Archiwa tagu: ważne powody

Buszujący w statutach

Widzialna ręka rynku, czyli państwo, uderza niekiedy na oślep. Ostatnio zamachnęła się na zarządzających Reprezentacyjnymi Spółkami Narodowymi, by zdestabilizować ich pozycję. Skarb Państwa jako ważny akcjonariusz PZU i PKO Banku Polskiego wprowadził na ich walne zgromadzenia projekty zmian w statutach mające ograniczyć pozycję prezesów i ułatwić odwoływanie członków zarządu – zapewne po to, by następny rząd sprawniej wprowadzał swoich na opróżniane posady. Skarb Państwa zażądał uchylenia w statutach obu spółek postanowienia dopuszczającego odwołanie członka zarządu wyłącznie z „ważnych powodów”. Ksh przewiduje taką możliwość.

Proszę nie pytać mnie o sens tego sformułowania. Nie mam pojęcia, co to są „ważne powody” odwołania (lub zawieszenia) członka zarządu spółki. Ani czym różnią się one od tych, jakie współczesna polszczyzna określi jako „ważne nie do końca”. Ani czy można odwołać (zawiesić) członka zarządu z jednego ważnego powodu, czy też konieczne są co najmniej dwa, skoro Ksh używa konsekwentnie liczby mnogiej. Ani kto decyduje, czy wszystkie owe powody są rzeczywiście ważne. A także, co na ten temat myśli ustawodawca. Tudzież co o tym sądzą uczeni komentatorzy kodeksu spółek handlowych. Ustawodawca ma 561 głów, więc bije się z myślami. Komentatorzy wolą spierać się między sobą niż objaśniać sens przepisów, które nie mają sensu.

Można próbować zbyć problem słowami: Ustawodawca wprawdzie nie wyjaśnia, o jakie „ważne powody” mu chodzi, niemniej należy oczekiwać, że wskaże je statut spółki. Otóż sprawa wcale nie jest prosta. Katalog „ważnych powodów” z natury nie będzie zamknięty, gdyż nie da się przewidzieć wszystkich wariantów krytycznej sytuacji, do jakiej może dojść w zarządzie spółki. Można wymieniać, acz tylko przykładowo, że chodzi o niedopełnienie obowiązków, działanie na szkodę spółki, naruszenie prawa lub statutu, zajmowanie się interesami konkurencyjnymi, chorobę, popełnienie przestępstwa, utratę wolności, utratę zdolności do czynności prawnych, przedłużająca się nieobecność w spółce, obrazę dobrych obyczajów korporacyjnych, pokrzywdzenie akcjonariatu lub grupy akcjonariuszy, itd., itp.

W istocie nie ma znaczenia, czy powód odwołania (zawieszenia) jest pojedynczy, czy mnogi, wszak uchwała uprawnionego organu nie wymaga wnikliwego uzasadnienia. I liczy się jedynie, czy powód (powody) odwołania (zawieszenia) członka zarządu jest ważny w odczuciu organu, który dokonuje odwołania (zawieszenia). Corporate governance, czyli prawidłowy mechanizm zarządzania i nadzoru w spółce, bazuje na zaufaniu. Brak zaufania, jego utrata, wystarczy za ważny powód – wówczas o liczbie mnogiej tych powodów można spokojnie zapomnieć. W przypadku członka zarządu liczy się zaufanie pokładane w nim przez koleżanki i kolegów z zarządu, ale przede wszystkim przez prezesa, który kieruje pracami zarządu, chociaż nie jest przełożonym jego członków.

Dlatego wiele statutów daje prezesom inicjatywę wnioskowania o powołanie i odwołanie członków zarządu. Lecz czy konsekwencją tego uprawnienia jest możliwość kwestionowania przez prezesa „ważności powodów” uchwały o odwołaniu / zawieszeniu członka zarządu? Nie, ponieważ osąd w kwestii istnienia takich powodów, a także ich „ważności”, należy suwerennie do organu, który jest uprawniony do podjęcia uchwały w tej sprawie. O tym, czy istnieje powód odwołania lub zawieszenia członka zarządu, czy występuje on w liczbie mnogiej, czy są to powody „ważne” – decyduje ten, kto odwołuje lub zawiesza, przy czym spółkami z udziałem Skarbu Państwa kręci polityka>. Menedżerowie często nie dowiadują się nawet, za sprawą jakich to „ważnych powodów” stracili stanowisko. Za czasów AWS „ważnymi powodami” odwołania było nie tylko powołanie przez poprzednią koalicję, także powołanie na stanowisko za czasów poprzedniej koalicji…

Przeto sądzę, że sformułowania ograniczające możliwość odwoływania i zawieszania członków zarządu do „ważnych powodów” nie mają w praktyce znaczenia. Nawet nie warto ich interpretować. Pozbawione znaczenia są także wysiłki Skarbu Państwa o takie wyrzeźbienie treści statutów najważniejszych spółek z jego udziałem, by zwiększyć jego rolę w kształtowaniu składu zarządów. Po co buszować w statutach, skoro cel można osiągnąć i taniej, i bardziej dyskretnie?

Tekst ogłoszony 7 lipca 2015 r. w Gazecie Giełdy PARKIET

Odwołanie na puszczy [2001]

Nieważne, z jakiego powodu dochodzi do odwołania. Liczy się tylko powód rezygnacji.

O zmianach w radzie nadzorczej najczęściej decydują zmiany struktury własnościowej spółki, o zmianach w zarządzie – wyniki, ale nie zawsze zachodzi potrzeba ujawniania tych powodów. Ostatnio jeden z dzienników ogłosił, że z foteli prezesów spółek giełdowych odeszło tylko w tym roku 69 osób, a kilku innych prezesów pakuje już manatki. Nic w tym dziwnego. Kryzys odsłonił wartość zarządów. Wokół tych zmian dochodzi do mnóstwa nieporozumień. Korygowanie ich przypomina wołanie na puszczy. Nikt nie słyszy, nikt nie reaguje. Wołam więc wszem i wobec: nie ma potrzeby publicznego ogłaszania powodu odwołania, nawet jeżeli może dojść do niego wyłącznie z „ważnych” powodów. W zasadzie rada nadzorcza nie jest obowiązania komunikować powodu (lub powodów) odwołania odwołanemu członkowi zarządu. Walne zgromadzenie nie jest obowiązane komunikować powodu odwołania odwołanemu członkowi rady.

Z odwoływaniem z zarządu i rady jest jak z biciem żony przez górala: już tam ona sama dobrze wie, za co obrywa. Uczestniczyłem w podejmowaniu wielu trudnych decyzji kadrowych i wiem, że odsłonięcie ich podłoża może wyrządzić spółce wiele szkody. Milczenie bywa złotem także dla odwołanych. Niekiedy spółka wyjaśnia powód odwołania mimochodem, przekazując do publicznej wiadomości, że sprawę byłego prezesa (albo całego zarządu) skierowano do prokuratury. Niekiedy spółka publicznie rozgłasza powód, a nawet powody, rozstania się z członkiem zarządu. W jednej ze spółek giełdowych ostatni (najmniej ważny?) spośród pięciu ogłoszonych powodów odwołania członka zarządu–dyrektora finansowego dotyczył „nieprawidłowości w zarządzaniu finansami spółki”. Mimo takich komunikatów, a także równie tragicznych wyników, spółka jeszcze istnieje.

Wołam też wszem i wobec: niech odwołani nie podnoszą wrzasku. Nikt jakoś nie protestuje, kiedy go powołują. Dlatego wątpię, czy wypada protestować z powodu odwołania. Kiedyś Andrzej Olechowski surowo skarcił ministra, że odwołanie go z rady nadzorczej to „decyzja nieuzasadniona i dla banku szkodliwa”. Otóż minister nie musiał decyzji uzasadniać, jak nie musiał reagować na publiczne połajanki zainteresowanego. W odróżnieniu od członka zarządu, członek rady nadzorczej nie ma umowy o pracę lub zarządzanie.

Wołam na puszczy, że rada nadzorcza może odwołać prezesa lub członka zarządu (chyba że statut stanowi inaczej), może zawiesić go (z ważnych powodów) i na jego miejsce czasowo delegować kogoś ze swojego grona, lecz nie może delegować członka rady, nawet na krótko, na miejsce wakujące z powodu odwołania, śmierci lub rezygnacji. Byłoby to naruszeniem prawa skutkującym nieważnością czynności podjętych przez zarząd z udziałem kaduka – bo tylko tak można nazwać członka rady delegowanego na miejsce kogoś, kogo nie ma. Takiego numeru nie było nawet w Elektromisie (nie mylić z Elektrimem).

Wołam na puszczy: nie można odwołać kogoś, kto nie pełni funkcji! Odwoływanie kogoś „z powodu zakończenia kadencji” lub „złożenia rezygnacji” to proceder niebezpieczny: co stanie się, gdyby taka uchwała nie została przyjęta? Może ktoś jeszcze wpadnie na pomysł odwoływania „z powodu śmierci”? Większością ¾ głosów… Podobnie jak odwołanie i śmierć, rezygnacja skutkuje wygaśnięciem mandatu. Podobnie jak śmierci, nie można jej cofnąć. Odmiennie niż śmierć, warto ją uzasadniać. Gdyby bowiem rezygnacja z zarządu lub rady nadzorczej naraziła spółkę na szkodę, składający rezygnację może ponieść odpowiedzialność za tę szkodę.

Od odpowiedzialności można się uchylić tylko dwojako. Albo pełniąc funkcję w nieodpłatnie, albo motywując rezygnację „ważnym” powodem. Jestem przeciwko nieodpłatnemu sprawowaniu funkcji. Po pierwsze, bez wynagrodzenia trudno należycie przyłożyć się do pracy. Po drugie – źle, jeżeli członek zarządu lub rady nadzorczej może czmychnąć z funkcji, kiedy mu się spodoba, nawet kosztem szkody wyrządzonej spółce. Spółka nie musi ogłaszać powodu rezygnacji. Nawet nie powinna go ogłaszać, jeżeli składający rezygnację poprosi o dyskrecję. Szkodę najłatwiej wyrządzić nie samą rezygnacją (bo któż jest niezastąpiony?), ale zatajeniem jej powodu. Wtedy opinia publiczna może powziąć podejrzenie, że w spółce dzieje się źle; natomiast jeżeli wie o tym, może przypuszczać, że w spółce dzieje się jeszcze gorzej, niż dzieje się naprawdę.

Utarło się w wielu krajach, że osoba powołana w skład zarządu lub rady nadzorczej z góry wręcza prezesowi (lub przewodniczącemu) niedatowany dokument zawierający rezygnację ze stanowiska. Jak ów ktoś przestanie się podobać, wpisze się datę, ogłosi jego rezygnację i już. Ponieważ w Polsce brak umotywowania rezygnacji „ważnym” powodem rodzi odpowiedzialność, przeto przestrzegam przed taką praktyką.

Tekst ogłoszony 3 grudnia 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.

Czytaj także:
2004.11.08 Tramwaj zwany pożegnaniem
2001.01.22 Mroczny powód rezygnacji

Wańka – wstańka [2000]

Powodem zawieszenia członków zarządu bywa najczęściej działalność na szkodę spółki.

Ostatnio weszło w modę zawieszanie przez rady nadzorcze prezesów i członków zarządów. Kodeks handlowy (Kh) wyraźnie dopuszcza taką możliwość. Jest ona fundamentem ustroju spółki akcyjnej. Prawo do zawieszania w czynnościach członków zarządu (poszczególnych lub wszystkich, zatem i prezesa, którego kodeks nigdy i w niczym nie wyróżnia) należy do rady nadzorczej. Jest to prerogatywa, której radzie odebrać nie można. Nie ma znaczenia, czy statut nadaje radzie nadzorczej szerokie kompetencje, czy ogranicza je do wymienionych w kodeksie. Nawet jeżeli statut przemilcza kompetencję rady do zawieszania w czynnościach członków zarządu, w spółce akcyjnej przysługuje ona radzie z mocy prawa. Statut może natomiast wymagać od rady nadzorczej, by uchwały o zawieszeniu w czynnościach członków zarządu podejmowała kwalifikowaną większością głosów.

W świetle kodeksu, rada zawiesza członków zarządu wyłącznie „z ważnych powodów”. Brzmi to poważnie, lecz nie ma znaczenia. O tym, czy powód jest ważny, decyduje przecież sama rada. Wprawdzie kodeks mówi o „powodach”, ale liczba mnoga została użyta na wyrost. W praktyce mamy zresztą do czynienia najczęściej tylko z jednym powodem zawieszenia. Jest nim działalność na szkodę spółki. Zawieszenie ma zapobiec, względnie położyć kres tej działalności, a nadto jest przydatne dla wyjaśnienia wszelkich okoliczności sprawy. Ponieważ zawieszenie z reguły następuje przed wyjaśnieniem sprawy, nie należy utożsamiać go z oceną zawieszonego, na którą przyjdzie pora. Niemniej opinia publiczna żywi się domniemaniem, że powód zawieszenia bywa mroczny, a ocena będzie negatywna. Niekiedy kończy się jednak na rozpędzeniu rady. Wszak walne zgromadzenie może uznać, że zawieszenie było bezzasadne, a nawet – wyrządziło spółce szkodę.

W większości polskich spółek statut przyznaje radzie nadzorczej prawo odwołania zarządu. Rada, jeżeli została wyposażona w takie uprawnienie, może odwołać zarząd, czy w części, czy w całości, w każdej chwili, bez potrzeby podpierania się „ważnymi powodami”. Często łatwiej więc odwołać, niż zawiesić. Daje to wyobrażenie o przewadze rady nad zarządem.

Rada ma prawo zawiesić każdego członka zarządu, bez względu na to, kto w spółce jest władny do powołania zarządu, względnie poszczególnych jego członków: czy jest to sama rada, czy walne zgromadzenie, czy któryś z akcjonariuszy. Rady nadzorcze zawieszają w czynnościach członków zarządu na czas określony lub nieokreślony, przy czym wybór należy do rady.

Zawieszenie na czas określony (24 marca rada Banku Częstochowa zawiesiła prezesa zarządu na czas określony, do 25 kwietnia b.r.) może być przedłużane na kolejne okresy, lub na czas nieokreślony. Może także być wcześniej cofnięte przez radę, lub przez walne zgromadzenie. Cofnięcie zawieszenia oznacza wstąpienie zawieszonego w prawa członka zarządu. Taki sam skutek ma upływ terminu zawieszenia, jeżeli nie zostało ono przedłużone, a zawieszony nie został odwołany. Można także zawieszać na czas nieokreślony. Tak postąpiła rada nadzorcza PZU zawieszając w czynnościach prezesa i jednego z członków zarządu. Ani stan zawieszenia, ani cofnięcie zawieszenia, nie są przeszkodami do odwołania członka zarządu przez uprawniony organ lub osobę. Upływ kadencji w trakcie zawieszenia pozbawia zawieszonego nie tylko miejsca w zarządzie, lecz zapewne także prawa wejścia do zarządu następnej kadencji, bez względu na to, przez kogo i w jakim trybie zarząd zostanie wyłoniony.

Zawieszenie poszczególnych lub wszystkich członków zarządu nie osieroci spółki. Nie pozostaje ona bez zarządu. Rada nadzorcza bezzwłocznie przedsiębierze odpowiednie kroki celem uzupełnienia składu zarządu. Może ona także delegować członków rady do czasowego wykonywania czynności członków zarządu. Stąd nieporozumieniem jest omawiany przez prasę postulat ministra Skarbu Państwa, że należy jednak przejściowo przywrócić zawieszonego w czynnościach prezesa PZU, by mógł on coś podpisać (użyto tu słowa „audyt”).

Nie uchyla się na chwilę zawieszenia, by przejściowo odwieszony mógł dokonać jakiejś czynności. Zawieszenie nie jest zabawą w wańkę – wstańkę. Powinno ono prowadzić do szybkiego i jednoznacznego rozstrzygnięcia, czyli do odwołania (i, ewentualnie, także podciągnięcia do odpowiedzialności), bądź do przywrócenia w czynnościach. Zawieszenie jest stanem przejściowym, natomiast odwołanie i przywrócenie w czynnościach to stany z natury stałe. Jedynie król Belgów Baudoin I przejściowo abdykował, by uniknąć podpisania niemiłej mu ustawy. Wytrwał przy poglądach, za co był szanowany. Minister zmienił już swoje na temat zawieszenia prezesa PZU. Jak wańka – wstańka.

Tekst ogłoszony 17 kwietnia 2000 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka