Więcej konkursów, mniej kursów! [2003]

Czas skończyć z pobieżnymi kursami, a stanowiska w radach nadzorczych obsadzać w drodze konkursów!

Governance to władztwo. Władztwo na szczeblu państwa, samorządu, uczelni, podmiotów gospodarczych, nawet struktur międzynarodowych. Sposób sprawowania władztwa w państwie ma znaczny wpływ na rynek. Im gorzej rządzone jest państwo, tym trudniej zaszczepić na rynku standardy corporate governance. Jak partyniactwo w obsadzie stanowisk źle służy demokracji, tak inwazja polityki w gospodarkę dotkliwie godzi w jej konkurencyjność. W Polsce brakuje dojrzałych mechanizmów obsady stanowisk; cierpi na tym jakość państwa, a przez to i jakość spółek, na które państwo ma wpływ. Brakuje nam kultury merytorycznych konkursów. Stanowiska przeznaczone dla fachowców często padają łupem partyjnych nominatów. W Wielkiej Brytanii z konkursów obsadzane są nie tylko stanowiska w agendach rządowych, jak Financial Services Authority lub National Savings, ale nawet rada Banku Anglii (Court of Directors). Gdyby przyjęto podobną procedurę w przypadku naszej Rady Polityki Pieniężnej, jest skład byłby odrobinę inny. Skarb Państwa rzadko korzysta z konkursów przy obsadzie rad nadzorczych swoich spółek. Zresztą o nominacjach nie decydują wyniki konkursów, ale widzimisię polityków.

Skarb Państwa wymaga natomiast świadectwa ukończenia kursu dla członków rad nadzorczych. Było to rozwiązanie niezaprzeczalnie słuszne z samym początkiem lat dziewięćdziesiątych. Kadr wówczas brakowało, więc lepszy był kandydat z dwutygodniowym kursem, niż taki sam nieuk bez kursu. Kiedy Polsce Ludowej zabrakło słusznych klasowo prawników, edukowano ich w skrócie na kursach im. Teodora Duracza. Niebawem przecież farsy zaniechano. W III RP farsa trwa. Do dzisiaj praktykujemy doraźne, rozpaczliwie minimalistyczne rozwiązanie w postaci kursu do rad nadzorczych. Urządzał je kto bądź, bo to intratny interes. Jakaś Fundacja Własności Pracowniczej oferowała ‘konkurencyjną cenę, najlepszych wykładowców, materiały szkoleniowe oraz doskonałe przygotowanie do egzaminu’. Lubuska Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej jednym tchem ogłaszała kurs dla kandydatów na członków rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa i dla kierowców taksówek. Niewiele wnosi zasada, że teraz ministerstwo ma kursy w swojej pieczy. Podczas jednej z konferencji Corporate Governance były dyrektor departamentu w ministerstwie Skarbu Państwa zdradził, że nawet na kursach resortu ściśle egzekwowano, by wybrańcy zdawali egzamin, bo obiecano im już nominacje.

Ostatnio wybuchł spór, czy kursy obowiązują członków rad nadzorczych mediów publicznych, radia i telewizji. Marszałek Sejmu zapowiedział wystąpienie w tej sprawie do Trybunału Konstytucyjnego. MSP uważa, że spółki mediów publicznych są jednoosobowymi spółkami Skarbu Państwa. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji twierdzi, że osoby powoływane do rad nie są reprezentantami Skarbu Państwa. Zaiste, nie są. Są reprezentantami swoich patronów z Krajowej Rady, którzy do rad nadzorczych zgłaszają kandydatury protegowanych. Prasa często ujawnia skandale, zwłaszcza na szczeblu lokalnym, gdzie o nominacjach decydują tamtejsi notable. Miejscami w radach nadzorczych kupczy się bez żenady. Tak zmontowano w Lubelskiem koalicję w sejmiku samorządowym. Działacz SLD zaproponował Samoobronie udział jej ludzi w kursie dla kandydatów na członków rad nadzorczych. Liderzy Samoobrony dostrzegli w tym łapówkę, którą skwapliwie przyjęli. Kurs wcale nie był trudny, niektórzy uczestnicy przerobili materiał zaocznie, egzamin zdali wszyscy. To są zwyczajne dzieje.

Wymóg przedstawienia przez kandydata do rady nadzorczej spółki Skarbu Państwa lub spółki samorządowej świadectwa ukończenia kursu jest zakłamany po dwakroć. Po pierwsze, kurs jest pobieżny; po drugie – egzamin po kursie bardzo często bywa ustawiany. Praca w nadzorze wymaga sporej wiedzy, której nikt nie posiądzie w dwa tygodnie. W pierwszym zaciągu prywatyzacyjnym można było złagodzić kryteria, powołując do rad, z braku innych, ludzi słabo przygotowanych. Po kilkunastu latach transformacji od kandydatów do rad trzeba już wymagać znacznie więcej. Dorobiliśmy się zresztą, nie dzięki kursom, lecz dzięki praktyce, licznego korpusu fachowców, dysponujących już bogatym doświadczeniem w wykonywaniu nadzoru.

Nie wierzę, by fachowców można było racjonalnie wykorzystać wpisując ich nazwiska na jakąś listę w resorcie. Kryteria takiego wpisu byłyby zawsze wątpliwe. Jedyną szansą na wykorzystanie umiejętności kadry, jaką dysponujemy, będzie obsadzanie przypadających Skarbowi Państwa i samorządom miejsc w radach w drodze konkursów. Nie godzi to w interes urzędników resortu. Wielu z nich ma takie kwalifikacje, że da sobie radę w konkursach. Zresztą w radach spółek Skarbu Państwa można wyłączyć z konkursu miejsce dla przedstawiciela resortu. Kursy to przeżytek, teraz czas na uczciwe konkursy.

Tekst ukazał się 11 sierpnia 2003 r. w tygodniku GAZETA BANKOWA

Czytaj także:
2014.01.26 Wyższa szkoła demoralizacji
2004.09.20 Od pomysłu do konkursu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *