Archiwa tagu: widzialna ręka rynku

Jak się dzisiaj zostaje prezesem spółki z udziałem Skarbu Państwa?

  • Nominacje piastunów spółek z udziałem Skarbu Państwa zawsze miały posmak polityczny – współcześnie to już nie posmak, lecz niesmak;
  • Nie są brane pod uwagę interesy spółek i ich akcjonariuszy, liczy się wyłącznie brudny interes polityczny koterii będącej przy władzy;
  • Kiedyś ukułem termin „alotaż”, który nie przebił się – przyćmiło go brutalnie szczere hasło „Teraz, K…wa, My!”;
  • Komu służy udział państwa w spółkach: gospodarce, społeczeństwu, inwestorom, czy grupie trzymającej władzę?

 

 

Dobry dziennikarz poczytnego pisma poprosił mnie kiedyś o wypowiedź na temat, jak można zostać prezesem Orlenu. Wyjaśniłem, że nigdy tego nie wiedziałem (zresztą do dzisiaj nie wiem), ponieważ gdybym wiedział, ubiegałbym się o tę posadę: imponujące zarobki, spora władza, niewielka odpowiedzialność. Oczywiście nie nadaję się na takie stanowisko, lecz nie ma to znaczenia: mogę wymienić kilku, którzy zostawali prezesami, chociaż także nie mieli po temu właściwych kwalifikacji. Przed kilkunastu laty kandydowałem do rady nadzorczej PKN Orlen, zgłosił mnie poważny akcjonariusz, jedna z największych instytucji finansowych. Skarb Państwa uciął moją kandydaturę, ponieważ – jak miał powiedzieć ówczesny szef resortu Wojciech Jasiński – owszem, niech już w radzie będzie niezależny, ale “nasz” niezależny. Nie byłem świadkiem tej wypowiedzi, ale pasuje ona do pana Jasińskiego. W tym czasie inna poważna instytucja finansowa zgłosiła moją kandydaturę do rady nadzorczej PKO Banku Polskiego, a resort Skarbu wystąpił z kandydaturą swojego niezależnego. Wybrano swojego.

Historia PKN Orlen tak bardzo nabrzmiała polityką, że ukułem określenie „Orlenino”, nie bez związku z potworną i zbędną masakrą pod Lenino. Walki o władzę nad spółką przybierały rozmaitą postać. Kiedyś policja polityczna zwinęła prezesa koncernu dzień przed ważnym posiedzeniem rady nadzorczej, co rada odczytała jako zaproszenie do jego odwołania. Innym razem, przez nieuwagę, przewodniczącym rady nadzorczej wybrano Jana Wagę z Kulczyk Holding, firmy będącej podówczas największym po Skarbie Państwa akcjonariuszem spółki. Podobało mi się, że w spółce notowanej to wpływowe stanowisko przypadło inwestorowi innemu niż Skarb Państwa (co nie znaczy, podobał mi się akurat Jan Waga). Niemniej zrobiła się z tego afera, Wagę odwołano, wybrano swojego.

O prezesurze koncernu decyduje polityka. Formalnie prezesa wybiera rada nadzorcza, ona też ustala mu wynagrodzenie (niekiedy czyni to w formie niezgodnej z prawem, co później daje zajęcie prawnikom). Ale skład rady jest stale przedmiotem rozgrywek politycznych. Kiedyś plotkowano, że prezydent Aleksander Kwaśniewski i Jan Kulczyk między sobą uzgodnili skład rady Orlenu w taki sposób, że każdy spisał na kartce swoich kandydatów, po czym zamienili się kartkami. Dzisiaj wiem, iż tak było rzeczywiście. Na walnym zgromadzeniu rząd posłusznie zgłosił kulczykowych, a Kulczyk lojalnie rządowych.  Brzydka sprawa. Lecz przynajmniej wtedy biznes miał, w osobie Jana Kulczyka, znaczący wpływ na spółkę. Dzisiaj nie ma żadnego.

Często podkreślam, że Skarb Państwa ma w Orlenie bezpośrednio mniej niż 30 procent udziału w kapitale, ale przypisał sobie 330 procent władzy nad nim. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest systematyczne oszukiwanie pozostałych akcjonariuszy. Zyski spółki, zamiast do nich, płyną na obce im cele: obrzydliwą kampanię dyskredytowania sądów i sędziów, wspieranie wątpliwych fundacji, finansowanie – poprzez ogłoszenia – wielkimi pieniędzmi zdychających pism. Finansowanie kongresów, rzekomo gospodarczych, w istocie służących propagandzie. Zaciera się różnica między wydatkami z budżetu państwa, a tymi wymuszanymi na spółkach z udziałem państwa. Budżet nie finansuje jachtu mającego sławić Niepodległą, ani Różańca do granic. Czynią to spółki z udziałem państwa, nie pytając akcjonariuszy o zgodę.

Trudno określić zakres kwalifikacji, jakie należy posiadać na stanowisku prezesa. Najlepiej świadczy o nich, gdy po odejściu z funkcji były prezes znajduje dobrą pracę w sektorze prywatnym. Przykładem Igor Chalupec – chociaż z Ruchem mu nie wyszło. Dał sobie radę mec. Jacek Walczykowski, wybrany w akcie rozpaczy, kiedy rada nadzorcza nie potrafiła dojść do porozumienia, został zdyskwalifikowany przez ministra Jacka Sochę, któremu nie spodobało się wybieranie prezesa o 5. nad ranem. Walczykowski zdobył sławę w Elektrimie, spółce głośnej z afer, ale akurat za nim ten smród się nie ciągnął. Lecz Socha był nie tylko dobrym ministrem Skarbu, także jednym z twórców rynku i dobrze go rozumiał.

Piotr Kownacki zawdzięczał prezesurę Orlenu współpracy z Lechem Kaczyńskim, Wojciech Jasiński zawdzięczał ją współpracy z Jarosławem Kaczyńskim. U obu trudno było dostrzec dostateczne kwalifikacje do zarządzania firmą o europejskich aspiracjach. Ostatnio Bianka Mikołajewska wyliczyła, że Jasiński zarobił w Orlenie 4 973 000 zł, co dało, w przeliczeniu na miesiące, wynagrodzenie w kwocie 191 000 zł. Także nominacja Daniela Obajtka miała charakter polityczny. Przyszedł on do koncernu z gotową listą osób, których należy wyrzucić. Nie znając spółki, sam jej nie sporządził, dostał ją od kogoś, kto go wynajął do brudnej roboty.

Państwo jako widzialna ręka rynki czyni więcej szkód, niż pożytków. Jego udział w podmiotach gospodarczych ma więcej wad, niż zalet. Niekoniecznie służy gospodarce, społeczeństwu, inwestorom. Obecnie najbardziej służy grupie trzymającej władzę.

Czytaj także: odstępując do rekomendowania poszczególnych tekstów, zalecam wpisywanie do okienka wyszukiwarki haseł Orlen i alotaż. Wysypie się kilkadziesiąt tytułów.

 

Buszujący w statutach

Widzialna ręka rynku, czyli państwo, uderza niekiedy na oślep. Ostatnio zamachnęła się na zarządzających Reprezentacyjnymi Spółkami Narodowymi, by zdestabilizować ich pozycję. Skarb Państwa jako ważny akcjonariusz PZU i PKO Banku Polskiego wprowadził na ich walne zgromadzenia projekty zmian w statutach mające ograniczyć pozycję prezesów i ułatwić odwoływanie członków zarządu – zapewne po to, by następny rząd sprawniej wprowadzał swoich na opróżniane posady. Skarb Państwa zażądał uchylenia w statutach obu spółek postanowienia dopuszczającego odwołanie członka zarządu wyłącznie z „ważnych powodów”. Ksh przewiduje taką możliwość.

Proszę nie pytać mnie o sens tego sformułowania. Nie mam pojęcia, co to są „ważne powody” odwołania (lub zawieszenia) członka zarządu spółki. Ani czym różnią się one od tych, jakie współczesna polszczyzna określi jako „ważne nie do końca”. Ani czy można odwołać (zawiesić) członka zarządu z jednego ważnego powodu, czy też konieczne są co najmniej dwa, skoro Ksh używa konsekwentnie liczby mnogiej. Ani kto decyduje, czy wszystkie owe powody są rzeczywiście ważne. A także, co na ten temat myśli ustawodawca. Tudzież co o tym sądzą uczeni komentatorzy kodeksu spółek handlowych. Ustawodawca ma 561 głów, więc bije się z myślami. Komentatorzy wolą spierać się między sobą niż objaśniać sens przepisów, które nie mają sensu.

Można próbować zbyć problem słowami: Ustawodawca wprawdzie nie wyjaśnia, o jakie „ważne powody” mu chodzi, niemniej należy oczekiwać, że wskaże je statut spółki. Otóż sprawa wcale nie jest prosta. Katalog „ważnych powodów” z natury nie będzie zamknięty, gdyż nie da się przewidzieć wszystkich wariantów krytycznej sytuacji, do jakiej może dojść w zarządzie spółki. Można wymieniać, acz tylko przykładowo, że chodzi o niedopełnienie obowiązków, działanie na szkodę spółki, naruszenie prawa lub statutu, zajmowanie się interesami konkurencyjnymi, chorobę, popełnienie przestępstwa, utratę wolności, utratę zdolności do czynności prawnych, przedłużająca się nieobecność w spółce, obrazę dobrych obyczajów korporacyjnych, pokrzywdzenie akcjonariatu lub grupy akcjonariuszy, itd., itp.

W istocie nie ma znaczenia, czy powód odwołania (zawieszenia) jest pojedynczy, czy mnogi, wszak uchwała uprawnionego organu nie wymaga wnikliwego uzasadnienia. I liczy się jedynie, czy powód (powody) odwołania (zawieszenia) członka zarządu jest ważny w odczuciu organu, który dokonuje odwołania (zawieszenia). Corporate governance, czyli prawidłowy mechanizm zarządzania i nadzoru w spółce, bazuje na zaufaniu. Brak zaufania, jego utrata, wystarczy za ważny powód – wówczas o liczbie mnogiej tych powodów można spokojnie zapomnieć. W przypadku członka zarządu liczy się zaufanie pokładane w nim przez koleżanki i kolegów z zarządu, ale przede wszystkim przez prezesa, który kieruje pracami zarządu, chociaż nie jest przełożonym jego członków.

Dlatego wiele statutów daje prezesom inicjatywę wnioskowania o powołanie i odwołanie członków zarządu. Lecz czy konsekwencją tego uprawnienia jest możliwość kwestionowania przez prezesa „ważności powodów” uchwały o odwołaniu / zawieszeniu członka zarządu? Nie, ponieważ osąd w kwestii istnienia takich powodów, a także ich „ważności”, należy suwerennie do organu, który jest uprawniony do podjęcia uchwały w tej sprawie. O tym, czy istnieje powód odwołania lub zawieszenia członka zarządu, czy występuje on w liczbie mnogiej, czy są to powody „ważne” – decyduje ten, kto odwołuje lub zawiesza, przy czym spółkami z udziałem Skarbu Państwa kręci polityka>. Menedżerowie często nie dowiadują się nawet, za sprawą jakich to „ważnych powodów” stracili stanowisko. Za czasów AWS „ważnymi powodami” odwołania było nie tylko powołanie przez poprzednią koalicję, także powołanie na stanowisko za czasów poprzedniej koalicji…

Przeto sądzę, że sformułowania ograniczające możliwość odwoływania i zawieszania członków zarządu do „ważnych powodów” nie mają w praktyce znaczenia. Nawet nie warto ich interpretować. Pozbawione znaczenia są także wysiłki Skarbu Państwa o takie wyrzeźbienie treści statutów najważniejszych spółek z jego udziałem, by zwiększyć jego rolę w kształtowaniu składu zarządów. Po co buszować w statutach, skoro cel można osiągnąć i taniej, i bardziej dyskretnie?

Tekst ogłoszony 7 lipca 2015 r. w Gazecie Giełdy PARKIET