Ziemia niczyja [2002]

Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Facebook0

W ciągu dwóch lat od uchwalenia kodeksu spółek handlowych (obowiązującego od 1 stycznia 2001 r.) zyskał on sporo pozytywnych ocen, lecz w wielu spółkach giełdowych wciąż skrzeczy pospolitość. Działają one na ziemi niczyjej, gdzie prawo już nie sięga. Świadectwem tego są statuty spółek, jaskrawo sprzeczne z prawem. Na szczęście większość spółek, o których dzisiaj piszę, wkrótce upadnie i opuści giełdę. Paragraf im na drogę!

Już wniesiono o upadłość spółki Pażur. Działa ona na wariackich papierach. Jej statut nie określa siedziby spółki. Trudno w to uwierzyć, bowiem prawo stanowczo wymaga, by statut spółki akcyjnej określał jej siedzibę, co zresztą rodzi liczne konsekwencje. Jakby mało tego, statut nieszczęsnej spółki przewiduje, że rada nadzorcza zbiera się co najmniej dwa razy do roku. Może gdyby zbierała się ona w rytmie wyznaczonym przez kodeks, spółka miałaby mniej kłopotów. Nadto przyjęta w statucie procedura zwoływania posiedzeń rady nadzorczej na wniosek jej członka jest (prawem kaduka) utrudniona w porównaniu z kodeksem.

Dopuszczenie takiego mutanta do notowań było błędem. Rzecz w tym, że chyba nikt nie czyta statutów spółek. W jednej ze spółek, która także wnet zakończy giełdową karierę, wynagrodzenia rady nadzorczej, a także nagrody dla jej członków, ustalane są przez zarząd. Jest to rozwiązanie sprzeczne z prawem, niezgodne z naturą spółki. Takie wynaturzenia fatalnie świadczą o organizacji polskiego rynku, a także o poziomie obsługi prawnej spółek.

Inna spółka, której też źle wróżę, przyjęła w swoim statucie osobliwe rozwiązanie, iż rada nadzorcza może podjąć decyzję w sprawie leżącej w gestii zarządu, jeżeli zarząd nie dojdzie w takiej sprawie do porozumienia. Statut powiada, że „w sprawach, co do których prezes zarządu zaświadczy o niemożności podjęcia decyzji spowodowanej równym rozłożeniem głosów w głosowaniu, decyduje rada nadzorcza”. Oznacza to w praktyce, że inny organ spółki decyduje, a inny organ (zarząd) ponosi odpowiedzialność. Owa spółka ma znaczne trudności w zrozumieniu przepisów kodeksu. Wiemy, że jeden z nich bezwzględnie wymaga kworum na posiedzeniu rady – pod rygorem nieważności uchwał. Spółka dopuszcza jednak posiedzenia rady bez udziału kworum.

W jednym z banków kworum na posiedzeniu rady wynika nie z tego, czy w posiedzeniu uczestniczy większość członków rady, lecz z tego, czy są oni „powołani” przez akcjonariuszy reprezentujących określony odsetek głosów na walnym zgromadzeniu. Co zresztą nie ma znaczenia, skoro za uczestniczącego w posiedzeniu rady lub zarządu banku, czyli za obecnego, przeto i liczonego do kworum, traktuje się członka rady lub zarządu, który nie uczestniczy w posiedzeniu rady lub zarządu, czyli jest nieobecny, natomiast pozostaje z uczestnikami posiedzenia w kontakcie za pomocą środków łączności bezpośredniej. Stąd już tylko krok do uznania za obecnych – obecnych duchem.

W jeszcze innej spółce statut dopuszcza niezgodną z prawem sytuację, iż rada nadzorcza ma prawo zawieszać swoich członków: „W przypadku wystąpienia ważnych przyczyn, a w szczególności działania na szkodę spółki lub kolejnej trzykrotnej nieobecności na posiedzeniu rady, członek rady może być jej uchwałą zawieszony w czynnościach do czasu odwołania przez walne zgromadzenie. Zawieszony w czynnościach członek rady nadzorczej nie ma prawa do udziału w posiedzeniach rady i głosowania”. Taki przepis statutu – to granda! Nie pochwalam nieobecności na posiedzeniach rady, zwłaszcza trzykrotnej pod rząd, ale nie wolno radzie zawieszać swoich członków, pozbawiać ich prawa do udziału w posiedzeniach i głosowania. Nie pochwalam także działania na szkodę spółki, lecz przecież jest to pojęcie nieokreślone, które może być nadużywane.

Inna spółka, która także tkwi w kłopotach, dopuszcza w swoim statucie, że w pewnych okolicznościach członkowie rady nadzorczej nie będą pochodzić z wyboru przez walne zgromadzenie, lecz z „wyboru” dokonanego jednoosobowo przez przewodniczącego zgromadzenia. Niedawno wielki bank wypowiedział tej spółce kredyt. Gdyby wcześniej przeczytał jej statut, miałby mniej kłopotu, odmawiając kredytu w ogóle.

2002.09.23 tekst został ogłoszony w Magazynie Finansowym dziennika Prawo i Gospodarka

Czytaj także:
2013.10.06 Cztery plagi statutowe
2004.04.05 Ryzyko mieszka w statucie

Dodaj komentarz