Z kart historii: Tajny radca w Radzie Giełdy

  • Niekiedy dopiero z upływem czasu okrywamy elementy tajemniczych epizodów na rynku kapitałowym;
  • Takim epizodem było zwołanie w 2017 r. nadzwyczajnego walnego zgromadzenia GPW dla wyboru dwóch osobliwych członków Rady Giełdy;
  • Nie zmiany w Radzie Giełdy wzbudziły poruszenie, wszak rady spółek z udziałem Skarbu Państwa są jak drzwi obrotowe, ale uzasadnienie zmian;
  • Kandydatur już nie uzasadniano, w czym zresztą nic dziwnego: nie dało się ich racjonalnie uzasadnić.

W tle afery korupcyjnej byłego już przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego jawi się zagadkowa postać radcy prawnego Grzegorza Kowalczyka. Został on polecony Leszkowi Czarneckiemu do zatrudnienia w Getin Noble Bank z trzyletnim wynagrodzeniem podobno w wysokości 1 proc. kapitalizacji banku, co dać miało 40 mln zł. Pan mecenas (zaraz okrzyknięty „prawnikiem 1 procent”) nie umykał przed mediami, nie odmawiał rozmowy, nie krył oblicza, udzielał wyjaśnień. Nie zaprzeczył, że z protekcji Chrzanowskiego jest już członkiem rady niewielkiego PlusBanku. Ponadto przywołał doświadczenie z pracy w radzie Banku Częstochowa.

Ten niewielki bank, notowany na GPW, miał niezwyczajną radę, kreującą wobec niego atmosferę skrajnej nieufności. Zawieszono prezes banku, nie ujawniono powodów. Odwołano zarząd, jego członków pozbawiono, nie wiedzieć czemu, absolutorium. Prezesurę powierzono urzędnikowi z Warszawy, który skąpił czasu na pracę dla banku. Jeden z członków rady późną jesienią 2000 r. udzielił mediom anonimowej wypowiedzi, z której wynikało, że bank może przestać istnieć (przestanie istnieć?) jeszcze przed końcem roku. Doszło do runu na kasy, popełniono wszelkie możliwe błędy w kontaktach z klientelą i inwestorami.

Bank został przejęty przez większy, a po latach radca prawny – w dziwnych okolicznościach – znalazł się w Radzie Giełdy. Skarb Państwa zwołał na 22 lutego 2017 r. nadzwyczajne walne zgromadzenie GPW z jednym merytorycznym punktem porządku obrad: miały być nim zmiany w składzie Rady Giełdy. Jak wynikało z uzasadnienia żądania Skarbu Państwa zwołania NWZ, zmiany te miały na celu „wzmocnienie sprawowanego przez Radę Nadzorczą nadzoru nad działalnością spółki”. Akurat!

Giełda przechodziła trudny okres. Rząd PiS nie rozumie rynku, otwarcie zlekceważył giełdę. Wicepremier Mateusz Morawiecki zapomniał o niej przy tworzeniu swojej strategii odpowiedzialnego rozwoju. Dopiero pod naciskiem społeczności rynku kapitałowego dopisano mu stosowny slajd o giełdzie. Prezesurę GPW sprawowała biernie prof. Małgorzata Zaleska; witałem ją z nadzieją, żegnałem z niecierpliwością, kiedy już sobie pójdzie. Na jej miejsce walne zgromadzenie powołało Rafała Antczaka, ale KNF nie chciała go zatwierdzić, chociaż kwalifikacje miał wyższe od Chrzanowskiego. Ustawka Skarbu Państwa w sprawie „wzmacniania nadzoru” była absolutnie nie na miejscu. Do dostojnej, szanowanej Rady Giełdy powołano bowiem dwie przypadkowe osoby o tajemnych koneksjach i wątpliwych kwalifikacjach.

Jedną z nich był Eugeniusz Szumiejko, wrocławski astronom, piastun kilku kolejnych stanowisk o niewielkim znaczeniu. Drugim Grzegorz Kowalczyk, radca prawny, wcześniej członek kilku lat nadzorczych. Obaj nieznani rynkowi, bez należytych doświadczeń, nie byli w stanie wzmacniać nadzoru nad Giełdą Papierów Wartościowych. Kosztami zwołania zgromadzenia obciążono GPW. Szumiejko ponoć był kiedyś związany z Solidarnością Walczącą (Warczącą?), powiązania polityczne Kowalczyka nie zostały podówczas odkryte. Jak owe nominacje zostały odebrane przez pracowników GPW, świadczy pomylenie życiorysów nowowybranych członków Rady Giełdy. W raportach bieżących 16/2017 i 17/2017 osiągnięcia Szumiejki przypisano Kowalczykowi i vice versa. W obliczu politycznej woli osadzenia tych osób w Radzie Giełdy nie miało przecież znaczenia, kto jest kim. Szkód wielkich porobić nie zdążyli, kadencja Rady Giełdy wygasła już w czerwcu 2017 r. Radca Kowalczyk był nawet krótko sekretarzem rady. Nie wypada wypominać, że w kilkanaście tygodni zarobił blisko 30 tysięcy złotych, bo to mniej niż 1 procent.

Obaj byli zatem króliczkami wyciąganymi z cylindra, jak często bywa w spółkach z udziałem Skarbu Państwa. Nie wiedziano, kto był sztukmistrzem trzymającym cylinder. Inicjatorem zgromadzenia i „wzmacniania nadzoru” był Skarb Państwa, cokolwiek lub ktokolwiek kryje się za tym pojęciem. Kandydatury zgłoszono bez uprzedzenia, w ostatniej chwili; uczynił to PKO Bank Polski jako uprawniony akcjonariusz. Ostatnio premier Morawiecki ujawnił, że inicjatorem hecy był Narodowy Bank Polski kierowany przez prof. Adama Glapińskiego. NBP nie jest akcjonariuszem GPW, zapewne PKO Bank Polski nie odmówiłby jego prośbie o przedstawienie kandydatur, nawet tak niedorzecznych. Trzeba było głośnego skandalu przewodniczącego KNF, by wątki zaczęły się splatać. Teraz wiemy więcej o karierach bardzo zdolnych dzieci, żon i byłych żon, przedszkolanki, prezenterki rajstop, a majestat NBP wyraźnie blednie. Nie jest to sprawa błaha, wszak chodzi o nasze pieniądze.

Czytaj także:

2015.06.03 Królik z cylindra

2016.12.24 Jak prezes GPW straciła sposobność, żeby siedzieć cicho

2005.11.14 Królik z kapelusza

2000.12.18 Oblężenie Częstochowy

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *