Usprawiedliwienie, czyli fikcja [2002]

Nierzadko łatwiej usprawiedliwić nieobecność na posiedzeniu, niż obecność w radzie nadzorczej.

W regulaminach wielu rad nadzorczych, a nawet w statutach spółek, znajdują się przepisy dotyczące warunków i trybu usprawiedliwiania nieobecności członków rady na jej posiedzeniu. Sprawy te bywają także regulowane uchwałą walnego zgromadzenia określającą wynagrodzenie rady. Niekiedy owe warunki bywają skomplikowane, najczęściej jednak wystarczy, by nieobecny zawiadomił radę o (jakimkolwiek) powodzie swojej nieobecności, a rada zaraz podejmie uchwałę, iż ową nieobecność niniejszym usprawiedliwia. Jakie jest znaczenie takiej czynności?

Niewielkie. Usprawiedliwienie nieobecności nie zwalnia ani z żadnych obowiązków, ani z odpowiedzialności za ich wykonanie. Jest to formalny zabieg porządkowy. Stosuje się go przede wszystkim w spółkach, w których członkowie rady nadzorczej otrzymują wynagrodzenie za udział w pracach rady. Zabawa w usprawiedliwianie nieobecności nie ma sensu w spółkach, w których członkowie rady nadzorczej w ogóle nie otrzymują od spółki wynagrodzenia. Nie ma ona sensu również w spółkach, w których członkowie nie są wynagradzani z tytułu członkostwa w radzie, ale z osobna za udział w każdym jej posiedzeniu, czyli kto nie bierze w nim udziału, traci prawo do wynagrodzenia bez względu na powód absencji. Przejrzystość tej zasady jest doprawdy jedyną zaletą płacenia członkom rady za udział w posiedzeniach (nazywam to wysiadywaniem przez nich wynagrodzeń).

Usprawiedliwienie nieobecności ma tylko takie znaczenie, że uprawnia nieobecnego do wynagrodzenia. Dlatego łatwo uzyskać usprawiedliwienie. Koleżanki i koledzy nieobecnego nie wnikają w przedstawiane im powody nieobecności, nie ważą ich znaczenia. Dzisiaj oni usprawiedliwiają – jutro będą usprawiedliwiani. Dlatego znacznie łatwiej usprawiedliwić nieobecność na posiedzeniu rady, niż uzasadnić swoją obecność w radzie nadzorczej. Na szczęście, kto już został wybrany do rady nadzorczej, nie musi nikomu tłumaczyć, jakimi przymiotami lub umiejętnościami zasłużył na ów wybór.

Lecz czy na członkach rady nadzorczej ciąży obowiązek uczestniczenia w jej pracach? Dawny kodeks handlowy nie dawał podstaw do domniemywania takiego obowiązku. W kodeksie spółek handlowych sprawa wygląda inaczej. Wprowadzono bowiem wymóg kworum na posiedzeniu rady, a także minimalną liczbę posiedzeń, jaką rada obowiązana jest odbyć w ciągu roku. Kworum wynosi co najmniej połowę członków rady, ale statut może przewidywać surowsze wymagania. Minimalna liczba posiedzeń wynosi trzy w roku obrotowym, lecz skoro rada powinna być zwoływana w miarę potrzeb – owe potrzeby mogą przecież sprawić, że rada będzie zwoływana częściej. Skłaniam się przeto ku twierdzeniu, że w świetle współczesnego polskiego prawa spółek z członkostwem w radzie nadzorczej wiąże się obowiązek uczestniczenia w jej pracach, więc także w posiedzeniach.

Nie jest to jedyny obowiązek ciążący na członku rady, ale najbardziej wymierny. Jak bowiem stwierdzić, czy dany członek rady przykłada się do pracy, czy wnosi wartość do rady, do spółki? O wiele łatwiej ustalić, czy uczestniczy on w posiedzeniach rady. Usprawiedliwienie nieobecności nie rozgrzesza z tego obowiązku, a tylko daje formalną podkładkę dla księgowej, by wypłaciła wynagrodzenie.

W wielu krajach z członkostwem w radzie nadzorczej nie wiąże się obowiązek uczestniczenia w jej posiedzeniach. Wychodzi się tam bowiem z założenia, że od członków organów spółek nie należy oczekiwać nazbyt wiele. Jest to cyniczny realizm. Za to w Polsce praktykuje się naiwny idealizm. Różnica polega na tym, że u nas sprawą uczestnictwa członków rady w jej posiedzeniach zajmuje się pobieżnie sama rada, czyli koleżanki i koledzy, tam natomiast – walne zgromadzenie, czyli akcjonariusze.

Dla spółki lepiej, by sprawą frekwencji członków rady zajmowało się walne zgromadzenie. Najczęściej to właśnie ono powołuje i odwołuje członków rady, oraz ustala ich wynagrodzenie; wyłącznie ono udziela im absolutorium. Informacja dla akcjonariuszy o frekwencji na posiedzeniach rady nadzorczej powinna znaleźć się w raporcie rocznym spółki. W języku angielskim nosi ona nazwę „attendance record”.

Nie ma potrzeby, by rada nadzorcza sama składała takie sprawozdanie; lepiej niech zajmie się ona przygotowaniem własnej, czyli niezależnej od zarządu, oceny sytuacji spółki. Przedstawienie „attendance record” rady nadzorczej można z powodzeniem powierzyć zarządowi. Walne zgromadzenie powinno wziąć pod uwagę treść takiej informacji zanim podejmie uchwały o udzieleniu poszczególnym członkom rady nadzorczej absolutorium (czyli, teoretycznie, o zwolnieniu ich z odpowiedzialności). Jeżeli akcjonariusze dbają o swój interes, nie udzielą absolutorium członkowi rady, który nie brał udziału w jej pracach.

Tekst ogłoszony 16 września 2002 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *