“Zmiany w składzie zarządu”

Nikt nie może być pewny posady – powiada minister Skarbu Państwa, zapewne pod dyktando prezesa, bo sam też nie może być pewny swojego stanowiska. Uznano, że strach o posadę jest dobrym motywatorem. Dlatego porządek obrad każdego posiedzenia rady nadzorczej spółek z udziałem Skarbu Państwa ma zawierać punkt „Zmiany w składzie zarządu”. Zapewne porządek obrad każdego walnego zgromadzenia będzie zawierał punkt „Zmiany w składzie rady nadzorczej”. Nad piastunami spółek ma bezustannie wisieć miecz Damoklesa.

Ustrój spółki akcyjnej dopuszcza nagłe, niespodziewane zmiany w składzie organów. Lecz w założeniu członkowie zarządu i rady nadzorczej piastują mandaty przez określony czas, nazywany kadencją. Mogą oni być powoływani na kolejne kadencje, ich liczba nie jest ograniczona prawem. Kadencja nie może być dłuższa niż pięć lat. Mandat piastuna spółki wygasa przed upływem kadencji w przypadku śmierci, rezygnacji albo odwołania go ze składu organu, co może nastąpić w każdym czasie. Wprawdzie statut spółki może zawierać inne postanowienia, w szczególności ograniczać prawo odwołania do ważnych powodów, lecz o tym, czy powód jest ważny, najczęściej przecież decyduje ten, kto odwołuje. Mandaty członków rady nadzorczej w zasadzie wygasają przed upływem kadencji także w sytuacji, gdy doszło do wyboru przynajmniej jednego członka rady w drodze głosowania przez walne zgromadzenie oddzielnymi grupami. Wynika z tego, że piastuni spółki akcyjnej nie są zabetonowani na swoich stanowiskach, tracą je w określonych prawem okolicznościach, lecz są to sytuacje szczególne. W spółkach z udziałem Skarbu Państwa takie sytuacje szczególne mogą zachodzić często. Wróży to źle i piastunom stanowisk w organach spółek, i spółkom.

Odnoszę wrażenie, że ekipa rządzących państwem nie ogarnia pojęć mandatu piastuna spółki akcyjnej, jego kadencji, obowiązku dokładania przezeń staranności wynikającej z zawodowego charakteru jego działalności, a także odpowiedzialności. Pojęcie mandatu bywa radośnie używane – nadużywane! – w znaczeniu „mandatu demokratycznie udzielonego partii rządzącej przez suwerena”. Piastunów spółek z udziałem Skarbu Państwa traktuje się jak lalki w teatrze kukiełkowym.

Nietrudno zauważyć, że wiele osób powoływanych ostatnio na piastunów spółek z udziałem Skarbu Państwa reprezentuje tak wątłe kwalifikacje i przymioty, że ich wzmożona rotacja nie obniży potencjału intelektualnego zarządów i rad nadzorczych. Zapewne ministrowi na tym potencjale nie zależy, wszak on sam wie najlepiej, co dobre jest dla spółek, przeto dba on głównie o posłuszeństwo swoich nominatów. Rozumny piastun spółki miałby na względzie jej interes, nie widzimisię urzędnika lub interes partii będącej akurat przy władzy. Nie wniósłby aktywów zarządzanej przezeń spółki w wątpliwe przedsięwzięcia gospodarcze, jak wspomaganie beznadziejnych pomysłów i projektów. Już w starożytności ukuto powiedzenie „homo sapiens non urinat in ventum” – człowiek rozumny nie sika pod wiatr. Posłuszny będzie sikać, gdzie mu każą, o czym świadczą – na przykład – usiłowania rządu wokół ratowania, kosztem spółek z innych branż, nierentownych kopalni węgla kamiennego.

Tylko patrzeć, aż resort nakaże zastąpić w porządku obrad rad nadzorczych punkt o zmianach w składzie zarządu punktem o dobrych zmianach. Kanon o „dobrej zmianie” służy wzmacnianiu obecności państwa w gospodarce. Podstawowe funkcje gospodarcze państwa to zapewnienie społeczeństwu bezpieczeństwa egzystencji, a przedsiębiorcom wolności od zbytecznej ingerencji. Im bardziej rozpycha się państwo w rozwiniętej gospodarce, tym słabsze i państwo, i gospodarka. Zyskują natomiast związkowcy z największych zakładów pracy. Obecne zamierzenia objęcia gospodarki kuratelą państwa (czytaj: PIS) nie wróżą niczego dobrego ani gospodarce, ani państwu. W potiomkinowskiej złudzie Polska była już „dziesiątą potęgą gospodarczą świata”, ale w sklepach mięsnych były nagie haki.

Przed kilku laty zabiegałem o utworzenie Krajowego Funduszu Majątkowego, profesjonalnej instytucji zarządzającej udziałami Skarbu Państwa w spółkach określanych, niekiedy na wyrost, mianem „strategicznych”. Takie rozwiązanie ograniczałoby wpływ polityków na skład organów tych spółek (lecz nie na ich strategię), więc okazało się zupełnie nierealne. W miejsce państwowego funduszu majątkowego (takie twory określa się mianem „sovereign wealth funds”, co nie ma nic wspólnego z suwerenem z przytoczonego powyżej powiedzenia) miał powstać byt mgławicowy pod nazwą Polskich Inwestycji Rozwojowych. Dzisiaj jego miejsce zajmuje równie mgławicowe Coś-tam-coś-tam. Niby też chodzi o rozwój, ale odpowiedzialny. Wymienia się kadry, zmienia się plany, struktury, strategie, zadania. Jest ruch, jest szum, medialna wrzawa, entuzjazm „przekazów dnia” – i prawda na opak wywrócona.

Czytaj także:
2015.02.17 Widzialna ręka rynku
2016.02.23 Spółki pod trzema dopustami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *