Miesięczne archiwum: Styczeń 2021

Cztery plagi rynku. Czy grozi nam także piąta?

Są na polskim rynku inwestorzy dotknięci przez którąś z plag, jakie poniżej wymienię. Są także sponiewierani przez więcej niż jedną z tych plag. Są wreszcie nieszczęśnicy ugodzeni boleśnie przez wszystkie. Wielu z nich straciło już nadzieję na jakiekolwiek wsparcie. Skoro nie mogą już spodziewać się pomocy – czy to znaczy, że sami są winni fatalnym  niepowodzeniom? Czy można wytknąć im nieprzemyślane działania, nieodpowiedzialne inwestycje, lekceważenie ryzyka lub karygodną chciwość? Otóż nie.

PLAGA PIERWSZA: NIEKONTROLOWANY WYSYP OBLIGACJI

Przykładem, zgoła symbolem tej plagi jest niesławna Getback SA. Wyemitowała ona obligacje na ok. 3,4 miliardy złotych, nie mając na nie pokrycia. Pisząc raport o (braku!) corporate governance w spółce użyłem wobec niej terminu vomitent (ang. vomit – wymiotować) ukutego przez Mariusza Kanickiego na określenie emitenta bez umiaru. Była to działalność oszukańcza, dokonywana na oczach instytucji działających na rynku kapitałowym i nadzorujących go. Wspomniany raport osadza przypadek Getback SA na tle ogólnego kryzysu, który objął rynek, państwo, systemu. Konkluzja: „widziane z osobna sprawy KNF, NBP, BFG, VAT, nawet wielomiliardowe straty SKOK – nie uderzyły ludzi bezpośrednio po kieszeni. Natomiast sprawa Getback SA uderzyła ich z mocą zdecydowanie większą niż AmberGold.” Więcej na ten temat:

2019.03.04 Getback i corporate governance. Raport Nartowskiego

PLAGA DRUGA: NIEPRAWIDŁOWA SPRZEDAŻ OBLIGACJI (MISSELLING)

Obligacje emitowane bez umiaru i pokrycia przez Getback SA nie leżały w ciszy na poczcie jak niesławne pakiety wyborcze Jacka Sasina. Obligacje poszły na rynek, były oferowane klientom detalicznym przez samą Getback SA, lecz przede wszystkim przez domy maklerskie i banki: nieistniejący już Polski Dom Maklerski, Noble Securities, Idea/Lion’s Bank, Getin Noble Bank, Citibank, Alior, DM Michael Ström, Getin Bank, CDM Pekao, Heritage Real Estate, Open Finance, Altreo. Posługiwano się nieuczciwymi technikami marketingowymi, składano potencjalnym nabywcom puste obietnice.  Proceder niezgodnej z prawem sprzedaży  (misseling) określiłem jako oferowanie przez niewłaściwe podmioty niewłaściwym nabywcom, w niewłaściwy sposób, niewłaściwych walorów.

Spośród dystrybutorów tych pustych papierów największy rozgłos zyskał z czasem Idea Bank SA, który nie miał uprawnienia do sprzedawania obligacji. Przy okazji uwaga rynku została zwrócona w stronę obligacji emitowanych przez banki Leszka Czarneckiego, w tym Idea Banku. Przestrzegałem więc przed trzecią plagą rynku: poddaniem wspomnianych banków, zwłaszcza Idea Banku, procedurze resolution: „Obligatariusze nie ponoszą odpowiedzialności za sytuację banku. (…) Gdyby doszło do ich pokrzywdzenia w procesie resolution, skutki byłyby fatalne”. Jako się też stało.

Czytaj: 2019.06.10 ALERT: Pod rynkiem tyka bomba.  Czy obligacje banków Czarneckiego wysadzą nas w powietrze?

PLAGA TRZECIA: IDEA BANK SA W PROCEDURZE RESOLUTION

Jedna z bomb została rozbrojona, ale nie obyło się bez ofiar. Wkłady oszczędnościowe klientów Idea Banku zostały ocalone, niemniej rykoszetem ugodzono akcjonariuszy i obligatariuszy. Ich walory po prostu wyparowały. Akcje i obligacje potocznie nazywamy papierami wartościowymi, chociaż nie mają postaci materialnej, w tym przypadku nie są ani papierami, ani nośnikami wartości; istniały jako pozycje w rejestrach, ale zostały wymazane. Zostało to przyjęte bardzo źle, dewaloryzację tych „papierów” uznano nawet za zemstę na Leszku Czarneckim za ujawnienie paskudnej afery korupcyjnej b. przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego (po którym słuch zaginął, widać i on został wymazany z rejestru, tym razem oskarżonych!). Lecz sprawy nie zawsze są takie proste, jakimi się wydają.

Czytaj: 2021.01.07 Warto odróżnić przypadek Idea Bank od sprawy Leszka Czarneckiego

PLAGA CZWARTA: PODATNIK TRACI DWA RAZY

Skoro „walory” Idea Banku zostały unicestwione, ich posiadacze stracili, co mieli. Lecz nie koniec na tym: stracili więcej, albowiem w rozliczeniach podatkowych (PIT 38) za rok 2020 nie mogą straty na tych papierach skompensować z zyskami z innych. Nie mogą, ponieważ papiery zniknęły z rejestru KDPW, czyli nie tylko ich nie ma, lecz także jakby nie było. Z punktu widzenia prostego podatnika poprzednie zdanie przybiera brzmienie: „Nie mogą, bo nie”. Skoro nie było papierów – nie było straty. Kto w dalszym ciągu tego nie rozumie, niech wspomni przesłynną doktrynę Lecha Wałęsy o plusie dodatnim i plusie ujemnym. Otóż mamy tutaj do czynienia z plusem ujemnym, basta!

PLAGA PIĄTA DOPIERO SIĘ CZAI. A KYSZ!!!

Parkiet informuje: „Janet Yellen, nominowana na stanowisko Sekretarza Skarbu USA powiedziała, że rozważyłaby opodatkowanie niezrealizowanych zysków kapitałowych, dowiedział się Reuters”.

Na myśl o tym ogarnia mnie trwoga. Płacę podatki od zysków kapitałowych gdy tylko owe zyski zostają zmaterializowane: kiedy wartość moich akcji wzrosła, a ja sprzedaję je z zyskiem, pojawia się problem podatku. Pojawia się jedynie, ponieważ zanim wypełnię zeznanie podatkowe, skompensuję uzyskane w roku podatkowym zyski z poniesionymi w tymże roku podatkowym stratami. Jeżeli moje papierowe zyski zostaną opodatkowane, będę domagał skompensowania tych zysków z papierowymi stratami.

Złowrogim pomysłom opodatkowania niezrealizowanych zysków mówię: a kysz, zgiń, przepadnij!

 

Dlaczego przejęcie przez Orlen mediów regionalnych zagraża prawdzie i prawu?

  • PKN Orlen SA rozwija się i pęcznieje: nabywa liczne aktywa i gotów jest nabyć ich więcej;
  • Niemniej niedawny zakup większości polskich mediów regionalnych nie jest zwyczajną transakcją handlową;
  • Ma ona niezaprzeczalne znaczenie polityczne i zagraża szeroko pojętej swobodzie głoszenia opinii;
  • Bulwersującym przykładem zagrożeń wspomnianej swobody jest usunięcie przez Rzeczpospolitą krytycznego wobec tej transakcji tekstu znanego prawnika.

Nie należy dopuścić do zamiecenia tej sprawy pod dywan. Niebawem po ogłoszeniu na rp.pl artykułu krytycznie oceniającego transakcje zakupu przez Polski Koncern Naftowy Orlen większości polskich mediów regionalnych: dzienników, tygodników, lokalnych portali internetowych – doszło do usunięcia wspomnianego tekstu ze strony dziennika. Istnieje przypuszczenie, że koncern (lub sam jego prezes) interweniował w tej sprawie w redakcji, co by mnie nie zdziwiło: został obrazowo porównany do Nikodema Dyzmy, prostaka-karierowicza, a nadto postawiono mu poważny zarzut działania na szkodę zarządzanej przezeń spółki. Znam przypadki takich interwencji; był czas, gdy kierowano je i do mnie, nie stroniąc od pogróżek. Sprawa ma dla mnie dwa wątki, a oba budzą spore wątpliwości: czy prezes Daniel Obajtek powinien kupować media – i czy Rzeczpospolita, czy to za sprawą prezesa Orlenu, czy z własnej inicjatywy, powinna usunąć artykuł?

Biorąc pod uwagę skalę działania koncernu, sprawa wydaje się błaha. Orlen jest wielkim , ogromnie złożonym organizmem. Skupia niezliczone spółki zależne. Prowadzi operacje w kilku krajach. Zdefiniowany w statucie przedmiot działalności spółki obejmuje wydawanie gazet. Statut zezwala spółce na nabywanie innych spółek. Zakres samodzielności finansowej zarządu jest znaczny. Niemniej autor wspomnianego artykułu, prof. Michał Romanowski, praktykujący na rynku kapitałowym znawca prawa spółek, postawił dwa pytania: czy zarząd, który podobno zasięgnął opinii ekspertów (nic o nich nie wiadomo), konsultował zakup mediów także z radą nadzorczą spółki? Oraz, czy zwrócił się do akcjonariuszy o zgodę na ów zakup?

Nie znam stanowiska rady nadzorczej. Nie wiem, czy je zajęła. Zarząd nie zwracał się do akcjonariuszy, zapewne nie widział potrzeby. Zresztą są oni tradycyjnie bierni. Państwo ma w spółce udział mniejszościowy, ale nie liczy się z innymi inwestorami, a oni milcząco przyzwalają na rozmaite ekscesy. Spółka jest (zawsze była!) organizmem upolitycznionym. Grzebią w niej służby specjalne. Kolejne rządy widzą w niej narzędzie mogące służyć ich celom. Celem obecnego rządu jest zawłaszczenia państwa i obezwładnienie społeczeństwa. Niektóre nabytki Orlenu można wyjaśniać (jeśli ktoś wierzy argumentom spółki) poszukiwaniem korzyści natury gospodarczej: temu służy przejęcie Energy, zamierzona fuzja z Lotosem, apetyt na PGNiG. Lecz mediów nie skupiono dla synergii w drukowaniu faktur, bądź dla wspierania Ruchu, ratowanego przez Orlen dla odciążenia Aliora, lekkomyślnie kredytującego tonącego kolportera prasy. Chodzi o możliwość wykorzystania mediów w służbie partii rządzącej.

Nie posłuży to prawdzie. Nie służy jej przecież wcale opanowana przez PiS telewizja. Nie służą jej liczne media wprawdzie prywatne, lecz utrzymywane przez spółki z udziałem państwa. Nie służy jej inwazja na słynną radiową Trójkę, bez skrupułów przemienioną w trujkę. Z mediów kontrolowanych przez trzymających władzę wylewa się zbiór bzdur, szamba i nienawiści. Orlen jako wydawca nie sięgnie po Pulitzery. Nabyte media posłużą celom propagandowym. Promując kłamstwo, wywracając na opak system wartości godziwych, tępiąc prawdę – ogranicza się strefę wolnego słowa. Godzi to w demokrację, w prawa obywatelskie,  w istotę państwa prawa i Konstytucji RP.

Reszta jest w sferze domysłów. Bez względu na to, czy Orlen zabiegał o usunięcie niewygodnego dlań tekstu, czy redakcja usunęła go z własnej inicjatywy – rzecz jest wysoce naganna. Nie wiem, czy Orlen kupi Rzeczpospolitą i Parkiet (Parkietu byłoby mi żal, bardzo lubię ten dziennik). Nie wiem, lecz wątpię, czy aby Daniel Obajtek (jak sugeruje Michał Romanowski) ma ambicję zostania premierem – jest utalentowanym samoukiem pozbawionym gruntownego wykształcenia, menedżerem do zadań specjalnych, lecz jeszcze nie politykiem. Nie mam pojęcia, czy Orlen, bądź Daniel Obajtek osobiście, będzie ciągać prof. Romanowskiego po sądach narażając się na śmieszność i porażkę.

Resumując: Orlen zrobiłby lepiej dla siebie i dla dobra publicznego, gdyby mediów lokalnych nie kupił. Rzeczpospolita zrobiłaby lepiej, gdyby nie usunęła wspomnianego tekstu, wszak nie jest pismem szczególnie poczytnym, artykuł nie miałby wielu odsłon. Zabawa w cenzora przyniosła pismu wstyd, a usunięty artykuł uzyskał popularność.

Czytaj także: 

2018.02.10  Czyściciel Obajtek, Orlenino i gra w czaszki (oraz przywołane tam teksty)

Warto odróżnić przypadek Idea Bank SA od sprawy Leszka Czarneckiego

  • Przypadek przejęcia części operacji Idea Bank SA nie jest ani nieoczekiwany, ani przesycony polityką;
  • Wyróżniają go jednak demonstracyjne rezygnacje w zarządzie Banku Pekao SA przejmującego rachunki klientów Idea Bank SA;
  • Inny charakter ma kipiąca polityką sprawa Leszka Czarneckiego, twórcy i inwestora przejętego Idea Bank SA;
  • Jedni komentują, że inwestor „nie dogadywał się z władzą”, więc ma za swoje – inni, że to władza ma dogadywać się z rynkiem.

„Przejęcie Idea Bank SA”, a ściślej – poddanie go tzw. procedurze resolution, nie wywołało emocji w środowisku bankowym. Jego poważni liderzy: Przemek Gdański (BNP Paribas Polska), Brunon Bartkiewicz (ING Bank Ślaski), Cezary Stypułkowski (mBank) potraktowali rzecz profesjonalnie. Padło nawet znamienne słowo „nareszcie”. Natomiast opinia publiczna uległa znacznemu wzburzeniu, miarkowanemu tylko z uwagi na mnogość afer, prawdziwych i rzekomych, wydumanych, wybuchających w polskiej polityce. Pojawiły się zarzuty, że bank został ukradziony, że państwo jest zbójeckie, że sprawa jest polityczna, że inwestor został pokrzywdzony w odwecie za to, iż stawiał się władzy. Dlatego proponuję odróżnić przypadek Idea Bank SA od sprawy Leszka Czarneckiego, znanego inwestora i osoby, wokół której politycy PiS próbują zacisnąć pętlę.

Sprawa Idea Bank SA ma swoją bogatą historię. Wspominałem o niej kilkakrotnie na mojej stronie andrzejnartowski.pl poświęconej corporate governance. Były to wzmianki krytyczne. Dwa najważniejsze teksty to: RAPORT NARTOWSKIEGO: sprawa Getback SA w świetle corporate governance (2018) dostępny tutaj: 2019.03.04 Getback i corporate governance. Raport Nartowskiego, oraz
2019.06.10 ALERT: Pod rynkiem tyka bomba: Czy obligacje banków Czarneckiego wysadzą nas w powietrze?

W pierwszym z nich starałem się ukazać ogrom nieprawidłowości w spółce Getback i wokół niej, w działaniach Idea Banku, na rynku kapitałowym, oraz w państwie i jego organach, nie wikłając sprawy w politykę. W drugim wskazałem na konkretne zagrożenia dla przyszłości rynku i wyraziłem nadzieję, że Bankowy Fundusz Gwarancyjny i Komisja Nadzoru Finansowego zdołają rozbroić minę, która tyka pod rynkiem, bowiem czasu zostało niewiele. 

Rezygnacje dwóch członków zarządu Banku Pekao SA zostały ogłoszone bezpośrednio po oświadczeniu p.o. prezesa banku w sprawie przejęcia części operacji i rachunków klientów Idea Banku SA. Co ważne: rezygnacje zostały jednoznacznie umotywowane: chodzi o odmienną wizję rozwoju banku. Piastuni spółek często (zbyt często, moim zdaniem) składają rezygnacje, nie ujawniając prawdziwych motywów tego kroku. Zasłaniają się względami osobistymi, stanem zdrowia, spełnieniem powierzonej im misji, albo nie mówią nic.

W bankach często dochodzi do wymuszenia rezygnacji: odejdź po dobroci, w nagrodę otrzymasz sutą odprawę i absolutorium – bądź zostaniesz odwołany bez odprawy i absolutorium. Przygotowania do operacji włączenia Idea Banku do Banku Pekao trwały kilka miesięcy, było dużo czas na złożenie rezygnacji bez ostentacji i demonstracji. Sprawa jest więc niecodzienna, niektórzy dopatrują się w niej podtekstu politycznego. Sztuki rezygnacji dotyczy zwięzłe kompendium:
2016.03.29 Rezygnacja piastuna spółki akcyjnej. Najczęściej zadawane pytania.

Gdyby pominąć wątek rezygnacji piastunów Banku Pekao, w sprawie Idea Banku nie widzę tajemnicy. Upolityczniona i złożona jest natomiast sprawa inwestora, dr. Leszka Czarneckiego. Osaczyła go gęsta sieć intryg. Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego złożył mu korupcyjną propozycję w stylu: mamy cię na oku, ale damy spokój, jeżeli zatrudnisz naszego człowieka. Wcześniej kandydat do pracy w banku Czarneckiego został niespodziewanie członkiem Rady Giełdy, a to pod pretekstem, że Skarb Państwa chce wzmocnić nad nią nadzór. Lecz nie miał on stosownych kwalifikacji do powierzonej mu misji, a misja była zbędna, wcale nie było potrzeby wzmacniania nadzoru nad giełdą. Ślady tajemniczej nominacji wiodły do Narodowego Banku Polskiego. O czym pisałem w tekście:
2018.11.24 Z kart historii: Tajny radca w radzie giełdy.

 Leszek Czarnecki ujawnił nagranie spotkania z Markiem Chrzanowskim, wobec którego podobno prowadzone jest postępowanie, ale nadzwyczaj niemrawe. Za to inwestor ma liczne kłopoty. Ma zostać aresztowany, jego adwokat został zatrzymany, przeszukano jego kancelarię, zajęto dokumenty, w szpitalu – nieprzytomnemu! – odczytywano zarzuty. Okoliczności sprawy nie świadczą, by Rzeczpospolita była państwem prawa. Gęste opary intryg wymierzonych w inwestora i jego obrońcę mogą obrócić się przeciwko państwu.

Komentarze rozgorączkowanych internautów są wobec państwa nadzwyczaj krytyczne. Wynika to z braku zaufania – zresztą zasłużonego! – do jego instytucji. Spotykam się z opiniami, że istota sprawy nie tkwi w tym, ile zła uczynił Idea Bank rynkowi kapitałowemu oszukańczym misselingiem obligacji Getback SA i potencjalnym zagrożeniem dla systemu bankowego, jaki mogła spowodować jego upadłość – a w tym, że znany inwestor nie dogadywał się z politykami!

Inwestorzy mają działać zgodnie z prawem, a ci, którzy tak czynią, mogą nie oglądać się na państwo. Niestety, państwo niekiedy nasyła na nich ludzi z dziwnymi propozycjami, przeto nie można mu ufać. Nie jest powinnością ludzi rynku dogadywanie się z państwem, to powinnością państwa jest troska o rynek i tych, którzy na nim uczciwie działają.