Archiwa tagu: wybór rady nadzorczej

Najgłupsze argumenty przeciwko kobietom w brytyjskich radach

 <> Na rynkach kapitałowych jest rok 2018, w wielu umysłach trwa jeszcze rok 1918 z ówczesnymi poglądami na miejsce kobiety w świecie;
 <> Brytyjski rząd systematycznie dąży do zwiększenia udziału kobiet w radach dyrektorów spółek notowanych;
 <> Najbliższy cel polityczny zakłada, że do roku 2020 co trzecie miejsce w radach dyrektorów powinno przypaść kobietom;
 <> Szacunki wskazują, że zasypanie różnicy między wynagrodzeniami mężczyzn i kobiet przyniesie gospodarce wielomiliardowe korzyści i setki tysięcy miejsc pracy.

Ogłoszoną 31 maja b.r. listę argumentów mających przemawiać przeciwko obecności kobiet w brytyjskich radach dyrektorów otwiera najprostszy: „Kobiety do rad dyrektorów po prostu nie pasują”. Wśród innych są i takie:
• „One nie chcą kłopotów związanych z pracą w radach”;
• „Wszystkie dobre (kandydatki) są już zagospodarowane”;
• „Mamy już w radzie jedną”;
• „Nie jestem przekonany, czy koledzy życzyliby sobie obecności kobiety w radzie”;
• „Nie ma wielu kobiet z należytymi kwalifikacjami i pogłębionym doświadczeniem do pracy w radzie, a są tam sprawy niebywale skomplikowane”;
• „Akcjonariusze nie są zainteresowani”;
• „Koledzy chyba nie chcieliby pracować w radzie z kobietą”;
• „My już mamy (kobietę w radzie), teraz kolej na inne spółki”;
• „Obecnie nie mamy wakatów, gdybyśmy mieli – pomyślelibyśmy”;
• „Trzeba zbudować kanały awansu oddolnego, w naszej branży jest niewiele kobiet na stanowiskach”.

Komentuje Amanda McKenzie szefująca organizacji Business in the Community: „Czytając tę listę wymówek można odnieść wrażenie, że żyjemy w roku 1918, nie w 2018. To wszystko brzmi jak fragmenty tekstu komicznej parodii”.

Cytowane opinie pochodzą od ankietowanych przewodniczących rad dyrektorów oraz CEO notowanych na brytyjskim rynku spółek z indeksu FTSE 350. W Polsce takie badania nie miałyby sensu: prezesi spółek i przewodniczący rad nie mają – przynajmniej w teorii – wpływu na skład rady nadzorczej. Członków rady wybiera walne zgromadzenie (plenarnie lub w głosowaniu oddzielnymi grupami), mogą ich także powoływać akcjonariusze imiennie uprawnieni do tego przez statut spółki. Statuty rzadko przyznają radom prawo kooptacji członka, a jeżeli, to zazwyczaj tylko na wakujące miejsce w radzie i pod bezwzględnym wymogiem przedstawienia dokooptowanego do zatwierdzenia przez najbliższe walne zgromadzenie. Natomiast w systemie anglosaskim inicjatywa w sprawach selekcji kandydatur i obsady stanowisk w radzie dyrektorów często należy do przewodniczącego rady, samej rady, lub CEO. Akcjonariusze są na dalszym planie.

Badania ankietowe prowadzone są przez Hampton-Alexander Review z ramienia patronującego staraniom o zwiększenie udziału kobiet w radach dyrektorów Department for Business, Energy and Industrial Strategy (w Zjednoczonym Królestwie resort ten nie zajmuje się produkcją różańców). Presja rządu przynosi owoce. Jeszcze w 2011 r. nie było kobiet w radach 152 spółek z indeksu FTSE 350; w 2017 r. liczba takich spółek zmalała do dziesięciu. Pierwszy, wstępny całościowy raport na temat kobiet w radach ogłoszono w listopadzie 2016 roku. W listopadzie 2017 r. ukazał się pierwszy z serii regularnych już raportów rocznych. Kolejny oczekiwany jest w listopadzie 2018 r.

Dążenia do zwiększenia różnorodności w składzie rad dyrektorów poprzez obsadzenie kobietami jednej trzeciej miejsc są fragmentem strategii przemysłowej obecnego rządu. Wiążą się z tym starania ku zasypaniu tzw. gender pay gap – zróżnicowania wynagrodzeń mężczyzn i kobiet. Według szacunków jednej z firm konsultingowych zasypanie tych różnic (czyli wydatne zwiększenie wynagrodzeń kobiet), miałoby do roku 2015 przynieść brytyjskiej gospodarce korzyści rzędu 150 miliardów funtów szterlingów oraz otworzyć 840 tysięcy nowych miejsc pracy. Wspaniałe perspektywy! Ale dokoła pospolitość skrzeczy.

Czytaj także (m.in.):
2000.12.04 Szklany sufit
2003.02.17 Kruszenie szklanego sufitu
2003.03.10 Szklany sufit po polsku
2003.11.10 Przystanek tuż pod szczytem
2004.02.16 Sposób na kobiety
2005.10.10 Norweska specyfika
2006.01.16 Rady pod parytetem
2010.05.27 Moda na poprawność
2011.10.22 Podwójny szklany sufit
2013.11.20 Nie chodzi o kobiety
2015.11.16 Szklane urwisko
2016.06.22 Ile kosztują kobiety?
2017.04.05 Statystyka, gender i parytet absolutny

Kandydatura do rady nadzorczej w “żadnym trybie”

Do spółki wpłynęło pismo. Nadawca zgłosił swoją kandydaturę do rady nadzorczej. Załącznik zawiera curriculum vitae kandydata. Można przypuścić, że ma to związek z nadchodzącym walnym zgromadzeniem, na którym upłynie obecna kadencja rady. Kandydatura wywołała w spółce znaczną konfuzję. Po pierwsze, aspirant do statusu kandydata do rady nadzorczej nie jest spółce znany. Jego nazwisko, jego dokonania, nikomu nic nie mówią. Nawet nie wiadomo, czy jest akcjonariuszem. Po drugie, nikt w spółce nie wie, czy tak samemu, z ulicy lub z poczty, można przedstawić spółce kandydaturę do rady nadzorczej – zwłaszcza swoją. Czy zarząd, do którego trafiło wspomniane pismo, powinien je przedłożyć walnemu zgromadzeniu? A może powinien wpierw sprawdzić, czy aby autor pisma nie uciekł z domu wariatów?

Gdyby w kręgu akcjonariuszy rzeczonej spółki był Skarb Państwa, sprawa byłaby prosta. Sekretarka zwróciłaby pismo nadawcy z uprzejmą informacją, że w takich sprawach decyduje Prawo i Sprawiedliwość, przeto należy udać do partii i u niej zabiegać o poparcie. Wszak bardzo wiele osób bez żadnych kwalifikacji z rekomendacji PiS weszło do rad nadzorczych spółek z udziałem państwa, nawet gdy jest to udział mniejszościowy. Można było oświecić nadawcę pisma licznymi przykładami i pośmiać się do rozpuku z niektórych członków rad: jeden zamiatał w aptece, później z takimi jak on nadzorował Polską Spółkę Zbrojną, a jak wreszcie zrobi ten licencjat, zostanie prezesem Orlenu. Boki zrywać! Lecz Skarbu Państwa nie ma pośród akcjonariuszy, więc spółka nie ma dokąd odesłać nadawcy pisma.

Kodeks spółek handlowych nie zawiera katalogu podmiotów uprawnionych do zgłaszania kandydatur do rady nadzorczej spółki akcyjnej. I dobrze, ponieważ kodeks nie jest prostą instrukcją obsługi spółki. Wiadomo, że przed walnym zgromadzeniem kandydatury do rady zgłaszają akcjonariusze spółki lub ich pełnomocnicy, a podczas obrad walnego – uprawnieni do uczestniczenia w zgromadzeniu. Nie zwraca się przy tym uwagi, czy kandydat jest akcjonariuszem, co moim zdaniem jest praktyką złą: wiadomo, że własnych pieniędzy pilnuje się bardziej starannie. Prymat wzięło durne założenie, że jak ktoś ma akcje, to skądś ma, czyli jest podejrzany. Lecz z faktu, że do rady można wybrać kogo bądź spoza akcjonariatu, nie wynika, że jakiś kto bądź jest uprawniony do zgłaszania kandydatur do rady.

Nie zawsze o składzie rady nadzorczej decyduje walne zgromadzenia w wyborach czy to plenarnych, czy oddzielnymi grupami. Statut może przyznać indywidualnie oznaczonemu akcjonariuszowi (na przykład Skarbowi Państwa albo osobie fizycznej) osobiste uprawnienie do powoływania członków rady nadzorczej – także poza walnym zgromadzeniem. Nie jest w złym tonie, gdy uprawniony w takim trybie powoła do rady samego siebie. Natomiast w wyborach przedstawicieli pracowników w radzie nadzorczej kandydatury mogą być zgłaszane nie tylko przez akcjonariuszy, a kandydaci poddani pod głosowanie pracowników nie muszą być ani akcjonariuszami, ani zatrudnionymi w przedsiębiorstwie spółki.

Co więcej: kodeks nie określa także, w jakim trybie mają być zgłaszane kandydatury do rady nadzorczej, bądź czy wymagane jest przedstawienie charakterystyki kandydata, jego doświadczeń i kwalifikacji. Sprawy natury technicznej mogą zostać uregulowane w statucie spółki lub w regulaminie walnego zgromadzenia (albo rady nadzorczej); rzecz w tym, że statut zazwyczaj mechanicznie powtarza przepisy kodeksu spółek handlowych, a regulamin – przepisy kodeksu i statutu (nazywam to efektem kaskady). Bywa, że w żadnym z tych dokumentów nie jest uregulowana kwestia, jakie są skutki zgłoszenia przez kogoś spoza akcjonariatu własnej kandydatury do rady nadzorczej spółki.

Na walnych zgromadzeniach kandydatury do rady bywają zgłaszane rozmaicie. Bywa, że jakiś ważny akcjonariusz zgłasza en bloc listę swoich kandydatów. Bywa, że z sali zgłaszane są na wyścigi kandydatury osób obecnych lub nieobecnych, ale oświadczających na piśmie, że wyrażają zgodę na kandydowanie. Przewodniczący zgromadzenia czasem dopuszcza do głosowania nad kandydaturami, które takich oświadczeń nie dostarczyły. Analogicznie do sytuacji akcjonariusza osobiście uprawnionego do powołania członka lub członków rady nadzorczej, który w ramach tego uprawnienia powoła samego siebie – nie jest nietaktem zgłoszenie na walnym zgromadzeniu przez akcjonariusza lub jego pełnomocnika kandydatury własnej. Samo zgłoszenie nie przesądza o wyborze!

Natomiast ktoś, kto do spółki ni stąd, ni z owąd przesyła własną kandydaturę do rady, działa „w żadnym trybie”, a los jego propozycji zależeć będzie od kultury przyjętej w danej spółce. Zarząd może przedłożyć taką kandydaturę walnemu zgromadzeniu, lecz nie jest do tego zobowiązany; byłbym za przedkładaniem, przynajmniej dopóki nie ośmieli to nadmiernie osób całkiem postronnych. Zarząd może też zająć inne stanowisko: niech zainteresowany członkostwem w radzie nadzorczej nabędzie akcję lub akcje, zarejestruje uczestnictwo w walnym zgromadzeniu, weźmie w nim udział – i wtedy, w należytym trybie – wniesie pod obrady swoją kandydaturę.

Królik z cylindra

Jak w cyrku iluzjonista zaskakuje publiczność wyciągając z cylindra króliki, tak podczas walnego zgromadzenia niespodzianką bywają kandydatury zgłaszane do rady nadzorczej. Do ostatniej chwili nie wiadomo, kto będzie kandydował, komu udzielą poparcia najwięksi akcjonariusze. A skoro kandydatów wcześniej nie przedstawiono, reszcie akcjonariatu przychodzi podejmować decyzje o ich wyborze bez wcześniejszego poznania, kim są, co sobą przedstawiają, czy mają kwalifikacje, wiedzę i doświadczenie, dorobek i reputację, oraz jakie są ich powiązania z inwestorami, ze spółką, a także z konkurencją. Niewtajemniczony zawczasu akcjonariusz odkrywa, że jego ważne prawo korporacyjne – prawo do głosowania na walnym zgromadzeniu zostało zredukowane do podejmowania decyzji w ciemno, bądź w półmroku. Wprawdzie każdy akcjonariusz może zgłosić i przedstawić, także zawczasu, swoich kandydatów, nawet siebie samego, lecz kandydaci drobnicy mają niewielkie szanse na wybór przez walne zgromadzenie.

Trwa sezon walnych zgromadzeń, więc temat jest na czasie. Spółki ogłaszają projekty uchwał zgromadzenia. Projekty uchwał w sprawach personalnych są ślepe. Przewidują one, że walne zgromadzenie odwołuje z rady nadzorczej – i tu zamiast nazwiska następuje wielokropek. Przewidują także, że walne zgromadzenie wybiera do rady nadzorczej – i tutaj kolejne wielokropki. Nazwiska zostaną ujawnione dopiero w ostatniej chwili, a projekty uchwał będą dopełnione, prócz imion i nazwisk kandydatek / kandydatów, także tytulaturą „Panią / Pana”, co jest zwyczajem prostackim, niemożliwym do wyplenienia.

Prawo nie wymaga wcześniejszego zgłaszania kandydatur do rady nadzorczej. Nie wymaga także rzetelnego przedstawiania zgłaszanych kandydatów. I dobrze: regulacji jest zbyt wiele, należy stanowczo unikać normowaniem przepisami spraw, które można rozwiązywać po dobroci. Przeto formalnie wszystko jest w porządku: uczestnicy zgromadzenia mogą wyciągać króliki z cylindrów, ale jedynie najwięksi przepchną swoje króliki do rady. Gdzie kończą się regulacje, zaczyna się kultura. Kultura walnego zgromadzenia polega na tym, że wszyscy akcjonariusze mają szanse wcześniejszego zapoznania się z kandydaturami do rady nadzorczej, zatem nie zgłasza się ich znienacka, w ostatniej chwili. Termin zgłaszania kandydatur do rady nadzorczej i sposób ich prezentacji pokazują stosunek zgłaszającego do akcjonariatu.

Co ważne: z cylindrem wypełnionym królikami przychodzą na walne zgromadzenia zarówno inwestorzy prywatni, jak Skarb Państwa. Różne kierują nimi motywacje. Były minister przyznał mi prywatnie, że nim, a także jego kolegami, kierowały względy polityczne. Skarb nie ujawniał przeto, kogo zamierza odwołać z rady nadzorczej – i czyją kandydaturę zamierza zgłosić w to miejsce, zapewniając jej bezpieczny wybór. Chodziło o to, by odwoływany nie zdołał podjąć skutecznych przeciwdziałań, uruchamiając swoich mocodawców. Skarb nie ujawniał kogo zamierza zgłosić, by koalicjantowi, a także innym resortom, nie stwarzać możliwości wpływania na dobór kandydata. Wiadomo przecież, że partie, a także frakcje partyjne, handlują stanowiskami. Iluż ministrów spotykało się z niemoralnymi propozycjami: „Nasza partia (stronnictwo) nie zgłosi zastrzeżeń wobec planu prywatyzacji Czegoś-Tam, ale chcemy, by nasz Stasiek (Waldek, Franek) dostał radę nadzorczą Czegoś-Innego”!

Poważni inwestorzy często zgłaszają swoich kandydatów dopiero podczas walnego zgromadzenia, by uniknąć wcześniejszej dyskusji nad ich kwalifikacjami oraz niezależnością. Kwalifikacje bywają upostaciowione w lojalności dla inwestora, niezależność bywa nieobecna. Wpływowi inwestorzy nie dbają o to, co członek rady nadzorczej reprezentuje sobą, lecz o to, kogo – czyje interesy – reprezentuje on w radzie. Inwestor strategiczny ważnej spółki rozmawiał o tym ze mną, nie kryjąc irytacji: „Gdybym, jak chcą, zgłosił swoich ludzi dwa tygodnie przed walnym, wystrzelanoby ich jak kaczki, że nie są niezależni, że mają na sumieniu różne sprawki… Mniejszość chciałaby wiedzieć to i owo głównie po to, by mnie krytykować. Skoro nie wiedzą, niech głosują przeciw. Ja i tak przeforsuję wybór swoich do rady. Głosy mniejszości nie są mi potrzebne”. Moja uwaga, że głosy może nie, ale pieniądze mniejszości były mu bardzo potrzebne, wyraźnie zepsuła nastrój. Artur Sierant nazwał drobnych akcjonariuszy spółek notowanych na GPW „prostymi dawcami kapitału”. Jak równie celnie określić inwestorów – biorców kapitału?

Tekst ogłoszony 3 czerwca 2015 r. w Gazecie Giełdy PARKIET
Czytaj także:
2000.05.15 Wolne krzesło
2005.11.14 Królik z kapelusza

Królik z kapelusza [2005]

Pora upomnieć się, by zawczasu ogłaszano kandydatury do rady nadzorczej. Oraz ich uzasadnienia!

W Polsce brakuje dobrej praktyki wyborów do rady nadzorczej. Kandydatury do rady najczęściej ujawniane są dopiero na walnym zgromadzeniu. Towarzyszące im uzasadnienia nie są merytoryczne. Przedstawia się życiorys kandydata, z którego często wcale nie wynika, czy dysponuje on stosownymi kwalifikacjami. Samego kandydata nie można o to spytać, gdyż zazwyczaj bywa nieobecny. Jego nazwisko i kwalifikacje są zresztą bez znaczenia. Utarło się mianowicie, że o wyborze do rady nadzorczej przecież nie decyduje osoba kandydata i jego kwalifikacje, ale mechaniczny rozkład głosów uczestniczących w walnym zgromadzeniu. Jeżeli w spółce panuje harmonia – kto wejdzie do rady nadzorczej wcześniej ustalają miedzy sobą więksi akcjonariusze, a drobnym nic do tego. Jeżeli panuje konflikt, więksi akcjonariusze doraźnie zawiązują koalicje, wciągając do nich drobnicę. W obu przypadkach nie chodzi więc o to, co kandydat do rady nadzorczej reprezentuje sobą, lecz kogo reprezentuje.

Wcale nie musi tak być. Pora upomnieć się o dobrą praktykę wyborów do rady nadzorczej. Pora wymagać, by w spółkach publicznych poważni inwestorzy z należytym wyprzedzeniem ogłaszali kandydatury do rady nadzorczej. Nic nie stoi na przeszkodzie ujawnieniu, na dwa lub trzy tygodnie przed walnym zgromadzeniem, czyje kandydatury zostaną zgłoszone do rady, czy to w związku z upływem kadencji tego organu, czy w związku z zamierzonymi zmianami w jego składzie. Nie ma też argumentów przeciwko wcześniejszemu ujawnianiu kandydatur przedstawianych do wyborów w trybie głosowania oddzielnymi grupami. Nie chodzi przy tym o same nazwiska, chociaż niektóre mogą mówić wiele. Wskazane byłoby także przedstawienie zalet kandydata, jego doświadczeń na rynku, cech jego charakteru.

Nie można wymagać od spółek, że wezmą odpowiedzialność za dochowanie takiej procedury, skoro nie mają one wpływu na akcjonariat. Nie można również wymagać dochowania takiej procedury od drobnych akcjonariuszy, którzy już w trakcie obrad walnego zgromadzenia bywają natchnieni pomysłem zgłoszenia kogoś do rady, zresztą jedynie na wiwat, bo kandydaci „z sali” najczęściej ani nie są wybierani, ani nie powinni być wybrani. Można natomiast wymagać kierowania się dobrą praktyką wyboru rady nadzorczej przez inwestorów instytucjonalnych, przez akcjonariuszy dysponujących liczącym się ułamkiem kapitału (niech będzie to 5 procent ogółu głosów w spółce), a także – przede wszystkim! – przez Skarb Państwa.

Dlaczego przede wszystkim? Ponieważ w przeszłości Skarb Państwa krzewił na rynku fatalną praktykę obsadzania rad nadzorczych osobami wprawdzie pozbawionymi właściwych kwalifikacji, lecz za to miłymi partiom będącym akurat przy władzy. Znamienny był przypadek walnego zgromadzenia jednego z wielkich banków: osoba wyposażona w pełnomocnictwo Skarbu Państwa odczytała listę kandydatów do rady nadzorczej, po czym oświadczyła, że przeprasza, bo odczytana właśnie przez nią lista jest już nieaktualna, wszak ona przed momentem otrzymała całkiem inną listę, plon osiągniętych w nocy uzgodnień koalicyjnych, lecz najzwyczajniej pomyliła kartki, więc teraz sięgnie po najświeższą kartkę i odczyta właściwe nazwiska…

Istnieje barwna teoria (za jej prawdziwość nie ręczę), że kiedyś skład rady nadzorczej największej polskiej spółki ustalano w tajemnych knowaniach, na wysokich szczeblach, późną nocą, ponad głową (i wbrew woli) właściwego ministra. Zapewne dobra praktyka wyboru rady nadzorczej zapobiegnie takim zwyrodnieniom.

Poważni inwestorzy przykładają ogromne znaczenie do składu rady nadzorczej. Nierzadko zwołuje się przecież nadzwyczajne walne zgromadzenie tylko w tym celu, by dokonać zmian, lub nawet jednej zmiany, w składzie rady nadzorczej, lub uzupełnić skład rady po śmierci lub rezygnacji jednego lub więcej jej członków. Jest dla mnie oczywiste, że zanim wystąpią z żądaniem zwołania nadzwyczajnego walnego zgromadzenia w celu uzupełnienia składu rady nadzorczej, uprawnieni akcjonariusze często uzgadniają między osobą, czyją kandydaturę przedstawią walnemu zgromadzeniu. Jakież racje przemawiają za tym, by trzymać ją w tajemnicy?

Kandydat do rady nadzorczej nie jest królikiem, którego wyciąga się z cylindra, by uzyskać efekt zaskoczenia. Im wcześniej poważni inwestorzy, oraz Skarb Państwa, będą ujawniać kandydatury do rad nadzorczych, tym bardziej zyska na tym rynek kapitałowy. Zwiększy się jego przejrzystość. I pokładane w nim zaufanie. Korzyść odniosą też spółki. Kandydatury zgłaszane zawczasu, poddawane pod krytyczny osąd rynku, nie będą przypadkowe. Uzasadnienia owych kandydatur będą zapewne lepiej przemyślane. A gdyby kandydatura wzbudziła kontrowersje lub zadziwiła brakiem kompetencji, będzie jeszcze można ją wycofać…

Tekst ogłoszony 14 listopada 2005 r. w tygodniku Gazeta Bankowa
Czytaj także:
2015.06.06 Królik z cylindra