Więcej światła! [2001]

Od skuteczności nadzoru zależy coraz więcej, nawet bezpieczeństwo naszej cywilizacji.

W pierwszej wojnie światowej walczono na bagnety, pociski i iperyt. W drugiej na bomby, butelki benzyny, cyklon B. W trzeciej będziemy walczyć na pieniądze, pieniądze i pieniądze. Nie chodzi o to, żeby jedna strona miała więcej pieniędzy niż druga, lecz żeby druga nie miała ich wcale.

Należy odciąć terroryzm od źródeł finansowania. Policja może ścigać terrorystów hen, aż po najdalsze krańce Ziemi; wymiar sprawiedliwości może ich osądzać – ale prawdopodobnie pojawią się następni. Rozprawa z terroryzmem wymaga reformy finansów przeprowadzonej na globalną skalę, obejmującej wszystkie państwa demokratyczne, wszystkie rynki, nawet wszystkie spółki. Reformy zmierzającej ku zapewnieniu większej przejrzystości wszelkiej działalności gospodarczej.

Swoboda przedsiębiorczości musi zostać uwarunkowana pełniejszą jawnością poczynań. Inaczej społeczeństwa mogą przegrać z plagami współczesności, jakże często idącymi w parze: terroryzmem i narkobiznesem. Przeto niemniej ważne od ustalenia, kto dokonuje aktów terroru, jest ustalenie, kto je finansuje, gdzie znajdują się jego pieniądze i w jaki sposób można mu je zabrać. Panuje przekonanie, że przestępcy dysponują przede wszystkim pieniędzmi uzyskanymi w drodze przestępstwa. Stąd wyprowadza się wniosek, że należy skupić się na zapobieganiu prania brudnych pieniędzy, polegającemu na legalizowaniu pieniędzy pochodzących z działalności przestępczej i wprowadzaniu ich do obrotu.

Jest to dramatyczne uproszczenie. Terroryzm niekoniecznie bywa wspierany wyłącznie pieniędzmi pochodzącymi z przestępstw. Niekiedy stoją za nim pieniądze zdobyte uczciwie. Naprawdę niebezpieczny bywa pieniądz nie ze względu na to, że pochodzi z niegodziwego źródła, ale z uwagi na to, że będzie obrócony na niegodziwy cel. Przeto absolutnie nie wystarczy zbadać metrykę pieniędzy. Należy śledzić je na każdym kroku. Oceniać, dokąd zmierzają. Uniemożliwić im dotarcie do niegodziwego celu. W razie potrzeby strącić je, jak rakietę wroga.

Najczarniejszy Wrzesień uświadamia społeczeństwom potrzebę głębokiego przemyślenia sensu i kształtu prastarych tajemnic: bankowej i handlowej. Czy w ogóle – a jeżeli tak, to do jakiego stopnia – można uszanować tajemnice obrotu gospodarczego w obliczu nawoływań do jawności, która najskuteczniej zapobiegnie finansowaniu terroryzmu? Powiada się, że najlepszym środkiem dezynfekcyjnym jest światło. Im silniejszy rzucimy snop światła na rynki, spółki, transakcje, tym bezpieczniejsza będzie nasza cywilizacja.

Szczególnie ważne zadanie przypada radom nadzorczym. Akcjonariusze oczekują od nich wykonywania nadzoru nad wszystkimi aspektami działalności spółki, zaś od spółki oczekują zysku. Społeczeństwa oczekują znacznie więcej – zapewnienia, że działalność spółki nie godzi w ich interesy, jest prowadzona etycznie i chroni środowisko. Wymaga to od członków nadzoru nie tylko kwalifikacji w dziedzinie rachunkowości, także rozległej wiedzy, twórczej wyobraźni i odwagi. Niemal wszędzie rady mogą odwoływać się do zasad dobrej praktyki nadzoru.

Polska nie ma jeszcze ani zasad, ani dobrej praktyki nadzoru. Dlatego polskim spółkom potrzeba więcej światła. W stosunku do spółek publicznych rygory krystalicznej przejrzystości muszą obowiązywać nie tylko podczas oferty, ale zawsze i w każdej dziedzinie. Także rynkowi kapitałowemu więcej światła wcale nie zaszkodzi. Jednak obawiam się, że jednym z przykrych następstw Najczarniejszego Września będzie w Polsce wprowadzenie podatku od zysków z operacji giełdowych. I chociaż prawdziwa przyczyna będzie tkwiła w dziurze budżetowej, rząd wytoczy nieodparte argumenty, że w gruncie rzeczy chodzi o większą przejrzystość rynku i bezpieczeństwo państwa.

Nadciągające zmiany nie ominą też spółek prywatnych. Zapewne już nie będą one mogły skrywać wszystkiego za nieprzeniknioną kurtyną prywatności. Społeczeństwa będą chciały wiedzieć, z kim owe spółki robią interesy i jakie to interesy. Czy spółka rzeczywiście zaopatruje świat w modlitewniki, czy może jest to przykrywką dla innej działalności? Społeczeństwa będą chciały mieć na oku pieniądze owych spółek. Jeżeli wymogi przejrzystości popsują im interesy, niech zwiną te interesy.

Zaciera się granica pomiędzy bezpieczeństwem finansów publicznych a bezpieczeństwem państwa. Kiedyś nad tym ostatnim czuwały dywizje wojska i policja polityczna. Dzisiaj zależy ono w dużej mierze od sprawnego aparatu skarbowego. Kiedyś na dziesięciu żołnierzy przypadał jeden policjant, a na dziesięciu policjantów jeden inspektor kontroli skarbowej. Współcześnie odwracają się proporcje. Na każdego żołnierza przypadnie aż dziesięciu policjantów, na każdego policjanta – aż dziesięciu inspektorów kontroli skarbowej.

Tekst ogłoszony 24 września 2001 r. (pod wpływem wydarzeń 11 września) w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Czytaj także:
2001.10.15 Światłość we wrześniu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *