Miesięczne archiwum: Grudzień 2019

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA 2019

Jak co roku w noc wigilijną, zwierzęta zebrały się w stajence, by porozmawiać ludzkimi głosami. Szumidła nie zadziałały, więc udało się podsłuchać ich debatę.

Przybyli najważniejsi uczestnicy spotkania: BYK i NIEDŹWIEDŹ. Zmęczeni całorocznymi zmaganiami, ogłosili rozejm na ten wyjątkowy wieczór. Skoro żadnemu z nas nie udało się zdominować przeciwnika, damy sobie chwilę wytchnienia – oświadczyli zgodnie. LESZCZE i JELENIE nie kryły rozczarowania, że Byk nie szarżuje na Niedźwiedzia, nie bierze go na rogi, ale prędziutko spostrzegły, że zmęczona, osowiała bestia przecież ledwo trzyma się na nogach.

Zgromadzeni uczcili chwilą ciszy pamięć PSA POLICYJNEGO. Przed rokiem opowiadał, jak zatrudniono go w ważnej instytucji, by węszył nieprawidłowości na rynku, lecz okazało się, że są one na miejscu. Daremnie Pies podjął trop ( zresztą prowadzący naprzeciwko), gdyż utrudniano mu pracę: trzymano go na krótkiej smyczy, pryskano mu w nos trucizną, kazano mu wąchać chrzan. Niebawem dzielny nieborak został uśpiony, a skandal, jaki pragnął wyjaśnić, został zatuszowany.

Za nieprawidłowości na rynku energicznie zabiera się JASTRZĄB (Accipiter gentilis). Na spotkaniu odzywał się niewiele. Widać, że lepiej czuje się na wysokościach, na katedrze albo w locie, hen – na orbitach tak wysokich, że nawet Saturna zdołał strącić.  Spodziewano się, że do towarzystwa dołączy tego wieczoru także inny drapieżnik, wędrowny ptak KANIA (Milvus migrant). Jest on objęty ochroną, lecz nie przed wierzycielami, więc nie wziął udziału w spotkaniu i skrył się gdzieś za granicą. Przybył natomiast GŁUPTAK ZWYCZAJNY (Morus bassanus), objęty ochroną ścisłą, więc poruszający się zawsze w towarzystwie osobistych ochroniarzy. Jak zwykle, przemówił on chętnie opowiadając o tym, jak to się uczy, uczy i uczy. Obecność zapowiedziała także KACZKA (Anas platyrhynchos), ale liczono się z tym, że spóźni się, bo zaśpi.

Punktualnie przybył JENOT POLSKI, podający się za patriotę mały drapieżnik psowaty, który rozpanoszył się zuchwale. Już szepczą zwierzęta po kątach, że jenoty nie są pod ochroną, można polować na nie przez cały rok, więc z okazji należy skorzystać.

W stojącym na małym ogniu kociołku pluska się PASKUDNA ŻABA. Przechwala się wszem i wobec, że jest bardzo często całowana. Zwierzęta znają przyczynę: frajerzy całują Paskudną Żabę w nadziei, pocałunkiem wyzwolą skrytego pod jej postacią pięknego księcia, którego wszakże tam nie ma. Temperatura wody zwolna rośnie, zdaniem Żaby jest to świadectwem imponującego rozwoju, za który czuje się odpowiedzialna. Lecz wkrótce się ugotuje… Jej patron, ROPUCH, zapewne nie będzie się z tego cieszył.

Żali się MYSZKA ŚWIECKA na los marny. Mówi, że piszczy u niej straszna bieda. Nie ma gdzie mieszkać, liczyła że zadomowi się w wyniosłych wieżach, lecz z tego projektu nic nie wyszło. Narzeka, że MYSZY KOŚCIELNE mają doskonały PR i obfitują w dostatki, hojnie wspomagane z tacę i z budżetu. Ale oto nadszedł KOT PREZESA. Rozejrzał się, zamiauczał, więc Myszka Świecka czmychnęła do dziury. Kot Prezesa oświadczył, że żadne piski i krzyki nie przekonają go, iż Myszka Świecka ma rację. Jej pretensje to, jak się wyraził, austryjackie gadanie, natomiast on, Kot Prezesa, nauczył się od szefa, by austryjackie gadanie totalnie lekceważyć i nie wypłacać Myszce Świeckiej żądanych przez nią kwot. Przytaknęła mu KACZKA – spóźniona, bo oczywiście zaspała. Kwacząc „Ja cię nie mogę”, obrażała po kolei wszystkich.

Jednak najwięcej zainteresowania wzbudził KRÓLIK. Przed rokiem był nieobecny, ponieważ kilka dni wcześniej wpadł do dziury budżetowej. Opowiedział, że to była tajna dziura, starannie zamaskowana i tak głęboka, że Królik leciał w dół, leciał, aż doleciał do samej Japonii. Podobno teraz powstaje jeszcze głębsza dziura budżetowa prowadząca do Nowej Zelandii (nie należy mylić jej z Irlandią). Opowieść Królika sprawiła, że atmosfera stała się nerwowa.

Niemal w ostatniej chwili, niezapowiedziany, dołączył do zebranych ambitny KOZIOŁEK POZNAŃSKI. Zdradził, że ostrzy rogi i pragnie stanąć do walki, teraz zamierza się zmierzyć z sympatyczną, elegancką POPIELICĄ, a w maju ze wspomnianym już Głuptakiem. Na liczne wątpliwości zgromadzonych, że Koziołek nie jest przecież lotny, jakże więc miałby dać radę ptakowi – odparł, że na wieżyczce ratusza tryka on na poziomie wyższym niż jego rywal, więc go z pewnością pobodzie. Zobaczymy.

Na zakończenie spotkania, tuż przed świtem, tradycyjnie przemówiła HIENA. Nie jest ona lubiana na rynku, ponieważ pobiera podatki. Tym razem zapowiedziała, że żadnych podatków nie podniesie i kilkakroć powtórzyła to stanowczo. Lecz tak daleko zapędziła się w zachwytach nas samą sobą, że niechcący wygadała się: podatki nie będą podnoszone, ale wprowadzi się nowe, tylnymi drzwiami, a nawet przez komin. Goszczący wśród naszych zwierząt KANGUR stwierdził oburzony, że od samego słuchania rozbolała go kieszeń na brzuchu, więc chętnie umknie do siebie przez wspomnianą nową dziurę budżetową prowadzącą do Nowej Zelandii. Może nie jest ona już gotowa, lecz tempo wzrostu wydatków rokuje jej znakomicie.

Tekst ogłoszony 24 grudnia w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET

 

Czas na weryfikację wartości deklarowanych przez spółki

  • Odchodzi w przeszłość dogmat, że celem biznesu jest biznes. Zwycięża przekonanie, że celem działalności gospodarczej jest kreowanie wartości nie tylko materialnych;
  • Nie liczy się już wyłącznie pomnażanie zysku, także środowisko, ochrona klimatu, prawa człowieka u siebie, w najbliższym otoczeniu i w całym łańcuchu dostaw;
  • Nowe spojrzenie na spółkę bezspornie sugeruje, że akcjonariusz musi się posunąć, dopuścić do stołu innych;
  • Od wzniosłych deklaracji może zakręcić się w głowie; pora sprawdzić, czy są one urzeczywistniane w dobrej wierze.

Na początku są słowa. Gdyby udało się wcielić je w życie, inaczej wyglądałyby spółki, rynki, świat. Górnolotne manifesty głoszą, że racją działania spółek nie jest wyłącznie zysk, ale nadrzędne wartości, jak ochrona środowiska i klimatu, odpowiedzialność społeczna, godność pracowników i ich prawa, poszanowanie interesariuszy, zrównoważony rozwój, harmonia w relacjach z partnerami oraz powszechny dobrostan. O tym traktują manifesty z Davos, listy prezesa Black Rock do prezesów spółek portfelowych, a w szczególności – głośne posłanie Business Roundtable.

Światowe Fora Ekonomiczne w Davos zmierzają ku uczynieniu świata lepszym. Ogłoszony już Davos Manifesto 2020: The Universal Purpose of a Company in the Fourth Industrial Revolution głosi ideę wspólnego zaangażowania wszystkich interesariuszy w budowę wspólnych i trwałych wartości. Spółka ma bowiem służyć nie tylko akcjonariuszom, także jej wszystkim interesariuszom: pracownikom, klientom, dostawcom, lokalnym społecznościom oraz ogółowi społeczeństwa.  Jeszcze do niedawna uważano na rynkach kapitałowych, że interesariusz (stakeholder albo, złośliwie, mistakeholder) bywa doczepką do akcjonariusza (sharekolder, stockholder), wokół którego ma kręcić się spółka. Lecz mijający rok odwraca tę gradację, stał się Rokiem Interesariusza: czy tak już pozostanie, czy może wróci dawna kolej rzeczy?

Manifest Davos zmierza ku konkretom: spółka służy swojej klienteli oferując wartości najbardziej odpowiednie dla jej potrzeb. Uprawia uczciwą konkurencję. Nie toleruje korupcji. rzetelnie przedstawia konsumentom zalety swoich produktów i usług, nie kryjąc przeciwwskazań do korzystania z nich. Traktuje ludzi godnie, szanuje różnorodność załogi,  dąży do poprawy warunków pracy i dobrostanu zatrudnionych, wspiera trwałość zatrudnienia poprzez wzbogacanie i rozszerzanie kwalifikacji pracowników.

Spółka partnersko traktuje dostawców. Służy społeczeństwu. Rzetelnie płaci podatki. Pielęgnuje dla przyszłych pokoleń zasoby i wartości środowiska. Wypłaca inwestorom  dywidendy biorąc pod uwagę ich ryzyko, a także swoje potrzeby inwestycyjne i konieczność innowacji. Kreuje wartości krótko-, średnio- i długoterminowe kierując się korzyściami akcjonariuszy, lecz nie poświęca przyszłości w imię doraźnych korzyści. Spółka jest bowiem czymś więcej, niż jednostką gospodarczą generującą bogactwo. Jest ona częścią systemu zmierzającemu ku spełnianiu aspiracji jednostek i społeczeństw. Jej wynik należy oceniać nie tylko pod kątem zysku, także przez pryzmat osiągania przez nią celów na rzecz środowiska, społeczeństwa i jakości governance. Wynagrodzenia menedżerów powinny odzwierciedlać odpowiedzialność wobec interesariuszy.

Natomiast spółka działająca w skali międzynarodowej służy nie tylko interesariuszom, których dotyka ona bezpośrednio. Wespół z rządami i społeczeństwem obywatelskim jest ona interesariuszem wspólnej przyszłości. Globalne obywatelstwo korporacji wymaga od niej skupienia talentów, przedsiębiorczości, umiejętności i zasobów, by wespół z innymi spółkami dążyć do poprawy stanu świata.

Autorem Manifestu jest Klaus Schwab, twórca spotkań w Davos. Jego myśli biegną jednym torem z sierpniowym oświadczeniem Business Roundtable, oraz z tezami listów do prezesów spółek portfelowych, jakie corocznie rozsyła Larry Fink, prezes Black Rock uznawany za Wielkiego Mistrza Zakonu Inwestorów. To największa na świecie firma zarządzająca aktywami, są one obecnie szacowane na 6 000 000 000 000 USD i stale rosną (kiedy inwestowałem swoje oszczędności w fundusze zarządzane przez Black Rock, kurczyły się one szybko). Czytając listy Finka zastanawiałem się, czy ktoś porwie się na to, by sprawdzić zgodność czynów ze słowami, zweryfikować wiarygodność skrzydlatych deklaracji…

Być może godzina rozliczeń właśnie wybiła. Organizacja aktywistów rynkowych As You Sow – doświadczona (rok założenia 1992), typowa shareholders’ advocacy, wezwała Black Rock do ujawnienia, jak wygląda w praktyce zapowiedziane przeniesienie nacisku z dbałości o akcjonariuszy na dbałość o rzeszę interesariuszy. Skoro Black Rock resetuje swój system wartości korporacyjnych – niech ujawni, na czym to polega i do czego ma prowadzić. As You Sow wskazuje, że Black Rock jest znaczącym inwestorem w nowe przedsięwzięcia związane z wydobyciem węgla, podczas gdy światowa opinia zwraca się ku odnawialnym źródłom energii. New York Times zwrócił uwagę, że na walnych zgromadzeniach spółek portfelowych Black Rock nierzadko zajmuje stanowisko odmienne od innych akcjonariuszy.

Wobec tego As You Sow zgłasza walnemu zgromadzeniu Black Rock projekt uchwały zobowiązującej spółkę do przygotowania oświadczenia prezentującego jego spojrzenie na zmiany, jakie powinny zostać dokonane, by dostosować governance spółki do deklarowanych przez nią wartości.

Więc czekajmy.

 

 

Czym corporate governance zdołało wzbogacić świat w 2019 roku?

  • Rok 2019 dobiega końca. Oceniany przez pryzmat corporate governance uświadomił on światu potrzebę nowego spojrzenia na miejsce spółki w społeczeństwie;
  • Za najpilniejsze warto uznać sprawy związane w działaniem spółek na rzecz ochrony klimatu i powstrzymania degradacji środowiska;
  • Natomiast niczego nowego nie wniosły głośne kampanie o różnorodność w radach dyrektorów i zwiększenie liczby kobiet na stanowiskach w spółkach;
  • Przewodząca do tej pory światu na niwie corporate governance Wielka Brytania zapewne wkrótce opuści Unię Europejską, lecz w jakim kierunku pójdzie?

Pod względem corporate governance rok 2019 jest dla Polski stracony. Zamiast zbliżać się ku światu, zatrzaskujemy się przed nim. Dlatego coraz rzadziej poruszam tu polskie sprawy. Polski rynek kapitałowy więdnie, giełdzie ubywa spółek, inwestorom ubywa zapału, a kapitał zagraniczny traci wiarę w inicjatywę i przedsiębiorczość kraju, który własność państwową przedkłada nad prywatną. Świat zmierza w innym kierunku – jakim?

NOWY DOGMAT SPÓŁKI W SPOŁECZEŃSTWIE. Współczesnej rewolucji nie zapoczątkowano strzałem krążownika. Sygnał dla niej dała wpływowa organizacja amerykańskich top-menedżerów, Business Roundtable. Jej manifest stawia priorytety rynków kapitałowych w pozycji odwrotnej do wcześniejszej. Zakwestionowano w nim dogmat spółki akcyjnej jako organizmu służącego przede wszystkim – w praktyce wyłącznie! – dostawcom kapitału. Odrzucono prymat interesów akcjonariuszy nad interesami społeczeństwa i pozostałych uczestników rynku. Zaproponowano nowy dogmat: spółka, dążąc do spełnienia swoich celów gospodarczych, powinna służyć dobru jej interesariuszy: inwestować w pracowników, dbać o środowisko, przeciwdziałać niekorzystnym zmianom klimatu, przyzwoicie traktować dostawców i klientów, być dobrym obywatelem.

Manifest Business Roundtable nie wziął się z niczego, jego założenia dojrzewały od lat w programach wielkich inwestorów instytucjonalnych, jak Black Rock, Vanguard, CalPERS. Reakcje na manifest były różne. Jedni twierdzili, że oto amerykańskie spółki wypowiadają wojnę swoim akcjonariuszom. Inni dostrzegli potrzebę podnoszenia standardów etycznych rynku, bardziej umiarkowanych relacji wynagrodzeń personelu i kierownictwa, ograniczania nierówności, przeciwdziałania katastrofie klimatycznej. Przed półwieczem Milton Friedman głosił hasło, że społeczna odpowiedzialność biznesu polega na zwiększaniu zysków. Dzisiaj wymaga się więcej: misją biznesu jest wspieranie dobrobytu, wspomaganie zdrowia publicznego i sprawiedliwości społecznej. Wyzwanie nowych czasów zmieścił w kilku mądrych zdaniach Klaus Schwab, autor projektu Davos 2020 Manifesto.

Lubię do takich dyskusji wtrącić grosik, może nawet trzy: czas spojrzeć na odwrotną stronę materii. Powinnościom biznesu wobec społeczeństwa powinny towarzyszyć powinności społeczeństwa na rzecz biznesu. Oczekując wiele od rynku kapitałowego powinniśmy  wspierać akcjonariuszy, którzy na indywidualne ryzyko inwestują pieniądze dla dobra publicznego. Szczególnie w Polsce dotkliwie brakuje sympatii dla inwestorów indywidualnych, bez których nie ma i nie będzie rynku.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ KLIMATYCZNA. Nareszcie dojrzewa świadomość, że za stan naszej planety, Statku Kosmicznego Ziemia, odpowiadają nie tylko rządy i społeczeństwa, także wszyscy uczestnicy procesów gospodarczych, a na ich czele – wielkie korporacje. Rynki zaczynają domagać się od spółek wydobywczych, energetycznych, produkcyjnych, szczegółowych sprawozdań o wpływie ich działalności na środowisko i klimat. Pojawiają się głosy nawołujące do usuwania trucicieli z giełd, do wstrzymania finansowania brudnych dziedzin gospodarki, do rozwijania energii czystej i odnawialnej. Nietrudni zauważyć, że gdyby przystąpić do urzeczywistnienia tych założeń, indeks WIG20 zostałby mocno przetrzebiony (już lata temu głosiłem hasło indeksu Osiem i Pół), a nasza giełda miałaby nikłe szanse podniesienia się po takim ciosie. Byłoby to dla Polski bolesne, dla świata w gruncie rzeczy – obojętne.

Znam argumenty głoszące, że polskie spółki ponoszą znaczne ciężary, więc nie należy od nich oczekiwać rozliczania się przed społeczeństwem z odpowiedzialności klimatycznej. Tkwi w tym przecież nieporozumienie: to społeczeństwo ponosi ciężary spółek, których działalność negatywnie wpływa na środowisko i klimat, więc mamy prawo rozliczania ich ze skutków tej działalności.  Czas uświadomić sobie, że jak spółki prowadzące działalność szkodliwą dla klimatu mogą zostać usunięte z giełd, tak państwa, tolerujące działalność szkodliwą dla klimatu mogą zostać wyeliminowane ze społeczności międzynarodowej.

RÓŻNORODNOŚĆ, ALE JEDNORODNA. Najwięcej ogłoszonych w mijającym roku raportów, ekspertyz, analiz, dotyczyło kwestii różnorodności w radach dyrektorów, acz różnorodności pojmowanej jednorodnie: dążymy do zwiększenia udziału kobiet w radach i jesteśmy gotowi wzmacniać te dążenia wszelkimi argumentami, jakie przychodzą do głowy. Zajmuję się tym tematem od blisko dwudziestu lat i niezmiennie rozumuję tak: kandydatów do rad należy starannie dobierać, biorąc pod uwagę kompetencje i bogactwo doświadczeń, spośród możliwie najszerszej puli talentów, bez dyskryminacji z uwagi na płeć. Ale zwycięża już pogląd, że wcale nie chodzi o talenty, kompetencje albo doświadczenia, lecz przede wszystkim o płeć. Kobiet ma być w składzie rady ileś procent, może połowa albo nawet więcej, gdyż skorzystają na tym i spółki, i cały rynek. Ponadto pojawiają się pomysły ustanawiania kwot dla udziału kobiet kolorowych, kwot dla mniejszości etnicznych, lub preferencji dla weteranów i weteranek. by rady w swoim składzie nareszcie odzwierciedliły strukturę społeczeństwa. Towarzyszą temu badania o wpływie obecności kobiet w radzie na wyniki spółki, na wypłacane przez nią dywidendy, na wynagrodzenie CEO. Niestety, na dalszy plan schodzą niezaprzeczalne korzyści płynące z udziału kobiet w radzie, jak preferencje dla rzeczywiście najlepszych; jak twórcze bogactwo różnic poglądów, doświadczeń, postaw; jak unikanie zjawiska myślenia grupowego.

HMS BRITANNIA ODPŁYWA W NIEZNANE. W toku ostatnich dekad to Wielka Brytania inspirowała postęp na niwie corporate governance, począwszy od Cadbury Report po świeże Corporate Governance Code i Stewardship Code. Orędując za wyjściem z Unii, zwycięzcy w ostatnich wyborach Konserwatyści zapowiadali, że pragną wzmocnić konkurencyjność brytyjskiej gospodarki rozwijając i doskonaląc instytucje corporate governance. Członkostwo w Unii nie było przeszkodą w realizacji tych planów. Ciekawe, jak rozwinie się projekt, któremu w ostatnich latach poświęcono tyle zapowiedzi: upodmiotowienia pracowników jako szczególnie ważnych interesariuszy spółek i wprowadzenie ich reprezentacji do rad dyrektorów.

 

 

 

 

 

 

 

Awantura o (podwójne) standardy corporate governance

 

  • Notowana na LSE spółka JD Wetherspoon (FTSE 250, kod JDW) osiąga dobre wyniki, lecz budzi zastrzeżenia akcjonariuszy i rynku;
  • Założyciel i szef spółki odrzuca wszelkie zarzuty, podnosząc zarzut podwójnych standardów i ostro krytykuje zasady dobrej praktyki;
  • Akcjonariusze instytucjonalni domagają się reformy corporate governance, firma doradzająca inwestorom zaleca odrzucenie sprawozdania;
  • Spółka uprawia propagandę wymierzoną przeciwko Unii Europejskiej i poniosła niezgodne z prawem wydatki na cele polityczne.

Żądania poprawy corporate governance najczęściej kierowane są do spółek idących już pod wodę. Lecz JD Wetherspoon ma się dobrze, prowadzi na Wyspach Brytyjskich sieć hoteli i kilkaset popularnych pubów, pieszczotliwie określanych nazwą „Spoons” – i myśli o dalszej ekspansji. Na zły rozgłos naraziły spółkę nie tyle uwagi inwestorów, co wybuchowa reakcja założyciela, który jednym tchem zanegował sens zasad corporate governance i sponiewierał krytyków za rzekomo podwójne standardy oceny innych – i siebie. Co chyba nikogo nie dziwi, ponieważ Tim Martin, pyskaty zwolennik brexitu, lubi zaczepiać opinię publiczną.

Poszło o to, że poważni inwestorzy, Black Rock i Columbia Threadneedle, domagają się zmian w radzie dyrektorów. Brytyjskie zasady zalecają dla przewodniczącego rady (chair) i dyrektorów niewykonawczych (NEDs) posługę nie dłuższą niż 9 lat. Tim Martin założył spółkę w 1979 r. i przewodniczy radzie od 36 lat, a w JDW średnia tenury dyrektorów niewykonawczych to 15 lat. Firma doradcza Pensions & Investments Research Consultants (PIRC) zaleciła akcjonariatowi odrzucenie sprawozdań JWD, w których naliczono ponad 2 tysiące słów wymierzonych w Unię Europejską. Nadto media ujawniły nielegalne wydatki spółki na cele polityczne: 94 586 funtów kosztowało wsparcie kampanii na rzecz brexitu. W tym wyprodukowanie blisko 2 milionów podkładek pod piwo atakujących, a jakże, winnych wszelkiemu złu Francuzów, zwłaszcza Christine Lagarde.

Na konferencji wynikowej Tim Martin zareagował nadzwyczaj impulsywnie. Zasady corporate governance zdyskredytował jako nic nie warte, ich rzeczników jako osobników zapatrzonych we własne pępki. Krzyczał o chorobie mechanicznego odhaczania zaleceń, których stosowanie narzuca krótkoterminową perspektywę i produkcję długich, nieczytelnych sprawozdań pełnych żargonu, komunałów i upiększeń rzeczywistości, co owocuje marnymi lub katastrofalnymi wynikami. Zresztą rygorystyczne kierowanie się zasadami corporate governance kreuje miernoty i bankrutów. Co najgorsze, obłudni krytycy sami nie stosują zasad surowo wymaganych przezeń od innych.

Martin ma za złe, że PIRC ma w radzie dyrektorów raptem jednego niezależnego członka, a od JDW oczekuje czterech lub nawet pięciu niezależnych. Oraz że założyciel PIRC Alan McDougall pełni w tej radzie posługę aż od 33 lat, przedstawia się na Twitterze jako „ekspert governance” (gdyby to było karalne, prosiłbym o wymiar łagodny) i „były Eurokomunista”.  A Black Rock w radzie dyrektorów trzyma niezależnych ponad 9 lat, podobnie jak spółka matka Threadneedle. Zresztą Wyrocznia z Omaha nie widzi przeszkód, by w radzie Berkshire Hathaway niezależny posługiwał od 19 lat. Czyli: zasadę „stosuj lub wyjaśnij” Tim Martin praktykuje jako „nie stosuj i wyzywaj krytyków”. Kto krzyczy, zazwyczaj nie ma racji, ale z tym podwójnymi standardami przecież jest coś na rzeczy.

Namiętne wspieranie brexitu sporo Martina kosztuje. Kiedyś obniżył w swoich pubach ceny średnio o 20 pensów na pincie (0,56826 litra) piwa twierdząc, że różnica jest kosztem członkostwa w Unii, więc po wyjściu z niej, najlepiej bez umowy, ceny – jak widać – spadną, bowiem akcyza płynie do Brukseli. Walcząc z unijnymi produktami zastąpił francuskie szampany marnymi winami musującymi z Wysp (nie miałem odwagi sprawdzić, czy podaje je na ciepło, jak angielskie piwa), wycofał piwa niemieckie, a Jägermeistera zastąpił lokalną podróbką. Pffu! 

POST SCRIPTUM: Już po napisaniu tekstu i skierowaniu go do druku w Gazecie Giełdy i Inwestorów PARKIET (ogłoszony został 2 XII 2019 r.) odbyło się walne zgromadzenie JD Wetherspoon. Tim Martin uzyskał poparcie 98% głosów (w większości były to jego głosy, co nie umniejsza ich znaczenia). Zapytany o plany na przyszłość, Martin zacytował Warrena Buffetta, który „zamierza przejść na emeryturę pięć lat po śmierci”. Rosjanie mówią o takich „mołodiec”, co wyraża najwyższy stopień uznania.

 

.

 

 

 

Corporate governance w programach wyborczych głównych brytyjskich partii

  • W Polsce żadna partia nie poświęciła należytej uwagi rynkowi kapitałowemu, wszystkie całkowicie pomijają tematykę corporate governance;
  • W Wielkiej Brytanii tematem kampanii przed wyborami Izby Gmin 12 XII jest oczywiście brexit, ale corporate governance jest przedmiotem debat politycznych;
  • Poglądy głównych partii na temat corporate governance różnią się zasadniczo: konserwatyści chcą kontynuacji, labourzyści głębokich reform;
  • Konserwatyści prowadzą w sondażach, a radykalizm Partii Pracy osłabia jej szanse na zdobycie większości w Izbie Gmin.

Wielka Brytania jest ojczyzną corporate governance, przeto w kampaniach wyborczych poświęca się tej tematyce nieporównanie więcej uwagi niż w innych krajach. Nawet w kampanii osnutej wokół naczelnego zagadnienia, jakim obecnie jest brexit! Nikt nie rozważa wyjścia kraju z Unii Europejskiej jako okazji do rozluźnienia regulacji wprowadzonych przez krytykowaną Brukselę. Przeciwnie: politycy gotowi są iść dalej, wprowadzać w życie standardy wyższe od unijnych. Wszelako nie są zgodni, jakie standardy należy wprowadzić, oraz jakim kosztem.

PARTIA KONSERWATYWNA jest oszczędna w obietnicach, prawdopodobnie dlatego, że póki na jej czele stoi Boris Johnson uznawany za notorycznego kłamcę, lepiej trzymać język za zębami. Konserwatyści już wcześniej (Theresa May w 2016 r.) złożyli obietnicę wprowadzenia do rad dyrektorów silnej reprezentacji pracowniczej, ale zarazem przedstawiono spółkom łagodną alternatywę, więc do zasadniczych zmian nie doszło. Obecnie Partia Konserwatywna wprawdzie reaguje na problemy najbardziej nurtujące wyborców, lecz poprzestaje na ogólnikach, unikając konkretów. Mówi więc o nadmiernych wynagrodzeniach menedżerów wielkich spółek i zapowiada, że chce coś z tym zrobić, ale nie mówi co, kiedy i jak. Obiecuje ochronę środków zgromadzonych w zakładowych funduszach emerytalnych. Rozpamiętuje burzliwe upadki wielkich spółek jak Carillion i Thomas Cook Group, dostrzega w związku z tym potrzebę reformy audytu, lecz i tu brak konkretów. Nie zrealizowano do tej pory zapowiedzi powołania silnego organu nadzoru nad rynkiem kapitałowym (Audit, Reporting and Governance Authority).

LIBERALNI DEMOKRACI proponują reformę zmierzająca do poprawy rynku (Better Business). Wszystkie spółki zostałyby objęte obowiązkiem składania rynkowi oświadczeń o stosowaniu corporate governance obejmujących m.in. zasady wynagradzania pracowników, standardy ochrony środowiska, świadczenia na rzecz lokalnych społeczności oraz korporacyjne praktyki etyczne. Na spółkach miałby spoczywać ogólny obowiązek staranności w dziedzinie środowiska (ochrony klimatu), w tym – zarówno w działalności własnej, jak dostawców – eliminowania produktów i praktyk powodujących deforestrację. Oraz obowiązek dbałości o prawa człowieka, w tym przeciwdziałania pracy nieletnich i współczesnemu niewolnictwu.

Ponadto Liberalni Demokraci przewidują doskonalenie Corporate Governance Code poprzez wprowadzenie obowiązkowej reprezentacji pracowników w radach dyrektorów i w komitetach wynagrodzeń. Byliby oni wyposażeni w pełne uprawnienia dyrektorów i objęci równą z nimi odpowiedzialnością. Partia pragnie zachęcić spółki notowane do rozwijania akcjonariatu pracowniczego, a Unię Europejską (jest zwolennikiem pozostania w niej) do obligatoryjnych badań poszanowania praw człowieka przez wielkie korporacje.

PARTIA PRACY proponuje tak wiele, jak gdyby chciała swoim programem zniechęcić rozsądnych wyborców do głosowania na nią. Opowiada się za nowelizacją Companies Act z 2006 r. i wprowadzeniem możliwości zastąpienia rady dyrektorów dwoma organami: radą nadzorczą i zarządem. W skład rady nadzorczej wchodziliby pracownicy, klienci i inwestorzy długoterminowi. Współczynnik CEO pay ratio (wynagrodzenie CEO wobec najniższej płacy w spółce) nie mógłby przekraczać 20 – obecnie bywa nawet trzycyfrowy. Firmy finansowe byłyby badane przez państwowego audytora. Biegli rewidenci byliby rotowani najpóźniej po 5 latach (obecnie 10). Labourzyści pragną znacjonalizować kilka dziedzin gospodarki narodowej: wodę, energię koleje i internet szerokopasmowy. Odszkodowanie – poniżej cen rynkowych – wypłacą w bonach. Z giełdy znikną także spółki zaniedbujące obowiązek dbałości o klimat.

Karl, John Maynard, Friedrich, Milton, zgodnie przewrócą się w grobach: Jeremy Corbyn i jego partia zamierzają napisać nowe prawa ekonomii. Państwo ma być duże. Zza oceanu inspirację daje Elizabeth Warren i jej propozycja Accountable Capitalism Act (żyję długo, pamiętam niezliczone projekty odpowiedzialnego socjalizmu – tu wychodzi to samo). Gospodarka zostanie poddana kontroli. Powstanie państwowa superkomisja do spraw biznesu, w jej ramach będą działać trzy komisje: do spraw spółek, do spraw finansów, do spraw egzekwowania regulacji. W firmach Tłustej Czwórki oddzieli się działy audytu od pozostałych (wszyscy wzdychają do tego, kończy się na gadaniu).

INSTYTUT DYREKTORÓW (Institute of Directors) nie jest partią, lecz apolityczną reprezentacją zdrowego rozsądku. O gospodarce i etyce wie więcej niż wszyscy politycy razem wzięci. Instytut jest przeciwko burzeniu systemu i łamaniu krzeseł. Na marginesie kampanii ogłosił manifest o potrzebie zwiększenia zaufania do biznesu. W tym celu proponuje się wzmocnienie odpowiedzialności systemu corporate governance na rzecz społeczeństwa. Oraz doskonalenie profesjonalizmu rad dyrektorów i ich członków. Oraz zwiększanie zdolności rad do działania w dalekim horyzoncie czasowym, do myślenia perspektywicznego. Proponuje się Code of Conduct – zbiór zasad postępowania członków rad dyrektorów największych korporacji. Takie zbiory zasad maja lekarze, prawnicy, księgowi – dlaczego nie dyrektorzy? Rady dyrektorów powinny być poddawane niezależnej ocenie zewnętrznej. Należy ustanowić Audit, Reporting and Governance Authority – organ już przewidziany w Raporcie Kingsmana z 2018 roku. Proponuje się także powołanie Corporate Governance Commission formułującej standardy postępowania na rynku. Na koniec: Wielka Brytania powinna utworzyć Sovereign Wealth Fund inwestujący w przyszłościowe spółki zielonej natury i zrównoważonego rozwoju.

Ciekawe, który z polskich polityków mógłby podjąć dyskusję na temat corporate governance?