Tłuste koty [2000]

Czy wkrótce ruszą w teren patrole kontrolujące płace w zarządach spółek Skarbu Państwa?

Może nie jest to powód do chluby, lecz warto odnotować, że pod kolejnym względem dogoniliśmy Zachód. Mamy już rodzime „tłuste koty” – wysoko opłacanych menedżerów, których zarobki budzą kontrowersje. Mamy też, oczywiście, naszą narodową specyfikę. Sięgamy mianowicie po metody administracyjne. Władza wie wszystko lepiej, więc sama ureguluje, ile się komu należy.

Na całym świecie opinia publiczna lubi zaglądać do cudzych portfeli. Puste nikogo nie interesują. Pełne wywołują namiętności. Jednych dręczy pospolita zazdrość, inni przywołują ideały sprawiedliwości społecznej. Świat jednoczy się w powszechnym przekonaniu, że płace menedżerów bywają wygórowane. Z każdego chyba kraju można przytoczyć przykłady szokująco wysokich zarobków prezesów korporacji, a nawet członków zarządów. Brytyjczycy obdarzyli ich obrazowym mianem „tłustych kotów”. Wiadomo: spijają śmietankę, na którą nie zasłużyli ani nakładem pracy, ani wynikami w zarządzaniu, ani ciężarem odpowiedzialności.

Apetyt tłustych kotów próbuje się poskramiać różnymi metodami. Chyba najbardziej skuteczną okazuje się karząca ręka rynku. Akcjonariusze przestają być bierni. W zamian za dobre zarobki – domagają się dobrego zarządzania, które najłatwiej poznać po wynikach. Kiepskie wyniki wróżą, że zarząd rychło znajdzie się w kłopotach. Pod presją akcjonariuszy rady nadzorcze staranniej niż dotąd kształtują składy zarządów i określają ich wynagrodzenie. Jest ono coraz częściej powiązane z wynikami spółek.

Powiązanie to polega na tym, że część wynagrodzenia zarząd pobiera w opcjach, uprawniających do objęcia akcji po określonej cenie. Wzrost wartości akcji owocuje wzrostem wartości opcji. Jak dotąd, ta metoda wynagradzania kadr nie została w Polsce doceniona. Niewiele mamy spółek uczestniczących w obrocie, lub wybierających się na parkiet. Opcja dojrzewa latami, więc wiąże zarząd ze spółką, daje też korzyści podatkowe. Nasi menedżerowie mniej dbają o przyszłe korzyści, niż o doraźne wypłaty w gotówce.

Spółką kręci więc bez reszty rynek, czyli akcjonariusze. Rada nadzorcza, czyli ręka rynku, dobiera spółce zarząd, docenia go i ocenia, a gdyby oceniła go krytycznie – potrafi popędzić mu kota.

Mechanizm rynku nie jest doskonały. Jeszcze gorszy jest jednak brak rynku. Próżnię wypełni władza. Gdzie płac zarządów nie ustala rynek, reguluje je administracja. Jej ręka wcale nie jest protezą ręki rynku, za to jest politycznym narzędziem rozdawnictwa. Rozdaje się stanowiska, bez przypisanej do nich odpowiedzialności. Dla władzy mniej liczy się, za co menedżer zarabia. Bardziej liczy się, ile zarabia, zaś najbardziej, czy jego zarobki spełnią kryteria jakiejś nieokreślonej słuszności.

Wysokość wynagrodzeń tłustych kotów, a w szczególności odpraw kwitujących ich niepowodzenia, to pożywka opinii publicznej. Na tej pożywce chętnie żerują politycy. Niejeden trybun ludu zdobywa głosy wyborców piętnując zawyżone zarobki menedżerów. Lecz tam, gdzie rządzi rynek, polityk nie ma wpływu na poziom wynagrodzeń w prywatnych przecież spółkach. Spółek innych, niż prywatne, jest niewiele, a mechanizmy ustalania płac i obsadzania stanowisk są w nich na tyle przejrzyste, że rugują wpływy polityków.

W polskiej gospodarce w dalszym ciągu mniej rynku, niż polityki. Obsada większości stanowisk jest nadal domeną władzy, czy państwowej, czy samorządowej. Każda partia dysponuje własną pulą. Lecz władza straciła kontrolę nad ustalaniem płac na rozdawanych przez siebie posadach. Można przytaczać rażące przykłady z rozmaitych spółek Skarbu Państwa, lub spółek komunalnych. Najpierw własnymi ludźmi obsadza się rady nadzorcze. Rady potrafią zadbać, by stanowiska w zarządach przypadły komu trzeba. Nie jest to wcale trudne, wystarczy nie zgubić kartki z nazwiskami osób namaszczonych. Wszelako, rady nadzorcze nie są aż tak kompetentne, by powołane przez siebie zarządy właściwie wynagradzać, nie wywołując przy tym zgorszenia powszechnego.

Dlatego rząd, bądź jego ministrowie, pragną sami ustalać zarobki członków zarządów spółek w swojej gestii. Nawet nie dziwię się temu, wszak powołane przez nich z klucza politycznego rady nadzorcze są niekompetentne, więc trzeba je wyręczać. W Polsce panuje wokół tłustych kotów nerwowa atmosfera, przywołująca wspomnienia czasu wojskowych grup operacyjnych i Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej. Może niebawem płacami działaczy samorządowych, dietami radnych, wynagrodzeniami członków zarządów spółek Skarbu Państwa zajmą się bacznie patrole płacowe, wysłane w teren przez władzę, która wsłuchuje się w głos społeczeństwa? Bo w to, że społeczeństwo przemawia jednym głosem, zwątpić nie wolno nikomu.

Artykuł został ogłoszony 6 marca 2000 r. w Magazynie Finansowym, poniedziałkowym wydaniu dziennika Prawo i Gospodarka.

Wytłuszczenia współczesne. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *