O rozdawnictwie talonów na radę nadzorczą

           Członkostwo w radzie z łaski panujących przynosi wynagrodzenie, które
nie jest okupione wysiłkiem, nakładem pracy lub odpowiedzialnością.
To pospolite oszustwo na szkodę spółki, rynku, moralności.

  • W latach siedemdziesiątych ub. wieku rozkwitła korupcyjna praktyka rozdawania przez rządzących talonów na towary pożądane;
  • Rozdawano je poza kontrolą, po uważaniu, bez ewidencji; proceder nie był regulowany przepisami, ani krępowany poczuciem przyzwoitości;
  • Współczesna władza korumpuje stronników politycznych rozdawnictwem miejsc w radach nadzorczych spółek z domeny państwowej;
  • Ponieważ spółki notowane są (do pewnego stopnia) przejrzyste, rozdaje się miejsca w radach spółek zaszytych w grupach kapitałowych.

Korupcja polityczna bywa ponadczasowa. W okresie słusznie minionym władza pozyskiwała lub nagradzała stronników talonami uprawniającymi do zakupu, po atrakcyjnych cenach oficjalnych, deficytowych dóbr, od samochodów osobowych po telewizory kolorowe. Dobra te często zbywano od ręki po cenach czarnorynkowych. Takie operacje dawały wysokie przebicie. Przy okazji pompowano szarą strefę. Talony wymarły dopiero, gdy system zbankrutował. Niemniej korupcja trwa.

W naszych czasach władza daje swoim łatwy zarobek powołując ich do rad nadzorczych spółek ze swojej domeny. Członkostwo w radzie z łaski panujących przynosi wynagrodzenie, które nie jest okupione wysiłkiem, nakładem pracy lub odpowiedzialnością. To pospolite oszustwo na szkodę spółki, rynku, moralności. Ubocznym skutkiem tego procederu jest puchnięcie rad. Przepustką do rady nie są kompetencje, wiedza, doświadczenia – te przymioty uznawane są za zbędne, nawet szkodliwe, bowiem osoby obdarzone nimi nie chcą kierować się interesami grupy trzymającej władzę. Rozrost składu rady nie daje więc żadnej korzyści nadzorowanej spółce, ponieważ od nadzorców, wbrew jasnemu przepisowi Ksh, nie oczekuje się dołożenia staranności, wystarczy – jak to ujął Marek Suski, kanclerska zaiste głowa – znajomość programu PiS. Ów program, jak wiadomo, zakłada trwanie przy władzy i czerpanie korzyści pełną chochlą.

Prawo nie ogranicza składu rad nadzorczych. Wymaga ono jedynie, by rada nadzorcza spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, prostej spółki akcyjnej i niepublicznej spółki akcyjnej składała się co najmniej z trojga członków, a rada spółki publicznej z co najmniej pięciorga. Rozsądek podpowiada, by nie ustalać składu rady na minimalnym poziomie, bowiem ubytek jednego członka (śmierć, rezygnacja) dekompletuje radę, pozbawia ją możliwości podejmowania uchwał, powoduje konieczność uruchomienia procedury uzupełnienia jej składu, najczęściej poprzez zwołanie zgromadzenia wspólników / walnego zgromadzenia.

Podobnie nie jest wskazanie sztywne ustalanie liczby członków rady („rada składa się z pięciorga / sześciorga / siedmiorga członków”), bowiem i tutaj ubytek jednego z członków wpędzi spółkę w kłopoty. Najlepszym rozwiązaniem jest widełkowy skład rady (na przykład od sześciorga do ośmiorga członków); spotyka się jeszcze opinie, że liczba członków rady powinna być nieparzysta, by unikać kłopotliwych remisów w głosowaniach, lecz w praktyce nie ma to znaczenia, bowiem uchwały często (nazbyt często!) zapadają jednomyślnie. Lecz obecnie przeważa opinia, by nie określać górnej granicy składu rady (pozostając przy formule, iż rada składa się z pięciorga lub więcej członków), ponieważ ogranicza to możliwość upychania do rady nadzorczej większej ilości „swoich”.

Można przyjąć, że liczebność rady nie ma związku z wielkością spółki lub profilem jej działalności. Natomiast często ma związek z notowaniami spółki, ponieważ jej radzie nadzorczej przybywa wówczas zadań, powoływane są w niej komitety zajmujące się audytem, ryzykiem, strategią, corporate governance, wynagrodzeniami itd., przeto należy obsadzić je tak, by na członka rady przypadało członkostwo w nie więcej niż dwóch komitetach. Dlatego rady nadzorcze tych spółek często bywają liczne, kilkunastoosobowe. Proces ich wzrostu został zahamowany wówczas, gdy nieudana ustawa o biegłych rewidentach z 2009 roku dopuściła w jednostkach zainteresowania publicznego odstąpienie rady od obowiązku powołania komitetu audytu jeżeli rada działa w minimalnym dopuszczonym ustawą składzie. Niejedna spółka giełdowa zredukowała wtedy liczebność rady do pięciorga członków.

Powołania do organów spółek publicznych są jawne, ogłaszane i rozgłaszane; tu łatwo o krytykę lub szyderstwo. Wygodniej, ciszej, upycha się swoich poza kontrolą opinii publicznej, w zarządach lub radach spółek zależnych lub komunalnych. Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski zwrócił kiedyś uwagę, że tamtejsza spółka energetyki cieplnej pod zarządem miasta miała trzyosobową radę nadzorczą, ale po zakupie przez giełdową Eneę – już ośmioosobową. Jakież przyczyny inne niż korupcja polityczna lub nepotyzm mogły wpłynąć na spuchnięcie rady? Jakiż pożytek przyniosły tak liczne powołania?

Przy czym wynagrodzenia rad nadzorczych w spółkach niepublicznych bywają niekiedy sute,  rzutując na ich wyniki. W spółkach samorządowych, gdzie w gronie wspólników nie ma rozbieżnych interesów, gdzie często jeden wspólnik powołuje cały skład rady, gdzie jej członkowie nie muszą patrzyć sobie nawzajem na ręce, bowiem nie ma wśród nich konfliktu interesów – wiele rad może z powodzeniem działać w składzie trzyosobowym. Puchnięcie takich rad najczęściej wiąże się z brakiem umiaru w rozdawaniu talonów na radę.

 

 

 

 

 

Opowieść wigilijna 2021 i odesłania do opowieści 2018, 2019 i 2020

Rok w rok opisuję wigilijne spotkania zwierzyny w stajence. Odkąd wrócił Wilk, zapowiada posprzątanie stajni. Oczyszczenie jej ze złogów łajna. Przewietrzenie. Czy sprosta temu projektowi?

Kiedy w Szwajcarii zarządzono referendum w sprawie czasu letniego, Helweci odpowiedzieli NIE. Zajęli stanowisko, że krowy mają ustalone pory dojenia i nie należy tego zmieniać. My tu przesuwamy wskazówki zegara raz do przodu, raz do tyłu, rząd usiłuje cofnąć nas o 75 lat, przeto nie dziwi, że zwierzęta się pogubiły i wieczór wigilijny, podczas którego posługują się ludzki głosami, zorganizowały już wczoraj.

Przybyli: Byk, Niedźwiedź, gościnnie Miś Panda, Głuptak Zwyczajny, Indyk, Psica, Tłuste Koty, Szakal, Jeż, Wilk i Hiena. Zgromadzenie dopełniały milczące Leszcze i Jelenie. Wciąż z nami jest, jakże niechciany, złowrogi Nietoperz z Wuhanu. Ponadto uroczyście wniesiono resztki Zdechłego Konia. A mnie zaproszono z urzędu, jako laureata Byka i Niedźwiedzia.

Obawiano się nalotu Szarańczy, acz bezpodstawnie. Odkąd Szarańcza obsiadła spółki, pilnuje stołków i nigdzie się nie rusza. Nie przybył chimeryczny Tchórz, bo  tchórz. A zresztą – może zaspał. Nie przybył Ropuch, bo przejrzał się w lustrze, a co zobaczył – wprawiło go w depresję. Nie przybył Skunks, bo coś knuje na boku. Nie przybył żaden Jednorożec, ani Czarny Łabędź. Nie wpuszczono Dwóch Wieprzów pragnących zademonstrować zebranej zwierzynie odrażający filmik o seksie z Krowo-Klaczą; na nic zdały się ich tłumaczenia, że u Kury już występowały z tym widowiskiem. Kura cieszy się w zwierzyńcu zasłużenie najgorszą opinią.

Nie wpuszczono także Stada Świń: z uwagi na świńską grypę (zwaną afrykańskim pomorem świń) zażądano od nich świadectw szczepień. Wywołało to wśród Stada oburzenie: żądanie szczepień uznano za zamach na fundamentalne świńskie prawa, dyskryminację i prześladowania. Jedynie Głuptak Zwyczajny próbował ująć się za Świniami. Tłumaczył, że nie każdy lubi się szczepić, no bo na przykład on – nie. Lecz nic nie wskórał, gdyż jest powszechnie lekceważony.

Byk samozwańczo objął przewodnictwo obradom. Ten rok, powiedział, należał do mnie. Protestował Niedźwiedź, który przespał wiosnę i lato, obudził się w jesienią i wtedy zaczął rozrabiać. Przytakiwał mu Miś Panda, który też nie miał najlepszego roku, ale kilka razy pokazał Chinom i światu, że należy się z nim liczyć. Nasz Niedźwiedź odgrażał się, że on jeszcze pokaże co potrafi. Już pokazał w Czarny Piątek po Święcie Dziękczynienia, a to – powiedział – dopiero początek!

Temat Święta Dziękczynienia podjął Indyk wychwalając prezydenta USA za widowiskowe ułaskawienie indyka, który wówczas miał zostać spożyty. Zapomniał, że 46 milionów innych indyków zostało w ten dzień zjedzonych. I miał pretensje, że u nas nie się ułaskawia indyków, tylko przestępców. Milcząca dotąd Psica zaprotestowała z oburzeniem: Ależ oni są bardzo mili! Bywali u mnie w domu. A jeden to całował jak Romeo… – rozmarzyła się .

Tłuste Koty zazwyczaj wylegują się w cieple na przypiecku, spijają śmietankę, a strącone – spadają na cztery łapy. W stajence nie ma przypiecka, więc Tłuste Koty zgromadziły się – gdzieżby inaczej! – przy żłobie. Tak im się tam spodobało, że może już nie wrócą na przypiecki.

Szakal uznał mijający rok za udany. Zdradził Ropucha, podebrał mu sporo zwierzyny, sformował z niej własne stado i dogadał się z Tchórzem. Sprawy tegoż idą źle, Tchórz potrzebuje poparcia zwierząt, oswaja dla siebie rozmaite insekty, Szakala też przygarnął. Ale musi się tłumaczyć z przygarnięcia Pluskwy i obdarzenia jej stanowiskiem.

Ze Zdechłym Koniem było tak: ilekroć notowania spadały, zwierzęta liczyły na odbicie, więc zrzucały z dachu Zdechłego Konia, żeby też się odbił. Zrzucały i zrzucały, więc ze Zdechłego Konia niewiele pozostało. Ponieważ Niedźwiedź obiecuje spore spadki, zwierzęta liczą na okazje do odbicia i rozglądają się za świeżym Zdechłym Koniem.

Niewiele zostało też z Jeża. Jeszcze niedawno stroił kolce, grał ważniaka nad ważniaki, przemawiał i przemawiał, chociaż niewiele miał do powiedzenia, same komunały. Lecz kiedy z brabanckich lasów przybył długo wyczekiwany Wilk, Jeż spuścił z tonu, nie wytrzymuje zimnego spojrzenia wilczych oczu i obraża się. Wilk nie musi nic mówić, bo wszystko wiadomo. Trzeba posprzątać stajenkę. Oczyścić ją ze złogów łajna. Przewietrzyć.

Jak zwykle, na koniec spotkania nastrój popsuła Hiena. Długo chwaliła się swoimi osiągnięciami, nazywała je epokowymi, chociaż zwierzyna powszechnie nie podziela takiej oceny. Hiena tak kręci, by ukrywać nowe podatki, domiary, kontrybucje. Ale nawet ona, jak mało kto biegła w koloryzowaniu ponurej rzeczywistości, nie jest w stanie zaprzeczyć, że nadciąga zamieć podatkowa, która wnet wszystko zawieje, zakryje, zabierze.

Czytaj także:

2020.12.31 Opowieść wigilijna 2020

2019.12.30 Opowieść wigilijna 2019

2018.12.31 Opowieść wigilijna 2018

 

 

 

 

 

Akcjonariusze finansują ciepłą bieliznę dla wojska, ale czy o tym wiedzą?

  • Bywają sytuacje, kiedy odkłada się na bok stereotypy postępowania, podejmując działania na wskroś niestandardowe;
  • Tak stało się w sytuacji, gdy do ochrony granicy z Białorusią posłano oddziały nienależycie wyposażone;
  • Na apel rządu spółki, w tym notowane na GPW, podjęły działania ku wsparciu zaniedbanych żołnierzy i funkcjonariuszy;
  • Niebawem o skali i kosztach tej szlachetnej akcji trzeba będzie poinformować jej fundatorów, czyli akcjonariuszy.

Mijający rok przyniósł wiele wydarzeń istotnych dla polskiego rynku kapitałowego. Jednym z nich było przyjęcie przez Giełdę nowej redakcji Dobrych praktyk spółek notowanych na GPW 2021 (w powszechnie stosowanym skrócie DPSN2021). Pierwsza z zasad głosi, iż „W interesie wszystkich uczestników rynku i swoim własnym spółka giełdowa dba o należytą komunikację z interesariuszami, prowadząc przejrzystą i rzetelną politykę informacyjną”. Kim są „interesariusze” spółki publicznej, wiadomo: to akcjonariusze, obligatariusze, inwestorzy zainteresowani możliwością wniesienia do spółki swoich pieniędzy, pracownicy, klienci: dostawcy i odbiorcy, oraz społeczeństwo, często niesłusznie sprowadzane do ram społeczności lokalnej. Inaczej: to wszyscy, czyich interesów dotyka – bądź dotknąć może! – działalność spółki, jej osiągnięcia, wyniki, raporty bieżące i okresowe, prognozy, szacunki, perspektywy, dotyczące jej rekomendacje.

Krąg interesariuszy nie jest ograniczony terytorialnie do Rzeczypospolitej. Spółki notowane na warszawskiej giełdzie rejestrowane są nie tylko w Polsce, w niektóre inwestuje kapitał na wskroś międzynarodowy, przeto byłoby wskazane, by spółki z GPW komunikowały się z akcjonariuszami także w językach obcych, przynajmniej po angielsku. Czyni tak wiele spółek rozumnie otwartych na świat, ale nie wszystkie, niestety. Różne są tego przyczyny.

Okoliczności sprawiają, że często zwracam uwagę na zasadę 1.5. DPSN 2021. Sformułowała ona czytelne wymagania: „Co najmniej raz w roku spółka ujawnia wydatki ponoszone przez nią i jej grupę na wspieranie kultury, sportu, instytucji charytatywnych, mediów, organizacji społecznych, związków zawodowych itp. Jeżeli w roku objętym sprawozdaniem spółka lub jej grupa ponosiły wydatki na tego rodzaju cele, informacja zawiera zestawienie tych wydatków”. Koresponduje z tym zasada 2.11.5. DPSN 2021 nakładająca na radę nadzorczą wymóg dokonywania oceny zasadności wspomnianych wydatków oraz przedstawiania jej do zatwierdzenia zwyczajnemu walnemu zgromadzeniu.

Zasada 1.5. DPSN2021 wyrosła z powszechnego przekonania, iż ze spółek giełdowych strumieniami wyciekają pieniądze bez wiedzy akcjonariuszy i pozostałych interesariuszy, niekiedy nawet także bez wiedzy rady nadzorczej (przeżyłem taki przypadek w jednej ze spółek giełdowych). Owe strumienie znacząco przybrały w ostatnich latach, kiedy ideologia przykryła gospodarkę. Spółki giełdowe, przede wszystkim te z udziałem (nawet mniejszościowym) Skarbu Państwa – bez pytania akcjonariatu oraz informowania interesariuszy – angażowały się w proceder finansowania „celów patriotycznych”, od akcji upamiętniania tzw. żołnierzy wyklętych – po finansowanie fundacji, redut, dumy, jachtu, niezliczonych, acz niejasnych inicjatyw, które nie miały niczego wspólnego z przedmiotem działalności tych spółek.

Kierowanie pieniędzy na cele szlachetne nie jest naganne, więc nie powinno być ukrywane przed rynkiem. I często nie bywa. Jakiś czas temu wicepremier Jacek Sasin nazwał akcję wspierania przez spółki z udziałem państwa żołnierzy i funkcjonariuszy pełniących służbę na granicy z Białorusią „społeczną odpowiedzialnością biznesu”. Poszło o to, że tę niełatwą służbę powierzono oddziałom nienależycie wyposażonym, więc min. Sasin, szef resortu „aktywów państwowych”, pan i władca spółek z udziałem państwa, zaapelował do nich o doposażenie wojska w bieliznę termoizolacyjną, kubki termiczne, ogrzewacze do rąk, latarki itp. Media, odcięte od możliwości sprawozdania z granicy o rzeczywistych potrzebach żołnierzy i funkcjonariuszy, informowały także o braku odpowiedniego obuwia. Skoro posyła się na służbę wojsko nieodpowiednio wyposażone, wspomaganie go staje się zrozumiałą powinnością obywatelską, biznes także nie powinien się odwrócić. To nie jest napad na pocztę.

10 listopada 2021 r. min. Sasin wymienił niektóre spółki, które zdążyły już odpowiedzieć na jego apel. Są to, m.in., KGHM, PGNiG, PGE, PZU. Spodziewam się, że ofiarodawcy pomocy wojsku, świadczonej ze środków akcjonariuszy, ogłoszą szczegółowe dane na temat swoich wydatków w raporcie rocznym za obecny rok. Szlachetne przedsięwzięcia nie powinny być ukrywane przed opinią publiczną, a szczególnie – przed fundatorami.

Spółka publiczna, nadzór prywatny

Żony, matki i córki prezesów nie zasiadają już w organach spółek  w charakterze ornamentariuszek, lecz wspomagają kwoty udziału swojej płci w radach, są wypełniaczkami parytetów.

  • Jest zrozumiałe, że w firmach rodzinnych, nawet jeżeli zarząd powierzony jest zewnętrznym menedżerom, nadzór sprawuje familia;
  • Lecz kiedy firma pragnie pozyskać kapitał na giełdzie, powinna dopuścić do nadzoru niezależnych specjalistów;
  • Plagą spółek z warszawskiego parkietu są rozsiedli w radach nadzorczych członkowie rodzin prezesów;
  • Nasycenie nadzoru żonami, rodzicami, dziećmi zarządzających – godzi w zaufanie rynku do spółki, a inwestorów do rynku.

Czytam o kłopotach niepokojonego przez wymiar sprawiedliwości prezesa jednej z głośnych niegdyś spółek. Pamiętam, jak rzucał się w oczy jej szyld na reprezentacyjnej siedzibie przy krakowskim Małym Rynku. Do historii spółka wtargnęła za sprawą walnego zgromadzenia złożonego z ciągłych przerw w obradach zarządzanych gwoli złośliwego nękania akcjonariuszy. Zapamiętałem ją także z osobliwego powodu: spółkę nadzorowali z zapałem, lecz amatorsko, ojcowie zarządzających . Takie sytuacje budzą mój niepokój, iż sprawy przybiorą zły obrót – jako się zresztą stało.

Inna migawka z przeszłości: spółka lubiana przez rynek, charyzmatyczny prezes, wszędzie aura profesjonalizmu, ale jedynie do chwili, gdy podczas walnego zgromadzenia dorobek rady nadzorczej przestawi z kartki jej przewodnicząca, wprawdzie żona prezesa, lecz osoba jakby z innej bajki. Spółka zderzyła się z regulacjami, wpadła w korkociąg kłopotów, po kilku latach prezes odnalazł się w nowym wcieleniu, rynki mu zaufały, ale żona zniknęła z radaru.

Wielekroć usiłowałem krzewić wśród inwestorów – założycieli spółek i prezesów – wiarę w kompetencje niezależnych, profesjonalnych członków rad nadzorczych. Bywałem zbywany stwierdzeniem, że on, prezes, musi komuś ufać, najbardziej ufa żonie albo matce, przeto żona, matka albo córka (już na drugim roku zarządzania!) zadbają w radzie nadzorczej o jego interesy. Argument, że radzie nadzorczej ufać ma nie sam prezes, lecz inwestorzy spółki, nie trafiał do przekonania. Znana niegdyś spółka powołała do rady nadzorczej matkę prezesa – rencistkę, oraz „przedstawicielkę diecezji” mającą wspomóc zaufanie rynku. Po latach napisałem: „Kiedy prezesa skrzywdzono, nie szukał pomocy w diecezji, tylko u najlepszych adwokatów. Jego przypadek dowiódł, że lepiej ufać matce, która nie ma MBA, niż państwu, które uchwala głupie przepisy i nikczemnie krzywdzi menedżera godnego zaufania i szacunku”.

Szczególnie gorszący był przypadek Farmacolu – spółki, która sama zeszła z giełdy, ale nie powinna na nią wejść. Kwitła tam familiada. Rodzina panująca rozsiadła się w radzie nadzorczej, przewodniczący i jego zastępczyni – żona, sami sobie wyznaczali wysokość wynagrodzenia, co jest niezgodne z prawem. W spółce było pięć ważnych funduszy, którym ta granda jakoś nie wadziła! Inwestorzy instytucjonalni przekonywali mnie często, że dla nich liczą się rekomendacje wystawiane przez analityków; dostrzegam, że jedni i drudzy nie dbają o radę nadzorczą, jej skład i kompetencje. Dzieje się to ze szkodą dla pieniędzy uczestników tych funduszy.

Współcześnie familiadę w radach nadzorczych spółek publicznych wspiera argument o potrzebie różnorodności w składzie organów. Żony, matki i córki prezesów nie zasiadają już w organach spółek w charakterze ornamentariuszek, lecz wspomagają kwoty udziału swojej płci w radach, są wypełniaczkami parytetów. W dorocznym sprawozdaniu o stosowaniu ładu korporacyjnego spółka ogłosi, że rada nadzorcza jest przykładnie różnorodna. Nacisk na różnorodność prowadzi niektóre spółki do fałszywego wniosku, że płeć piastunek znaczy więcej niż kompetencje.

To nieporozumienie! Ponad kryterium płci należy przedłożyć kompetencje, doświadczenia, reputację piastunów spółki publicznej. Na polskim rynku jest dostatek kobiet o świetnych kwalifikacjach, bogatych doświadczeniach i niekwestionowanym przymiocie niezależności. Nadzór nad spółką publiczną powinien być kompetentny i wolny od powiązań osobistych z największym inwestorem, prezesem, dyrektorem finansowym. Prywatny nadzór nad spółką publiczną źle świadczy nie tylko o spółce, także godzi w reputację rynku. Inwestor indywidualny często nie zwraca uwagi na skład rady nadzorczej lub niezależność jej członków. Powinni przyglądać się temu inwestorzy instytucjonalni, wszak na tym polega ich fiduciary duty – powinność należytej dbałości o pieniądze i pomyślność uczestników.

Tekst ogłoszony 2 grudnia 2021 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET

 

 

 

 

O dobre praktyki absolutorium dla piastunów spółek publicznych

Domagając się od spółek przywrócenia absolutorium, bądź stwierdzenia braku podstaw do nieudzielenia absolutorium, menedżerowie występują nie tylko w obronie swojej reputacji, także w imię dobrych obyczajów na rynku kapitałowym.

<> Absolutorium ma moc absolutną jedynie w Prawie wodnym, gdzie nieudzielenie absolutorium zarządowi spółki wodnej oznacza jego odwołanie;
<> W prawie spółek udzielenie, względnie nieudzielenie absolutorium piastunowi spółki niczego konkretnego nie oznacza;
<> Pokrzywdzenie brakiem absolutorium członka zarządu coraz częściej prowadzi go do sądu, gdzie wygrywa ze spółką;
<> Pokrzywdzenie brakiem absolutorium członka rady nadzorczej najczęściej przechodzi bez echa, a uchwały w tych sprawach podejmowane są w ciemno.

Prawo wodne w art. 457 ust. 2 przyjęło osobliwą formułę, iż „nieudzielenie absolutorium zarządowi spółki wodnej jest równoznaczne z odwołaniem zarządu” (art. 457 ust. 2). Walne zgromadzenie spółki wodnej głosuje nad absolutorium dla zarządu jako organu, nie dla jego poszczególnych członków. Prawo spółek jest w tej kwestii dwakroć łagodniejsze. Po pierwsze, uchwały o absolutorium podejmowane są indywidualnie wobec każdego z piastunów spółki, nie zaś wobec organu. Po drugie, udzielenie lub nieudzielenie absolutorium nie pociąga za sobą skutków bezpośrednich, a często – żadnych w ogóle. Wspólnicy coś tam uchwalą, lecz wszystko może zostać po staremu.

Ponieważ absolutorium nierzadko bywa narzędziem brzydkich gierek, nie daje ono rzetelnej oceny pracy piastuna spółki. Ani wtedy, kiedy walne zgromadzenie seryjnie, bez dyskusji, podejmuje uchwały o udzieleniu poszczególnym piastunom absolutorium – ani wtedy, kiedy uchwały o absolutorium dla piastuna nie uzyskują większości głosów. Można nie uzyskać absolutorium nawet jeżeli nikt z uprawnionych do głosowania nie oddał głosu przeciw, a ci, którzy oddali głosy wstrzymujące się nie zdawali sobie sprawy, jakie są skutki ich decyzji. Znane są także przypadki uchwał odmawiających piastunowi spółki udzielenia absolutorium, a nawet odbierających prawidłowo udzielone absolutorium.

Członkowie zarządów dotknięci odebraniem absolutorium, odmową udzielenia absolutorium, względnie nieuzyskaniem przez uchwałę o udzielenie absolutorium niezbędnej większości głosów, nie pozostają bezradni. Domagając się od spółek przywrócenia absolutorium, bądź stwierdzenia braku podstaw do nieudzielenia absolutorium, menedżerowie występują nie tylko w obronie swojej reputacji, także w imię dobrych obyczajów na rynku kapitałowym. Największe zainteresowanie wzbudziły wygrane sprawy o absolutoria prezesów o znanych nazwiskach: Cezarego Stypułkowskiego (PZU), Jarosława Bauca (PGNiG), Jakuba Karnowskiego (PKP), Szymona Midery (Bank Pocztowy).

Przypadki nieudzielenia absolutorium często dotyczą także członków rad nadzorczych. Powody bywają różne, nierzadko polityczne. Kłopot polega na tym, że walne zgromadzenia nie dokonują ocen pracy rady nadzorczej, a zwłaszcza jej poszczególnych członków. Uchwały zapadają bez merytorycznej dyskusji. Wystarczy, że inwestor lub grupa inwestorów dysponujący większością głosów reprezentowanych na walnym zgromadzeniu nie oddadzą głosów na uchwalę o udzieleniu absolutorium, by pozostawić członka rady nadzorczej w trudnej sytuacji reputacyjnej. Nieuzyskanie przezeń absolutorium może utrudnić mu podjęcie posługi w innej radzie, zwłaszcza w radzie podmiotu nadzorowanego przez Komisję Nadzoru Finansowego. Lecz tak jak uzyskanie absolutorium nie daje immunitetu wobec ewentualnych roszczeń lub kar, nieuzyskanie absolutorium niekoniecznie zwiększa ryzyko roszczeń lub kar. Charakterystyczny jest przypadek rady nadzorczej Getback SA: ukarany finansowo przez KNF został nie tylko przewodniczący rady, który absolutorium nie uzyskał, także członkowie rady nagrodzeni przez akcjonariuszy uchwałami przyznającymi im absolutoria.

Lecz był to przypadek szczególny. Najczęściej ani nadzór, ani akcjonariusze, nie badają działalności rady oraz zyskujących na znaczeniu komisji rady. Polskie spółki nie korzystają z możliwości zatrudniania podmiotu dokonującego profesjonalnej oceny prac rady, jej komisji i poszczególnych członków. O pracy rady nadzorczej zazwyczaj wiadomo tyle, ile ona sama o sobie poinformuje. Niektóre rady obszernie sprawozdają o pracach i dorobku swoich komisji, ogłaszają wykazy frekwencji członków rady na posiedzeniach stacjonarnych lub online, bądź udziału w głosowaniu uchwał poza posiedzeniami – lecz nie jestem przekonany, że akcjonariusze dostatecznie wnikliwie analizują te dane. Dlatego zakładam, że uchwały o absolutorium dla członków rady nadzorczej podejmowane są zazwyczaj bez należytego rozeznania. Rośnie ryzyko niepełnej, przeto niesprawiedliwej, oceny członków rad.

Tekst ogłoszony 24 listopada 2021 r. w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET

Czytaj także: teksty wyświetlone po wpisaniu do wyszukiwarki blogu hasła absolutorium

 

 

 

 

 

O sporze Agory SA z redakcją Gazety Wyborczej w świetle corporate governance

Rozrywka przynosi więcej dochodów, wymaga mniej nakładów, rodzi mniejsze ryzyko niż służba prawdzie i prawom człowieka. W profilu Agory SA Wyborcza zeszła na dalszy plan.

  • Jeżeli chcesz poznać spółkę, uważnie przestudiuj jej statut;
  • Zwróć szczególną uwagę na przedmiot działalności spółki;
  • Przejrzyj ewentualne zabezpieczenia przed wrogim przejęciem;
  • W przypadku spółki notowanej na GPW przeglądnij jej witrynę www.

Główny grzbiet Wyborczej otwieram codziennie. To wartościowy dziennik na europejskim poziomie. Zespół dziennikarski szanuje prawdę i wartości demokratyczne, broni praworządności mocno sponiewieranej przez aktualny rząd, obnaża kłamstwa polityków – chociaż nie wszystkie, gdyż jest ich zbyt wiele, by pomieściły je łamy, by znieśli je zmęczeni czytelnicy. Pismo jest wyraziste.

Witrynę Agora SA otwieram co pewien czas. Posiadane niegdyś akcje już sprzedałem, lecz nadal jestem ciekawy, jak Agora stosuje dobre praktyki spółek notowanych na GPW, czy wprowadziła zmiany do statutu, czy zmienił się skład jej organów (nazywanych przez spółkę „władzami”). Spółka jest dochodowa, przejrzysta i stabilna.

Źródło sporu Agory z redakcją Gazety Wyborczej widzę w następstwach przemian, jakie dotknęły spółkę w ostatnich dziesięcioleciach. Została ona zawiązana jako zaplecze dziennika, ale z czasem odeszła od tego powołania podejmując działalność na wielu innych niwach. Witryna Agory głosi, że jest to „Polska grupa rozrywkowo-medialna”. Widać rozrywka przynosi więcej dochodów, wymaga mniej nakładów, rodzi mniejsze ryzyko, niż służba prawdzie i prawom człowieka. W profilu Agory SA Wyborcza zeszła na dalszy plan. Inne segmenty to kino i film, wydawnictwo, reklama zewnętrzna, internet, radio, kultura – edukacja – rozrywka, na koniec gastronomia. Niemniej Grupa Agora deklaruje: „Kierujemy się wartościami, które leżą u podstaw naszej firmy, i którym pozostajemy wierni mimo zmieniających się warunków rynkowych oraz rozwoju naszej grupy. Są nimi prawda, tolerancja, poszanowanie praw człowieka i pomoc potrzebującym”. Jestem za.

Agora weszła na warszawski parkiet w 1999 roku. Niebawem, w październiku 2001 roku, uporządkowała przedmiot swojej działalności ujęty w 42 pozycjach Polskiej Klasyfikacji Działalności; po 10 latach było ich już 77, obecnie 150. Na pierwszym miejscu nadal jest wydawanie gazet, ale spółka gotowa jest zająć się także sprzedażą statków lub samolotów, bądź pośrednictwem w obrocie nieruchomościami. Zmiana przedmiotu działalności może nastąpić bez obowiązku wykupu akcji od akcjonariuszy, którzy nie godzą się na taką zmianę.

Trzeba przyznać, że z czasem znikały ze statutu przepisy kontrowersyjne, jak ten o wyborze biegłego rewidenta de facto przez zarząd spółki, rada nadzorcza miała jedynie akceptować wybór, a i to nie zawsze. Przetrwało natomiast uprawnienie zarządu do uczestnictwa w posiedzeniach rady nadzorczej z głosem doradczym (nie wiadomo, co to znaczy!); złośliwi komentują, iż zarząd doradza radzie jak ma go nadzorować. Zniknął wymóg „większości bezwzględnej ¾ głosów”. Niemniej uchwała o podziale spółki, na przykład poprzez wydzielenie z niej podmiotu odpowiedzialnego za Gazetę Wyborczą, wymagałaby ¾ głosów oddanych na walnym zgromadzeniu, co trudno sobie wyobrazić. Otóż charakterystycznym rysem ustroju Agory SA jest silne opancerzenie spółki na wypadek (skazanej z góry na niepowodzenie) próby wrogiego przejęcia. Walory posiadane przez Agora Holding sp. z o.o. dają 5 głosów na 1 akcję, przy czym statut nie określa terminu wygaśnięcia tego przywileju (sunset clause). W zestawieniu z obowiązującym w spółce ograniczeniem siły głosów  inwestorów na walnym zgromadzeniu do 20% (voting cap) daje to Agorze Holding sp. z o.o. kontrolę nad Agorą SA.

Jakiekolwiek argumenty przemawiają za rozdzieleniem skłóconych stron i wyodrębnieniem Gazety Wyborczej ze spółki, która powstała w celu wspierania pisma – są one bez znaczenia w obliczu ustroju spółki. Zarząd Agory SA jest silnie umocowany i w pewnej mierze niezależny od tradycyjnie zaprzężonej w jego rydwan rady nadzorczej. Gazeta ma swoje racje, jej właściciel ma swoje prawa. Nie mogę jednak powstrzymać się od stwierdzenia, iż corporate governance nie jest materią zastygłą, bowiem ewoluuje od prymatu dla porządku korporacyjnego ku prymatowi dla wartości. Gaśnie przekonanie, iż celem biznesu jest zarabianie pieniędzy. Dochodzi do głosu pogląd, iż na biznesie ciążą także powinności społeczne, ekologiczne, etyczne.

Moje stare, schorowane serce bije po stronie gazety. Rozsądek przemawia za tezą, iż ustrój Agory SA umacnia stanowisko zarządu, choćby nikt tam nie czytał Wyborczej. Warto obserwować przeobrażenia spółek zanim pójdą one za daleko. Sam przeżyłem to w piśmie, któremu służyłem przez lata…

Czytaj także:

2019.06.24 Czy rządząca większość już przystępuje do zapowiedzianej repolonizacji mediów?

2003.03.03 Cox wie lepiej

Zatykanie Czarnych Dziur (jakimi ze spółek wyciekają pieniądze)

Szyldem „CSR” przykrywa się nie tyle konkretne aspekty działalności spółki, co  strumienie wydatków kierowanych na rozmaite cele. W istocie chodzi o dysponowanie pieniędzmi akcjonariuszy często bez ich zgody, nawet wiedzy.

  • Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021 podjęły próbę zatkania Czarnych Dziur, którymi wypływają ze spółek pieniądze;
  • Spółki powinny ujawniać ponoszone przez nie (i ich grupy) nakłady na kulturę, sport, instytucje charytatywne, media, związki zawodowe, organizacje społeczne;
  • Nic nagannego we wspieraniu kultury, sportu itd., chodzi jednak o przejrzystość wydatków spółki na cele wykraczające poza podstawową działalność;
  • Oceny zasadności takich wydatków dokonuje rada nadzorcza i corocznie informuje o niej rynek w swoim sprawozdaniu.

Nie lubię formuły ESG (Environmental Social Governance) używanej wobec spółek jako miernik nie-wiadomo-czego. Zderza ona z sobą trzy aspekty, czyli środowisko, społeczeństwo oraz corporate governance. Pierwszy można sprowadzić do globalnej odpowiedzialności klimatycznej wobec planety i jej mieszkańców. Drugi dotyczy odpowiedzialności wobec społeczeństwa, dla wygody często pojmowanego jako społeczność lokalna obejmująca pracowników spółki oraz jej najbliższe otoczenie. Trzeci to ustrój spółki i jej relacje z rynkiem. Nie widzę powodu do mieszania tych zjawisk, co służy pomniejszaniu znaczenia każdego z nich.

Najwięcej nieporozumień dotyczy funkcji spółki określanej mianem CSR, corporate business responsibility. Wrzuca się tutaj do jednego worka wiele różnych spraw, przy okazji wykreowano nową specjalizację badawczą mającą objąć je wszystkie. Szyldem CSR przykrywa się nie tyle konkretne aspekty działalności spółki, co strumienie jej wydatków kierowanych na rozmaite cele. W istocie chodzi o dysponowanie pieniędzmi akcjonariuszy często bez ich zgody, nawet wiedzy. Część środków wyciekających ze spółki wpada do Czarnych Dziur – używam tu wielkich liter, wszak chodzi o wielkie pieniądze. Ujawnianie rozmiaru i struktury wydatków skłoni spółki do kierowania się opiniami akcjonariuszy i do przeciwdziałania nadużyciom.

Wspomniana zasada 1.5 Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021 przewiduje ogłaszanie przez spółkę zestawienia wydatków (ponoszonych przez nią samą oraz przez podmioty z jej grupy) na cele spoza podstawowej działalności, wraz z dokonywaną przez radę nadzorczą oceną zasadności tych wydatków. Zasada wymienia przykładowo wspieranie kultury, sportu, instytucji charytatywnych, mediów, organizacji społecznych lub związków zawodowych. Są to cele chwalebne, społecznie pożyteczne, przeto nie ma powodów do ukrywania przez akcjonariuszami i owych godnych celów, i przypisanych im kwot.

Z moich obserwacji wynika, że czasem spółce łatwiej wesprzeć szlachetne cele, niż otwarcie to ogłosić. Przed blisko dwudziestu laty wydawałem tygodnik o tematyce finansowej. Banki nie były jeszcze przygniecione ciężarem kolejnych podatków, hojnie wpierały kulturę, być może w sumie świadczyły na nią więcej niż rząd. Prowadziliśmy akcję „Kulturalne pieniądze” mającą opisywać zasługi instytucji finansowych na rzecz kultury narodowej. Napotykaliśmy na znaczne trudności w pozyskiwaniu informacji (nie chodziło o konkretne kwoty) dotyczące tej szlachetnej działalności. Pieniądze były bardzo kulturalne, za to rzecznicy prasowi opryskliwi i trudno uchwytni.

Kultura bywa uważana za środowisko uczciwe i czyste, natomiast sport – niekoniecznie. Lecz jest to środowisko potrzebujące wsparcia nie tylko ze strony resortu, także biznesu. Finansowanie przez spółki związków zawodowych jest praktyką powszechną, zrozumiałą w obliczu mnogości związków zrzeszających coraz mniej licznych członków, przeto niezdolnych do utrzymania ze składek swoich siedzib i działaczy (kiedyś pisałem o spółce finansującej ze swojej szkatuły 103. etaty związkowe). Oczywiście płacą za to spółki, ale nikt nie wie, ile. Niektóre spółki rozwijają szlachetną działalność charytatywną, bądź wspierają zajmujące się nią instytucje. Inne dotują działalność mediów, niezdolnych do samodzielnego utrzymania się na konkurencyjnym rynku. Nie chodzi o sens lub bezsens zamieszczania w danych mediach płatnych reklam, by odwdzięczały się chwaleniem spółki lub umieszczaniem zdjęcia prezesa na okładkach – tego, niestety, wyplenić się nie da, to materia etyki, nie corporate governance. Lecz wiele czasopism specjalistycznych nie mogłoby spełniać swoich misji, gdyby nie dotacje patronujących im spółek. Im więcej światła skierujemy na wydatki spółek, tym rynek będzie bardziej przejrzysty i uczciwy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 6 listopada 2021 r.

 

 

 

 

Na wielbłądach w kosmos, czyli swawole statutowe

Założyciele bywają gotowi porzucić materię, dla której powołano spółkę, by znienacka zająć się czymś innym bez konieczności zmiany statutu. Takie statuty są nośnikami ryzyka.

  • Ważnym obszarem potencjalnych manipulacji spółką kapitałową jest definicja przedmiotu jej działalności;
  • Istotna zmiana przedmiotu działalności jest utrudniona z uwagi na szczególne wymogi stawiane uchwałom w tej sprawie;
  • Wobec tego założyciele spółki często określają przedmiot jej działalności z fantazją i rozmachem, na wyrost;
  • Szerokie określanie przedmiotu działalności spółki nie leży w interesie inwestorów, gdyż spółka może bez ich zgody zmienić profil.

Przed kilku laty zbadałem spółkę szykującą się do IPO. Była ona (i jest) manifestacyjnie nieświadoma czym jest corporate governance. Ponadto określony w statucie przedmiot jej działalności liczył 156 pozycji, w tym badania i analizy związane z jakością żywności, działalność portali internetowych, działalność w zakresie nagrań dźwiękowych i muzycznych, zagospodarowanie terenów zieleni. Oraz produkcję miedzi i odzieży: dzianej, skórzanej, wierzchniej, a także zegarów, zegarków i mydła (o powidle nie wspomniano). Oraz budowę dróg, autostrad, dróg szynowych, kolei podziemnej. Oszołomiony skalą przedsięwzięcia, nie dowiedziałem się jednak, czym w istocie spółka się zajmuje. Zrezygnowałem z zapisu na akcje, ale spółka zadebiutowała, jej notowania rosną, weszła do indeksu sWIG80. Wniosek: inwestorzy, w tym instytucjonalni, nie biorą pod uwagę ryzyka przedmiotu działalności, zapewne nie czytają statutów, inwestują w ciemno.

Sprawa nie jest błaha. Prawo wymaga, by statut spółki akcyjnej, umowa prostej spółki akcyjnej i spółki z ograniczoną odpowiedzialnością określały przedmiot jej działalności zgłaszany do sądu rejestrowego. Istotna zmiana przedmiotu działalności wymaga uchwały walnego zgromadzenia powziętej większością kwalifikowaną. Dodatkowo w spółce akcyjnej wymaga się głosowania jawnego i imiennego, w którym każdej akcji przysługuje jeden głos bez przywilejów i ograniczeń, a skuteczność uchwały zależy od wykupienia akcjonariuszy, którzy nie zgadzają się na zmianę. Dlatego prawnicy zalecają spółkom określanie, na wszelki wypadek, przedmiotu ich działalności poprzez wpisywanie do statutu / umowy spółki możliwie licznych pozycji Polskiej Klasyfikacji Działalności. Wynika z tego, że założyciele bywają gotowi porzucić materię, dla której powołano spółkę, by znienacka zająć się czymś innym bez konieczności zmiany statutu. Takie statuty są nośnikami ryzyka.

Przed laty wykpiłem Optimus SA, gdzie przedmiot działalności obejmował ze 180 pozycji, ogromnie egzotycznych, jak produkcja cementu, wapna, gipsu itd., szklenie, chów, hodowlę i gospodarkę łowiecką, wykonywanie wykopów, oraz produkcję pasz dla zwierząt domowych. Odpisali mi gniewnie, że takie rzeczy wpisuje się do statutu na rybkę, a oni są poważną spółką. Jak poważną, okazało się, kiedy okradziono głównego inwestora.

Inna spółka, PMPG SA, ma w statucie 101 pozycji przedmiotu działalności (niedawno przybyło 3), w tym wytwarzanie i przetwarzanie koksu, sprzedaż samochodów osobowych i furgonetek, mebli, dywanów, zegarów, biżuterii, drewna, wyposażenia sanitarnego lub nieruchomości. Spółka gotowa nawet prowadzić badania naukowe. Najbardziej poruszający przykład podesłał mi ekspert rynku kapitałowego Mariusz Kanicki: PCZ SA, nienotowana spółka holdingowa pretendująca do miana medycznej miała w przedmiocie działalności i hodowlę wielbłądów, i produkcję rakiet kosmicznych. Nie dziwi, że spółka i jej interesariusze nie ujechali na wielbłądach w kosmos, ale skończyli źle.

Wielu spółkom obfitość przedmiotu działalności nie przeszkadza. Ambra SA zajmuje się także m.in. produkcją gier i zabawek (zapewne nie chodzi o grę w butelkę), sprzedażą hurtową skór, odpadów i złomu, działalnością usługową związaną z przeprowadzkami, bądź działalnością wspomagającą wystawianie przedstawień artystycznych. Statut Maxcom SA zawiera 80 pozycji przedmiotu działalności, w tym sprzedaż hurtową napojów alkoholowych, wyrobów tytoniowych, kawy, herbaty, kakao i przypraw. Energa SA może m.in. prowadzić działalność usługową związaną z poprawą kondycji fizycznej. Oraz doradztwo podatkowe. Na szczęście spółka zapewnia, że nie jest zobowiązana do wszystkiego, co objęto statutowym przedmiotem działalności.

Radzę inwestorom indywidualnym i instytucjonalnym, oraz analitykom, badanie statutów pod kątem przedmiotu działalności. Odkryją, że są też spółki traktujące materię z powagą. Dom Development ma 9 pozycji przedmiotu działalności, Grupa Polsat Plus ma 13 – i wystarczy. Natomiast po przejęciu przez PKN Orlen licznych gazet i portali komentatorzy sprawdzali, czy przedmiot działalności koncernu dopuszcza taką ekstrawagancję. Tak, dopuszcza w pozycji 67. przedmiotu działalności, chociaż przed laty nie było o tym mowy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet 26 października 2021 r.

Weto dla “weta zaocznego” – czyli bez przywilejów dla nieobecnych!

Zdarzają się przypadki, że trzeba nagle podjąć nieprzewidzianą uchwałę gdy załamują się plany, gdy spółkę dotyka powódź, pożar lub inne nieszczęście, gdy prezes zarządu wpada pod furgonetkę z lodami, gdy sąd orzeka tymczasowy areszt wobec kluczowego menedżera, gdy na jaw wychodzą oszustwa…   

  • Bywa, że warunkiem ważności uchwały rady nadzorczej jest udział w jej obradach przewodniczącego rady lub jego zastępcy;
  • Bywa, że warunkiem ważności uchwały rady nadzorczej jest oddanie na nią głosu przez przewodniczącego rady lub jego zastępcę;
  • Bywa, że warunkiem ważności uchwały rady jest brak sprzeciwu wniesionego przez członka rady nieuczestniczącego w obradach;
  • Dwa pierwsze warunki, wyartykułowane w statucie spółki, można uznać – lecz trzeci, kreujący “weto zaoczne”, jest niedopuszczalny.

Na gruncie Kodeksu handlowego z 1934 r. (zastąpionego w 2000 r. przez Kodeks spółek handlowych) nie wymagano od członków rady nadzorczej udziału w jej obradach. Maurycy Allerhand, uznany komentator Kh wskazywał, że członek rady mógł nie wziąć udziału w jej obradach jeżeli uznał ich przedmiot za pozbawiony doniosłości (zapytam: dla niego, czy dla spółki?). Wraz z warunkującym podjęcie obrad wymogiem kworum, Ksh tylnymi drzwiami wprowadził obowiązek członków rady uczestniczenia w jej pracach. Art. 388 § 2 Ksh dopuszcza nawet wprowadzanie spraw do porządku obrad rady już na jej posiedzeniu. Wobec tego nieobecny na nim członek rady nie może oddać w takiej sprawie głosu na piśmie.

Czasy zmieniają się, pora aktualizować słownictwo. Rada nadzorcza pracuje nie tylko na posiedzeniach. Zresztą nawet posiedzenia nie polegają już na grzaniu krzeseł przez członków rady zebranych przy stole. Ksh dopuszcza prowadzenie obrad rady – i podejmowanie przez nią uchwał – w toku posiedzeń online, przy wykorzystaniu (przez wszystkich lub niektórych członków rady) środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość, chyba że statut spółki stanowi inaczej. Warto rozważyć zastąpienie słowa „posiedzenie” terminem „obrady”, a „obecnych” na posiedzeniu – „uczestniczącymi” w obradach rady.

Wiele spółek trwa przy tezie, że pod nieobecność członka rady nie może ona podejmować uchwał w sprawach wprowadzonych do porządku obrad już na posiedzeniu. Zapewne przemawia za tym obawa przed manipulacjami pracą rady. Za przykład szczególnej ostrożności może posłużyć spółka, o której czasem sympatycznie myślę nad kieliszkiem wina… Jej statut, jak wiele innych, przewiduje umieszczenie w zawiadomieniu o zwołaniu rady wiążącego ją porządku obrad. W sprawach, które nie zostały uwzględnione w zawiadomieniu, rada może podjąć uchwałę tylko za zgodą wszystkich członków uczestniczących w obradach. Natomiast członkom nieobecnym  należy zapewnić – uwaga! – możliwość złożenia sprzeciwu wobec takiej uchwały. Przewodniczący ustala stosowny termin do wniesienia takiego sprzeciwu. „Uchwała jest skuteczna, jeżeli żaden z członków nieobecnych nie złoży w wyznaczonym terminie sprzeciwu”. Regulamin rady dopełnia obraz rzeczy: uchwała wejdzie w życie, jeżeli nieobecni „wyrażą zgodę na treść uchwały i taką uchwałę podpiszą”.

Mamy tu do czynienia z wyposażeniem nieobecnych w prawo weta w stosunku do uchwał podjętych przez radę nadzorczą w sprawach wprowadzonych pod obrady rady już w toku posiedzenia. Można przyjąć, iż za przyjęciem, za zgodą wszystkich obecnych, takiego trybu procedowania uchwały stoją ważne powody, których nie przewidziano w czasie rozsyłania zawiadomień o zwołaniu rady. Zdarzają się przypadki, że trzeba nagle podjąć nieprzewidzianą uchwałę gdy załamują się plany, gdy spółkę dotyka powódź, pożar lub inne nieszczęście, gdy prezes zarządu wpada pod furgonetkę z lodami, gdy sąd orzeka tymczasowy areszt wobec kluczowego menedżera, gdy na jaw wychodzą oszustwa – czyli wtedy, gdy okoliczności wymagają szybkiego reagowania. Doświadczenie podpowiada, że nie należy betonować porządku obrad zamieszczonego w zawiadomieniu o zwołaniu rady, że lepiej go traktować elastycznie, z szacunkiem dla nagłych, nieprzewidzianych wydarzeń, oraz dla propozycji wnoszonych przez obecnych. Przestrzegam przed wprowadzaniem do porządku prawnego spółki instytucji “weta zaocznego”. W obawie przed manipulacjami na szkodę nieobecnego umożliwia mu się manipulację na szkodę członków rady dopełniających obowiązku uczestniczenia w obradach. Nieobecny nie powinien być traktowany lepiej od obecnych i świadomych stanu rzeczy.

Tekst ogłoszony w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET 13 października 2021 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kilka uwag na tle pierwotnej oferty publicznej akcji PolTREG SA

Trwająca do 25 października pierwotna emisja publiczna akcji PolTREG SA skłania mnie do kilku obserwacji.

