Wystarczy mieć [2001]

Nadzór sprawują ci, którzy posiadają akcje, oraz ci, których posiadacze akcji darzą zaufaniem.

W kodeksie spółek handlowych brak określenia wymogów, jakie powinien spełniać członek rady nadzorczej spółki kapitałowej. Wiemy jedynie, że może nim być (podobnie jak członkiem zarządu, komisji rewizyjnej albo likwidatorem) tylko osoba fizyczna mająca pełną zdolność do czynności prawnych. Wyjątek dotyczy przejściowo osób skazanych prawomocnym wyrokiem za niektóre przestępstwa. Kodeks nie kreuje przeto kasty, z której mogą rekrutować się członkowie rad nadzorczych. Nie zmierza (chwała mu za to!) ku zbudowaniu korpusu członków rad nadzorczych na wzór znanych korporacji zawodowych. Nie tworzy ograniczeń spotykanych w innych systemach prawnych, jak wymóg posiadania pewnej ilości akcji, lub limit wieku członków rad nadzorczych. Spółki mogą natomiast przyjmować takie ograniczenia w swoich statutach. Mogą one także wymagać od członków rad nadzorczych spełnienia określonych wymogów, bądź posiadania określonych kwalifikacji.

W polskiej praktyce spotyka się czasem ograniczenia pozastatutowe. Na przykład od kandydata do rady nadzorczej jednoosobowej spółki Skarbu Państwa wymaga się ukończenia kursu i złożenia egzaminu. Jakość kursów i rzetelność egzaminów bywa niestety różna, nierzadko wręcz wątpliwa. Czasem obsadza się rady nadzorcze w drodze konkursu. Lepsze konkursy niż kursy!

Jedynie wyjątkowo prawo wymaga od członków nadzoru szczególnych kwalifikacji. Na przykład prawo bankowe stanowi, że radę nadzorczej banku państwowego powołuje się spośród osób posiadających ‘odpowiednie kwalifikacje z zakresu finansów’. Banków państwowych jest w Polsce niewiele, natomiast inne banki są wyłączone spod tego wymogu. Nie znaczy to jednak wcale, że w radach innych banków nie ma osób z odpowiednimi kwalifikacjami z zakresu finansów. Znaczy to natomiast, że akcjonariusze swobodnie decydują o składach rad nadzorczych. To jest ich sprawa, w którą państwo nie ingeruje.

Zatem wystarczy mieć akcje w ilości pozwalającej na wywieranie wpływu na skład rady, by wejść do rady nadzorczej samemu, lub przeprowadzić wybór zausznika, albo nawet kilku zauszników. Nawet w przypadku, kiedy akcjonariusz został przejściowo pozbawiony prawa do zasiadania w radzie osobiście, w następstwie prawomocnego skazania za przestępstwa określone w przepisach, nie można pozbawić go wpływu na skład organu nadzoru (także zarządu spółki, komisji rewizyjnej albo likwidatorów), jeżeli jego akcje dają mu taki wpływ. Prawo karze przeto sprawców przestępstw, ale nie karze ich akcji.

Nie wszyscy członkowie rad mają dostateczną ilość akcji, która dałaby im wybór. Nie wszyscy nawet sami mają akcje (chociaż dla spółki lepiej, kiedy mają). Wielu znalazło się w radach dlatego, że cieszą się zaufaniem znaczących akcjonariuszy, bądź grup akcjonariuszy. Nie wymaga tego kodeks, ale życie. Stąd zmiany w składach rad najczęściej płyną ze zmian w składzie akcjonariatu, albo układu sił w akcjonariacie. Niekiedy wynikają one z utraty przez członka rady zaufania tych akcjonariuszy, którzy oddali za nim swoje głosy, bądź z utraty przydatności dla nich. I chociaż zżymam się, że polskie rady nadzorcze są jak drzwi obrotowe, bo stale ktoś w nie wchodzi, ktoś wychodzi – nie kwestionuję praw akcjonariatu do korygowania składu rad.

Marzy mi się natomiast zasada (płynąca nie z przepisu, ale z powszechnej praktyki), że oczekuje się fachowych kwalifikacji od przewodniczącego walnego zgromadzenia. Kodeks wymaga jedynie, by przewodniczącym zgromadzenia była osoba uprawniona do uczestnictwa w nim. Czasem wybiera się więc na tę funkcję kogoś całkiem bez pojęcia o regułach przewodniczenia obradom i bez znajomości procedury. Przewodniczący ma poważny wpływ na przebieg zgromadzenia. Jego stronniczość lub niekompetencja mogą wyrządzić spółce znaczne szkody. Powinien być zatem bezstronny, czyli życzliwy nawet wobec tych, którzy są mu niemili. Powinien także wykazać fachowość. Po to, by zgromadzenie podejmowało uchwały i by uchwały nie były dotknięte wadami formalnymi.

Spotkałem się niedawno z postulatem, by przewodniczącymi walnych zgromadzeń wybierać jedynie adwokatów albo radców prawnych, ponieważ jako członkowie korporacji są oni wiązani etyką zawodową. Nie podzielam ani postulatu, ani uzasadnienia. Członkowie korporacji postępują przecież bardzo różnie, w praktyce wcale nie zawsze etycznie, a ich środowisko zawodowe reaguje na to z pobłażaniem. Często pisałem w tym miejscu, że spółkom opłaca się korzystać z prawniczej ‘profesji pierwszej potrzeby’. Żądałem: ‘nie deptać prawników!’ Niemniej sądzę, że stworzenie zamkniętego klubu przewodniczących walnych zgromadzeń ani nie przysporzy prawnikom zaufania, ani nie przysłuży się porządkowi korporacyjnemu.

Tekst ogłoszony 4 czerwca 2001 r. w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka
Czytaj także:
2000.10.23 Nie deptać prawników

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *