Monografia o kontraktach menedżerskich jest manifestem ich zalet

SŁOWO O KSIĄŻCE. Waldemar Gujski i Dawid Jakub Zdebiak ogłosili w wydawnictwie Wolters Kluwer pokaźne (530 stron) dzieło „KONTRAKTY MENEDŻERSKIE I INNE UMOWY CYWILNOPRAWNE O ŚWIADCZENIE PRACY. Wzory”. Jako zachęta do lektury niech posłuży cytat – przestroga przed umowami regulowanymi Kodeksem pracy, Pisze Waldemar Gujski: „W mojej praktyce adwokackiej spotkałem się z przypadkami gdy odwołany członek zarządu, któremu brakuje np. 46 miesięcy do osiągnięcia wieku emerytalnego i któremu z uwagi na treść art. 39 k.p. nie można wypowiedzieć umowy o pracę, po doliczeniu np. 6-miesięcznego okresu wypowiedzenia pozostaje związany ze spółką jeszcze ponad 4 lata” (s. 34).

Rzecz została przedstawiona jako 2. wydanie, co wymaga komentarza. Między wydaniem poprzednim, samodzielnego autorstwa W. Gujskiego (Wydawnictwo Librata) a obecnym upłynęło kilkanaście lat, formuła dzieła jest inna, inny jest wydawca. Zmienił się stan prawny, rozwinęło się orzecznictwo, ogromnie wzbogaciła się praktyka. Zostało to obszernie i wnikliwie odzwierciedlone, wobec czego skłonny jestem uznać obecne wydanie za dzieło w pełni oryginalne.

SŁOWO O AUTORACH. Adw. Waldemar Gujski ma bogatą praktykę jako pełnomocnik menedżerów w sporach o świadczenie pracy (i wynagrodzenie). Jest także niestrudzonym popularyzatorem kontraktu menedżerskiego (względnie zawartej w innej formie umowy cywilnoprawnej) zastępującego umowy regulowane przepisami Kodeksu pracy. Radca prawny Dawid Jakub Zdebiak jest partnerem kancelarii Gujski Zdebiak, wcześniej przez lata orzekał w wydziale pracy oraz wydziałach cywilnych, do 2005 r. w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Z mec. Gujskim współpracowałem w latach mojej posługi w Polskim Instytucie Dyrektorów: chętnie przyjmował zaproszenia do udziału pro bono w licznych konferencjach, seminariach, szkoleniach, a jego przepojone erudycją i humorem wystąpienia były wysoko oceniane przez słuchaczy.

O KONTRAKTACH MENEDŻERSKICH i innych umowach cywilnoprawnych. Pojęcie „kontrakt menedżerski” bywa często rozciągane na wszelkie umowy o świadczenie pracy zawierane na gruncie Kodeksu cywilnego w myśl jego fundamentalnej zasady wyrażającej swobodę umów. „Przez kontrakt menedżerski przyjmujący zlecenie (zarządca) zobowiązuje się za wynagrodzeniem do stałego wykonywania czynności zarządu (sprawowania zarządu, zarządzania) przedsiębiorstwem zleceniodawcy (przedsiębiorcy) w jego imieniu i na jego rzecz” (s. 52). Autorzy porządkują terminologię, pokazują czym jest cywilnoprawna umowa o świadczenie pracy (w tym najszerzej znany kontrakt menedżerski) i czym różni się od umowy o pracę, jakie są jej zalety i wady, jakie korzyści odnosi menedżer, jakie jego kontrahent: prywatna spółka kapitałowa, bądź spółka z udziałem Skarbu Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego – oraz jak do takich umów odnosi się orzecznictwo.

Kontrakt menedżerski nie pojawił się wraz z transformacją gospodarczą. Zrazu prowadziła ona do mechanicznego przekształcania przedsiębiorstw państwowych w spółki prawa handlowego, stanowisko prezesa zarządu zazwyczaj powierzano dotychczasowemu dyrektorowi naczelnemu, do zarządu niemal z automatu wchodzili jego zastępcy, nieświadoma jeszcze swoich zadań rada nadzorcza podnosiła im uposażenia, lecz do ich umów o pracę nie wprowadzano istotnych zmian. Bywało, że przewodniczący rady nadzorczej decydował o terminach urlopów prezesa i jego zastępców, że rada uchwalała premie dla członków zarządu według niejasnych zasad, bez regulaminowej podstawy, a nawet wyręczała walne zgromadzenie przyznając zarządowi nagrody z zysku. Niewłaściwy charakter takich praktyk uświadamiano sobie dopiero z biegiem czasu. Przyczyniał się do tego mec. Gujski wykpiwając świadczenia socjalne dla menedżerów w postaci worka cebuli na święta… Jednocześnie w spółkach z rodowodem zagranicznym zatrudniano menedżerów na umowach dalece odbiegających od wzorca z Kodeksu pracy.

Punktem wyjścia dla analizy kontraktów menedżerskich oraz innych umów cywilnoprawnych o świadczenie pracy jest wynikające z wieloletnich i bogatych praktycznych doświadczeń Autorów przekonanie iż „angażowanie menedżera do świadczenia – wymagających głębokiej, rozległej, interdyscyplinarnej wiedzy i kwalifikacji – wysoko specjalistycznych usług w dziedzinie sprawowania zarządu na podstawie klasycznego stosunku pracy nie zawsze spełni swoją funkcję, nie zawsze jest właściwe, fortunne, a niejednokrotnie będzie wręcz dysfunkcjonalne” (s. 19). Owszem, na powodzenie przedsięwzięcia gospodarczego mają wpływ talenty i osobowość menedżera, lecz nadto wpływ ma forma jego zatrudnienia. Co ważne: utrzymywanie zarządu na obwarowanych licznymi przywilejami umowach o pracę może okazać się swoistą postacią „zatrutej pigułki” utrudniającej lub uniemożliwiającej korzystne dla jej inwestorów przejęcie spółki.

Wniosek płynący z wszechstronnego porównania umów zawieranych na podstawie Kodeksu pracy i Kodeksu cywilnego: „Kontrakt menedżerski nie jest jakimś fantastycznym środkiem zaradczym na wszystkie problemy w relacjach i stosunkach właściciel – zarządca, ale z całą pewnością jest lepszym sposobem ich ułożenia niż umowa o prace. Niezależnie jednak od tego, jakie konkretnie poglądy można prezentować w kwestii zatrudniania menedżerów (a zwłaszcza członków zarządu) w ramach stosunku pracy, jedno jest chyba bezsporne: co do zasady pozycja menedżera wynikająca ze stosunku pracy jest słabsza niż ta, którą może on uzyskać w ramach kontraktu menedżerskiego” (s. 47, podkr. oryg.).

O KOMPOZYCJI DZIEŁA. Omawiana materia jest przejrzyście usystematyzowana. Rozdział I jest poświęcony omówieniu kontraktów menedżerskich w prywatnych spółkach kapitałowych. Rozdział II, najobszerniejszy, bo też dotyczący tematyki trudnej, zawiłej,  kontrowersyjnej, traktuje o kontraktach menedżerskich w spółkach z udziałem Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego. Kolejne rozdziały dotyczą umów: zlecenia, o dzieło, agencyjnej oraz o pracę nakładczą (chałupniczą). Polecam przejrzyste tabelę obrazujące najważniejsze różnice między umową o pracę a kontraktem menedżerskim (s. 102-105), umową zlecenia (s. 361-363), umową o dzieło (s. 396-398), umową agencyjną (s. 439-441), oraz między umową o pracę nakładczą a umową o pracę w formie telepracy (s. 503-507). Uzupełnieniem wywodów są obszerne (kilkudziesięciostronicowe), wariantowo opracowane wzory umów dla każdego rodzaju umowy cywilnej (rozdziału I dotyczą dwa wzory: kontrakt menedżerski i kontrakt dla osoby spoza zarządu). Wzory są zamieszczone także na stronie wydawcy: www.kontrakty-menedżerskie-wzory.wolterskluwer.pl. Dzięki kodowi aktywacyjnemu na zdrapce wklejonej w każdy egzemplarz książki, można je edytować odpowiednio do konkretnych potrzeb. Autorzy zachęcają do krytycznego i twórczego podejścia do wzorów. Każdemu z rozdziałów towarzyszą także zaskakująco obszerne przykłady orzecznictwa, co unaocznia, iż temat ma ogromne znaczenie praktyczne.

O MIEJSCU KSIĄŻKI W PIŚMIENNICTWIE. W ogromnej większości recenzji pozycji naukowych lub fachowych pojawia się sformułowanie, iż „omawiana książka wypełnia istotną lukę w piśmiennictwie” (tu wskazuje się temat owego piśmiennictwa). Jeżeli tenor recenzji brzmi niezdecydowanie (wszak  negatywnych recenzji uczeni nie pisują), cytowana formuła bywa poprzedzona słowami „tym niemniej”. Jeżeli tenor brzmi pozytywnie, formuła jest poprzedzona słowem „niewątpliwie”. W niniejszym omówieniu monografii Waldemara Gujskiego i Dawida Jakuba Zdebiaka o kontraktach menedżerskich takiej wzmianki nie ma. Otóż wspomniana książka z pewnością nie wypełnia luki w literaturze poświęconej zatrudnianiu menedżerów na kontraktach: ona po prostu jest tą literaturą, dziełem kompletnym przedstawiającym zarówno wszechstronną analizę tematu, jak gotowe wzory podpowiadające możliwe, najbardziej w danej sytuacji właściwe, rozwiązania praktyczne.  

O KRĘGACH ADRESATÓW. Recenzje prac pisanych dla pozyskania stopnia naukowego starannie omijają pytanie, dla kogo książka jest adresowana, kto (jeżeli ktokolwiek) odniesie pożytek z lektury. W tym przypadku lista adresowa jest długa. Lekturę zalecam w pierwszej kolejności menedżerom – i tym zatrudnionym na kontraktach i tym na umowach o pracę; pierwsi skorzystają z bogactwa wskazówek praktycznych, drudzy najprawdopodobniej podejmą starania o zmianę formy zatrudnienia. Lekturę zalecam też wszystkim mającym wpływ na wybór osób zarządzających przedsięwzięciami gospodarczymi i organizacjami powołanymi do realizacji zadań: członkom rad nadzorczych, akcjonariuszom (zwłaszcza dzierżącym pokaźne pakiety udziałów), urzędnikom decydującym o obsadzie stanowisk w obrocie gospodarczym. Oraz prawnikom reprezentującym podmioty gospodarcze lub interesy menedżerów, orzekającym w sprawach gospodarczych i pracy. A także związkowcom, mającym w rodzimej praktyce znaczący wpływ na obsadzanie stanowisk menedżerskich (by przekonali się, że kontrakt – nawet na wysokie wynagrodzenie – jest dla spółki bardziej korzystny i tańszy niż umowa o pracę). Na koniec wszystkim, którzy często i obszernie wypowiadają się przeciwko kontraktom „tłustych kotów”, ich wynagrodzeniom („sutym, a niezasłużonym”), braku sprawiedliwości społecznej, zwyrodnieniom współczesnych korporacji, itd.

Niemniej gorąco wspieram dążenia do ujawniania proporcji między zarobkami menedżerów a przeciętną wynagrodzeń pracowniczych – i pozytywnie odnoszę się do usiłowań ku poddaniu wspomnianych proporcji demokratycznej kontroli. Lecz to już temat wykraczający poza omawianą tu materię.

 

 

 

 

 

 

 

Wyjaśniaj, ale z głową! Nie “rżnij głupa”

Nie widzę powodu, by ograniczać możliwość obserwowania walnych zgromadzeń przez zainteresowanych. Temu służą ogłaszane w internecie transmisje obrad. Temu służy fizyczna obecność mediów na walnych. Nigdy ich przedstawiciel nie naraził żadnej spółki na kłopot.

  • Podobnie jak wcześniejsze redakcje Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW, DPSN2021 przyjęły przyjazną formułę „Stosuj albo wyjaśniaj”;
  • Spółka, która nie stosuje, lub nie zastosowała zasady Dobrych Praktyk, może wyjaśnić przyczynę takiego stanu rzeczy;
  • Wiarygodne wyjaśnienie niestosowania / niezastosowania zasady jest równoważne z jej stosowaniem;
  • Lecz spółkom nie chce się wiarygodnie wyjaśniać, niektóre „rżną głupa” i wypisują androny obrażając tym rynek.

Niedawno wprowadzono na parkiet GPW nową spółkę. Wprowadzono ją z przytupem: wszak działa w modnej branży, jest córką innej notowanej spółki, przez IPO przeszła ze średnią redukcją 92,41% w transzy inwestorów indywidualnych, na debiucie kurs wzrósł o 20%, posypały się pozytywne rekomendacje, znany fundusz emerytalny zwiększył stan posiadania. Nie zwrócono natomiast uwagi na informację spółki o stosowaniu przez nią Dobrych Praktyk 2016 (najnowsze, DPSN2021, weszły w życie później, 1 lipca). Spółka deklaruje stosowanie większości zasad, niemniej wobec kilku ogłasza ich niestosowanie, co objaśnia osobliwie.

Spółka nie stosuje zasady o ogłaszaniu na korporacyjnej stronie internetowej informacji na temat planowanej transmisji obrad walnego zgromadzenia. Planuje ona jednak zastosowanie tej zasady pod warunkiem, że „zwołujący walne zgromadzenie postanowi o możliwości wzięcia w nim udziału przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej”. Mam dwojakie wątpliwości. Pierwsza: zwołującym jest najczęściej spółka, więc to do niej należy decyzja. Druga: wskazówka o informacji na temat transmisji obrad dotyczy wszystkich walnych, nie tylko odbywanych przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Czy nikt w spółce tego nie zrozumiał, czy może zredagowanie informacji powierzono pracownikowi specjalnej troski, zaś zarząd i rada nadzorcza nie czytały, co spółka skleciła?

Spółka deklaruje przeto stosowanie zasady, acz pod warunkiem, który zależy od niej samej, lecz zmierza daleko poza zakres wskazówki o transmisji obrad WZ. Aliści jednocześnie, w innym miejscu, spółka deklaruje twarde niestosowanie zasady o ogłaszaniu na jej stronie zapisu obrad WZ, a to z uwagi na „uwarunkowania prawne (…) dotyczące kwestii wykorzystania wizerunku i innych cech uczestników walnego zgromadzenia, jak również dotyczących ich informacji, które zostałyby utrwalone w zapisie video przebiegu walnego zgromadzenia”. Zachodzę w głowę, o jakie uwarunkowania prawne chodzi. Inwestor, który nie chce ukazać swojej buzi w transmisji obrad, może przecież włożyć kominiarkę…

Spółka deklaruje także niestosowanie zasady, iż przedstawicielom mediów umożliwia się obecność na walnych zgromadzeniach: „…wprowadzenie takiej możliwości nie jest konieczne ze względu na przejrzysty charakter przekazywania informacji przez spółkę, a dotyczących całokształtu procesu zwoływania walnych zgromadzeń, przedstawiania projektów uchwał na walne zgromadzenia oraz przebiegu walnych zgromadzeń…” Przejrzystość jest tak kompletna, że nie udostępnia się rynkowi transmisji przebiegu walnych, ani nawet informacji o planowanej transmisji.

Wskazówka dotycząca udziału przedstawicieli mediów na WZ pojawiła się już w pierwszym projekcie Dobrych Praktyk z roku 2001 i została zawarta we wszystkich kolejnych redakcjach DPSN: 2002, 2005, 2008, 2016 i, oczywiście, 2021. Jawność przebiegu walnych zgromadzeń spółek publicznych jest fundamentem rynku. Dla zapewnienia jawności nie wystarczą ustawowe procedury zwołania i przebiegu walnych. Uczestniczyłem w licznych walnych spółek publicznych – i zapewniam, na podstawie bogatych i różnorodnych doświadczeń bądź przewodniczącego obradom, bądź inwestora, bądź przedstawiciela mediów, że media są najbardziej skutecznym instrumentem zapewniania przyzwoitości i jawności obrad.

Tym co zmieniło się przez te dwadzieścia lat moich starań o umożliwienie obecności mediów na WZ, jest niebywały rozwój „nowych mediów”. Kiedyś chodziło o gazety, radio, telewizję. Dzisiaj obszerne i kompetentne materiały o przebiegu i wynikach walnych ukazują się przede wszystkim w portalach internetowych, w blogach specjalistów rynku kapitałowego, w mediach społecznościowych. Uczestnictwo w walnych jest reglamentowane, ale nie widzę powodu, by ograniczać możliwość obserwowania walnych przez zainteresowanych. Temu służą ogłaszane w internecie transmisje obrad. Temu służy fizyczna obecność mediów na walnych. Nigdy ich przedstawiciel nie naraził żadnej spółki na kłopot. Ale odmowa wpuszczenia mediów może narazić na kłopot! Nie zainteresowałbym się Getback SA, gdyby spółka nie zapowiedziała, że nie wpuści mediów na walne. Co z mojego zainteresowania spółką wyszło – wiadomo.                         Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 3 lipca 2021 r.

Wyszukiwarka blogu wyświetli wiele podobnych tekstów po wpisaniu w jej okienko haseł:
Dobre Praktyki
Stosuj lub wyjaśniaj
Media na walnych zgromadzeniach

Spółka z lufcikiem dla drobnicy

  • Sens rynku kapitałowego tkwi w obrocie walorami. Spółki, których akcjami nie handluje się systematycznie, są martwe;
  •  Jest to częsta przypadłość spółek o niskiej kapitalizacji z przeważającym udziałem akcjonariusza dominującego;
  • Michał Romanowski nazwał takie twory „spółkami zamkniętymi z lufcikiem dla drobnych inwestorów”;
  • Zdarza się, że drobnica nie korzysta z lufcika do handlowania swoimi akcjami, ponieważ nikt nie chce ich kupować…

Nie upały sprawiły, że nazywam ten sezon „spoconym czerwcem”. Otóż większość spółek notowanych na GPW właśnie na koniec czerwca zwołuje swoje walne zgromadzenia. Jednego dnia odbywa się po kilkanaście (lub więcej) zwyczajnych walnych zgromadzeń. Niekiedy akcjonariusze są zmuszeni dokonać wyboru, w zgromadzeniu której spółki uczestniczyć, które obesłać pełnomocnikiem, z którego zrezygnować. Życie inwestorów byłoby łatwiejsze, spółki miałyby z nich więcej pożytku, gdyby przynajmniej większość z nich organizowała walne zgromadzenia umożliwiając akcjonariuszom udział w obradach przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Lecz niektóre spółki notowane na New Connect sprawiają wrażenie, jakby nie słyszały o takiej możliwości, jakby nie korzystały z internetu – zresztą niektóre nie mają własnej strony internetowej.

W trakcie tego festiwalu walnych, w poniedziałek 28 czerwca o 14:29 notowana na NC spółka Median Polska SA ogłosiła raportem bieżącym 6/2001 o odwołaniu walnego zgromadzenia zwołanego na 29 czerwca, a to z powodu braku zainteresowania udziałem w tym zgromadzeniu jakichkolwiek akcjonariuszy. Brak zainteresowania akcjonariuszy uczestniczeniem w WZ znany był spółce wcześniej. Nie znam powodu ogłoszenia o tym dzień przed datą zgromadzenia.

Nie jest to pierwszy przypadek odwołania walnego zgromadzenia przez zwołującą je spółkę z powodu braku uczestników. Kiedyś odnotowywałem takie przypadki aż zrezygnowałem, ponieważ było ich zbyt wiele. Utkwił mi jednak w pamięci casus WZ zwołanego w 2010 r. do budynku przy ul. Okrzei 1a w Warszawie (otóż kiedyś mieszkałem tam i pracowałem) przez Infosystems SA. Nikt nie zarejestrował się na walne, nawet prezes Mariusz Sosnowski (59% udziału w głosach na WZ), ani też przewodniczący rady nadzorczej Tadeusz Sosnowski (22%). Walne miało uchwalić pokrycie sporej straty z zysków przyszłych okresów, udzielić absolutorium piastunom spółki (w tym kolejnym Sosnowskim) i dokonać zmiany statutu. Nie był to rekord niefrasobliwości, ten ustanowiła wcześniej EuroBud Invest SA (EBI) z Rybnika, która nie ogłaszała sprawozdań, nie zwoływała walnych, a giełdzie tłumaczyła, że jej na takie poczynania nie stać…

O Median Polska SA dowiedziałem się niewiele. Spółka prezentuje w internecie szeroki portfel produktów i usług, których w większości nie wykonuje i nie świadczy. Z informacji mojego biura maklerskiego wynika, że jej kapitalizacja to 8 687 866 zł (niewiele!), free float to 9,07% (czyli lufcik dla drobnicy jest maleńki), liczba akcji to 8 865 170, wskaźnik ceny do zysku wynosi 6,94, a relacja ceny do wartości księgowej 1,15. W dniu 28 czerwca, do chwili ogłoszenia wspomnianego raportu bieżącego, wolumen obrotu akcjami wynosił 50 sztuk, wartość obrotu to 49,20 zł, a kurs wzrósł o 2 grosze do 0,98 zł. Z innych źródeł wynika, że usługi animatora świadczy spółce Beskidzki Dom Maklerski. Ktoś sprytny chciał mi sprzedać raport o tej spółce za 19,95 USD (nie nabyłem) zawierający mniej obiecujące dane.

Spółka informuje, że w 2017 r. (późniejszych danych brak) jej największym akcjonariuszem był prezes zarządu Tomasz Serafin posiadający 6 845 000 akcji, dających 77,21% udziału głosów na WZ. Widać posiadacz takiego pakietu także nie zarejestrował go na zgromadzenie. Określa to stosunek dominującego inwestora do spółki, jej akcjonariatu (tego z lufcika), giełdy notującej akcje spółki, oraz rynku kapitałowego.

Żal mi akcjonariuszy takich spółek, lecz nie dziwię się ich niechęci do uczestnictwa w walnych zgromadzeniach. Nawet gdyby uczestniczyli, nie mieliby praktycznej możliwości wywarcia wpływu na spółkę i jej sprawy. Wielu z nich może uznać, że koszty dojazdu – nawet tramwajem! – na walne zgromadzenie byłyby wyższe od wartości ich pakietów. Zbyć akcji nie mogą, ponieważ nie ma komu. Sytuacja jest patowa, spółka wcale nie jest wspólnotą interesów jej akcjonariuszy, jedynie giełda czuje się zobowiązana do prowadzenia notowań. Cała ta zabawa jest bez sensu. Czas zastanowić się nad posprzątaniem tzw. małej giełdy. Warto było także pomyśleć o porządkach na głównym parkiecie.

Czytaj także:
2022.06.21 Spocony czerwiec

Sukcesja i polityka

Gdyby spółka publiczna, nawet ta z udziałem Skarbu Państwa, dysponowała uzgodnionym z akcjonariatem i znanym rynkowi planem sukcesji, mogłoby to utrudnić ingerencję polityków w skład zarządu.

  • Spółka publiczna powinna dysponować planem sukcesji obejmującym członków zarządu i ich (przynajmniej bezpośredniego) zaplecza;
  • Plan sukcesji powinien powstać w spółce i być przez nią realizowany, lecz często nie istnieje lub jest zastępowany przez ingerencje zewnętrzne;
  • Dopuszczalne jest wyposażenie przez statut indywidualnie oznaczonego akcjonariusza w osobiste uprawnienia do ingerowania w plan sukcesji;
  • Naganne i szkodliwe są uzurpacje polityczne w kwestii obsady stanowisk w zarządzie lub radzie nadzorczej. Zachęca do nich brak planu sukcesji.

Nie uczestniczę w sporach o wyższości rady dyrektorów nad radą nadzorczą, lub odwrotnie, ale dostrzegam różnice w działaniu spółek reprezentujących te modele ustrojowe. Są one szczególnie wyraziste w przypadku sukcesji. Otóż rada dyrektorów miewa wpływ na obsadę stanowisk dyrektorów wykonawczych i niewykonawczych, natomiast rada nadzorcza miewa wpływ tylko na wybór tych pierwszych. Innymi słowy, do rady dyrektorów należy nie tylko wybór osób zarządzających spółką, zwykle ma ona bowiem znaczny wpływ także na wybór osób zajmujących się nadzorowaniem zarządców. Rada nadzorcza z natury nie ma wpływu na swój skład; nawet jeżeli – w ściśle określonych przypadkach – może ona dokonać kooptacji, jej decyzja ma zwykle charakter wyłącznie tymczasowy i podlega zatwierdzeniu przez najbliższe walne zgromadzenie. Może ona jedynie wywierać wpływ na skład i kształt zarządu.

W polskiej praktyce ten wpływ bywa ograniczony przepisami prawa lub statutu, a także praktykami uzurpacji politycznej. W świetle prawa do rady nadzorczej spółki akcyjnej należy powoływanie, odwoływanie, względnie zawieszanie członków zarządu. Członek zarządu może być odwołany lub zawieszony także przez walne zgromadzenie, a statut spółki może przyznać indywidualnie oznaczonemu akcjonariuszowi uprawnienie osobiste do powoływania lub odwoływania członka / członków zarządu. Niemniej bywa inaczej: powołując lub odwołując członka zarządu rada nadzorcza niekiedy nie działa z własnej woli lub inicjatywy, lecz pod naciskiem z zewnątrz. Dzieje się tak wtedy, gdy o nominacjach decydują czynniki polityczne bez odpowiedniego umocowania właścicielskiego, czyli udziału w akcjonariacie.

Istnieje przekonanie, że polityka ingeruje tylko w spółki z udziałem Skarbu Państwa. Nawet mówiąc o nich, zwyczajowo omijamy kwestię owego udziału i jego wielkości. Posługujemy się terminami „spółki Skarbu Państwa” lub „spółki państwowe”, bądź skrótem „SSP”. Lecz, aby namieszać w spółce, państwo nie musi posiadać jej akcji. Niedawno, na odchodnym z prezesury spółki prywatnej (bez udziału państwa!), szanowany na rynku menedżer przyznał, że niektóre decyzje personalne „uzgadniał” z właściwym ministerstwem. Spółka ma dobrą opinię, wygrywa wiele kontraktów, chce dobrze żyć z otoczeniem. Nie zachwycam się takimi praktykami, lecz przecież wiem, gdzie żyję.

Gdyby spółka publiczna, nawet ta z udziałem Skarbu Państwa, dysponowała uzgodnionym z akcjonariatem i znanym rynkowi planem sukcesji, mogłoby to utrudnić ingerencję polityków w skład zarządu. Rzecz w tym, że takiego planu często nie ma, nie podejmuje się nawet prób jego utworzenia, ponieważ zakłada się, że o wszystkim decyduje polityka. Zwłaszcza o prezesurze. Stanowisko prezesa wyrasta nadspodziewanie wysoko ponad członków zarządu. Jeszcze w kodeksie handlowym (obowiązywał do roku 2000) nie wyróżniano prezesa zarządu, obecnie to wokół tej funkcji toczą się rozgrywki polityczne. Dlatego prezesi spółek z udziałem państwa nie znają dnia ni godziny…

Problem sukcesji na szczeblu prezesa lub członka zarządu pojawia się nie w momencie, kiedy zostaje on niespodziewanie odwołany, lecz już z chwilą, gdy zostaje powołany. Pan sukcesji musi przewidywać nie tylko okoliczność, że menedżer straci stanowisko w następstwie odwołania lub odejdzie na emeryturę, także możliwość jego rezygnacji, bądź potrącenia go przez furgonetkę z lodami. Plan sukcesji to nie tylko kwestia kto i kiedy zastąpi prezesa, to mapa ścieżek awansu do zarządu i na stanowiska o największym znaczeniu dla spółki. Plan sukcesji to nie umiejętność szybkiego reagowania w sytuacjach kryzysowych, ale ważny element wieloletniej strategii działania spółki kapitałowej, zwłaszcza spółki publicznej. To polityka przygotowywania najlepszych menedżerów do objęcia stanowisk w przyszłości, której horyzont wybiega poza kadencję aktualnej władzy. Albowiem władza zmienia się, natomiast spółki trwają ku pożytkowi ogółu interesariuszy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 12 czerwca 2021 r.

Czytaj także m.in.:

2003.12.29 Następstwo tronu
2006.03.06 Sukcesja

Dobre Praktyki w zwierciadle pytań i odpowiedzi

  • Minęły dwie dekady odkąd zajmuję się Dobrymi Praktykami Spółek Notowanych na GPW (DPSN);
  • Przez te lata zmieniła się warszawska giełda, zmienił się polski rynek, zmienił się świat – zatem zmieniały się i DPSN;
  • Kolejna, bardziej niż poprzednie dojrzała i przyjazna redakcja DPSN2021 wchodzi w życie 1 lipca br.;
  • Nie zmieniają się tylko pytania na temat Dobrych Praktyk – tu zebrałem najczęściej zadawane i próbuję na nie odpowiedzieć.

I. Jaka jest różnica między Dobrymi Praktykami a prawem?

Zasadnicza. Dobre Praktyki nie są częścią systemu prawa na szczeblu państwowym lub unijnym. Nie są też „miękkim” prawem przeciwstawianym „twardemu” prawu obowiązującemu pod rygorem sankcji karnej lub administracyjnej. Prawo bywa przestrzegane pod przymusem, Dobre Praktyki bywają stosowane dobrowolnie, ponieważ jest to korzystne dla spółek, inwestorów, rynków. Niemniej doświadczenie uczy, że kiedy konkretna wskazówka płynąca z Dobrych Praktyk bywa szeroko ignorowana, wkracza regulator i „dokręca śrubę” przeobrażac ją w wiążącą normę prawną (przykładem ujawnianie przez spółkę wynagrodzeń jej piastunów). Przeto korzystniej jest stosować Dobre Praktyki po dobroci, z własnej woli –niźli pod przymusem.

II. Czy w tym świetle stosowanie Dobrych Praktyk nie jest obowiązkowe?

Nie jest. Dobre Praktyki to opracowany przez rynek i zatwierdzony przez giełdę zbiór wskazówek postępowania na rynku. Nie są one instrukcją obsługi spółki, ani wicekodeksem. Adresatami wskazówek są spółki notowane na rynku regulowanym oraz ich inwestorzy. Wskazówki nie mają mocy prawnej, natomiast są objęte szeroko stosowaną w świecie formułą „stosuj lub wyjaśniaj” (comply or explain). Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie SA przyjmuje, że wprawdzie stosowanie przez spółki zasad Dobrych Praktyk jest dobrowolne, niemniej sprawozdawanie na temat ich stosowania jest obligatoryjne. Innymi słowy: na spółkach nie ciąży obowiązek stosowania Dobrych Praktyk, niemniej są one zobowiązane do ogłaszania sprawozdań na temat stosowania, względnie niestosowania lub niezastosowania poszczególnych zasad Dobrych Praktyk.

III. Czym różnią się wspomniane postawy niestosowania lub niezastosowania?

Przyjmuje się, że niestosowanie poszczególnej zasady ma charakter trwały, natomiast niezastosowanie jest incydentalne. Niezależnie od tego, czy dana zasada nie jest stosowana, bądź jednorazowo nie doszło do jej zastosowania – spółka powinna wyjaśnić przyczyny, dla których zasada nie jest stosowana lub nie została zastosowana, oraz wskazać, jakie kroki zamierza przedsięwziąć na rzecz stosowania tej zasady, a także przewidywany termin, w jakim to nastąpi.

IV. Czy udzielenie wymaganych wyjaśnień zwalnia od stosowania zasady?

To zależy od treści wyjaśnień i od sytuacji spółki. Wyjaśnienie mające pokrycie w stanie faktycznym i złożone w dobrej wierze ma taką samą wartość, co rzetelne stosowanie zasad. Dobre Praktyki adresowane są do wszystkich spółek notowanych na rynku regulowanym, lecz każda spółka jest w istocie inna. Niektóre z zasad dotyczą spółek zaliczanych do wskazanych indeksów giełdowych, pozostałe podlegają stosowaniu na zasadzie proporcjonalności: na GPW notowane są także niewielkie spółki, które mogą napotkać trudności w stosowaniu poszczególnych zasad, powinny one przeto wyjaśnić swoją sytuację.

V. Dlaczego wobec tego tworzy się takie same zasady dla wszystkich spółek?

Dobre Praktyki wyznaczają standard zachowań dla spółek notowanych. Nawet te spółki, które napotykają trudności w stosowaniu poszczególnych zasad powinny dążyć do spełnienia tego standardu, wyznaczyć sobie drogę wiodącą w tym kierunku, oraz określić termin, w jakim osiągną ów cel. Na rynku regulowanym poprzeczka nie jest zawieszona nazbyt wysoko! Jeżeli spółka pozyskuje od inwestorów kapitał, nabywa wobec nich trwałe zobowiązania i powinna się z nich wywiązać. Jedno z tych zobowiązań dotyczy sprawozdawania na temat stosowania – bądź przyczyn niestosowania / niezastosowania Dobrych Praktyk.

VI. Kto sprawdza, czy wyjaśnienia spółki są prawdziwe i złożone w dobrej wierze?

Odpowiadając jednym słowem: rynek. Od spółki publicznej oczekuje się daleko posuniętej przejrzystości. Oczekują tego inwestorzy, którzy wnieśli do spółki kapitał. Oraz ci, którzy biorą pod uwagę inwestowanie swoich środków w spółkę. Oczekują tego domy maklerskie, doradcy inwestycyjni, analitycy. Oraz media relacjonujące wydarzenia na giełdzie i wokół niej: specjalistyczna pisma codzienne i periodyczne, telewizje, stacje radiowe, agencje informacyjne, portale internetowe, specjalistyczne blogi, a także użytkownicy mediów społecznościowych. Spółka publiczna działa pod lupą opinii i nie powinna zasłaniać się przed nią nadużywając argumentów o tajemnicy handlowej, ochronie danych osobowych itd.

VII. Jak ocenić, czy sprawozdania i wyjaśnienia są złożone w dobrej wierze?

Nie istnieje instytucja powołana do oceny sprawozdań i wyjaśnień spółek. Nikt nie wydaje spółkom certyfikatów dobrej wiary. Ale mijanie się z prawdą bywa widoczne i piętnowane. Niemniej niektóre spółki uważają, że jeżeli złożą fałszywe oświadczenie o stosowaniu zasady, nikt tego nie sprawdzi. Inne sądzą, że wyjaśnianie przyczyn innego stanu rzeczy będzie zbyt pracochłonne, więc fałszywie twierdzą, że stosują DPSN w całości. Jeszcze inne symulują niezrozumienie zasady. Lecz takie postępowanie odgradza spółki od korzyści płynących ze stosowania zasad i może narazić ich postępowanie na dezaprobatę rynku.

VIII. Jakie przeto korzyści daje spółce stosowanie Dobrych Praktyk?

Zaufanie. Na rynku kapitałowym jest ono wartością najbardziej pożądaną, najwyżej cenioną. Zaufanie napędza gospodarkę w stopniu nie mniejszym niż pieniądz. Spółkom i inwestorom kierującym się wskazówkami płynącymi z Dobrych Praktyk łatwiej pozyskać dobrą opinię rynków. Z kolei rynki zdominowane przez spółki i inwestorów o dobrej reputacji z uwagi na ich szacunek do kanonu corporate governance (ładu korporacyjnego) są bardziej atrakcyjne dla kapitału, bardziej obiecujące pod kątem korzyści z inwestycji. Nie potrafię wykazać, że należyty stosunek spółek do Dobrych Praktyk trwale zwiększa ich wycenę, natomiast potrafię wskazać spółki, które wpadły w kłopoty z powodu niewłaściwego postępowania względem Dobrych Praktyk. Rynek niekoniecznie nagradza dobre zachowanie, ale często karze złe.

IX. Dlaczego Dobre Praktyki nie są trwałe, ale co kilka lat podlegają głębokim zmianom?

Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW są aktualizowane co kilka lat, by nadążyć za rozwijającym się i zmieniającym rynkiem. Aktualizacje odpowiadają nowym potrzebom inwestorów i obrotu giełdowego. Wiele wskazówek, mocno eksponowanych w poprzednich redakcjach Dobrych Praktyk, spełniło swoje zadanie, doprowadziło do poprawy zachowania spółek i inwestorów, natomiast pojawiły się nowe zjawiska i wyzwania. Pozwoliło to na rezygnację z powtarzania zasad, które zakorzeniły się już należycie w działaniach spółek i inwestorów. A także wymusiło zmianę wielu zachowań. Rozwój technik komunikowania pozwolił na zdalne uczestnictwo w obradach walnych zgromadzeń i innych organów spółek, pandemia COVID-19 przyczyniła się do szerokiego upowszechnienia takich zastosowań nowych technologii. Dobre Praktyki nie są wykuwane raz na zawsze na kamiennych tablicach, lepiej służą im tablice z plasteliny, łatwiejszej do stałego przekształcania w rytmie gasnących i rosnących potrzeb.

Czytaj także:

2021.06.10 Dobre praktyki, czyli światło w ciemnościach

 

 

 

 

 

 

Dobre praktyki, czyli światło w ciemnościach

Czym dla żeglugi są latarnie morskie, tym dla spółek giełdowych są Dobre Praktyki: wskazują bezpieczny szlak, sygnalizują ryzyko, wspierają w unikaniu niebezpieczeństw.

  • 1 lipca wchodzi w życie nowa redakcja Dobrych Praktyk Spółek notowanych na GPW (w skrócie DPSN2021);
  • Dobre Praktyki są wskazówkami postępowania zalecanego spółkom zgodnie z formułą: „Stosuj, albo wyjaśnij, dlaczego nie stosujesz”;
  • Nowa redakcja wskazówek jest uproszczona, czytelna, wzbogacona o doświadczenia z dwudziestoletniej historii DPSN w Polsce;
  • Stosowanie wskazówek pozwala spółkom unikać wielu postaci ryzyka, lub ograniczać jego negatywne skutki.

W maju 2001 roku ogłosiłem pierwszy polski projekt dobrych praktyk. Dotyczył on walnych zgromadzeń, podczas których często dochodziło do znaczących nieprawidłowości na szkodę akcjonariuszy. Kolejne redakcje DPSN: 2002, 2005, 2008, 2016 (dla dwóch ostatnich napisałem podręczniki) odzwierciedlały dojrzewające potrzeby rynku; obecna jest dojrzała i przyjazna dla spółek i inwestorów. Zawiera ona także nowe ujęcie wielu ważnych kwestii. Jak dotychczas, stosowanie Dobrych Praktyk jest dobrowolne, lecz sprawozdawanie o ich stosowaniu, bądź wyjaśnianie przyczyn niestosowania (lub incydentalnego niezastosowania) jest wymagane na podstawie Regulaminu Giełdy. W myśl kryterium proporcjonalności DPSN2021 wymagają więcej od spółek zaliczanych do indeksów WIG20, WIG40 i WIG80, niż od pozostałych.

Niektóre zasady zostały zredagowane nadzwyczaj miękko: spółka giełdowa, owszem, powinna organizować e-WZ, ale w świetle zastrzeżeń może tego uniknąć (szkoda!). Inne mają charakter jednoznaczny: spółka giełdowa bezwzględnie powinna udostępnić rynkowi bezpośrednią transmisję obrad walnych zgromadzeń. Wnoszone przed walne zgromadzenia projekty uchwał powinny zawierać uzasadnienie. Projekty uchwał i kandydatury do rady nadzorczej powinny być zgłaszane z minimum trzydniowym wyprzedzeniem, by dać akcjonariuszom możliwość ustosunkowania się do nich. Określa się godziwe warunki emisji akcji z prawem poboru lub, z jego wyłączeniem, a także pozostawienia całości zysku w spółce (przy założeniu, że pożądane jest wypłacanie dywidend).

Dobre Praktyki kierują się przede wszystkim interesem inwestorów. Emitenci także mają swoje racje, ale w przypadku spółek z udziałem Skarbu Państw niełatwo je pogodzić z ustrojem rynku kapitałowego. Niekiedy słyszę postulat, by dla „państwowych” spółek napisać inną wersję Dobrych Praktyk. Odpowiadam, że raczej te spółki powinny być notowane, jeżeli w ogóle, na innej giełdzie. Dlatego w nowym zbiorze Dobrych Praktyk są i takie, które będą uwierać spółki z udziałem państwa, niemniej ich stosowanie przyniesie korzyść rynkowi.

Jedna z Dobrych Praktyk przewiduje, że spółka notowana ujawnia rynkowi wydatki ponoszone przez nią i jej grupę, na wspieranie kultury, sportu, instytucji charytatywnych, mediów, organizacji społecznych, związków zawodowych itp. Obecnie niektóre spółki odmawiają ujawniania takich wydatków, chociaż w istocie chodzi o pieniądze ich akcjonariuszy. Powołują się one na tajemnicę handlową, RODO, coś jeszcze. Wobec tego nie wiemy, ile kosztuje spółkę utrzymywanie w niej kilkudziesięciu związków zawodowych, ile wynoszą dotacje na niektóre media (nikt przy zdrowych zmysłach nie uzna, iż są to wydatki na cele marketingowe!), ile pieniędzy płynie do fundacji lub Reduty Dumy i Honoru, itd. Spółki będą corocznie ujawniać te wydatki, ich zestawienia będą publicznie opiniowane przez radę nadzorczą. Powinno to ograniczyć wiele skrywanych postaci korupcji.

DPSN2021 wskazują spółkom, by w swojej strategii uwzględniały oddziaływanie na środowisko, w tym mierniki i ryzyka związane ze zrównoważonym rozwojem i zmianami klimatu, oraz sprawy społeczne i pracownicze, w tym równouprawnienie płci (także płacowe), warunki pracy, prawa pracowników, dialog ze społecznościami lokalnymi oraz z klientelą. Ważna wskazówka dotyczy organizowania przez spółki (te z indeksów WIG20, WIG40 i WIG80 co kwartał, pozostałe corocznie) otwartych spotkań z rynkiem: inwestorami, analitykami, mediami, ekspertami branżowymi. Spotkania powinny służyć dialogowi spółki z jej otoczeniem, na który brakuje miejsca i czasu na walnych zgromadzeniach, oraz przełamać niechęć zarządu do udzielania inwestorom żądanych przez nich informacji.

Potrzebujemy większej przejrzystości i jakości zarówno spółek, jak rynku kapitałowego. Czym dla żeglugi są latarnie morskie, tym dla spółek giełdowych są Dobre Praktyki: wskazują bezpieczny szlak, sygnalizują ryzyko, wspierają w unikaniu niebezpieczeństw. Nie wszyscy są już świadomi, że stosowanie przez spółki Dobrych Praktyk ogranicza ryzyko inwestycyjne, lecz światło zwolna rozprasza ciemności.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet 2 czerwca 2021 r.        

#DPSN2021 #Stosuj lub wyjaśnij                                                   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ksh po 20 latach (III). Zawodna procedura

Może dojść do sytuacji, że wielu głosujących nie zda sobie sprawy, iż chyłkiem wprowadza do spółki głosowanie korespondencyjne.

  • Uchwalony w 2000 roku Kodeks spółek handlowych zawierał kilka błędów pierworodnych, poprawionych w kolejnych nowelizacjach;
  • Z kolei niektóre z rozlicznych nowelizacji wprowadziły do ustawy przepisy budzące wątpliwości;
  • Za przykład mogą służyć uregulowania głosowania korespondencyjnego na walnym zgromadzeniu;
  • Chociaż możliwość korespondencyjnego oddawania głosu jest korzysta dla inwestorów, obecna procedura nie budzi ich zaufania.

Wbrew nazwie, walne zgromadzenie często nie jest ani walnym, ani w ogóle zgromadzeniem. Gdyby ktoś użył skrótu błędnej nazwy „WZA” – skorygowałbym, że często w obradach nie uczestniczą fizycznie akcjonariusze spółki, lecz ich pełnomocnicy. Frekwencja na walnych zgromadzeniach bywa niska, co nie ma związku z pandemią. Drobni akcjonariusze często nie wykazują zainteresowania udziałem w walnych zgromadzeniach. Świadomie rezygnują z wykonywania swoich uprawnień korporacyjnych, zwłaszcza jeżeli walne zgromadzenie odbywa się w innej miejscowości; jeżeli w spółce trwa konflikt, wobec czego walne zgromadzenia stają się polem walki; jeżeli zachodzi obawa, że dojdzie do przerwy w obradach, lub nawet serii przerw, a uczestnik tylko straci czas.

W pierwotnym brzmieniu Ksh nie przewidywał możliwości głosowania na walnym zgromadzeniu ani przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, ani w drodze korespondencyjnej. Zostało to zmienione przy okazji wprowadzania do prawa polskiego postanowień ważnej dyrektywy unijnej o prawach akcjonariuszy 2007/36/WE. Owocem tych zmian jest możliwość oddawania przez akcjonariuszy spółki publicznej głosu na walnym zgromadzeniu drogą korespondencyjną, jeżeli przewiduje to regulamin walnego zgromadzenia.

Głosowanie korespondencyjne jest na niektórych rynkach szeroko rozpowszechnione i ma bogate tradycje. Nierzadko wyniki głosowania nad poszczególnymi uchwałami zostaną przesądzone w głosowaniu korespondencyjnym. Mogą ich nie znać ci akcjonariusze, którzy na walne zgromadzenie przybyli osobiście, bądź uczestniczą w nim przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej – ale już zna je zarząd. W Polsce do roku 2009 nie dopuszczano głosowania korespondencyjnego, obecnie jest ono dopuszczone w niewielu spółkach publicznych. Warto zauważyć, że współczesne technologie zmieniają oblicze walnych zgromadzeń. Coraz łatwiej uczestniczyć w nich zdalnie, drogą elektroniczną, wobec czego znaczenie głosowania korespondencyjnego maleje. W niektórych jurysdykcjach, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, coraz więcej walnych zgromadzeń odbywa się w postaci wyłącznie wirtualnej, co w ogóle wyklucza możliwość fizycznego udziału w obradach akcjonariuszy i pełnomocników.

Szkopuł polega na tym, że o możliwości wprowadzenia głosowania korespondencyjnego na walnym zgromadzeniu niekoniecznie decyduje statut spółki – wystarczy regulacja przemycona w regulaminie WZ. Świadomie piszę „przemycona”: do regulaminów walnych zgromadzeń nie przywiązuje się w Polsce większego znaczenia, są one niemal bez reszty wypełnione powtórzeniami przepisów Ksh i statutu spółki, a nadto niekiedy zawierają osobliwe nonsensy. Przed dwudziestu laty ogłosiłem katalog takich kwiatków, od tego czasu wiele zmieniło się na lepiej, ale nie wszystko, niestety. Akcjonariusze nadal uchwalają regulaminy walnych zgromadzeń bez należytej refleksji nad ich treścią i konsekwencjami. Następuje to często pod koniec obrad, kiedy ich uczestnicy wykazują osłabioną czujność, zwłaszcza iż regulamin będzie dotyczył dopiero przyszłych zgromadzeń. Może dojść do sytuacji, że wielu głosujących nie zda sobie sprawy, że chyłkiem wprowadza do spółki głosowanie korespondencyjne.

Kolejny szkopuł tkwi w tym, że głos oddany korespondencyjnie można odwołać poprzez oświadczenie złożone spółce – byle nie później, niż w chwili zarządzenia głosowania na walnym zgromadzeniu. Oznacza to, że można odwołać oddany głos także poza walnym zgromadzeniem, na dziennik podawczy spółki. Ani przewodniczący zgromadzenia, ani jego uczestnicy, ani protokołujący uchwały notariusz mogą się nie dowiedzieć o tym w porę. Nieprzemyślany przepis otwiera możliwość obstrukcji: w zasygnalizowanym tu przypadku trzeba byłoby prostować protokół notarialny, nawet korygować informację, czy uchwały zostały powzięte. Procedury buduje się po to, by wykluczyć niepewność obrotu. Tu procedura zawodzi.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 17 maja 2021 r.                                           Czytaj także:

2021.04.26 Ksh po 20 latach (I). Z dystansu widać lepiej
2021.05.04 Ksh po 20 latach (II). Rozsądek zwycięża

 

 

 

 

Kompas etyczny spółki publicznej

Etyka dla spółki jest tym, czym dla spodni są guziki: nie widać ich, a wszystko trzymają. Jak portki opadną bez guzików, tak spółka bez etyki wpakuje się w kłopoty.

  • Wskazówka kompasu spółki – zwłaszcza spółki publicznej! – powinna kierować ją w stronę zysku i zrównoważonego wzrosty;
  • Ważne, by w dążeniach do osiągnięcia zysku i harmonijnego rozwoju spółce było po drodze z etyką;
  • Etyka jest tym ważniejsza, tym większe stawia wyzwania, im bardziej spółki dotyczą wymogi przejrzystości;
  • Ryzyko rozejścia się spółki z etyką waży nie tylko na jej reputacji, także na rachunku wyników i kontynuacji działalności.

Niewielka spółka publiczna poniosła stratę znacznych rozmiarów w następstwie walutowej transakcji zamiany stóp procentowych (CIRS). Po wielu latach dochodzenia racji ostatnio uzyskała korzystny dla siebie wyrok: zdaniem sądu, w 2008 r. nie doszło do skutecznego i ważnego zawarcia owej transakcji, zatem na rzecz spółki zasądzono od znanego banku wielomilionowe odszkodowanie. Orzeczenie nie jest prawomocne, sprawa zapewne potrwa jeszcze długo, wzrosną koszty finansowe stron, a po stronie banku – także koszty reputacyjne.

Gdyby banki kierowały się etyką, uniknęlibyśmy serii kosztownych afer tzw. opcji walutowych. Gdyby kierowały się etyką, nie byłoby kredytów frankowych. Przed kilkunastu laty o związanym z nimi ryzyku kredytobiorcy mówili prezesi banków Jacek Kseń i Jan Krzysztof Bielecki. Kiedy opuścili stanowiska, ich bankom puściły hamulce, wdały się w spekulacje, za co dzisiaj zapłacą. Na brak etyki bankowców zwracał uwagę Generalny Inspektor Nadzoru Bankowego Wojciech Kwaśniak: otóż sami, świadomi ryzyka, zadłużali się wyłącznie w złotych.

Mówi się czasem o lukach etyki: w spółce niby wszystko jest w porządku, lecz w jej działaniach jest luka, w której pierze się brudne pieniądze, zatruwa środowisko, fałszuje sprawozdania. Natknąłem się kiedyś na spółkę, która cała utonęła w takiej luce. W przypadku Getback SA właściwie wszystko było nieetyczne: zarząd, rada nadzorcza, biegły rewident, maklerzy, analitycy, autorzy ratingów, sprzedawcy obligacji, rozliczni kontrahenci. Jasnym punktem był jedynie whistleblower, który kompetentnie demaskował oszustwa w spółce oraz wokół niej. Nazwano go powszechnie anonimem, nie sygnalistą lub demaskatorem, lecz właśnie anonimem – w domyśle donosicielem, pozbawionym etyki kapusiem… Ale akurat on (oni?) etyki nie naruszył.

Etyka dla spółki jest tym, czym dla spodni są guziki: nie widać ich, a wszystko trzymają. Jak portki opadną bez guzików, tak spółka bez etyki wpakuje się w kłopoty. Kompas etyczny spółki wskazuje potrzebę etycznych zachowań, ale praktyki naprawdę etyczne obywają się bez tego słowa. Etyka nie powinna być stale na ustach, ona ma wyrażać tożsamość spółki. Nie można osiągnąć tego celu przyjmując korporacyjny „kodeks” etyczny. Będzie to najczęściej zbiór jednostronnych powinności pracowniczych, bez wpływu na procesy decyzyjne; zresztą przyjmuje się, że menedżerowie są ponad etyką. Taki „kodeks” nie zabrania zwalniać pracowników znienacka, a w przerwie na lunch pakować ich rzeczy do pudeł.

Nie wystarczy od czasu do czasu przypomnieć sobie o etyce organizując szkolenie. Nie słowa kreują etykę, a przykład płynący z góry. Lecz przestrzegam przed przypisywaniem radzie nadzorczej roli dyżurnego strażnika etyki. Spółka publiczna jest naturalnym środowiskiem konfliktów interesów, a kumulują się one właśnie w radzie nadzorczej. Ilekroć spółce przydarzy się coś złego, rynek gromko zapyta: Gdzie była rada nadzorcza? Co robiła?

Gdzie zatem korporacja ma szukać pierwiastków etycznych? W sobie samej! A także w Dobrych Praktykach Spółek Notowanych na GPW. Mają one za sobą dwudziestoletnią tradycję, są aktualizowane, unowocześniane. Kolejna edycja Dobrych praktyk została zredagowana, wejdzie w życie 1 lipca 2021 r. Jest to produkt samoregulacji różnych środowisk rynku kapitałowego, przyjazny dla uczestników obrotu, a przy tym cenna podpórka etyczna dla spółek.

Spółki niepubliczne nie mają takiego drogowskazu. W 2010 r. Europejskie Stowarzyszenie Instytutów Dyrektorów (ecoDa) ogłosiło „Wskazówki i zasady łady korporacyjnego dla spółek nienotowanych”. Polski Instytut Dyrektorów, ze wsparciem KPMG i BGK, opublikował przekład dokonany przez GET IT. W kwietniu br. ecoDa wydała uaktualnioną wersję wskazówek: kto teraz ogłosi ją po polsku?

Tekst ogłoszony 7 maja 2021 w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet. Został udostępniony: przez redakcję Parkietu na Twitterze (gdzie – niestety! – nie wywołał echa), a przez mec. Leszka Koziorowskiego, następnie przez Polski Instytut Kontroli Wewnętrznej na LinkedIn, gdzie został bardzo życzliwie przyjęty. Udostępniającym , komentującym i wyrażającym poparcie dla materiału – serdecznie dziękuję!                                                                                       

 

 

 

 

 

 

 

“…iż Polacy nie martwy, iż swój język mają”

Spółki z indeksu WIG20 bywają często określane mianem blue chips. Dla tych z udziałem państwa wolałbym nazwę blue cheats, tkwią przecież na rozdrożu między rynkiem a polityką.

  • Od trzydziestu lat Polska wytrwale, wbrew licznym przeciwnościom, rozwija rynek kapitałowy;
  • Mamy już dojrzałą giełdę, emitentów, inwestorów, domy maklerskie, analityków, nadzór, kancelarie prawne;
  • Oraz media wyspecjalizowane w tematyce giełdowej: prasę, telewizję, portale internetowe, blogi;
  • Jednak czasem brakuje nam słów, by opisać zjawiska rynkowe – sięgamy wtedy po obcą terminologię, która nie przystaje do lokalnych realiów.

Jedna z firm zajmujących się w internecie edukacją rynkową ogłosiła materiał poświęcony ewolucji pracy rad dyrektorów w pandemii. Przeczytałem, by dowiedzieć się, czy w świecie obraduje się inaczej niż w Polsce: otóż raczej nie. Zaskoczyła mnie natomiast przywołana tam na marginesie kalibracja spółek giełdowych. Za małe (Small cap, mały kapturek) uznano spółki o kapitalizacji mniejszej od 1 miliarda USD (!). Do średnich (Mid cap) zaliczono spółki o kapitalizacji od 1 do 5 mld USD, za duże (Large cap) uznano te o kapitalizacji od 5 do 30 mld USD, a największe (Mega-cap) mają kapitalizację przekraczającą 30 miliardów. Polskiemu inwestorowi może zakręcić się w głowie!

Do tej pory spotykałem się najczęściej ze skromniejszą klasyfikacją. Za najmniejsze spółki, Micro-cap, uznawano te o kapitalizacji od 50 do 300 milionów USD. Small cap obejmował przedział od 300 milionów do 2 miliardów USD. Mid cap to rząd wielkości od 2 do 10 miliardów, wszystkie spółki o kapitalizacji powyżej 10 miliardów zaliczano do Large cap, już bez ich rozwarstwiania.

Tu czas na dwie refleksje. Pierwsza dotyczy polskiego rynku, na którym notowane są spółki o znacznie niższej kapitalizacji. Dzieląc je na kategorie według terminologii anglosaskiej popełnia się nadużycie. Wiele spółek z naszej giełdy nie mieści się w tych przedziałach. Część z nich byłaby uznana za penny stocks. Penny to potoczna nazwa monety o niskim nominale, niekoniecznie angielskiego pensa, także amerykańskiego centa. Często przywołuję wspomnienie ze sklepiku w Baltimore: obok talerzyka kopiato wypełnionego monetami jednocentowymi stał kartonik z napisem: If you need a penny, take one; if you need two, take a job (Jeżeli potrzebujesz grosik, weź sobie; jeżeli potrzebujesz dwa, weź się do pracy). Mądre przesłanie! Termin penny stock wskazuje na niską kapitalizację spółki, nie na niską cenę jednostkową akcji: na anglosaskich giełdach wiele walorów wycenianych jest w pensach lub centach z dokładnością do jednej ósmej najniższej jednostki.

Druga refleksja dotyczy zmian zaszłych w ostatnim czasie: kapitalizacja spółki notowanej na giełdach jest zmienna, nawet jedna transakcja, zwłaszcza duża, może ja wzruszyć. Lecz teraz, w roku 2021, zmiany bywają ogromne i nieprzewidywalne. Spółka zaliczana do danego kapturka może w niedługim czasie przebić sufit swojego przedziału, powędrować wyżej, bądź zapaść się pod podłogę i stracić połowę wartości. Ktoś określi wahania kursów pędzących to w górę, to w dół,  mianem porywającego piękna giełdy, lecz ja już zatęskniłem za małą stabilizacją notowań.

Spółki z indeksu WIG20 bywają często określane mianem blue chips. Dla tych z udziałem państwa wolałbym nazwę blue cheats, tkwią przecież na rozdrożu między rynkiem a polityką. Niestety, nawet giełda jest spółką w pewnym stopniu sterowaną przez państwo, niektórzy zaliczają ją (niesłusznie!) do „instytucji państwowych”. Rodzimy rynek jest wciąż tak odmienny od wielkich rynków współczesnego świata, że opisywanie go przy pomocy terminologii użytej do opisu tamtych rynków prowadzi na manowce poznawcze.

Zresztą tradycyjne znaczenia wielu terminów tracą sens w okresie giełdowej burzy i naporu. W konfrontacji z żywiołem giełd, każdy język okazuje się martwy, niezdolny do wyrażenia istoty rzeczywistości. W teorii termin blue chips (dosłownie: błękitne żetony) odnosi się do największych spółek giełdowych wyróżniających się stabilnością notowań, przeto ich kurs ulega nieznacznym zmianom. Lecz na koniec sesji w dniu, w którym zabrałem się do pisania tego tekstu (w nawale innych zajęć zajęło mi to dni kilka!), notowania dwóch spółek z indeksu WIG20 wzrosły o ponad 10 proc., siedmiu następnych zmieniły się powyżej 2 proc., czterech kolejnych o ponad 1,5 proc. Ani te spółki takie duże, ani stabilne. Zgadzam się jednak na wyróżnik blue: to barwa najdroższego żetonu w kasynie w Monte Carlo. Nigdy tam nie byłem. Bliżej mi na Książęcą.

W oryginale myśl imć Mikołaj Rej brzmi: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. Słowo „gęsi” jest tu przymiotnikiem; językiem gęsim, lub gęsiną, określono naonczas łacinę. Zastąpiłem je słowem „martwy”, skoro chodzi o język, który także nie nadąża. 

 

 

 

 

Ksh po20 latach (II). Rozsądek zwycięża

Zaniechano praktyki koszarowania wszystkich członków zarządu w jednym miejscu: niektórzy pracują stale poza siedzibą spółki, w innych miejscowościach, niekiedy w innych krajach.

  • Niektóre regulacje uchwalonego w 2000 r. Kodeksu spółek handlowych wyraźnie odstawały od potrzeb obrotu;
  • W spółkach kapitałowych przyznano radzie nadzorczej uprawnienia, które w przypadku zarządu zostały niesłusznie przemilczane;
  • Z czasem rozsądek zwyciężył, lecz dopiero po dwudziestu latach, w obliczu pandemii COVID-19;
  • Obecnie zarządy i rady nadzorcze spółek akcyjnych i z o.o. dysponują możliwością pracy w trybie zdalnym.

Kodeks spółek handlowych wszedł w życie w 2001 r. wnosząc wiele rozwiązań nieznanych wcześniejszemu Kodeksowi handlowemu z 1934 r. Jednym z przykładów jest umożliwienie radzie nadzorczej podejmowania uchwał poza posiedzeniami, zwłaszcza przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Rodzi się tu pytanie, dlaczego podejmowania uchwał w takim trybie nie umożliwiono zarządowi, zarówno w spółce akcyjnej, jak w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością.

Sądzę, że takiej możliwości nie wzięto pod uwagę. Wyobrażono sobie, że zarządy spółek kapitałowych pracują w trybie ukształtowanym w odległej przeszłości, kiedy spółki działały lokalnie prowadząc przedsiębiorstwa w nieporównanie mniejszym rozmiarze. Założono przeto, że członkowie zarządu są zawsze na miejscu, pod ręką, wobec czego nie zachodzi potrzeba udostępniania im szczególnych trybów podejmowania uchwał. Założenie to straciło rację w realiach panujących na przełomie XX i XXI w. W Polsce działały już liczne spółki z zagranicznym rodowodem, dla których podejmowanie uchwał przez zarządy w trybie zdalnym, poza posiedzeniami, bądź z udziałem członków przebywających poza spółką, było życiową koniecznością.

Także w wielu polskich spółkach zaniechano praktyki koszarowania wszystkich członków zarządu w jednym miejscu: niektórzy pracują stale poza siedzibą spółki, w innych miejscowościach, niekiedy w innych krajach. W wielu spółkach przyjęto zasadę, że nawet jeżeli jej działalność prowadzona jest „w terenie”, przecież zarząd pracuje w Warszawie, ponieważ tam krzyżują się liczne interesy, tam działa infrastruktura rynku: giełda, inwestorzy, regulatorzy, banki – niemniej niektórzy członkowie zarządu doglądają spraw w siedzibie spółki. Niektórzy członkowie zarządów największych spółek stale pełnią obowiązki poza Polską. Podejmowanie decyzji w trybie innym, niż na posiedzeniu, stało się koniecznością

Natomiast zdawano sobie sprawę, że członkowie rad często mieszkają i pracują w odległych miejscowościach, zatem otwarto przed nimi możliwość pracy zdalnej. Przyznano im także zwrot kosztów związanych z udziałem w radzie (zatem i kosztów dojazdu), nawet jeżeli nie pobierają wynagrodzenia.

Ksh założył, że rady podejmują uchwały poza posiedzeniem tylko jeżeli tak stanowi statut, względnie umowa spółki. Wobec tego liczne umowy i statuty przyjęły postanowienia o podejmowaniu uchwał w tym trybie także przez zarząd spółki. Początkowo może uważano, że skoro Ksh przemilcza taki tryb – jest on niedopuszczalny, ale potrzeby obrotu wymogły zmianę podejścia. Praktyka odrzuciła niemieckie założenie, iż zabronione jest wszystko, co nie zostało expressis verbis dozwolone. Przyjęto, że dopuszczalne jest wszystko, co nie zostało expressis verbis wykluczone. Rozsądek przeważył nad przepisem.

Potrzeba było 20 lat i pandemii COVID-19, by przy okazji zmian dokonywanych w wielu aktach prawnych uwspółcześniono regulacje Ksh o procedowaniu organów spółek kapitałowych. Po pierwsze, umożliwiono zarządom podejmowanie uchwał w trybie pisemnym lub przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Po drugie, wyraźnie dopuszczono przemilczaną wcześniej możliwość zdalnego uczestniczenia członków zarządu i rady nadzorczej w pracach tych organów. Po trzecie, uchylono warunek, że zdalne podejmowanie uchwał możliwe jest jedynie za przyzwoleniem statutu względnie umowy spółki: obecnie jest ono możliwe z mocy ustawy. Wprawdzie statut lub umowa mogą wyłączyć tę możliwość w drodze formalnych zmian tych dokumentów, lecz wyobrażam sobie, że takie zmiany będą zaskarżane.

Po czwarte, przy okazji zrezygnowano z wyłączenia podejmowania przez radę nadzorczą w trybie zdalnym uchwał o wyborze przewodniczącego i wiceprzewodniczącego rady, powołania członka zarządu oraz odwołania i zawieszania w czynnościach tych osób. Okaże się w praktyce, jakim celom posłuży ta nowa regulacja.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 24 kwietnia 2021 r.

Czytaj także:

2021.04.26 Ksh po 20 latach (I). Z dystansu widać lepiej