczestników przysnął na stojąco przed maszynką do głosowania. Kiedy akcjonariusze gromadnie opuszczają salę obrad, zostają w niej dziennikarze; raz jednemu z nich, Łukaszowi Kolińskiemu z Gazety Wyborczej zaproponowano kandydowanie do rady nadzorczej PZU, a to z powodu nieobecności innych potencjalnych kandydatów. I tak dobrze, że obecność dziennikarzy tolerowano! 6 października 2000 r. reprezentujący Skarb Państwa dyr. Karol Miłkowski przegłosował Eureko i nie dopuścił do obecności mediów na WZ PZU. Sporo lat minęło, ale trzeba wiedzieć, że kto przegania media z walnych zgromadzeń, temu będę to dozgonnie wypominać.

PZU SA deklaruje stosowanie większości Dobrych praktyk spółek notowanych na GPW, w tym zasady IV.Z.6 przewidującej, że spółka dokłada starań, by przerwy w obradach nie uniemożliwiały lub ograniczały akcjonariuszom wykonywania prawa na walnym zgromadzeniu. Nie udało mi się ustalić co w tej kwestii stanowi regulamin walnego zgromadzenia PZU, ponieważ nie znalazłem go na stronie spółki. Zatem czy deklaracje spółek notowanych na GPW znajdują odbicie w praktyce – jest kwestią wartą zbadania. Wiele wskazuje, że Giełda niebawem podejmie to wyzwanie.
Czytaj także:
2014.07.17 Kiedy przerwa znaczy wstyd
2012.11.10 Do przerwy 1:0
2011.06.21 Spocony czerwiec

Kiedy do walnego zgromadzenia nie dochodzi [Między walnym zgromadzeniem a walnym zwyrodnieniem cz. II]

Nieprawidłowości związane ze zwoływaniem walnego zgromadzenia przybierają rozmaitą postać. Należy do nich wspomniane w poprzednim szkicu na temat WZ wadliwe zwołanie walnego zgromadzenie do hotelu położonego poza granicami administracyjnymi Warszawy, w miejscowości nieprzewidzianej w statucie spółki jako miejsce odbywania walnych zgromadzeń. Wiele spółek ma kłopoty z prawidłowym oznaczaniem terminów przewidzianych przepisami Ksh (odmiennych dla spółek publicznych i niepublicznych). Zdarzyło się nawet, że spółka wyznaczyła dzień rejestracji przed dniem publikacji ogłoszenia o zwołaniu walnego zgromadzenia. Sprawę komplikuje brak regulacji dotyczących ewentualnego odwoływania prawidłowo zwołanego walnego zgromadzenia. W praktyce dochodzi do sporów w kwestii kto, kiedy i z jakiego powodu może odwołać walne zgromadzenie.

Jest kilka przyczyn uniemożliwiających zwołanie lub odbycie walnego zgromadzenia. Oto roboczy przegląd głośnych przypadków.
UNIEMOŻLIWIENIE ZWOŁANIA WALNEGO ZGROMADZENIA UPRAWNIONYM DO ZWOŁANIA WALNEGO ZGROMADZENIA. Prócz zarządu spółki i sądu, uprawnionymi w określonych sytuacjach do zwołania walnego zgromadzenia są rada nadzorcza, akcjonariusze reprezentujący określoną część kapitału zakładowego lub ogółu głosów w spółce, a także osoby upoważnione do tego w statucie spółki. Rada nadzorcza może zwołać zwyczajne walne zgromadzenie jeżeli zarząd nie zwoła go w terminie określonym w Ksh lub statucie, a także nadzwyczajne walne zgromadzenie, jeżeli zwołanie go uzna za wskazane. Nadzwyczajne walne zgromadzenie mogą zwołać akcjonariusze reprezentujący co najmniej połowę kapitału zakładowego lub co najmniej połowę głosów w spółce (może się zdarzyć, że w spółce występują obie takie grupy akcjonariuszy i każda z nich zwoła „swoje” NWZ…). Wreszcie statut może upoważnić do zwołania zwyczajnego walnego zgromadzenia, jeżeli zarząd nie zwoła go w terminie określonym w Ksh lub statucie, oraz do zwołania nadzwyczajnego walnego zgromadzenia, także inne osoby. Niemniej w spółce publicznej, zwołującej walne zgromadzenia na jej stronie internetowej oraz w systemie ESPI, zarząd może skutecznie uniemożliwić uprawnionym dostęp do strony spółki i do ESPI, co jednak rodzi odpowiedzialność i nie powinno pozostać bez kary.

NIEOBECNOŚĆ AKCJONARIUSZY (BĄDŹ ICH PEŁNOMOCNIKÓW). Zdarza się, że nikt z akcjonariuszy nie dokona rejestracji akcji upoważniającej go do uczestnictwa w walnym zgromadzeniu. Bywa tak nawet w spółkach publicznych, które nie wiedzieć czemu zawdzięczają swoją obecność na giełdzie. W takiej sytuacji, po upływie terminu rejestracji, zarząd powinien odwołać walne zgromadzenie i taki akt nie wzbudzi kontrowersji. Bywa także inaczej: akcjonariusze (bądź akcjonariusz) dokonują rejestracji, ale nie stawiają się na walnym zgromadzeniu, wobec czego nie może się ono odbyć. Takie przypadki znane są praktyce. Natomiast, jeżeli w spółce nie obowiązuje wymóg kworum na walnym zgromadzeniu, wystarczy obecność jednego prawidłowo zarejestrowanego akcjonariusza, bądź jego pełnomocnika, by zgromadzenie mogło procedować.

NIEOBECNOŚĆ OSOBY UPRAWNIONEJ DO OTWARCIA WALNEGO ZGROMADZENIA. Pomijając walne zgromadzenia zwoływane w trybie specjalnym, gdy zwołujący wyznacza przewodniczącego zgromadzenia, walne zgromadzenia otwierane są w trybie określonym przez Ksh (otwiera przewodniczący rady nadzorczej albo jego zastępca, a w razie ich nieobecności prezes zarządu albo osoba wyznaczona przez zarząd), bądź w trybie określonym w statucie spółki. Może on upoważnić do otwarcia walnego zgromadzenia każdą osobę uprawnioną do uczestnictwa w walnym zgromadzeniu, może także niebywale skomplikować sprawę wyznaczając zamknięty krąg osób uprawnionych do otwarcia WZ, a wówczas, pod ich nieobecność, zgromadzenia nie można otworzyć. Nie takie fantazje można znaleźć w statutach spółek

BRAK KWORUM. Prawo w zasadzie nie wymaga kworum na walnym zgromadzeniu, ale statut spółki może zawierać w tym względzie odmienne rozwiązania. I nierzadko zawiera. Bywa, że za wymogiem kworum przemawiają względy praktyczne, na przykład dominujący akcjonariusz pragnie zabezpieczyć swoją pozycję w spółce na wypadek, gdyby nie dokonał rejestracji swojego udziału w zgromadzeniu, w ten sposób uniemożliwiając podjęcie pod jego nieobecność niekorzystnych dlań uchwał, i w ogóle wszelkich uchwał. Zdarzyło się na rynku, że tak zabezpieczył swoją pozycję w pewnej spółce Skarb Państwa, ale gdy spółka poszła do prywatyzacji, nikt nie przeczytał statutu (co zdarza się zaskakująco często), pozostał więc wymóg kworum na wysokim poziomie, w spółce pojawił się mocno rozproszony akcjonariat i na żadnym z kolejno zwoływanych walnych zgromadzeń wymóg kworum nie został spełniony. Przytaczam ten przypadek ku przestrodze spółkom, w których wymóg kworum został wprowadzony do statutu bez istotnej po temu potrzeby, najczęściej przy okazji bezmyślnego przeklejania przez kancelarię prawną postanowień statutu innej spółki.

NIEMOŻNOŚĆ WYBORU PRZEWODNICZACEGO WALNEGO ZGROMADZENIA. Bez przewodniczącego, podobnie jak pod nieobecność notariusza protokołującego uchwały WZ, zgromadzenie nie może się odbyć. Zazwyczaj wybór przewodniczącego nie nastręcza trudności: kandydat został zawczasu ugadany przez spółkę, podpisał z nią umowę wchodzącą w życie pod warunkiem wyboru go na tę funkcję, a niekiedy nawet przygotował się do posługi przewodniczenia obradom (zapoznał się ze statutem, regulaminem walnego, sytuacją spółki i jej akcjonariatem). Zdarzają się jednak sytuacje, gdy do wyboru przewodniczącego nie dochodzi czy to z powodu konfliktu o obsadę tej funkcji toczonego przez grupy akcjonariuszy o zbliżonej sile głosów, czy z powodu braku chętnych do podjęcia się misji przewodniczenia obradom skłóconego zgromadzenia. W przypadku niemożności wyboru przewodniczącego walne zgromadzenie nie może procedować. Wyjściem z sytuacji będzie wyznaczenie przewodniczącego przez uprawniony organ (sąd) lub uprawnionych akcjonariuszy, ale będzie to dotyczyć innego już walnego zgromadzenia.

PODJĘCIE PRZEZ WALNE ZGROMADZENIE UCHWAŁY O NIEODBYWANIU OBRAD. Osobliwa to sytuacja: walne zgromadzenie zostaje prawidłowo zwołane, zbiera się w wyznaczonym terminie i miejscu, zostaje sprawnie otwarte – i podejmuje uchwałę o nieodbywaniu obrad… Gdzie tu sens? Otóż zdarza się tak w sytuacjach zwołania walnego zgromadzenia na uprawnione żądanie akcjonariusza lub grupy akcjonariuszy, na przykład dla przeprowadzenia wyboru rady nadzorczej w drodze głosowania odrębnymi grupami. Z żądaniem takim występuje uprawniona do tego mniejszość; gdy jest ono nie w smak większości, walne zgromadzenie zostaje zwołane, ale – by zablokować możliwość wyboru przez mniejszość niechcianych przez większość członków rady nadzorczej – dochodzi do przegłosowania przez ową większość uchwały o rozwiązaniu zgromadzenia. Jest to klasyczny przykład działania niezgodnego z dobrymi obyczajami i mającego na celu pokrzywdzenie (mniejszościowego) akcjonariusza. Głośna była w swoim czasie sprawa nabycia przez spółki zależne agresywnego banku (którego już nie ma) znaczących udziałów w banku z natury spokojnym. Agresorzy domagali się zwołania walnego, lecz zwołanego walnego zgromadzenie ostatecznie nie przeprowadzano, ponieważ atakowany bank przyjął linię obrony sprowadzającą się do podejmowania większością głosów uchwał o nieobywaniu walnych zgromadzeń. Formalnie rzecz biorąc, to agresor był w porządku, zaś przewinienia należało przypisać bankowi, który obronił swoją niezależność i dalej działa, chociaż rzadko o nim słychać…

Czytaj także:
2017.01.15 Między walnym zgromadzeniem a walnym zwyrodnieniem – cz. I

Między walnym zgromadzeniem a walnym zwyrodnieniem [I]

Walne zgromadzenie nie zawsze toczy się sprawnie, w harmonii uczestników. Nierzadko dochodzi do wydarzeń zakłócających przebieg obrad lub uniemożliwiających podjęcie uchwały, nawet odbycie zgromadzenia. Oto pierwszy z wpisów przedstawiających skrótowy przegląd sytuacji krytycznych, mogących prowadzić do przekształcenia walnego zgromadzenia w walne zwyrodnienie… Kontynuacja tematu – niebawem.

AWANTURY I ZAMIESZKI. Spory między uczestnikami walnego zgromadzenia nie zawsze toczą się z poszanowaniem prawa, dobrych obyczajów, kultury. Dochodzi do ekscesów i skandali. Tumult, obstrukcja walnego zgromadzenia, pyskówki – powodują, że czasem można ustalić ani treści głosowanych uchwał, ani wyników głosowania. Pisałem kiedyś o przypadku, gdy do krewkiego pełnomocnika trzeba było wezwać policję; pikanterii sprawie dodał fakt, że owym pełnomocnikiem był… adwokat. W Wielkiej Brytanii głośny był przypadek, że akcjonariusze przybyli na walne zgromadzenie ze świnią, nazwaną w dodatku imieniem prezesa spółki. Nasi okazali mniej kurtuazji: w Gliwicach związkowcy przynieśli kiedyś na walne zgromadzenie jedynie świński łeb. W Gandawie zakłócono doroczne walne zgromadzenie wielkiego niegdyś banku, ponieważ inwestorzy wdarli się na scenę, gdzie stał stół prezydialny, i obrzucili prezesa butami. W Dublinie na walnym akcjonariusze zachowali się bardziej konwencjonalnie obrzucając prezesa banku jajami. W USA inwestorzy niekiedy korzystają na walnych zgromadzeniach z tub, trąbek i innych przedmiotów zakłócających obrady. Do dzisiaj pamiętają tam przypadek sprzed lat, gdy protestujący usiłowali uniemożliwić akcjonariuszom wstęp na walne niepopularnej korporacji; doszło do zamieszek, wezwano policję konną, aresztowano kilkunastu zadymiarzy. Rany odnieśli demonstranci, policjanci, oraz ich konie, które akcji ani nie miały, ani nie miały nic przeciwko im.

SZANTAŻ. Najbardziej wyrafinowane formy przybierał szantaż spółek przez uczestników walnych zgromadzeń w Japonii. Mafijny gangster (sokaiya) rozgarnięty w prawie i finansach rejestrował się na walne zgromadzenie i – wcześniej opanowawszy dokumenty i materiały spółki – zasypywał zarząd pytaniami, niekiedy związanymi z tematyką obrad, niekiedy nie. Na przykład pytano o koszty utrzymania przez spółkę kochanek prezesa, niekiedy trafiając w punkt. Nic dziwnego, że nawet największe spółki Japonii opłacały się gangsterom, którzy – posmarowani – przeobrażali się w stróżów porządku na zgromadzeniu. W Polsce w pierwszym okresie rozwoju rynku szantażowano spółki głosując przeciwko uchwałom walnego zgromadzenia i zgłaszając sprzeciw, a następnie proponując zarządowi wypłacenie szantażyście okupu w zamian za odstąpienie od zaskarżania uchwał. To już nie działa. Prawdziwi gangsterzy zalęgli się nie w spółkach, a w klubach piłki nożnej – i wokół nich. Za to wprowadzenie telewizyjnych transmisji walnych zgromadzeń zmobilizowało kilku przyjemniaczków do żądania od spółek odszkodowania za naruszenie ich praw do wizerunku…

NIEDOPUSZCZENIE NIEKTÓRYCH AKCJONARIUSZY DO UDZIAŁU W WALNYM ZGROMADZENIU. Powód jest zawsze jeden: konflikt w akcjonariacie. Metody bywają różne. Czasem traktuje się antagonistów w rękawiczkach, odmawiając im prawa do uczestnictwa w walnym z powodu prawdziwych lub wydumanych przeszkód formalnych i na podstawie wniosku komisji zgromadzenia do sprawdzenia listy obecności. Czasem traktuje się akcjonariuszy siłowo, nie dopuszczając ich fizycznie do uczestnictwa w obradach. Dlatego twierdzę, że najważniejszym organem spółki bywa niekiedy firma ochroniarska. Zdarza się, że wypędzeni z walnego zgromadzenia, lub niedopuszczeni do udziału w zgromadzeniu, przewidzieli taki obrót sprawy i mając pod ręką własnego notariusza odbywają swoje konkurencyjne walne na parkingu lub gdziebądź, powołują na nim swoją radę nadzorczą, ta powoła swój zarząd – a konflikt znowu przyjdzie rozstrzygnąć firmie ochroniarskiej, która zdecyduje, który zarząd wpuścić do spółki, a który nie. Głośne przejęcie skromnego polskiego banku przez wielki bank niemiecki zostało udaremnione właśnie przez ochroniarzy, którzy nie wpuścili „agresorów” do siedziby banku.

NIEDOPUSZCZENIE DZIENNIKARZY NA WALNE ZGROMADZENIE. Formalnie rzecz ujmując, na spółce nie ciąży obowiązek dopuszczania dziennikarzy na walne zgromadzenia, lecz wymagają tego dobre praktyki spółek notowanych na GPW, oraz dobre obyczaje. Spółka publiczna nie powinna ukrywać swoich spraw przed akcjonariuszami nieobecnymi na walnym, przed potencjalnymi inwestorami, przed opinią publiczną. Nieprzyjazne traktowanie dziennikarzy świadczy niezbicie, że coś śmierdzi, że spółka pragnie się schronić za kurtyną poufności. Nic z tego!

EGZOTYCZNY TERMIN WALNEGO ZGROMADZENIA. Prawo temperuje zapędy do odbywania walnych zgromadzeń w egzotycznych miejscach, lecz zezwala na zwoływanie ich na egzotyczne terminy. Nie masz co robić w sylwestrowy wieczór? Jedną z propozycji może być spędzenie czasu na ciekawym walnym zgromadzeniu jakiejś zabawnej spółki. Zamiast biletu na zabawę wystarczy nabyć jedną akcję i zarejestrować uczestnictwo. Niektóre spółki zwołują walne zgromadzenia w wigilię Bożego Narodzenia.

NIEMOŻNOŚĆ ODBYCIA WALNEGO ZGROMADZENIA WSKUTEK NIEPRAWIDŁOWEGO ZWOŁANIA. Prawo ściśle reguluje tryb i formę zwoływania walnych zgromadzeń, niemniej spółkom zdarza się popełniać błędy, jak zwołanie walnego zgromadzenia do miejscowości, która nie jest wyznaczona w statucie jako miejsce odbywania walnych zgromadzeń. Albo zwołanie walnego tak, by nie wszyscy uprawnieni mogli się o tym dowiedzieć…

NĘKANIE AKCJONARIATU ZWOŁYWANIEM NADZWYCZAJNYCH WALNYCH ZGROMADZEŃ BEZ RZECZYWISTEJ POTRZEBY. Doroczne walne zgromadzenie w celu zatwierdzenia sprawozdań, rozdysponowania wyniku i rozpatrzenia absolutoriów jest obligatoryjne. Nadzwyczajne walne zgromadzenia mogą być zwoływane bez ograniczeń i często są zwoływane bez istotnej potrzeby. Dla przykładu: zwołano nadzwyczajne walne w celu ograniczenia wynagrodzenia przewodniczącego rady nadzorczej, a zarząd utrzymywał, że koszty walnego zwrócą się już po miesiącu. Nie wzięto – i zazwyczaj nie bierze się pod uwagę – kosztów akcjonariuszy, którzy mogliby wziąć udział w zgromadzeniu. Ale zazwyczaj nie biorą, ponieważ nie widzą ani korzyści, ani potrzeby. A później narzekamy na bierność akcjonariuszy – niesłusznie.

NIEODBYWANIE PRZEZ SPÓŁKĘ WALNYCH ZGROMADZEŃ RZEKOMO Z POWODU „braku środków”. Na polskim rynku wszelkie granice przekroczyła pewna spółka z Rybnika, która „zgubiła się” giełdzie, nie przysyłała raportów bieżących lub okresowych, nie odpowiadała na pisma z GPW i nie zwoływała walnych zgromadzeń, ponieważ „nie stać jej na to”.

Kontynuacja przeglądu krytycznych aspektów walnych zgromadzeń – niebawem.

Walne na antypodach

Nie tylko w Polsce widoczny jest kryzys walnych zgromadzeń (szczególnie irytują mnie spółki gromadnie zwołujące swoje zgromadzenia akurat na 30 czerwca, co utrudnia akcjonariuszom możliwości uczestniczenia). Nie tylko w Unii Europejskiej, która z takim animuszem przystąpiła do promowania możliwości zdalnego udziału akcjonariuszy w elektronicznych walnych zgromadzeniach, lecz krnąbrni akcjonariusze nie widzą w tym korzyści i rezygnują z tej możliwości. Na temat konieczności modernizacji walnego zgromadzenia spółek notowanych i kierunku pożądanej reformy wypowiedział się ostatnio poważny, wpływowy i niezależny Australijski Instytut Dyrektorów (Australian Institute of Corporate Directors, AICD) zrzeszający ponad 38.000 członków (!).

Członkowie AICD zgodnie uznają, że walne zgromadzenie w formie praktykowanej w spółkach notowanych na tamtejszym rynku pozostaje daleko w tyle za zmieniającym się światem. Popierając inicjatywę rządu na rzecz reformy walnego zgromadzenia, zwracają oni uwagę na kilka kwestii praktycznych. Ich przegląd dowodzi niezbicie, że nasze regulacje poszły wcześniej i o wiele dalej; inna sprawa, że jeszcze nie doszły do celu. Instytut opowiada się za wykorzystywaniem udogodnień dostarczanych przez współczesną technologię, ale przy zachowaniu konieczności odbywania walnego zgromadzenia w postaci fizycznej. Uważa się, że obecność akcjonariuszy na obradach walnego zgromadzenia jest ważnym komponentem corporate governance. Na ich frekwencję ma wpływ metoda dostarczania im dokumentacji walnego zgromadzenia. Zdobycze elektroniki można – i należy – wykorzystać w procesach komunikacji spółki z akcjonariatem, w szczególności dla dystrybucji do akcjonariuszy materiałów przygotowanych na walne zgromadzenie, oraz w głosowaniu na walnym zgromadzeniu.

W kwestii dostępu akcjonariuszy do materiałów walnego zgromadzenia panuje zgoda, że należy w tym celu wykorzystać komunikację elektroniczną, lecz istnieją rozbieżności w kwestii, jak należy to robić. Jedni uważają, że każdy akcjonariusz powinien indywidualnie otrzymać pocztą elektroniczną komplet materiałów dotyczących walnego zgromadzenia (chyba, że jednoznacznie zrezygnuje z tej możliwości, poprzestając na powszechnie dostępnych informacjach), inni – że spółka powinna udostępniać te materiały do pobrania ze swojej strony internetowej, ale indywidualnie zawiadamiać każdego z akcjonariuszy pocztą elektroniczną lub (w formie SMS) o dostępności tych materiałów. AICD odrzuca obiekcje rządu, iż tylko 86% ludności kraju dysponuje w mieszkaniach dostępem do internetu. Liczba elektronicznie wykluczonych jest znacznie niższa, ponieważ wielu posługuje się internetem w telefonie komórkowym, inni dysponują łączem w miejscu pracy.

AICD zwraca uwagę na spadającą od lat frekwencję na walnych zgromadzeniach. Można temu zapobiec poprzez upowszechnienie bezpośredniego głosowania akcjonariuszy (direct voting), bez konieczności udzielania wcześniej lub ad hoc pełnomocnictw do oddana głosu na formularzach ukierunkowujących sposób głosowania (proxy voting) i zdalnego głosowania elektronicznego. Ogromna większość członków Instytutu opowiada się za zobowiązaniem notowanych spółek do wprowadzenia głosowania bezpośredniego. Niemniej walne zgromadzenie nie powinno być jedynie platformą do głosowania, powinno ono służyć przedkładaniu sprawozdań i dyskusji nad nimi, oraz zadawaniu pytań. AICD proponuje, by kandydaci do rad dyrektorów zostali zobowiązani do udzielania odpowiedzi na pytania akcjonariuszy. Można wnioskować, że przynajmniej uczestniczą oni w zgromadzeniach; w Polsce często – nazbyt często! – kandydat do rady nadzorczej nie jest w ogóle obecny, nawet nie można mu zadawać pytań, jego życiorys zawodowy budzi wątpliwości, liczy się głównie rekomendacja władzy aktualnie panującej. Do czasu.

Australijskie rozważania na temat wykorzystania elektroniki w głosowaniu na walnym zgromadzeniu kładą nacisk na potrzebę odstąpienia od zwyczaju głosowania na walnych zgromadzeniach notowanych spółek przez podniesienie rąk… Wynika z tego, że na antypodach dopiero szykują rozwiązania wprowadzone na naszym rynku już dawno, ale – jak dotąd – bez wpływu na ożywienie walnych zgromadzeń, na wzrost frekwencji akcjonariuszy na walnych, na praktyczne wykorzystywanie możliwości oferowanych przez współczesną technikę. Za kilka lat Australia znajdzie się w tym miejscu, co my teraz. Gdzie my będziemy wówczas?

Tekst ogłoszony 11 lipca 2016 r. w dzienniku PARKIET

30 czerwca, doroczny festiwal walnych zgromadzeń

Jakie powody skłaniają spółki notowane na GPW do zwoływania walnych zgromadzeń akurat na dzień 30 czerwca, ostatni dopuszczalny dla nich termin? Albo w pobliżu tej daty, na inny z ostatnich dni czerwca, także spocony od nadmiaru walnych zgromadzeń? Dlaczego inne spółki, nierzadko wielkie, stojące na czele rozbudowanych grup kapitałowych, potrafią stanąć przed akcjonariatem kilka tygodni wcześniej, a maruderzy zwlekają? Czy są to spółki niezdolne czytelnie poskładać rachunki i ujawnić je rynkowi wcześniej? Czy liczą na to, że na ową datę zwoływane są tak liczne zgromadzenia, iż wielu akcjonariuszom uniemożliwi to udział w obradach? Czy może kalkulują, że skoro wolno im odwlec zwołanie zgromadzenia do końca szóstego miesiąca po roku obrotowym, to odwleką je jak długo można, zawstydzone brakiem dywidendy?

Lecz dość już pytajników, nadeszła bowiem pora na wykrzyknik: zwoływanie zwyczajnego walnego zgromadzenia na ostatni dopuszczalny termin nie daje żadnych korzyści! Skoro jest to praktyka niekorzystna dla indywidualnych akcjonariuszy, inwestorów instytucjonalnych, analityków, mediów – rodzi ona podejrzenie, że chodzi o to, by w natłoku wydarzeń umknęło uwadze rynku coś istotnego, zapewne niekorzystnego dla spółki.

W roku 2013 ostatni dzień czerwca wypadł w niedzielę. Szefowie relacji inwestorskich z kilku marudnych spółek usiłowali dociec, czy wobec tego można legalnie zwołać walne na poniedziałek 1 lipca. Ktoś nawet zwrócił się w tej sprawie do mnie (wcześniej krytykowałem zjawisko „spoconego czerwca”), ale nie miałem ochoty wydać opinii w tej sprawie. Wątpliwości powrócą w latach 2018 (30 czerwca wypadnie w sobotę) i 2019 (w niedzielę).

Na polskim rynku kapitałowym utarło się niestety, że spółki powszechnie naśladują się nawzajem. Jedne od drugich kopiują statuty z tymi samymi błędami, więc skoro niektórym spółkom ze wszech miar odpowiada przyjmować rok obrotowy od 1 stycznia do 31 grudnia – większość pozostałych upiera się przy tym samym, chociaż natura prowadzonego przez nie biznesu przemawiałaby za tym, by kończyć rok obrotowy nie w grudniu, ale w marcu, bądź w czerwcu albo wrześniu. Żaden przepis tego nie zabrania, żaden urząd nie sprzeciwia się (przynajmniej do tej pory), lecz wiele spółek, na swoją niekorzyść, upiera się działać zgodnie z kalendarzem gregoriańskim. Ze względów porównawczych jest to wygodne dla analityków, ale nie oni są na rynku najważniejsi. Zresztą niektóre branże mogłyby uzgodnić między sobą, że przyjmą inny wygodny im okres; z pewnością nie zostanie to uznane za złowrogo brzmiące „działanie w porozumieniu”.

Na marginesie: walne zgromadzenie obrosło w liczne nieporozumienia. Wiele podręczników, komentarzy do Ksh, nawet statutów spółek, uporczywie powtarza formułkę, iż „walne zgromadzenie jest najwyższą władzą w spółce”. Po pierwsze, w spółce akcyjnej nie ma władz, są organy. Po drugie, w spółce akcyjnej nie ma hierarchii organów. Spółka nie jest kurnikiem, w którym na grzędzie najwyższej siedzą akcjonariusze, na pośredniej rada nadzorcza, a na najniższej zarząd (takie wykresy można znaleźć w kiepskiej literaturze). Na koniec: w powszechnym użyciu, nawet w prasie fachowej, są terminy „walne zgromadzenie akcjonariuszy” i skrót „WZA”, chociaż są one nieścisłe i nieznane prawu. Zresztą często w walnych zgromadzeniach znacznie liczniej od akcjonariuszy uczestniczą ich pełnomocnicy.

Czytaj także: 2011.06.21 Spocony czerwiec

Spółka aktywna, akcjonariat bierny (casus e-WZ Netii)

Netia, najdłużej z polskich spółek przychylna elektronicznym walnym zgromadzeniom, zerwała z dobrą tradycją umożliwiania jej akcjonariuszom zdalnego udziału w e-WZ. Może szkoda, lecz w świetle okoliczności nie należy winić za to spółki. Sprawa ma długą historię, którą warto pokrótce przypomnieć.

Unijne dyrektywy bywają implementowane do polskiego porządku prawnego nierzadko z opóźnieniem, które może zostać poczytane za przejaw lekceważenia aquis communautaire. Tym razem było inaczej. Uchwalona 11 lipca 2007 r. Dyrektywa 2007/36/WE w sprawie wykonywania niektórych praw akcjonariuszy spółek notowanych na rynku regulowanym (Shareholders’ Rights Directive) spotkała się w Polsce z życzliwym przyjęciem. Inkorporacja postanowień dyrektywy do prawa wewnętrznego została przeprowadzona ustawą z 5 grudnia 2008 r. z mocą od 3 sierpnia 2009 r., zanim zdążyły tego dokonać inne państwa członkowskie. O dyrektywie wiele dyskutowano i pisano, syntezę tego procesu dała monografia dr. Krzysztofa Grabowskiego „Dyrektywa o prawach akcjonariuszy. Studium tworzenia prawa i przewodnik po dyrektywie” wydana w 2014 r. przez zasłużoną Fundację Allerhanda. Ponieważ dyrektywa wprowadziła nowy ustrój prawny walnego zgromadzenia spółki publicznej, w tym możliwość odbywania tzw. elektronicznych walnych zgromadzeń, ważną rolę w edukacji rynku odegrały symulacje e-WZ organizowane niezależnie od siebie przez Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych i Polski Instytut Dyrektorów.

Symulacje ukazały, że istnieją techniczne możliwości przeprowadzania e-zgromadzeń, a pierwszą spółką notowaną na GPW, która odważyła się skorzystać z tej innowacji, była Netia. Nie ma znaczenia, co wytykali złośliwi, że podczas pierwszego e-WZ Netii liczba akcjonariuszy korzystających z elektronicznej komunikacji i głosowania była znikoma, a ich uczestnictwo nie było w pełni zdalne (ktoś siedział za drzwiami i mógł na żywo kontrolować przebieg zgromadzenia). Ważne, że stworzono wartościowy precedens na rynku i dla rynku. Inne spółki nadzwyczaj ostrożnie podeszły do możliwości odbywania e-zgromadzeń. Prezesi kilku spółek zwierzali się w poufności, że wcale im nie zależy na ułatwianiu akcjonariuszom udziału w walnych zgromadzeniach. Jeżeli – mówili – akcjonariusz chce wziąć udział w walnym, niech się pofatyguje, dojedzie, poniesie koszty i poświęci czas. Gdyby zerwała się komunikacja ze zdalnym uczestnikiem e-WZ, miałby on o to pretensje do spółki, choćby akurat nie ona była temu winna. Innymi słowy: zdalne uczestnictwo w e-WZ rodzi dla spółek ryzyko, którego wiele z nich woli unikać. Dopiero na tym tle można w pełni docenić pionierską działalność Netii i Banku Zachodniego WBK, który także podjął – i kontynuuje – trud organizacji e-WZ.

Mając spółkę-córkę transmitująca przebieg walnych zgromadzeń, GPW postanowiła wesprzeć e-zgromadzenia, lecz zrobiła to nadzwyczaj nieudolnie. Po prostu wprowadziła do Dobrych praktyk zasadę, że od 1 stycznia 2012 r. wszystkie spółki mają przeprowadzać elektroniczne WZ, czyli prowadzić transmisję obrad w czasie rzeczywistym, zapewnić uczestnikom zgromadzenia dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym, w ramach której mogą oni wypowiadać się w toku WZ przebywając w miejscu innym niż miejsce obrad, oraz zapewnić im możliwość zdalnego głosowania. Spółki nie były do takiej zasady ani przygotowane, ani życzliwie usposobione, zanosiło się kompromitację i giełdy, i idei Dobrych praktyk, na szczęście ktoś giełdzie zdołał wmówić, że z uwagi na rozgrywki Euro 2012 w piłce nożnej należy obowiązek organizowania e-zgromadzeń odroczyć o rok – a później entuzjazm ostygł, być może za sprawą niepowodzeń polskiej reprezentacji. Proszę mnie nie pytać o związek piłki i Dobrych praktyk, bo nie zrozumiem pytań.

W Dobrych praktykach 2016 zasada dotycząca e-WZ (IV.R.2) została tak wymodelowana przez zatwierdzającą projekt Radę Giełdy, że jest odczytywana jako zniechęcająca spółki do ich organizacji takiego przedsięwzięcia. Chodzi o sformułowanie o zapewnieniu przez spółkę infrastruktury technicznej niezbędnej dla sprawnego przeprowadzenia takiego walnego zgromadzenia, aczkolwiek to nie spółka odpowiada za jakość połączeń konfigurowanych przez akcjonariuszy. Nie dziwi przeto, że nawet Netia, zwołując na WZ na 9 czerwca, odstąpiła od możliwości zdalnego udziału w nim przez jej akcjonariuszy. Spółka zwróciła uwagę na nikłe w poprzednich latach zainteresowanie tą formą uczestnictwa akcjonariuszy w jej zwyczajnych walnych zgromadzeniach, oraz na koszty związane z zapewnieniem takiego przedsięwzięcia. Nie wątpię, że kiedy akcjonariusze dojrzeją do zdalnego uczestnictwa w e-zgromadzeniach, Netia zapewni im taka możliwość. Lecz nie wiem, czy i kiedy dojrzeją, ani czy tego doczekam… Na szczęście, BZ WBK nie daje się zniechęcić do e-WZ. Jeszcze.

Czytaj także:
2010.06.10 e-Zgromadzenie da się lubić
2012.05.14 e-WZ bez przymusu

Media na walnych zgromadzeniach

W trakcie sezonu walnych zgromadzeń warto przypomnieć jedną z zasad Dobrych praktyk spółek notowanych na GPW 2016, oznaczoną jako IV.Z.3: „Przedstawicielom mediów umożliwia się obecność na walnych zgromadzeniach”. Zasada jest zwięzła, klarowna, brzmi jednoznacznie. Jest ona adresowana jest do spółek notowanych na GPW oraz do ich akcjonariuszy. Jej celem jest zapewnienie należytej przejrzystości walnych zgromadzeń poprzez umożliwienie przedstawicielom mediów obecności na walnych zgromadzeniach, czyli w miejscu i czasie obrad i głosowań, od formalnego otwarcia do formalnego zamknięcia zgromadzenia.

Pod pojęciem „media” należy rozumieć prasę drukowaną, rozgłośnie radiowe, redakcje telewizyjne, dzienniki i czasopisma oraz portale informacyjne ogłaszane w postaci elektronicznej. Przedstawiciele mediów dopuszczeni do relacjonowania (i oceniania) przebiegu walnego zgromadzenia nie stają się uczestnikami walnego zgromadzenia uprawnionymi do wykonywania praw z akcji i /lub zabierania głosu w toku obrad. Są oni gośćmi, obserwatorami przebiegu obrad, których nie mogą utrudniać lub zakłócać. W Polsce nie są znane przypadki zakłócania walnego zgromadzenia przez przedstawicieli mediów.

Spółki powinny przedstawicielom mediów – dziennikarzom i fotoreporterom, oraz personelowi technicznemu, jak kamerzyści, dźwiękowcy – umożliwić i ułatwić wykonywanie obsługi sprawozdawczej walnych zgromadzeń. Natomiast akcjonariusze powinni zadbać o wyeliminowanie z dokumentów spółki (statutu, regulaminu walnego zgromadzenia) wszelkich ograniczeń dotyczących obecności mediów na walnych zgromadzeniach.

Kwestia dopuszczenia przedstawicieli mediów na walne zgromadzenie nie powinna być uzależniona od decyzji przewodniczącego walnego zgromadzenia, ani od uchwały walnego zgromadzenia, ani od zgody zarządu. Spółka nie powinna wprowadzać nieuzasadnionych ograniczeń dla obecności przedstawicieli mediów. W szczególności nie powinno się dzielić walnego zgromadzenia na część otwartą dla mediów i część zamkniętą, bądź usuwać dziennikarzy z sali obrad organizując dla nich transmisje przebiegu obrad w obwodzie zamkniętym. Media bywają zainteresowane nie tylko przebiegiem walnego zgromadzenia (często mogą śledzić je dzięki transmisji w internecie) i treścią powziętych przez nie uchwał (ogłaszanych przez spółki w raportach bieżących), ale i samą atmosferą obrad, sylwetkami uczestników, opiniami wyrażanymi poza salą obrad zgromadzenia, itd. Spotykane w przeszłości przypadki odmowy przedstawicielom mediów wstępu na walne zgromadzenie doprowadziły do sytuacji, w której poszczególni dziennikarze, bądź redakcje, nabywały akcje (często jedną akcję) spółki, by rejestrować je (ją) na walnym zgromadzeniu i na tej podstawie korzystać z prawa do uczestniczenia w nim. Jest to procedura kłopotliwa i – w świetle omawianej zasady – zbędna.

Walne zgromadzenie spółki notowanej na GPW, zwyczajne lub nadzwyczajne, jest wydarzeniem, które może interesować nie tylko akcjonariuszy, także szerokie kręgi na krajowym rynku kapitałowym, bądź nawet na rynkach zagranicznych: potencjalnych inwestorów, analityków, maklerów, pośredników finansowych. Prawo przyznaje wstęp na walne zgromadzenie akcjonariuszom, którzy dopełnili procedur związanych z rejestracją uczestnictwa (lub ich pełnomocnikom), piastunom spółki, pracownikom obsługi; postronni, choćby najbardziej zainteresowani, nie mogą przebywać w sali obrad, aczkolwiek mogą skorzystać z transmisji przebiegu obrad, jeżeli jest ona dostępna. Uprzywilejowanie mediów w postaci przyznania im wstępu do sali obrad walnego zgromadzenia leży więc w interesie rynku i jego uczestników.

Media nie obsługują walnych zgromadzeń wszystkich spółek notowanych na GPW. Najczęściej pojawiają się jedynie na walnych zgromadzeniach największych spółek. W przypadku pozostałych spółek bywają one zainteresowane obsługą tych walnych zgromadzeń, które uznają za szczególnie interesujące, czy to ze względu na znaczenie rozpatrywanych spraw, czy też z uwagi na spory lub kontrowersje w gronie akcjonariatu. Można też przyjąć, że relacje dziennikarskie skoncentrują się na sprawach wrażliwych dla spółki, a zwłaszcza na nieprawidłowościach ujawnianych podczas walnego zgromadzenia lub wiążących się z jego przebiegiem. Jedna jest na to rada: unikanie nieprawidłowości.

Może się zdarzyć, że na walne zgromadzenie przybędzie więcej przedstawicieli mediów niż uczestników uprawnionych do udziału. Dopuszczalne jest więc podjęcie przez spółkę działań mających na celu niezakłócony przebieg obrad: wydanie zarządzeń porządkowych, wprowadzenie wymogu akredytacji, itd. Racją wymogu wcześniejszej akredytacji może być jedynie troska o to, by zarząd – zorientowany dzięki temu co do liczebności przybywającego na zgromadzenie korpusu dziennikarskiego – mógł poczynić odpowiednie przygotowania mające na celu ułatwienie dziennikarzom pracy i wydzielenia dla nich należytej liczby stanowisk. Nie należy natomiast traktować wymogu wcześniejszej akredytacji jako pretekstu do ograniczania liczby dziennikarzy dopuszczanych do obecności na walnym zgromadzeniu. Spółka nie powinna pobierać opłat za akredytacje.

Przedstawiciele mediów powinni wziąć pod uwagę, że akcjonariusze uczestniczący w walnym zgromadzeniu dysponują naturalną przewagę informacyjną nad pozostałymi uczestnikami rynku. W przypadku podjęcia przez walne zgromadzenie uchwały o charakterze cenotwórczym, na przykład w sprawie wysokiej dywidendy, agencja prasowa dysponująca reporterem w sali obrad walnego zgromadzenia jest w stanie w ciągu kilkudziesięciu sekund zamieścić w swoim serwisie informację o takim wydarzeniu. Rodzi to odpowiedzialność określoną w przepisach regulujących rynek kapitałowy. Jeżeli przebieg walnego zgromadzenia nie jest udostępniany zainteresowanym w bezpośredniej transmisji internetowej, przedstawiciele mediów powinni zachować ostrożność.

Dla poszanowania dobrych obyczajów na walnym zgromadzeniu, przedstawiciele mediów nie mogą traktować go jak konferencji prasowej, publicznie zabierać głosu lub zadawać pytań, nie powinni też w sali obrad i w ich trakcie przeprowadzać wywiadów z uczestnikami zgromadzenia lub osobami zaproszonymi na obrady, komentować na głos przebieg obrad lub zakłócać go w jakikolwiek sposób. Media powinny dokładać starań na rzecz powierzania obsługi walnych zgromadzeń dziennikarzom znającym rynek giełdowy i panujące na nim obyczaje. Nad zachowaniem przedstawicieli mediów czuwa przewodniczący walnego zgromadzenia uprawniony do wydawania zarządzeń porządkowych. Nie powinny one jednak prowadzić do usuwania dziennikarzy z sali obrad.

Uczestnicy walnego zgromadzenia powinni traktować obecność dziennikarzy jako naturalną, koncentrować się na sprawach merytorycznych i unikać zachowań mających na celu jedynie zwrócenie na siebie, lub na swoje wystąpienie, uwagi mediów. Zarząd nie powinien powoływać się na obecność mediów jako pretekst do odmowy udzielania wyjaśnień lub odpowiedzi na pytania uczestników walnego zgromadzenia. Dziennikarze obsługujący walne zgromadzenie powinni otrzymywać materiały udostępniane uczestnikom walnego zgromadzenia.

Z powyższego wywodu wynika, że stosowanej tej prostej i jednoznacznej zasady szczegółowej napotyka przecież na trudności. Niektóre spółki otwarcie uchylają się od jej stosowania, inne mnożą mediom rozmaite trudności. W sprawozdaniach dotyczących stosowania dobrych praktyk spółki powinny zgłaszać naruszenie omawianej zasady szczegółowej nie tylko w przypadku niedopuszczenia przedstawicieli mediów na walne zgromadzenie lub utrudniania im pracy – także w przypadku, kiedy statut spółki lub regulamin walnego zgromadzenia uzależnia obecność przedstawicieli mediów na walnym zgromadzeniu od zgody zarządu spółki, akcjonariuszy lub przewodniczącego walnego zgromadzenia.

Czytaj także:
2015.05.16 O ochronie informacji przed… mediami
2005.10.17 Czwarty Stan rynku

Królik z cylindra

Jak w cyrku iluzjonista zaskakuje publiczność wyciągając z cylindra króliki, tak podczas walnego zgromadzenia niespodzianką bywają kandydatury zgłaszane do rady nadzorczej. Do ostatniej chwili nie wiadomo, kto będzie kandydował, komu udzielą poparcia najwięksi akcjonariusze. A skoro kandydatów wcześniej nie przedstawiono, reszcie akcjonariatu przychodzi podejmować decyzje o ich wyborze bez wcześniejszego poznania, kim są, co sobą przedstawiają, czy mają kwalifikacje, wiedzę i doświadczenie, dorobek i reputację, oraz jakie są ich powiązania z inwestorami, ze spółką, a także z konkurencją. Niewtajemniczony zawczasu akcjonariusz odkrywa, że jego ważne prawo korporacyjne – prawo do głosowania na walnym zgromadzeniu zostało zredukowane do podejmowania decyzji w ciemno, bądź w półmroku. Wprawdzie każdy akcjonariusz może zgłosić i przedstawić, także zawczasu, swoich kandydatów, nawet siebie samego, lecz kandydaci drobnicy mają niewielkie szanse na wybór przez walne zgromadzenie.

Trwa sezon walnych zgromadzeń, więc temat jest na czasie. Spółki ogłaszają projekty uchwał zgromadzenia. Projekty uchwał w sprawach personalnych są ślepe. Przewidują one, że walne zgromadzenie odwołuje z rady nadzorczej – i tu zamiast nazwiska następuje wielokropek. Przewidują także, że walne zgromadzenie wybiera do rady nadzorczej – i tutaj kolejne wielokropki. Nazwiska zostaną ujawnione dopiero w ostatniej chwili, a projekty uchwał będą dopełnione, prócz imion i nazwisk kandydatek / kandydatów, także tytulaturą „Panią / Pana”, co jest zwyczajem prostackim, niemożliwym do wyplenienia.

Prawo nie wymaga wcześniejszego zgłaszania kandydatur do rady nadzorczej. Nie wymaga także rzetelnego przedstawiania zgłaszanych kandydatów. I dobrze: regulacji jest zbyt wiele, należy stanowczo unikać normowaniem przepisami spraw, które można rozwiązywać po dobroci. Przeto formalnie wszystko jest w porządku: uczestnicy zgromadzenia mogą wyciągać króliki z cylindrów, ale jedynie najwięksi przepchną swoje króliki do rady. Gdzie kończą się regulacje, zaczyna się kultura. Kultura walnego zgromadzenia polega na tym, że wszyscy akcjonariusze mają szanse wcześniejszego zapoznania się z kandydaturami do rady nadzorczej, zatem nie zgłasza się ich znienacka, w ostatniej chwili. Termin zgłaszania kandydatur do rady nadzorczej i sposób ich prezentacji pokazują stosunek zgłaszającego do akcjonariatu.

Co ważne: z cylindrem wypełnionym królikami przychodzą na walne zgromadzenia zarówno inwestorzy prywatni, jak Skarb Państwa. Różne kierują nimi motywacje. Były minister przyznał mi prywatnie, że nim, a także jego kolegami, kierowały względy polityczne. Skarb nie ujawniał przeto, kogo zamierza odwołać z rady nadzorczej – i czyją kandydaturę zamierza zgłosić w to miejsce, zapewniając jej bezpieczny wybór. Chodziło o to, by odwoływany nie zdołał podjąć skutecznych przeciwdziałań, uruchamiając swoich mocodawców. Skarb nie ujawniał kogo zamierza zgłosić, by koalicjantowi, a także innym resortom, nie stwarzać możliwości wpływania na dobór kandydata. Wiadomo przecież, że partie, a także frakcje partyjne, handlują stanowiskami. Iluż ministrów spotykało się z niemoralnymi propozycjami: „Nasza partia (stronnictwo) nie zgłosi zastrzeżeń wobec planu prywatyzacji Czegoś-Tam, ale chcemy, by nasz Stasiek (Waldek, Franek) dostał radę nadzorczą Czegoś-Innego”!

Poważni inwestorzy często zgłaszają swoich kandydatów dopiero podczas walnego zgromadzenia, by uniknąć wcześniejszej dyskusji nad ich kwalifikacjami oraz niezależnością. Kwalifikacje bywają upostaciowione w lojalności dla inwestora, niezależność bywa nieobecna. Wpływowi inwestorzy nie dbają o to, co członek rady nadzorczej reprezentuje sobą, lecz o to, kogo – czyje interesy – reprezentuje on w radzie. Inwestor strategiczny ważnej spółki rozmawiał o tym ze mną, nie kryjąc irytacji: „Gdybym, jak chcą, zgłosił swoich ludzi dwa tygodnie przed walnym, wystrzelanoby ich jak kaczki, że nie są niezależni, że mają na sumieniu różne sprawki… Mniejszość chciałaby wiedzieć to i owo głównie po to, by mnie krytykować. Skoro nie wiedzą, niech głosują przeciw. Ja i tak przeforsuję wybór swoich do rady. Głosy mniejszości nie są mi potrzebne”. Moja uwaga, że głosy może nie, ale pieniądze mniejszości były mu bardzo potrzebne, wyraźnie zepsuła nastrój. Artur Sierant nazwał drobnych akcjonariuszy spółek notowanych na GPW „prostymi dawcami kapitału”. Jak równie celnie określić inwestorów – biorców kapitału?

Tekst ogłoszony 3 czerwca 2015 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także:
2000.05.15 Wolne krzesło
2005.11.14 Królik z kapelusza