I. CENA EMISYJNA vs WARTOŚĆ NOMINALNA

Cena emisyjna akcji PolTREG SA (105,00 zł) wydaje się wysoka, zwłaszcza w zestawieniu z wartością nominalną akcji (0,10 zł). Współczynnik tysiącpięćdziesięciokrotności ceny akcji względem wartości nominalnej byłby zrozumiały w notowaniach ciągłych, gdzie kurs został z czasem wyniesiony tak wysoko siłami rynku. Przyjęcie takiej proporcji w IPO jest decyzją odważną, niemniej budzi ona wątpliwości. Nie widzę bowiem w tej cenie emisyjnej szczególnej pokusy dla inwestorów nabywających akcje w pierwotnej ofercie publicznej w oczekiwaniu na wzrost ich notowań w terminie od kilku miesięcy do roku.

Powaga pojęcia wartości nominalnej akcji jest systematycznie obrażana. Postępuje tak ustawodawca, obniżając minimalną wartość nominalną spółki akcyjnej do 1 grosza. Jeszcze dalej idzie przepis o prostej spółce akcyjnej, której kapitał akcyjny może wynosić 1 złoty. Obrazę wartości nominalnej pogłębia inflacja: za równowartość minimalnej wartości nominalnej akcji coraz bardziej nikt nigdzie niczego nie nabędzie. Racjonalnym za to argumentem na rzecz ustalania wartości nominalnej na poziomie niższym wobec oczekiwanego kursu akcji jest obawa przed utratą przez spółkę zdolności emisyjnej: nie może ona bowiem, w żadnych okolicznościach, emitować akcji poniżej wartości (raczej: bezwartości) nominalnej.

PolTREG SA została zawiązana przed kilku laty, przed eksplozją inflacji. Niewykluczone, iż w owym czasie nie brano jeszcze pod uwagę debiutu giełdowego. Przyjęcie wówczas wartości nominalnej w wysokości 10 groszy nie budziło zastrzeżeń. Pojawiły się one dopiero po ogłoszeniu ceny emisyjnej. Niemniej, przyznaję: w świetle prawa współczynnik tysiącpięćdziesięciokrotności ceny emisyjnej względem wartości nominalnej nie budzi zastrzeżeń.

Kolejne emisje akcji w latach 2018-2020 obejmowane były po 1 zł (seria F, 700 000 akcji), po 2,01 zł (seria G, 495 513 akcji), po 0,10 zł (seria H, 348 259 akcji), po 40,00 zł (seria I, 332 500 akcji).

II. UPRZYWIJEJOWANIE AKCJI

W spółce istnieją akcje imienne serii A w liczbie 486 750 uprzywilejowane co do głosu w stosunku 2 do 1. Dają one ogółem 973 500 głosów na walnym zgromadzeniu. Istniejące akcje zwykłe na okaziciela w liczbie 2 844 284 dają po jednym głosie każda. Podobną siłę głosu będą miały oferowane nowe akcje zwykłe serii M w liczbie nie większej niż 1 332 414 (jeżeli wszystkie zostaną objęte w pierwotnej ofercie publicznej), oraz akcje zwykle imienne serii J w liczbie 599 706 (jeżeli zostaną objęte przez uprawnionych z warrantów subskrypcyjnych serii A do 31 października 2030 r.), oraz akcje serii N1 w liczbie 220 000 i serii N2 w liczbie 110 000 (jeżeli zostaną objęte przez posiadaczy warrantów serii odpowiednio  N1 i N2 w terminie od 1 marca 2023 r. do 31 grudnia 2026 r.). Wzrastająca z czasem liczba akcji zwykłych będzie umniejszać udział akcji uprzywilejowanych w ogólnej liczbie głosów w spółce. Statut nie określa terminu wygaśnięcia uprzywilejowania akcji serii A.

Polskie prawo dopuszcza istnienie w spółce akcyjnej akcji zróżnicowanych pod względem siły głosu (dual-class shares) z zastrzeżeniem, że jednej akcji nie można przyznać więcej niż dwa głosy. Polskie prawo nie wymaga także tzw. klauzuli zachodzącego słońca (sunset clause) określającej termin wygaśnięcia uprzywilejowania akcji. Nie są to rozwiązania korzystne dla posiadaczy akcji pozbawionych uprzywilejowania, a w interesie rynku byłoby odchodzenie od nich. Na rozwiniętych rynkach kapitałowych, gdzie dopuszczone są jeszcze akcje o zróżnicowanych uprawnieniach, coraz częściej wymagane jest określenie terminu wygaśnięcia tych uprawnień.

III. UPRAWNIENIA OSOBISTE

Pierwotnie statut spółki budował piętrowe przywileje wskazanych w nim akcjonariuszy. W trakcie przygotowań do IPO wprowadzono doń istotne zmiany. Liczbę miejsc w radzie nadzorczej obsadzanych przez akcjonariuszy wyposażonych w osobiste uprawnienia do powoływania i odwoływania członków rady zmniejszono z pięciu (!) do trzech.

Uprawnienia osobiste do powoływania / odwoływania dwóch członków rady nadzorczej wygasną z chwilą objęcia oferowanych w IPO akcji serii M, co nie oznacza, że automatycznie wygasają mandaty powołanych przez nich członków rady. Jej obecna kadencja trwa do 21 maja 2025 r.

Liczebność rady nadzorczej określa walne zgromadzenie w przedziale od pięciorga do siedmiorga członków, przy czym przynajmniej dwoje z nich powinno reprezentować kryteria niezależności w rozumieniu ustawy o biegłych rewidentach z 2017 r. (członkowie niezależni). Prawo powoływania i odwoływania jednego członka rady przysługuje łącznie wskazanym imiennie przez statut trojgu twórcom metody TREG, jeżeli w chwili jego powołania / odwołania posiadają oni łącznie co najmniej 10 proc. ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu (na posiadane przez nich akcje serii A przypadają po 2 głosy). Natomiast wskazani imiennie przez statut akcjonariusze Venture FIZ i Paan zostają wyposażeni w prawo powoływania / odwoływania po każdy jednym członku rady nadzorczej, jeżeli w chwili powołania / odwołania posiadają każdy po co najmniej 10 proc. akcji w kapitale zakładowym spółki.

Jest zrozumiałe, że twórcy komercjalizowanej przez spółkę metody TREG oraz akcjonariusze z kręgu założycieli zostają wyposażani przez statut w uprawnienia osobiste. Niemniej, wobec faktu, iż dla powoływanych przez nich członków rady nadzorczej przeznaczone są trzy miejsca, zaś dwa miejsca w radzie obsadza walne zgromadzenie kierując się wymogami ustawy o biegłych rewidentach (niezależność, kwalifikacje), akcjonariusze wstępujący do spółki poprzez obecną ofertę publiczną nie uzyskają znaczącej pozycji na walnych zgromadzeniach.

IV. Spółka oświadcza, że po wejściu na parkiet nie będzie stosować, z różnych powodów, kilkunastu zasad Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021.

Proszę nie traktować tego wpisu jako rekomendacji nabycia akcji, względnie wstrzymania się od dokonania zapisu na akcje. PolTREG jest obiecującą spółką technologiczną, ma wspaniałe kompetencje, których nie jestem w stanie ocenić. Piszę o niej tylko pod kątem corporate governance.

Polecam także lekturę archiwalnego tekstu:

2013.01.26 Bezwartość nominalna