Tsunami [2006]

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Facebook0

Składy rad nadzorczych można zmieniać. Niekiedy nawet trzeba. Byle z kulturą, nie na łapu–capu!

W złą godzinę wystąpiłem z postulatem, by zawczasu ogłaszać kandydatury do rad nadzorczych spółek publicznych („Królik z kapelusza”, GB z 14 listopada ub. r.). Rzeczywistość podążyła mi na przekór. Przez Polskę przeciąga właśnie korporacyjne tsunami. Wysoka fala zmiata zarządy i rady nadzorcze. W obliczu kataklizmu nikomu w głowie wcześniejsze ogłaszanie kandydatur na stanowiska w spółkach, do tego jeszcze z uzasadnieniami. Czyż nie wystarczy, iż wiadoma jest przynależność polityczna kandydatów?

Zresztą prawo wcale nie wymaga, by ktokolwiek zawczasu ogłaszał, że zgłosi kandydata do zarządu lub rady nadzorczej – oraz kto nim będzie i dlaczego. Co więcej: taki przepis jest zgoła niepotrzebny, a mógłby być wręcz szkodliwy. Nie należy mnożyć regulacji. Zamiast twardego prawa w ręku srogiego państwa, które nie ma pojęcia o rynku, lepsze są uzgodnienia czynione przez sam rynek.

Lecz w tym przypadku i rynek niczego do tej pory nie uzgodnił. Zasady dobrej praktyki nie zawierają jeszcze postulatu, by kandydatów do rady nadzorczej zgłaszać zawczasu, z uzasadnieniami, w celu umożliwienia reszcie akcjonariatu oceny tych kandydatów i ewentualnych skutków ich wyboru. To dopiero wstępna propozycja, bardziej prywatna niż środowiskowa, aczkolwiek kilku liderów polskiego rynku kapitałowego byłoby skłonnych ją poprzeć, kiedy dojrzeją warunki sprzyjające wcieleniu jej w życie. W obecnej konstelacji politycznej takich warunków nie ma.

Uważam, że takiej praktyki nie uda się wprowadzić bez pełnej aprobaty Skarbu Państwa. A ten ma różne oblicza. Niektóre znaliśmy wcześniej. Skarb Państwa bywał sumiennym włodarzem wspólnego majątku. Występował jako światły rzecznik wprowadzenia corporate governance do spółek ze swojej domeny. Lecz bywa też kłótnikiem. Wyrzuca dziennikarzy z walnych zgromadzeń. Odwojowuje sprzedane już spółki. Wspierał awanturników we wrogich rajdach na kilka narodowych funduszy inwestycyjnych. Oraz uprawia alotaż. To zjawisko, upamiętniające działacza związkowego – politycznego stronnika, mianowanego bez kwalifikacji na ważne stanowisko, jest symbolem zawłaszczania państwa. Obecnie przybiera ono niepokojące rozmiary.

Ostatnio w polityce Skarbu Państwa pojawiają się nowe tendencje. Skarb Państwa uzurpuje sobie prawo wyznaczania niezależnych członków rad nadzorczych! To praktyka bardzo niebezpieczna. Instytucja niezależnych członków rad jest w Polsce całkiem świeża, dopiero zapuszcza korzenie w najpoważniejszych spółkach, a już pada ofiarą zamachu. Niby każdy akcjonariusz może wskazywać kandydata na niezależnego członka rady, lecz czy kandydat wskazany akurat przez Skarb Państwa rzeczywiście będzie niezależny? Wydaje się to wątpliwe, zwłaszcza w obliczu zapędów do upolitycznienia przez Skarb Państwa (lub upartyjnienia) rad nadzorczych. Skarb państwa wymienia też członków rad nadzorczych rekomendowanych przez inwestorów instytucjonalnych na swoich pomazańców. To sygnał dla inwestorów, by poszukali sobie jakiegoś innego rynku.

Odwoływani są prezesi ważnych spółek, dekompletowane ich zarządy, lecz na zwolnione miejsca nie powołuje się nowych, choćby spółki znajdowały się w szczególnie trudnej sytuacji (przykładem PGNiG; zima jest ostra, spółka jest potrzebna, lecz działa bez stałego kierownictwa). Wiadomo, o co chodzi: o handel stanowiskami. Rozmowy międzypartyjne mogą więc doprowadzić do parcelacji rynku między koalicjantów. Wtedy obsadzą oni zarządy swoimi ludźmi. Być może przy okazji wymienią też rady nadzorcze, ostatnio raptownie zmieniane, jakby nie można było doczekać walnego zgromadzenia.

Powraca stara praktyka traktowania rad nadzorczych jak drzwi obrotowych: wchodzi się do nich po to, by przecież zaraz z nich wyjść. Dlatego nie ogłasza się zawczasu nazwisk kandydatów do rady, nie przedstawia się uzasadnień. Już podczas walnego zgromadzenia wyciąga się pomazańców Skarbu Państwa z cylindra, jak króliki. A przecież – przy krytycyzmie wobec polityki Skarbu Państwa – przyznam, że niektóre nominacje sprawiają niezłe wrażenie. Wprawdzie wymiana kadr prowadzona jest na łapu–capu, lecz przecież niekoniecznie lepsi zastępowani są gorszymi.

To jeszcze nie koniec kataklizmu. Skarb Państwa, jak czynny wulkan, zieje trującymi pomysłami, a wstrząsy rozchodzą się daleko. Toczymy już spór z Eureko, w którym nasze szanse są mizerne. Wdaliśmy się w bijatykę o osobę jednego z arbitrów. Prowokujemy do sporu Komisję Europejską i UniCredito Italiano. Co gorzej: toczymy te spory bardzo nieudolnie, po prostacku. Równie prostackim gestem było wyrzucenie dziennikarzy z walnego zgromadzenia Lotosu. Niestety, media łyknęły to gładko. Za to protestowały przeciwko pogardliwemu potraktowaniu ich podczas ceremonii podpisania w Sejmie jakiegoś kwitu bez znaczenia. Moim zdaniem Lotos jest ważniejszy.

Tekst ogłoszony 13 lutego 2006 r. w tygodniku Gazeta Bankowa.
Wspomnianym w tekście „kwitem bez znaczenia” było porozumienie koalicyjne PiS – Samoobrona – LPR.

Czytaj także:
2015.06.06 Królik z cylindra
2005.11.14 Królik z kapelusza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *